C-7OAXmXoAElCIA

To było zdecydowane zwycięstwo doświadczenia i umiejętności taktycznych nad młodzieńczą fantazją i zamiłowaniem do atakowania. Massimiliano Allegri, podobnie jak podczas dwumeczu z Barceloną, idealnie rozłożył na czynniki pierwsze grę rywala i skutecznie go wypunktował. Dwie bramki Gonzalo Higuaína powodują, że w przyszłym tygodniu Monaco pozostaje prawdopodobnie jedynie honorowe pożegnanie się z wyjątkową dla nich edycją Champions League.

Starcie zabójczej ofensywy i niezwykle skutecznej defensywy – tak w dużym skrócie zapowiadano to, co miało się wydarzyć w środowy wieczór na Stadionie Ludwika II. Leonardo Jardim jeszcze długo przed meczem zapowiadał, że w żaden sposób nie zamierza zmieniać stylu gry swojego zespołu i do rywalizacji ze Starą Damą podejdzie w taki sam sposób, jak do każdego przeciwnika. Takie nastawienie portugalskiego szkoleniowca nie mogło dziwić, wszak do dyspozycji miał wszystkie najważniejsze armaty – Kyliana Mbappé, Bernardo Silvę, Radamela Falcao i Thomasa Lemara.

Z tej jakości zdawał sobie również sprawę Massimiliano Allegri, który nawet podczas przedmeczowego spotkania z dziennikarzami niezwykle pochlebnie wyrażał się o sile rażenia, którą dysponuje jego vis-à-vis. Nie można jednak zapominać o tym, że już kilka tygodni temu mistrz Italii jasno pokazał piłkarskiej Europie, że potrafi zneutralizować nawet najlepszy atak na świecie. A sumując to z poprzednimi starciami Bianconerich w najbardziej prestiżowych rozgrywkach na Starym Kontynencie, otrzymywaliśmy imponujące statystyki.


Z racji tego, że obaj trenerzy nie mogli raczej narzekać na ból głowy przy uzupełnianiu protokołu meczowego, nie należało się spodziewać jakikolwiek niespodzianek w wyjściowych składach. Jedynymi niewiadomymi było w zasadzie to, kogo Allegri desygnuje w miejsce zawieszonego za kartki Samiego Khediry i na jaki wariant na bokach obrony zdecyduje się Jardim. Ostatecznie wybór padł na Djibrila Sidibé wracającego po przerwie spowodowanej urazem oraz Nabila Dirara, który z kolei skorzystał na nieobecności Benjamina Mendy’ego. Włoski menedżer zdecydował natomiast, że niemieckiego pomocnika zastąpi Andrea Barzagli, poszerzając w ten sposób blok defensywny.


Powrót do gry z trzema środkowymi obrońcami nie spowodował bynajmniej, że Bianconeri od pierwszego gwizdka Antonio Mateu Lahoza będą się skupiali wyłącznie na destrukcji i oddalaniu zagrożenia od własnej bramki. Wręcz przeciwnie, to mistrzowie Italii od pierwszych minut przejęli inicjatywę i ruszyli do zdecydowanych ataków. Gospodarze sprawiali zaś wrażenie nieco nazbyt przejętych stawką dzisiejszej rywalizacji i już przed upływem pierwszego kwadransa zanotowali kilka groźnych strat, po których fanom Les Rouge et Blanc mogło mocniej zabić serce. Dodatkowo za sprawą Mbappé liderowi Ligue 1 nie udało się wykorzystać dwóch znakomitych sytuacji do wyjścia na prowadzenie.


Na szczęście dla kibiców z Księstwa, początkowy paraliż ich ulubieńców zaczął ustępować z każdą kolejną minutą, dzięki czemu Falcao i spółka mogli z większą swobodą zaprezentować to, co mają zapisane w swoim piłkarskim DNA. Co równie ważne, Monaco coraz uważniej zaczęło grać także w defensywie, umiejętniej ustawiając się z linii, z czym w pierwszych fragmentach spotkania nie radził sobie zwłaszcza Sidibé. Francuski piłkarz malijskiego pochodzenia miał wyraźne problemy z zatrzymaniem Daniego Alvesa, z którego strony płynęło największe zagrożenie dla bramki strzeżonej przez Danijela Subašicia.


I to właśnie były gracz Barcelony przeprowadził akcję, która przyniosła Starej Damie prowadzenie. Ponownie krycie zgubił czarnoskóry boczny defensor ASM, a szarżującego Brazylijczyka nie zdołał zatrzymać rozpaczliwie ratujący sytuację Kamil Glik, którego w konsekwencji zabrakło chwilę później w polu karnym, gdzie Gonzalo Higuaín dokonał egzekucji.


Daleka od ideału dyspozycja defensora pozyskanego przed startem obecnego sezonu z Lille nie była jednak jedynym zmartwieniem Jardima. Zupełnie nie funkcjonował środek pola gospodarzy, który w wielu meczach gwarantował im większy komfort gry. Tiemoué Bakayoko wyraźnie odczuwał skutki starcia na treningu ze stoperem reprezentacji Polski, a Fabinho długimi fragmentami przypominał bardziej wersję piłkarza, którego bez żalu oddał Real Madryt, niż tego, który znalazł się na celowniku najlepszych ekip na Starym Kontynencie. Geniusz Allegriego po raz kolejny dał o sobie znać.


Widać było, że zespół z Księstwa źle czuje się w ataku pozycyjnym, co niemal całkowicie wyłączyło z podań duet Falcao – Mbappé. Nie było więc zaskoczeniem, gdy jeszcze przed przerwą realizator skierował kamerę ku siedzącemu na ławce rezerwowych Valère’owi Germainowi.

Tuż po wznowieniu gry „El Tigre” dał ku temu kolejny argument, bo zmarnował wyborną sytuację do wyrównania. To był również pierwszy sygnał, że trener rodem z Portugalii skutecznie wykorzystał 15 minut przerwy i tchnął w swoich podopiecznych nowe siły. Były opiekun Sportingu popełnił jednak kardynalny błąd, bo nie zdecydował się na roszadę w środku pola. A to właśnie kolejny błąd Bakayoko sprawił, że Higuain mógł cieszyć się środowego wieczoru z drugiej bramki.


Kolejny cios ze strony argentyńskiego snajpera nie sprawiał co prawda wrażenia nokautującego, ale znacznie ostudził zapał miejscowych. Na niewiele zdało się nawet ściągnięcie winowajcy obu trafień oraz Lemara, a wprowadzenie na plac gry Moutinho i Germaina.


Jeżeli wtorkowy mecz na Estadio Santiago Bernabéu upłynął pod znakiem trzech bramek Ronaldo i znakomitego zamysłu taktycznego Zinédine’a Zidane’a, to ten rozegrany dzień później miał innego bohatera – Massimiliano Allegriego. Jeszcze kilka miesięcy temu wyszydzany i wyśmiewany przez kibiców Juve, teraz może nie wjeżdża jeszcze triumfalnie do Turynu cały na biało, ale swoim trenerskim nosem praktycznie przesądził o losach dwumeczu. Najpierw zdecydował się na wzmocnienie bloku defensywnego i wprowadzenie do jedenastki Barzagliego oraz powiązane z tym przesunięcie do przodu Alvesa. Później nakreślił swoim graczom dwa najsłabsze punkty w układance rywala: Bakayoko i Sidibé, a ci umiejętnie to wykorzystali.


Wygląda na to, że piłkarzom Monaco pozostało jedynie skupić się na obronie pozycji lidera francuskiej ekstraklasy, wszak mistrzostwo kraju i tak będzie dużym sukcesem oraz zasłużoną nagrodą dla tej wyjątkowej generacji piłkarzy, która prawdopodobnie w lecie zostanie boleśnie rozdzielona…


AS Monaco 0:2 Juventus FC Juve logo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *