1479856966_530378_1479857048_noticia_normal-kopiowanie

Faza grupowa tegorocznej edycji Champions League dobiegła końca. Nie brakowało w niej spektakularnych meczów, zaskakujących wydarzeń, a także wielu emocji, które nie pozwoliły kibicom oderwać się od telewizorów. Przypomnijmy sobie zatem najważniejsze momenty jesiennej części rywalizacji najlepszych drużyn na Starym Kontynencie.

Rekordowe starcie Borussii z Legią

Mecz ekipy Thomasa Tuchela z Legią Warszawą, zakończony rzadko spotykanym na boiskach piłkarskich wynikiem 8:4, zapisał się w annałach przede wszystkim jako spotkanie z największą liczbą goli w historii Ligi Mistrzów. Wcześniejsze to osiągnięcie należało do piłkarzy AS Monaco i Deportivo La Coruña. W 2003 roku drużyna z Księstwa zwyciężyła 8:3.


Nastroje polskich kibiców po meczu na Signal Iduna Park były skrajnie ambiwalentne. Z jednej strony strzelenie czterech goli utytułowanemu wicemistrzowi Niemiec i finaliście tych elitarnych rozgrywek sprzed czterech lat nie jest zadaniem łatwym. Z drugiej strony jednak, stracenie aż ośmiu bramek chluby nie przynosi i wystawia surową ocenę linii defensywnej warszawskiego zespołu oraz jej bramkarzowi. Dla fanów takie spektakularne spotkania są znakomitą rozrywką, ale sztaby szkoleniowe i piłkarscy eksperci mają po nich mnóstwo materiału do analizy. Rzadko bowiem zdarza się na takim poziomie, aby zawodnicy prezentowali równie radosny, bezkompromisowy futbol.



10 goli Messiego

O krok od wyrównania indywidualnego rekordu był z kolei gwiazdor Barcelony. W zakończonej właśnie fazie grupowej LM Argentyńczyk zanotował aż dziesięć trafień, czym zbliżył się do wyniku sprzed roku swojego wielkiego piłkarskiego rywala Cristiano Ronaldo, który na tym samym etapie rozgrywek trafił wówczas jedenaście razy. Messi być może zdołałby pobić ten imponujący rezultat, gdyby z pierwszego, wyjazdowego starcia z Borussią Mönchengladbach nie wyeliminowała go kontuzja. Tym samym czterokrotny zdobywca Złotej Piłki ma w tym sezonie więcej goli w Champions League niż w lidze hiszpańskiej (!), w której ustrzelił na razie dziewięć goli.




Awans Bayernu z drugiego miejsca

Los sprawił, że mistrzowie Niemiec trafili w fazie grupowej na godnego sobie przeciwnika, bo za takowego należy uznać waleczną bandę Diego Simeone, finalistę poprzedniej edycji Champions League. Z pewnością jednak dumni Bawarczycy nie wyobrażali sobie, że nie zdołają wyprzedzić Atlético. Już porażka na Vicente Calderón postawiła FCB w trudnej sytuacji, a ostatecznie niespodziewana wpadka z Rostowem w przedostatniej kolejce sprawiła, że podopieczni Carlo Ancelottiego definitywnie stracili szansę na rozstawienie w losowaniu 1/8 finału LM. Nie zmieniło tego nawet zwycięstwo Bayernu nad Los Colchoneros we wtorkowym spotkaniu, odniesione po pięknym golu Roberta Lewandowskiego z rzutu wolnego.



21 goli Borussii Dortmund

To była niewątpliwie wyjątkowa faza grupowa pod względem rekordów strzeleckich, w czym duża zasługa piłkarzy Borussii Dortmund, którzy nie tylko uczestniczyli wespół z Legią w meczu z największą liczbą bramek, ale także w trakcie pozostałych spotkań strzelali ich niezwykle dużo. Zdobywając 21 goli Żółto-Czarni zdystansowali o jedno trafienie najlepsze do tej pory osiągnięcia odnotowane w sezonie 1998/99 przez Manchester United, a w rozgrywkach 2013/14 przez niedawnego grupowego rywala BVB, Real Madryt.




Wygranie grupy „śmierci” przez BVB

Wicemistrzom Niemiec, oprócz imponującego wyniku strzeleckiego, udało się także wyprzedzić obrońców tytułu z Madrytu, którzy jedyne punkty, poza meczami na szczycie z ekipą z Dortmundu, stracili niespodziewanie nie ze Sportingiem, a z warszawską Legią. Okazuje się zatem, że Wojskowi odegrali w tej grupie zaskakującą rolę w kwestii ostatecznych rozstrzygnięć. Podopieczni Thomasa Tuchela mogą więc teraz liczyć w losowaniu na teoretycznie łatwiejszego przeciwnika, choć rywalizacja z Paris Saint-Germain czy Manchesterem City może okazać się trudniejsza niż starcia z Leicester City czy AS Monaco.


Świetne wyniki Barcelony

Biorąc pod uwagę liczbę zdobytych punktów w poszczególnych grupach, znowu najlepiej wypadły drużyny hiszpańskie. Wynik Atlético, które zdystansowało Bayern, jest godny podziwu, ale trzeba również docenić rezultaty osiągane przez Barcelonę, która – tak jak podopieczni Diego Simeone – zdobyła 15 punktów, ale jednak może pochwalić się dużo bardziej okazałym bilansem bramkowym. Szczególnie udane były dla Blaugrany występy na Camp Nou, gdzie w trzech meczach gracze Luisa Enrique zaaplikowali rywalom aż piętnaście bramek, nie tracąc żadnej! Jedyną wpadką Dumy Katalonii było przegrane 1:3 wyjazdowe spotkanie z Manchesterem City, mające w dodatku wyjątkowy podtekst związany z osobą aktualnego trenera angielskiej drużyny, byłego zawodnika i opiekuna Barcelony – Pepa Guardioli.



Pogrom Leicester w Porto

Mistrzowie Anglii, po sensacyjnym zdobyciu tytułu w poprzednim sezonie, zgodnie z przewidywaniami wielu ekspertów, w obecnych rozgrywkach Premier League radzą sobie dużo gorzej zajmując miejsce tuż nad strefą spadkową. Dużo lepiej wyszła im natomiast rywalizacja w Lidze Mistrzów, gdzie w cuglach wygrali swoją grupę mając za przeciwników FC Porto, Club Brugge oraz Kopenhagę. Do ostatniego meczu Lisy bardzo dobrze spisywały się zwłaszcza w defensywie, tracąc w pięciu spotkaniach zaledwie jedną bramkę, co stawiało ich na równi z Atlético Madryt na pierwszym miejscu wśród zespołów z najmniejszą liczbą straconych goli. Ostatnie starcie z Portugalczykami boleśnie zweryfikowało jednak tę statystykę. Porażka 0:5, do której przyczynił się grający przez 90 minut byly reprezentant Polski Marcin Wasilewski, mimo że odniesiona w komfortowej sytuacji punktowej i bez kluczowych graczy, nie będzie łatwa do zaakceptowania dla kibiców Lisów



Zerowy dorobek Dinama Zagrzeb

W tym roku poprzeczką nie do przeskoczenia dla mistrzów Chorwacji było nie tylko zwycięstwo czy choćby remis z dużo bardziej renomowanymi rywalami, ale nawet zdobycie gola. Brak jakiegokolwiek trafienia w sześciu spotkaniach, przy piętnastu straconych bramkach, najdobitniej pokazuje, że Liga Mistrzów to obecnie dla młodej drużyny Plavich za wysokie progi. Już kilka sezonów temu przygoda Dinama z Champions League zakończyła się podobnie, z tym, że wówczas piłkarze z Zagrzebia zanotowali bilans bramkowy 3:22.