f12e107029862ce55330ec40b13f25b7-1-kopiowanie

Gramy o spokojną zimę – takie głosy słychać w obozie Polaków przed meczem z Rumunią i trudno się im dziwić. Mimo niezłego początku eliminacji, wokół kadry zrobiło się ostatnio bardzo dużo szumu, więc jedynie zwycięstwo pozwoli na uciszenie krytycznych głosów. Od Biało-Czerwonych oczekujemy znacznie lepszej gry niż w ostatnim meczu z Armenią, gdy od kompromitacji dzielił nas tylko krok. Tym razem gramy jednak z uczestnikiem ostatnich finałów EURO, a nie zespołem zajmującym miejsce w drugiej setce rankingu FIFA. Orły Nawałki spróbują również przełamać niemoc w meczach o punkty na wyjeździe, gdzie w ostatnich latach wygrywaliśmy jedynie z San Marino czy Gibraltarem.

Do tej pory wszystko układało się idealnie. Kadra w drodze do francuskiego turnieju, a także już po awansie, była skupiona wokół jednego celu. Udało się go osiągnąć, a piłkarze w naszym kraju wreszcie przestali kojarzyć się z parodystami kopiącymi się po czołach. Adam Nawałka przebojem wdarł się do panteonu najlepszych selekcjonerów w historii tworząc świetnie funkcjonujący zespół pod każdym względem – zarówno jeśli chodzi o boisko, jak i atmosferę wewnątrz. Najbardziej budujące było to, że po osiągnięciu świetnego wyniku, jakim był ćwierćfinał mistrzostw Europy, piłkarze nie byli skorzy do odbierania zaszczytów czy pochwał. Hasło „Chcę więcej” wydawało się w tej sytuacji pasować jak ulał i wszyscy czekaliśmy z zaciekawieniem na początek eliminacji mistrzostw świata w Rosji.

Po raz pierwszy od niepamiętnych lat można było z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że nasza reprezentacja przystępowała do rywalizacji jako faworyt grupy. Żaden z rywali nas nie przerasta, można nawet powiedzieć, że wszyscy spoglądali na występy Biało-Czerwonych podczas francuskiego turnieju ze sporą zazdrością. Sytuacja po trzech pierwszych meczach w grupie nadal jest taka sama, a bramy rosyjskiego mundialu wciąż stoją otworem. Dzisiejszy wynik w Bukareszcie niczego w tej kwestii nie zmieni, ale może znacząco oczyścić gęstą atmosferę, jaka wytworzyła się po burzliwym początku. Można powiedzieć, że najbardziej cieszą wyniki, bowiem sama postawa Polaków na boisku, a także w hotelowych korytarzach są raczej powodem do sporego zaniepokojenia. Wystarczy zauważyć, że gdyby nie przebłysk geniuszu Roberta Lewandowskiego w ostatnich sekundach meczu z Armenią, dzisiaj nasza sytuacja w tabeli byłaby o wiele trudniejsza.

Obecna reprezentacja nie przyzwyczaiła nas do tego, że musimy polegać na szczęściu. Teraz Adam Nawałka staje przed najtrudniejszym wyzwaniem odkąd objął posadę selekcjonera. Jego dotychczasowy układ z kadrowiczami nie zdał egzaminu, czego efektem nocne granie w karty i historie, które jeszcze do niedawna byłyby nie do pomyślenia w kontekście drużyny narodowej. Kilkudziesięciotysięczne kary, a także nieco mocniejsze przykręcenie śruby na trwającym zgrupowaniu były jedynymi konsekwencjami afery alkoholowej. Tym razem obyło się bez braku powołań dla winowajców. Nawałka rozwiązał całą sprawę, tak jak do tej pory prowadzi kadrę – bez zbytniej sensacji ani wskazywania winnych palcem. Wydaje się to słuszną decyzją, bo eskalowanie konfliktu to w tej chwili ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje poturbowana reprezentacja. Piłkarze doskonale wiedzą, że druga taka wpadka będzie oznaczać ich pożegnanie z kadrą Nawałki, więc jeśli któremuś z nich znowu imprezy przyszłyby do głowy, oznaczałoby to, że nie ma w niej zbyt wiele oleju.


Problemy gnębią Biało- Czerwonych nie tylko poza boiskiem, ale również jeśli chodzi o sprawy czysto piłkarskie. Pod tym względem starcie w Bukareszcie również będzie dla Nawałki niezwykle trudnym sprawdzianem. Przez ostatnie dwa lata udało się selekcjonerowi stworzyć sprawnie funkcjonujący mechanizm, a para napastników Lewandowski-Milik była postrachem w całej Europie. Teraz z tej układanki na długie miesiące wypadł ten drugi i mimo tego, że w ostatnich miesiącach był przedmiotem wielu żartów, teraz sytuacja z humorystyczną nie ma zbyt wiele wspólnego. Próbujący go zastąpić w meczu z Armenią Łukasz Teodorczyk nie wykazał się niczym więcej niż walecznością, a to trochę zbyt mało, aby pozwolić zapomnieć o dokonaniach snajpera Napoli. Nawałka po tym występie na pewno nie nabrał do zawodnika Anderlechtu większego zaufania, ale jego mordercza forma w klubowych barwach nadal nie daje spać selekcjonerowi. Nawałka zastanawia się nadal nad zmianą ustawienia na 1-4-2-3-1, gdzie ofensywnym pomocnikiem miałby być Piotr Zieliński, a szansę w środku pola mógłby dostać Karol Linetty. Kadra do tej pory bardzo rzadko grała jednak w takim ustawieniu, które dodatkowo nie wypaliło w drugiej połowie meczu z Danią. Idealnie byłoby więc, gdyby Teodorczyk skuteczność z klubu przeniósł na mecz reprezentacji, ale do tego kluczowe będzie również odpowiednie zrozumienie z partnerem z ataku – Robertem Lewandowskim, a to również szwankowało w pojedynku z Armenią.

Mniejsze lub większe kłopoty trapią głowę selekcjonera właściwie w każdej formacji oprócz bramkarza. Na kolejne napotykamy choćby w linii pomocy, gdzie nadal niewiadomą stanowi forma Grzegorza Krychowiaka. Kariera 26-latka po transferze do Paris Saint-Germain nie rozwija się tak, jak sobie zaplanował – aktualnie jest dopiero piątym środkowym pomocnikiem w hierarchii Unaia Emery’ego. Mimo to nadal trudno sobie wyobrazić podstawowy skład reprezentacji bez wychowanka Orła Mrzeżyno, więc dzisiaj wieczorem również powinniśmy ujrzeć go na placu gry. W dotychczasowych meczach eliminacyjnych gołym okiem było jednak widać brak ogrania pomocnika w klubie, a co najgorsze, nic nie wskazuje na to, aby jego sytuacja nagle uległa poprawie. Coraz więcej pojawia się głosów o tym, że Krychowiak rychło opuści Paryż, a wśród zainteresowanych wymienia się choćby Inter Mediolan.


W jego przypadku jak ulał pasują słowa piosenki „Pokolenie” w wykonaniu zespołu Kombii: „droga na sam szczyt, a tam nie ma nic”. Przynajmniej na razie, bo nadal wszystko jest w rękach Polaka i znając jego upór, na pewno nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Dobra znajomość z trenerem Emerym powinna mu pomóc, jednak dzisiejszy mecz da odpowiedź na pytanie, czy nasza reprezentacja dalej będzie musiała cierpieć na klubowych problemach Krychowiaka. Oby okazało się, że obecny stan jest tylko okresem przejściowym, bo oglądanie go w słabej formie z orzełkiem na piersi to zdecydowanie coś, do czego chyba nikt nie chciałby się przyzwyczajać.

Powrót do składu zdrowego Michała Pazdana daje natomiast nadzieję na odbudowę dyspozycji w defensywie. Do tej pory straciliśmy w eliminacjach już pięć goli – więcej mają tylko zamykające tabelę Kazachstan i Armenia (!), a w porównaniu z naszym dzisiejszym rywalem wypadamy wyjątkowo blado, bowiem Rumuni dali się pokonać zaledwie raz. Wszystko wskazuje na to, że z obrońcą Legii zestawienie defensywy będzie nareszcie wyglądało tak jak podczas EURO 2016. Francuski turniej był pokazem niezwykłej solidności polskiej ekipy w grze destrukcyjnej, czego dowodem spektakularne poczynania wspomnianego Pazdana, a także zaledwie dwa stracone gole. Mistrzostwa Europy zapoczątkowały jednak inną niepokojącą tendencję w polskiej ekipie, która mogłaby wskazywać na brak koncentracji. W czterech na ostatnich pięć meczów, począwszy od starcia ze Szwajcarią w 1/8 finału EURO, nasza kadra nie potrafiła utrzymać prowadzenia, a przeciwko Danii również była tego bliska mimo trzybramkowej zaliczki. Nawiązanie do dobrych tradycji z fazy grupowej, gdy dwa starcia wygraliśmy po 1:0, byłoby więc niezwykle mile widziane.

Do Bukaresztu jedziemy po zwycięstwo, które pozwoli nam na zwiększenie przewagi nad Rumunami do pięciu punktów. W mocno wyrównanej grupie powinna być to już przewaga niezwykle trudna do odrobienia, więc widoki na Rosję z pewnością byłyby coraz wyraźniejsze. Dzięki ewentualnemu piątkowemu triumfowi nasza reprezentacja odniosłaby również długo wyczekiwane zwycięstwo na wyjeździe w meczu o punkty z mocnym rywalem. W ostatnim dziesięcioleciu lepsi byliśmy tylko od outsiderów, a i to nie było regułą – wystarczy przypomnieć choćby remis kadry Waldemara Fornalika z Mołdawią w Kiszyniowie (1:1). Ostatnie zwycięstwo Polski nad drużyną prezentującą wysoki poziom sportowy na jej terenie to… listopad 2006 roku i wygrany w Brukseli mecz z Belgią po golu Radosława Matusiaka. Sam fakt, że strzelec już dosyć dawno zakończył karierę najlepiej świadczy o tym, że minęło już stanowczo zbyt wiele czasu.

Rumuni to niewygodny rywal, z którym do tej pory zwyciężaliśmy zaledwie pięć razy na trzydzieści pięć prób, ale na pewno w naszym zasięgu. Reprezentację Polski w ostatnim czasie dotykają wszelakie problemy, lecz nie zapominajmy, że to po biało-czerwonej stronie leży największy atut – Robert Lewandowski. Napastnik Bayernu niemal w pojedynkę zapewnił nam sześć punktów podczas październikowych meczów i teraz również w nim spoczywa największa nadzieja na sukces. W takim dniu jak 11 listopada wiara w narodzie jest jeszcze mocniejsza niż zwykle, a ta reprezentacja zdążyła już udowodnić, że stać ją na pokonanie każdego. Oby dobra seria meczów bez porażki trwała nadal!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *