imago22204425h_201602172112_full

Dobiegający właśnie końca sezon 2016/17 będzie szczególny dla kibiców piłki nożnej na całym świecie, a zwłaszcza fanów Premier League. Wraz z końcem tej kampanii nastąpi bowiem kres pewnej ery we współczesnym futbolu – Arsenal FC po raz pierwszy od 20 lat zakończy rozgrywki angielskiej ekstraklasy poza pierwszą czwórką. Wtedy Kanonierzy, jeszcze bez Arsène’a Wengera na ławce trenerskiej, ukończyli rozgrywki na piątej pozycji, a tym razem prawdopodobnie wylądują jeszcze niżej, ale bez względu na to, czy leciwy Francuz pozostanie na stanowisku, czy nie, w północnym Londynie nie obejdzie się bez małej rewolucji. Włodarze The Gunners słusznie zaczynają zatem od znalezienia kogoś, kto będzie odpowiedzialny za wyselekcjonowanie i zatrudnienie reszty ludzi niezbędnych do wspomnianych zmian. Na krótkiej liście kandydatów, zdaniem brytyjskich dziennikarzy, znalazło się nazwisko Alexandra Rosena – człowieka w znacznej mierze odpowiedzialnego za aktualne wyniki TSG 1899 Hoffenheim.

Od czterech lat Rosen pełni w Hoffenheim funkcję, którą za Odrą nazwano „Direktor Profifußball” (po angielsku brzmi ona „Head of Professional Football”). Polskiego odpowiednika takiego stanowiska próżno szukać, ale najprościej rzecz ujmując, 38-latek jest dyrektorem sportowym o zakresie obowiązków ograniczonym tylko do pierwszej drużyny. Tak przynajmniej miało być pierwotnie, bo Rosen szybko udowodnił, że jest bardzo sprawnym działaczem i z upływem czasu, pomimo że formalnie jego status się nie zmienił, zakres działalności oraz wpływów zaczął zdecydowanie wykraczać poza wyznaczone początkowo granice.


Rosen, podobnie jak cała ekipa Wieśniaków, zapewnia powiew świeżości w świecie łudząco podobnych karier menadżerów i piłkarzy. Urodził się w Augsburgu, a karierę piłkarską rozpoczął w 1999 roku. Nie prezentował jednak umiejętności na poziomie Bundesligi i po paru latach trafił do ligi… norweskiej, gdzie ściągnięto go jako piłkarza, ale zatrudniono również w roli działacza. Wtedy Rosen zaczął zbierać pierwsze doświadczenia w szeroko pojmowanej pracy menedżera, a po powrocie do kraju dalej rozwijał się w tym kierunku. Jego ostatnim klubem jako piłkarza było Hoffenheim, zatem nic dziwnego, że to właśnie na Wirsol Rhein-Neckar-Arena Rosen jeszcze przed zakończeniem kariery sportowej objął stanowisko w sztabie zarządzającym systemem szkoleniowym. Następnie stanął na jego czele, a po trzech latach klub wykazał się ogromnym zaufaniem do 34-letniego wówczas menedżera stawiając go na czele małej rewolucji.

Klub, który swego czasu dzięki zastrzykowi finansowemu zaaplikowanemu przez Dietmara Hoppa w ciągu dwóch lat pod wodzą Ralfa Rangnicka awansował z trzeciego poziomu rozgrywek do Bundesligi, przez cztery pierwsze sezony w elicie (od 2008 do 2012 roku) utrzymywał się w bezpiecznym środku tabeli, promując w międzyczasie takich zawodników jak Luiz Gustavo, Demba Ba czy Vedad Ibisević. Kampania 2012/13 przyniosła jednak znaczny spadek formy ekipy z Badenii-Wirtembergii. W marcu 2013 roku podjęto zatem zdecydowane kroki w celu wyprowadzenie drużyny z kryzysu. Dotychczasowych dyrektorów sportowych zastąpiono właśnie Rosenem, który z kolei ściągnął do klubu z przedmieść Sinsheim Markusa Gisdola, a ten zapoczątkował nową erę w historii Hoffe. Obecny szkoleniowiec HSV najpierw utrzymał drużynę w elicie, a w kolejnym sezonie zaprezentował światu zespół, który jeszcze długo będzie wspominany za naszą zachodnią granicą. Drużyna z sezonu 2013/14 była bowiem gwarancją wielkich spektakli. Wieśniaki strzeliły wówczas 72 gole (mniej tylko od Bayernu i Borussii Dortmund) – a straciły… 70 (tutaj dali się przeskoczyć jedynie spadkowiczom z Norymbergi). Nietrudno obliczyć, że średnio w meczu z udziałem Hoffenheim w tamtej kampanii padały ponad cztery bramki! Kibice szybko pokochali tamten ofensywnie usposobiony zespół.


Kolejny kryzys dopadł TSG w sezonie 2015/16 – wtedy to zwolniono Markusa Gisdola, a zatrudniony w zastępstwie weteran Huub Stevens zrezygnował niedługo później ze względu na stan zdrowia. Rękawicę w tej trudnej sytuacji podjął Julian Nagelsmann, a efekty jego pracy oglądamy dzisiaj z podziwem, a czasem i niedowierzaniem. Hoffe zajmuje czwarte miejsce w tabeli, traci zaledwie dwa punkty do znajdującej się obecnie na najniższym stopniu podium ekipy Thomasa Tuchela i jest już pewne udziału w europejskich pucharach w przyszłym sezonie!

Od momentu zatrudnienia Gisdola gdzieś za kulisami tej pięknej historii pod tytułem „Rozwój TSG Hoffenheim” kryje się Alexander Rosen, który z gracją i wyczuciem pociąga za odpowiednie sznurki. Dość powiedzieć, że to on jest odpowiedzialny za pozyskanie takich zawodników, jak Oliver Baumann, Kerem Demirbay, Benjamin Hübner, Kevin Vogt, Andrej Kramarić czy Sandro Wagner. Nie są to wprawdzie piłkarze wybitni, ale na takich przed sezonem klubu z południa Niemiec nie było stać. Wieśniaki ledwo uniknęły spadku rok wcześniej i dziury w składzie Rosen musiał łatać za przysłowiowe grosze. Wobec tego ściągnął do Sinsheim tanich zawodników, po których nikt nie spodziewał się, że są w stanie grać na takim poziomie, jak czynią to w trwającej edycji Bundesligi. Warto wspomnieć, że zasługą Rosena jest także sprowadzenie do Niemiec aktualnie trzeciego najlepszego strzelca ligi – Anthony’ego Modeste’a. Również on wypatrzył dzisiejszego lidera ofensywy Freiburga – Vincenzo Grifo. 23-letni Janik Haberer, inna gwiazda ze Schwarzwald-Stadion, przepustkę do profesjonalnej piłki otrzymał – a jakże – właśnie od starszego o 15 lat rodaka. To dobitnie pokazuje, że Rosen jak mało kto potrafi dostrzec, w którym zawodniku drzemie prawdziwy potencjał, a który tylko daje złudne nadzieje.

To zresztą tyczy się nie tylko piłkarzy, wszak dziś mamy okazję oglądać, jak tworzy się historia i swoje pierwsze kroki w seniorskim futbolu stawia mający bardzo niewiele wspólnego ze słowem „senior” Julian Nagelsmann. Bawarczyk objął zespół, gdy ten znakdował się w strefie spadkowej, ze stratą siedmiu punktów do bezpiecznej lokaty, a miał wtedy zaledwie 28 lat. Szybko okazało się jednak, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem, ale przecież temu trenerskiemu nowicjuszowi ktoś musiał zaufać. Ktoś na górze musiał mieć w sobie tyle odwagi, aby za sterami tonącego statku postawić faceta młodszego od wielu swoich podopiecznych i tym ryzykantem był właśnie Rosen. On zresztą dostrzegł w Nagelsmannie ogromny potencjał szkoleniowy znacznie wcześniej. Pierwotnie w Hoffenheim zakładano bowiem, że sezon do końca dociągnie Huub Stevens, a jeśli okoliczności będą sprzyjały, zadanie przygotowania drużyny na kolejny sezon powierzone zostanie właśnie uzdolnionemu młodzieńcowi z Landsbergu.


Kiedy w 2013 roku włodarze TSG 1899 Hoffenheim zorientowali się, że klub zaczyna zmierzać w złym kierunku, dokonali sporych zmian organizacyjnych, zaznaczając przy tym, że chcą wrócić do korzeni, które przywiodły ich do Bundesligi, a więc postawić na skauting oraz samodzielne rozwijanie i wprowadzanie młodych piłkarzy do poważnego futbolu. Na przedmieścia Sinsheim miały wrócić świeżość, młodość i przebojowość. Alexander Rosen miał tę wizję wprowadzić w życie i z tego zadania wywiązał się perfekcyjnie. Przy okazji jednak sam stał się symbolem nowego Hoffe. Ze swoim nietypowym CV, młodym wiekiem i nowoczesnym stylem zarządzania idealnie wpisał się w filozofię klubu, którą sam realizuje. Nic dziwnego, że już teraz wzdychają do niego działacze największych futbolowych potęg na Starym Kontynencie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *