cristiano-ronaldo-robert-lewandowski_99uw4dz5p5rv145mhwpafp0h1

Do końca tegorocznej edycji Champions League pozostało już tylko pięć pojedynków. Nie brakowało efektownych bramek, zaskakujących zwrotów akcji, kosztownych pomyłek sędziowskich i wielkich comebacków. Do opisania wyjątkowości sezonu 2017/18 niezbędny byłby wyjątkowo długi elaborat, a jego łączna objętość mogłaby przekroczyć nawet wszystkie książki Remigiusza Mroza, wydawane częściej niż diagnozy pierwszych objawów choroby psychicznej u zagorzałych fanów Ekstraklasy. Rozbudzone apetyty zostały zaspokojone nawet u tych, którzy w swojej diecie nie tolerują glutenu, a do kawy dodają wyłącznie sojowe mleko. Wobec tego, że nadchodzi czas decydującej fazy i wyłonienia dwóch finalistów Ligi Mistrzów, warto skupić się na najważniejszych aspektach towarzyszących rywalizacjom Liverpoolu z Romą i Realu Madryt z Bayernem Monachium.

Potencjalny transfer Roberta Lewandowskiego

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że obok Cristiano Ronaldo to właśnie na kapitana kadry Adama Nawałki będą skierowane w środowy wieczór oczy różnej maści kibiców i ekspertów. Nie wynika to jednak wyłącznie z wysokiej dyspozycji lidera klasyfikacji strzelców Bundesligi, który w weekend pobił dość osobliwy rekord. RL9 stał się bowiem najskuteczniejszym obcokrajowcem w niemieckiej ekstraklasie pod względem liczby trafień dla jednego klubu. Ponadto snajper Die Roten cały czas utrzymuje imponującą średnią.


Równie istotne są zawirowania wokół ewentualnych przenosin „Lewego” na Estadio Santiago Bernabéu. Niemal każdego dnia w hiszpańskiej prasie pojawiają się kolejne informacje mające wskazywać, że ta wyczekiwana przez wielu transakcja jest o krok od realizacji. Krajowe media niezwykle ochoczo cytowały stwierdzenie, że kapitan Biało-Czerwonych miał już poinformować klubowych kolegów o chęci odejścia. Trudno jednak wierzyć w tego typu rewelacje, wszak 29-latek od dawna jest przykładem wyjątkowego profesjonalizmu i bardzo wątpliwe, aby zdecydował się na tak lekkomyślny ruch w przededniu półfinałowej rywalizacji.


Dla Lewandowskiego będzie to zresztą znakomita okazja do rewanżu za zeszłoroczną batalię, która zakończyła się awansem Królewskich po dogrywce. W rewanżowym starciu jeden z goli padł właśnie łupem byłego gracza Borussii Dortmund i Lecha Poznań, ale od dłuższego czasu media za Odrą zauważają, że Polak zawodzi w ważnych pojedynkach fazy pucharowej LM. Obserwacja ta nie jest pozbawiona sensownej argumentacji, bowiem także w poprzedniej rundzie, w konfrontacjach z Sevillą, warszawianin niewiele zaoferował bawarskiemu hegemonowi. Z drugiej strony dostał namiastkę tego, co może go czekać po przenosinach na Półwysep Iberyjski.


Do walki z obrońcą tytułu filar kadry Adama Nawałki przystępuje jednak wyjątkowo wypoczęty. Trener Jupp Heynkes, korzystając z komfortu posiadania wartościowego zmiennika, bardzo roztropnie dysponuje siłami swojego najskuteczniejszego snajpera. Dość powiedzieć, że w ostatnich 10 meczach Bundesligi Lewandowski zagrał w pełnym wymiarze czasu tylko w czterech spotkaniach, a dwa spędził od początku do końca w otoczeniu graczy rezerwowych.




Żądza zemsty Jamesa Rodrígueza

Madrycko-monachijski dwumecz będzie kolejnym ważnym momentem dla Toniego Kroosa, ale zdecydowanie więcej do udowodnienia swojemu byłemu pracodawcy będzie miał pewien Kolumbijczyk.

Źródło: The42
Źródło: The42

Jeden z głównych bohaterów ostatniego mundialu został oddany na Allianz Arena całkowicie bez żalu. Miało to jednak uzasadnienie w statystykach. O ile początki w Hiszpanii James miał bardzo dobre (13 bramek w pierwszym sezonie ligowym – przyp. red.), o tyle w kolejnych miesiącach jego dyspozycja mocno pikowała. W większości pojedynków reprezentant Los Cafeteros witalnością przypominał Tomasza Hajtę z ostatniego odcinka „Cafe Futbol”.

Powolny regres Rodrígueza był jednak tylko jednym z elementów „listy win”. Dziennikarze zwracali uwagę, że 26-latek często zawodził w najważniejszych momentach – wtedy, gdy drużyna najbardziej go potrzebowała. Dlatego też o konieczności zmiany otoczenia przekonani byli wszyscy, także ojciec samego zawodnika.

„James w Madrycie nie czuł się dobrze, gra w piłkę nie sprawiała mu radości. Nie mam wątpliwości, że Real zajmuje ważne miejsce w jego sercu, ale musiał podjąć taką decyzję”

Wilson James Rodriguez

Nie wszyscy w Monachium przyjęli transfer wychowanka Envigado z uśmiechem na twarzy. Wciąż powtarzano te same pytania: „Na jakiej pozycji ma grać?” oraz „Czy stać go na bycie liderem?”. Przenosiny do Bawarii przyniosły jednak niespodziewaną i wyraźną zmianę w tym ostatnim aspekcie. Wystarczy wspomnieć, że James miał udział przy golach w obu starciach z Borussią Dortmund i RB Lipsk, a także w jesiennym starciu z Schalke 04, czy styczniowym z Bayerem Leverkusen. Kolumbijczyk dołożył zatem ważną cegiełkę do kolejnego mistrzostwa Niemiec dla Gwiazdy Południa.


Mimo wciąż trwającego wypożyczenia, jego występ przeciwko Los Blancos jest możliwy, gdyż dla Europejskiej Federacji Piłkarskiej nie istnieje coś takiego, jak „klauzula strachu”. Mógł się o tym przekonać kilka lat temu chociażby Thibaut Courtois, który jako gracz Atlético dostał zgodę na występ z Chelsea.


Sentymentalna podróż Salaha do „Wiecznego Miasta”

W cieniu meczu nazywanego przez wielu „przedwczesnym finałem”, bój o awans do najważniejszego meczu w futbolu klubowym na Starym Kontynencie stoczą Roma i Liverpool. Dla jednego z podopiecznych Jürgena Kloppa będzie to wyjątkowa potyczka.


To właśnie w stołecznym klubie, po krótkim pobycie we Fiorentinie, przyszło Mohamedowi Salahowi odbudować się po nie najlepszym pierwszym kontakcie z angielską ziemią. Egipcjanin uczynił to z wyjątkową gracją, zaliczając w dwóch sezonach odpowiednio 14 i 15 ligowych bramek. Tym samym stał się kolejnym po Romelu Lukaku i Kevinie De Bruyne „wyrzutem sumienia” na Stamford Bridge.

Źródło: talksport.com
Źródło: talksport.com

Mimo że Giallorossi oddawali Salaha z wielkim żalem, wydawało się, że 42 mln € będą stanowiły odpowiednią rekompensatę. Rzeczywistość, która później nastąpiła, brutalnie zweryfikowała jednak te przypuszczenia. Wystarczy wspomnieć, iż więcej kosztowali chociażby Álvaro Morata, Christian Benteke czy Julian Draxler, a w obecnym sezonie wspólnie uzyskali ledwo połowę dorobku świeżo upieczonego najlepszego gracza kończącej się kampanii Premier League…


Gracz, który swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w El Mokawloon SC, wykręca w czerwonej części Merseyside nieprawdopodobne statystyki i jest obecnie głównym kandydatem nie tylko do tytułu najskuteczniejszego zawodnika angielskiej ekstraklasy, ale także do wywalczenia prestiżowego „Złotego Buta”.


W ekipie ze Stadio Olimpico panują jednak bojowe nastroje. Nie brakuje przekonania, że skoro defensywa kierowana przez Kostasa Manolasa powstrzymała w poprzedniej rundzie samego Leo Messiego, to poradzi sobie także z reprezentantem Faraonów. Aktualny opiekun trzykrotnego mistrza Italii nie miał jeszcze okazji współpracować z 25-latkiem, ale za to już wcześniej mógł wielokrotnie podziewać z bliska walory Salaha.

„Nie musiałem zasięgać informacji u mojej drużyny. Proszę pamiętać, że rywalizowałem przeciwko niemu jako trener Sassuolo. Jego umiejętności są dla mnie jasne. To oczywiste, że nasi obrońcy znają go doskonale i należy upatrywać w tym naszego atutu.”

Eusebio Di Francesco


Widmo pomyłek sędziowskich

O wysoki poziom tegorocznych półfinałów LM z całą pewnością nie należy się obawiać. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można także stwierdzić, że o ostatecznym kształcie wielkiego finału zdecydują czterej wielcy egzekutorzy: Edin Džeko, Robert Lewandowski, Mohamed Salah i Cristiano Ronaldo.

Nie można jednak wykluczyć, że w rolę całkowicie nieproszonego gościa wcielą się arbitrzy, którym w ostatnim czasie poświęca się zdecydowanie zbyt dużo miejsca. Wyimaginowany spalony w starciu Manchesteru City z Liverpoolem, nieuznany gol Isco, czy brak drugiej żółtej karki dla Benatii – podobną objętościowo listę niedoskonałości mają zapewne jedynie pacjentki lekarza medycyny estetycznej Krzysztofa Gojdzia. Tym bardziej zaskakiwać może wyjątkowa niechęć do stosowania systemu powtórek video.


Niewykluczone, że jeden z meczów rewanżowych poprowadzi mocno krytykowany ostatnimi czasy Szymon Marciniak. Wobec dyspozycji naszego eksportowego „gwizdka” w rywalizacji Tottenhamu z Juventusem, należy się zatem uzbroić w wyjątkowe pokłady cierpliwości i tolerancji. Nie ma wątpliwości, że pochodzący z Płocka rozjemca nie zagrał wtedy swojej „oscarowej roli”, a jedyna nagroda, o którą mógłby wówczas powalczyć, to zajmujące wyjątkowe miejsce w mieszkaniu Borysa Szyca „Węże”.


Pozostaje mieć tylko nadzieję (może nieco złudną), że żaden kibic nie pomyśli sobie tym razem: „Kupiłem chipsy i piwo. Dlaczego postanowiliście to zepsuć?!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *