1024px-Joleon_Lescott_and_Jacek_Kiełb_taking_a_shot

Kilka tygodni temu Legia sprawiła gigantyczną niespodziankę i zdołała zatrzymać wielki Real Madryt. Teraz podopieczni Jacka Magiery pokonali Sporting Clube de Portugal i wiosną będą występować w Lidze Europy. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć 8 najbardziej pamiętnych spotkań polskich klubów w europejskich pucharach.

Wisła Kraków – Real Saragossa  4:1 (I runda Pucharu UEFA 2000/01)

W XXI wieku Biała Gwiazda niewątpliwie świeciła w Europie najjaśniej spośród polskich drużyn. Podopieczni Henryka Kasperczaka najpierw zupełnie zdominowali ówczesną I Ligę, a następnie rozpoczęli marsz na podbój Starego Kontynentu, nierzadko wieńczony efektownymi triumfami. Zanim jednak na dobre Krakowianie wyruszyli w wiekopomną wyprawę, w 2000 roku, jeszcze za kadencji Oresta Lenczyka, zebrali tęgie baty od Realu Saragossa w I rundzie Pucharu UEFA. Po klęsce 1:4 w Hiszpanii naprawdę niewielu było fanów i ekspertów, którzy prognozowali choćby nawiązanie walki w rewanżu.

„Po pierwsze: my przed meczem zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że żadna polska drużyna do tej pory nie wyeliminowała hiszpańskiej. Po drugie: po porażce 1:4 w pierwszym spotkaniu chyba nie było nikogo, kto by wierzył, że możemy awansować, ba, nawet wygrać z tym zespołem u siebie”Kazimierz Moskal

Na domiar złego, Wisła rozpoczęła drugie spotkanie od samobójczej bramki Marcina Baszczyńskiego. Już w piątej minucie strata do faworyzowanego rywala wzrosła zatem z trzech do czterech goli. To zupełnie zdemotywowało zawodników Białej Gwiazdy, którzy nie potrafili w pierwszej połowie meczu zagrozić bramce Juanmiego. Suszarka Oresta Lenczyka i znakomite zmiany, jakich dokonał doświadczony szkoleniowiec natchnęły jednak Wiślaków, którzy po przerwie w żaden sposób nie przypominali drużyny z poprzedniej fazy dwumeczu.

„Od początku drugiej połowy odważnie zaatakowaliśmy i z pomocą Boga udało się nam strzelić cztery bramki w przeciągu niespełna 40 minut”Tomasz Frankowski

Łukasz Sosin, Kelechi Iheanacho oraz Grzegorz Niciński w cudowny sposób odmienili grę krakowskiego zespołu i zaskoczyli Hiszpanów. Już w 51. minucie gola zdobył wprowadzony po przerwie Nigeryjczyk, w jego ślady poszedł również Tomasz Frankowski i kolejny ze zmienników – Łukasz Sosin. Dwie minuty przed końcem spotkania popularny „Franek” ponownie pokonał Juanmiego i stało się jasne, że Wisła dokonała niemożliwego, odrabiając straty z pierwszego meczu. W serii jedenastek mający ogromną przewagę psychologiczną Krakowianie nie wypuścili już z rąk zwycięstwa i w sensacyjnych okolicznościach awansowali do dalszego etapu rozgrywek.



Wisła Kraków – AC Parma 4:1 (II runda Pucharu UEFA 2002/03)

W kolejnej rundzie Pucharu UEFA 2000/01 Wisła nie poradziła sobie z FC Porto i zakończyła swoją przygodę z europejskimi pucharami. Na rehabilitację kibicom Białej Gwiazdy przyszło poczekać dwa lata, kiedy to w drugiej fazie rozgrywek na drodze ich ukochanego klubu stanęła włoska Parma. W wyjazdowym spotkaniu piłkarze Cesare Prandelliego ograli Krakowian 2:1. W rewanżu na polskiej ziemi miało być podobnie.

Podobnie jak w spotkaniu z Realem Saragossa, Wiślacy już na starcie skomplikowali swoją i tak daleką od wymarzonej sytuację. W 6. minucie meczu Brazylijczyk Adriano wywiódł w pole defensorów Białej Gwiazdy i pewnym strzałem powiększył prowadzenie Parmy w dwumeczu. Na wyrównanie fanom zgromadzonym na stadionie przy ul. Reymonta przyszło poczekać ponad godzinę. Dopiero w 71. minucie strzałem z rzutu wolnego Sebastiana Freya pokonał Kamil Kosowski. Ta bramka wlała w serca Krakowian całe wiadro optymizmu. Chwilę później trafił Maciej Żurawski, doprowadzając do dogrywki.

„Takich meczów na pewno się nie zapomina, one zawsze zostają w pamięci. To były miłe chwile spędzone na boisku. Pokonaliśmy Parmę, zespół wyżej notowany, awansowaliśmy do kolejnej rundy Pucharu UEFA – to na pewno był pewnego rodzaju sukces”Grzegorz Pater

W dodatkowych trzydziestu minutach niepodzielnie rządzili już gospodarze, którym kroku nie dotrzymywał już ani Adrian Mutu, ani Alberto Gilardino czy Sabri Lamouchi. Do bramki Parmy piłkę wpakowali jeszcze Daniel Dubicki oraz Marcin Kuźba i Wisła awansowała do trzeciej rundy Pucharu UEFA.



Schalke 04 Gelsenkirchen – Wisła Kraków 1:4 (III runda Pucharu UEFA 2002/03)

Rozpędzonym podopiecznym Henryka Kasperczaka niestraszni byli już nawet wicemistrzowie Niemiec. Do spotkania z Schalke Wiślacy przystępowali bez zbędnego respektu, mając świadomość osiągnięcia i tak sporego sukcesu. W pierwszym spotkaniu w Krakowie padł remis 1:1, ale zwycięstwo na Arena auf Schalke nie było wcale zadaniem niemożliwym do wykonania.

„Oceniam szanse obydwu drużyn na awans pół na pół. Jesteśmy w dobrych i zarazem bojowych nastrojach. Podejmiemy walkę z rywalem” – zapowiadał Kamil Kosowski

„Zadecyduje dyspozycja dnia i dobrze wypracowane zagrania. Powtarzanie ćwiczeń i ciągłość to podstawa sukcesu. Najważniejsze, żeby indywidualnie każdy z moich piłkarzy zagrał lepiej niż w Krakowie”Henryk Kasperczak

Rzeczywiście, w rewanżu naprawdę trudno było znaleźć w zespole Białej Gwiazdy zawodnika, który nie wzniósłby się na wyżyny swoich możliwości. Wisła zagrała na nowoczesnym wówczas stadionie w Gelsenkirchen prawdziwy koncert, któremu defensorzy rywala, z Tomaszem Hajtą na czele, mogli się jedynie przyglądać. Krakowianie rozbili Schalke 4:1 po dwóch golach Żurawskiego, bramce Kalu Uche i trafieniu Kamila Kosowskiego.

„Ten mecz to była męska gra. Pokazaliśmy, że potrafimy walczyć jak równy z równym nawet z najlepszymi zespołami europejskimi. Umiemy grać na wyjeździe i koncentrować się na najważniejsze spotkania”Maciej Stolarczyk



Manchester City – Groclin Dyskobolia Grodzisk Wielkopolski 1:1 (II runda Pucharu UEFA 2003/04)

Wisła odpadła w 1/8 finału Pucharu UEFA z Lazio Rzym, nie powalczyła również w kolejnej edycji rozgrywek, przegrywając z Valenergą Oslo, ale polscy kibice znaleźli sobie nowych piłkarskich bohaterów. Po wyeliminowaniu Herthy Berlin, w II rundzie europejskiego pucharu „pocieszenia” zameldował się Groclin Grodzisk Wielkopolski, któremu o awans do 1/16 finału przyszło się zmierzyć z naszpikowanym gwiazdami Manchesterem City. Już w pierwszym spotkaniu w Polsce padł dość niespodziewany, bezbramkowy remis. Piłkarze Kevina Keegana byli jednak przekonani, że w rewanżu na City of Manchester Stadium zaaplikują rywalom kilka bramek, które pozbawią ich jakichkolwiek złudzeń.

„Zawodnicy Manchesteru City mówili, że nigdy wcześniej nie grali w tak małej miejscowości i z tak nieznaną drużyną”Sebastian Mila

Jak obiecali, tak zaczęli – już w 6. minucie Mariusza Liberdę pokonał Nicolas Anelka. Żądni kolejnych goli Obywatele przeprowadzili huraganową szarżę na bramkę Groclinu, ale ani Claudio Reyna, ani wspomniany Anelka czy też Robbie Fowler nie byli w stanie powiększyć prowadzenia City. Oszołomieni goście odpowiedzieli dopiero w 40. minucie, ale sytuację sam na sam z Davidem Seamanem zmarnował Mariusz Zając.

„Anglicy nie spodziewali się, że ogra ich drużyna z prowincji, z jakiejś tam Polski”Tomasz Wieszczycki

Na drugą połowę piłkarze Groclinu wyszli jednak znacznie bardziej pewni swoich możliwości i przycisnęli faworyzowanego rywala. Cudowny prezent za ofensywną grę dostali po godzinie gry. Rzut wolny pod bramką gospodarzy wywalczył Grzegorz Rasiak, do piłki podszedł Sebastian Mila i znakomitym uderzeniem pokonał Davida Seamana. Polski zespół dowiózł do końca spotkania „zwycięski” remis 1:1 i sensacyjnie wyeliminował The Citizens.



Wisła Kraków – FC Barcelona 1:0 (Eliminacje Ligi Mistrzów 2008/09)

W kolejnych latach polskim zespołom trudno było nawiązać do sukcesów z początku XXI wieku. Niezmiennie niedostępna była dla nas Liga Mistrzów, próżno było szukać spektakularnych zwycięstw także w Pucharze UEFA. Sytuacja uległa delikatnej zmianie w sezonie 2008/09. W fazie grupowej poprzednika Ligi Europy zameldował się Lech Poznań, który po dwóch remisach, jednym zwycięstwie i porażce awansował nawet do 1/16 rozgrywek, a w rywalizacji o Champions League dobre wrażenie pozostawiła po sobie krakowska Wisła. Promocji wywalczyć się nie udało, ale triumf nad wielką Barceloną poszedł w świat.

Krakowianie do meczu z podopiecznymi Josepa Guardioli na stadionie przy ul. Reymonta przystępowali po porażce 0:4 w Hiszpanii. Jako że naprzeciw Mariusza Pawełka, Wojciecha Łobodzińskiego czy Tomasa Jirsaka stanęli wybitni gracze na czele z Xavim, Thierry’m Henry’m, Samuelem Eto’o i Andresem Iniestą, szans na awans nie było żadnych. Zespół Macieja Skorży chciał jednak choćby w minimalnym stopniu zmusić utytułowanego rywala do większego wysiłku.

„Wygrać z Barceloną – to powinien być główny cel. Czujemy się źle po tamtym spotkaniu, bo sporo było krytyki. My też się do tego przyczyniliśmy. Wiemy, że mogliśmy zagrać trochę lepiej. Chcemy się pokazać z lepszej strony. Zawsze u siebie jesteśmy groźną drużyną. Pamięta się później dobre wyniki z takimi rywalami, ale faktycznie sprawa awansu jest już przesądzona. Warto wygrać, zagrać dobrze i strzelić jakieś gole Barcelonie”Marcin Baszczyński

Guardiola wystawiając podstawowy skład pokazał, że nie lekceważy Białej Gwiazdy i nie zamierza rewanżu w Krakowie traktować jako przebieżkę dla juniorów. Borykająca się z absencją Mauro Cantoro, Radosława Sobolewskiego i Arkadiusza Głowackiego Wisła podjęła jednak rękawicę i niespodziewanie górowała nad Barceloną. Na skrzydłach szalał duet Marek Zieńczuk – Wojciech Łobodziński, nieprzyzwoicie groźny był Paweł Brożek, a krakowska defensywa ani myślała ugiąć się pod presją ze strony Eto’o i Henry’ego. Świetną grę podopiecznych Macieja Skorży golem zwieńczył Brazylijczyk Cleber. Honor wybroniony we wzorowym stylu.



Juventus Turyn – Lech Poznań 3:3 (Faza grupowa Pucharu UEFA 2010/11)

W kolejnym sezonie Kolejorz ponownie załapał się do fazy grupowej Pucharu UEFA. Tym razem Lechowi zabrakło jednak szczęścia w losowaniu i zamiast AS Nancy czy Feyenoordu, Poznaniakom przyszło zmierzyć się z Juventusem Turyn, znacznie mocniejszym niż kilka lat wcześniej Manchesterem City, finansowanym już przez arabskich szejków oraz austriackim Red Bullem Salzburg.

Piłkarze Jacka Zielińskiego już w pierwszym spotkaniu w fazie grupowej pokazali, że daleko im do roli dostarczyciela punktów. W spotkaniu w Turynie w pół godziny zszokowali gospodarzy, wbijając im za sprawą Artjomsa Rudņevsa dwie bramki. Juventus podniósł się, wyrównał, na domiar złego w 68. minucie objął prowadzenie, ale nawet utrata trzech goli nie zniechęciła Lecha. Niesamowity tego dnia Rudņevs w 92. minucie cudownym strzałem z dystansu skompletował hat-tricka. Znakomicie rozpoczęła się dla Lecha rywalizacja w grupie H mniej prestiżowego z europejskich pucharów.

„Wczoraj padło pytanie, czy byłbym zadowolony z remisu. Zdobyliśmy ten punkt w szczęśliwych okolicznościach, ale mając Juventus na łopatkach mam mieszane uczucia. Akcje w tym meczu zmieniały się jak w kalejdoskopie. Byliśmy w niebie, spadliśmy do piekła, potem wróciliśmy na chwilę do nieba. Mecz zostanie na pewno długo w pamięci. Artjoms Rudnevs swoimi bramkami przejdzie do historii. Wypada żałować tylko, że przyszedł do nas tak późno”Jacek Zieliński



Lech Poznań – Manchester City 3:1 (Faza grupowa Pucharu UEFA 2010/11)

W kolejnych starciach sezonu 2010/11 na arenie europejskiej Lech ograł przy Bułgarskiej Red Bulla Salzburg i poległ w Manchesterze 1:3. Przed rywalizacją z The Citizens u siebie było jasne, że ten mecz zadecyduje o ewentualnym awansie do 1/16 finału. Jako absurdalne jawiły się zatem poczynania władz Kolejorza, które w tak ważnym momencie zdecydowały się na zmianę szkoleniowca – Jacka Zielińskiego zastąpił bowiem Hiszpan José María Bakero.

Trudno stwierdzić, jak dużą rolę odegrał były zawodnik Barcelony w pokonaniu Manchesteru City. Bakero podjął pracę w Poznaniu w przeddzień rywalizacji z angielskim gigantem i raczej nie odmienił diametralnie sposobu gry Lecha. Być może jednak to chęć pokazania się nowemu szkoleniowcowi wyniosła zawodników Kolejorza na wyższy poziom. Do siatki Obywateli trafili: Dimitre Injac, Manuel Arboleda oraz notujący tamtego pamiętnego wieczoru absolutny szczyt swojej dyspozycji Mateusz Możdżeń. Któż by się spodziewał, że po zdobyciu fantastycznej bramki przeciwko Manchesterowi City utalentowany pomocnik wyląduje w kolejnych latach w klubach pokroju Podbeskidzia czy Korony Kielce…



Legia Warszawa – Celtic Glasgow 4:1 i 2:0 – zweryfikowane na walkower 0:3 
(III runda eliminacji Ligi Mistrzów 2014/15)

To miał być ten sezon. Legioniści najpierw ograli irlandzkie St. Patrick Athletic, a następnie rozbili w pierwszym spotkaniu III rundy eliminacji Champions League mistrza Szkocji, Celtic Glasgow. Podopieczni Henninga Berga rozpędzili się do zawrotnej, niespotykanej dotychczas dla polskich klubów na europejskich arenach prędkości i wiele wskazywało na to, że po blisko dwudziestu latach oczekiwania doczekamy się polskiej drużyny w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

„Przegraliśmy z lepszą drużyną. Przed nami dużo pracy, bo musimy sporo poprawić. Jestem zawiedziony postawą mojego zespołu”Ronny Delia, trener Celticu

Rewanż w Glasgow potwierdził wielką siłę, jaka tkwiła wówczas w piłkarzach z Warszawy. Legia, po bramkach Michałów: Żyry i Kucharczyka, potwierdziła swoją dominację nad Szkotami i pewnie zameldowałaby się w ostatniej fazie walki o Ligę Mistrzów. Na drodze do awansu nie stanął jej jednak słoweński Maribor, a problemy regulaminowe i wpuszczenie na boisko nieuprawnionego do gry Bartosza Bereszyńskiego. Wpływ prawego obrońcy Legii na losy dwumeczu był znikomy, jednak UEFA zdecydowała się zastosować najostrzejszą karę i potraktowała stołeczny klub walkowerem. Wobec bramki Calluma McGregora w Warszawie, remis 4:4 w dwumeczu premiował awansem znacznie słabszy w tej rywalizacji Celtic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *