UEFA Champions League 2019-20 grafika

Ponad trzy miesiące rozłąki i nerwowego obgryzania paznokci w oczekiwaniu na nowy sezon Pucharu Europy Mistrzów Krajowych, od 27 lat dumnie zwanego Ligą Mistrzów. Fani futbolu znad Wisły po raz kolejny będą jednak oglądać zmagania piłkarskiej elity z poczuciem niedosytu, wszak na europejskich salonach znów zabraknie polskiego klubu, co niestety nie jest już dla nikogo niespodzianką. Jak co roku pochyliliśmy się nad czterema kluczowymi zagadnieniami dotyczącymi najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych na Starym Kontynencie.

1. Czy Cristiano Ronaldo wyrówna rekordy Gento i Seedorfa?

Wydawać by się mogło, że „Mr Champions” w Lidze Mistrzów pobił już wszystkie możliwe rekordy. Tymczasem przed 34-letnim Portugalczykiem wciąż stoją wyzwania, których do tej pory nie udało mu się jeszcze zrealizować. Zdecydowanie najbardziej pożądanym z nich jest szósty triumf w Champions League. W tym momencie „CR7” ma na swoim koncie pięć „uszatych” pucharów, dzięki czemu wspólnie z legendarnymi Alfredo di Stéfano, Paolo Maldinim i Alessandro Costacurtą zajmuje ex aequo drugie miejsce w gronie najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii. Palmę pierwszeństwa dzierży Francisco „Paco” Gento, który w latach 1956-1960 oraz 1966 sześciokrotnie wygrywał Puchar Europy.

Jeżeli Portugalczyk zdobędzie upragniony tytuł z Juventusem, automatycznie wyrówna także inny rekord – stanie się drugim zawodnikiem w historii, który najbardziej prestiżowe rozgrywki pod egidą UEFA wygra z trzema różnymi klubami. Do tej pory jedynie Clarence Seedorf może poszczycić się takim osiągnięciem.


Ciekawostką jest również fakt, że końcowe zwycięstwo Starej Damy oznaczać będzie zmianę w rubryce „Najstarszy triumfator Champions League”. To miano wciąż dzierży Alessandro Costacurta, który z ekipą Milanu okazał się bezkonkurencyjny w sezonie 2006/07, a w dniu finału liczył sobie dokładnie 41 lat i 29 dni. Jeśli Bianconeri 30 maja 2020 roku na Stadionie Olimpijskim im. Atatürka w Stambule sięgną po wyczekiwany od blisko 23 lat puchar, Gianluigi Buffon będzie miał 41 lat i 123 dni.


2. Jaką rolę odegrają reprezentanci Polski?

Polskie kluby od ponad dwóch dekad (nie licząc wyjątku Legii z sezonu 2016/17 – dod. red.) nie pasują do europejskiej elity. Tym niemniej nasi rodacy co roku, z lepszym bądź gorszym skutkiem, toczą boje w fazie grupowej, a nawet pucharowej Ligi Mistrzów. Tym razem w gronie 32 czołowych drużyn Starego Kontynentu zobaczymy dziewięciu Biało-Czerwonych. Zdecydowanie największe szanse na końcowy triumf będzie miał Wojciech Szczęsny, którego Juventus trafił do wymagającej grupy D. Były golkiper Arsenalu i Romy będzie musiał wraz z kolegami stawić czoła ekipom Atlético Madryt, Bayeru Leverkusen i Lokomotiwu Moskwa. W tym ostatnim zespole kluczową postacią jest Grzegorz Krychowiak, a istotnym elementem linii defensywy Maciej Rybus. Wicemistrzom Rosji trudno jednak wróżyć świetlaną przyszłość w tegorocznej edycji europejskich pucharów.


O jeszcze większym pechu w losowaniu może mówić debiutujący w elitarnych rozgrywkach Jakub Piotrowski, którego KRC Genk zmierzy się z Napoli, Liverpoolem i Salzburgiem. Na wieść o wylosowaniu mistrza Belgii ucieszyli się zarówno Arkadiusz Milik, jak i Piotr Zieliński, bowiem drużyna Partenopeich powinna skutecznie powalczyć o awans do fazy pucharowej Champions League.

Nie lada wyzwanie czeka natomiast Łukasza Piszczka. Byłego już obrońcę reprezentacji Polski czekają prawdziwe futbolowe bitwy z odbudowującym dawną potęgę Interem Mediolan, o którym pisaliśmy w poprzednim artykule, dysponującą gigantyczną siłą ataku Barceloną, a także wracającą do elity po ponad dekadzie nieobecności Slavią Praga. Damian Kądzior, znajdujący się ostatnio poza składem Dinama Zagrzeb, zmierzy się z kolei z potentatem z Etihad Stadium, osłabionym brakiem Paulo Fonseki Szachtarem Donieck oraz debiutantem z Bergamo. Stawkę rodzimych graczy uzupełnia kapitan kadry Jerzego Brzęczka – Robert Lewandowski, który sprawdzi formę zeszłorocznego finalisty z Londynu, a ponadto spróbuje pokonać bramkarzy ekip z Belgradu i Pireusu.




3. Czy angielskie kluby znów zdominują piłkarską Europę?

Poprzedni sezon Ligi Mistrzów, w którym po raz pierwszy od sześciu lat nie było w finale ani jednego hiszpańskiego zespołu, być może zapoczątkował nową erę w historii tych prestiżowych zmagań – po 11 latach kibice znów obejrzeli wewnątrz angielski pojedynek o Puchar Europy. Okienko transferowe, zwłaszcza w Madrycie, nie zostało jednak przespane. Transfery Mendy’ego, Militão, Jovicia, czy wreszcie Hazarda mają wnieść nową jakość w szeregi Realu Madryt. Katalończycy wzmocnieni Antoine’m Griezmannem i Frenkie’m de Jongiem chcą zaś zmazać dotkliwą klęskę z rewanżowego półfinału z Liverpoolem. Ciekawe ruchy personalne dokonane zostały także przez szefów Atlético Madryt. Czy to oznacza zatem, że hiszpańscy potentaci szykują się, aby jak najszybciej odzyskać panowanie na kontynencie?


Wydaje się, że obsesja wygrania Champions League, jaką opętane jest obecnie całe kierownictwo klubu z Etihad Stadium, sprawi, że Pep Guardiola i jego Manchester City będą najpoważniejszym bastionem obrony angielskich rządów w Europie. Aktualny czempion, Liverpool, większość sił zdaje się kierować na krajowe rozgrywki, by w końcu sięgnąć po mistrzostwo Anglii. Chelsea z Frankiem Lampardem na ławce trenerskiej oraz całą plejadą młodych zawodników wylosowała ciekawą grupę i może realnie myśleć o czymś więcej niż tylko zbieraniu doświadczenia. Tottenham, który nie ma za sobą udanego startu nowego sezonu w lidze, zmierzy się co prawda z Bayernem, ale Olympiacos i FK Crvena zvezda to rywale, z którymi podopieczni Mauricio Pochettino muszą sobie poradzić.

W maju układ sił w europejskim futbolu został zrewidowany. Po ubiegłorocznych, decydujących bitwach jest 2:0 dla Anglików. Hiszpanie szykują jednak odsiecz.




4. Czy pieniądze w końcu dadzą szczęście?

Rozprawiając o Manchesterze City trudno nie wspomnieć o Paris Saint-Germain. Od momentu przejęcia francuskiego klubu przez katarskich szejków Les Rouge et Bleu ani razu nie awansowali do półfinału Ligi Mistrzów, o triumfie w tych rozgrywkach nie wspominając. Pozostanie na Parc des Princes Neymara budzi kontrowersje i skrajne emocje na trybunach, co nie zmienia faktu, że Brazylijczyk dysponuje ogromnymi umiejętnościami. Do korowodu paryskich gwiazd dołączył jeszcze krnąbrny Mauro Icardi, wciąż ważną postacią lidera Ligue 1 pozostaje Edinson Cavani, ale nad wszystkimi i tak góruje 20-letni Kylian Mbappé. Rozsądne transfery i zmiana polityki kadrowej ma przynieść w stolicy Francji pożądany efekt. Od Thomasa Tuchela oczekuje się zwycięstwa na europejskiej arenie, a każdy inny rezultat będzie nad Sekwaną przyjęty jako klęska. Początek drogi może być jednak wyjątkowo wyboisty…


Po całkowitym zdominowaniu krajowego podwórka los Pepa Guardioli może zależeć od końcowego wyniku w Champions League. Zdeterminowany zespół The Reds już teraz ma sporą przewagę punktową nad Obywatelami, ale i tak wiadomo, że Katalończyk będzie rozliczany z osiągnięć w Europie. Dekada potężnego inwestowania w Manchester City właśnie minęła, a Pucharu Europy w błękitnej części przemysłowego miasta jak nie było, tak nie ma.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *