wissam-ben-yedder

Tegoroczne lato w stolicy Andaluzji zostało zdominowane przez transfery Sevilli. W drużynie pięciokrotnego triumfatora Copa del Rey pojawiło się wiele nowych twarzy, ale nie zabrakło również takich, którzy musieli opuścić południową Hiszpanię. Do klubowej kasy wpłynęło blisko 100 mln €, a pokaźną część tegoż zarobku stanowiła suma odstępnego za sprzedaż bohatera niniejszego tekstu. Po blisko trzech latach spędzonych na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán Wissam Ben Yedder zdecydował się przenieść swoje talenty do Księstwa, jednak w Sewilli nie zamierzali z tego powodu rozpaczać. Początek bieżącej kampanii w wykonaniu AS Monaco nie należał wprawdzie do najlepszych, jednak początkowe niepowodzenia Les Rouges et Blancs odbijają sobie właśnie teraz, gdy główną rolę odgrywa dynamiczny francuski atakujący. Czy działacze z Andaluzji pośpieszyli się i zbyt łatwo pozbyli goleadora z Sarcelles?

Powrót Monchiego do Sevilli w roli dyrektora sportowego symbolicznie zapoczątkował nową erę w historii klubu z dzielnicy Nervión. Pierwsza kadencja byłego golkipera była aż nadto udana, gdyż oprócz wywalczenia dziewięciu trofeów udało się wyszukać i wychować zastęp młodych graczy, którzy później stanowili o sile andaluzyjskiego zespołu, a przy okazji zapewnili macierzystemu klubowi pokaźny zastrzyk gotówki. Dość powiedzieć, że to właśnie na polecenie Monchiego w gabinetach przy Calle Sevilla Fútbol Club zdecydowano, aby obsadzić różne zakątki świata liczbą blisko 700 skautów, którzy niestrudzenie jeżdżą po całym globie i opracowują raporty o największych piłkarskich talentach. Nie dziwi zatem, iż na początku drugiego wejścia do doskonale znanej charyzmatycznemu działaczowi rzeki nadzieje całej społeczności Palanganas były mocno rozbudzone. Nie tracono czasu – Pablo Machín został zastąpiony zwolnionym z Realu Julenem Lopeteguim, a ze składu „odpalono” m.in. Quincy’ego Promesa, Pablo Sarabię i wspomnianego we wstępie Ben Yeddera, czyli zawodników tworzących ofensywny tercet w poprzedniej kampanii. W ich miejsce postawiono natomiast na graczy, których boiskowa charakterystyka sugerowała chęć zmiany stylu gry Blanquirrojos.


Sevilla rzeczywiście zyskała nowe oblicze, zaś napastnik znad Sekwany rozpoczął kolejny etap swojej kariery w klubie z Księstwa. Nowym kibicom przedstawił się w najlepszy możliwy sposób już w drugim rozegranym spotkaniu, strzelając bramkę ekipie Nîmes Olympique. Od tamtego momentu (25 sierpnia – przyp. red.) Ben Yedder zdobywa przynajmniej jednego gola w meczu i póki co nie zanosi się na to, aby miał przestać. Aktualnie przoduje klasyfikacji najlepszych strzelców Ligue 1 z dziewięcioma trafieniami na koncie, do których dołożył jeszcze jedną asystę.


Doskonała asymilacja w nowym otoczeniu zdumiewa nieco mniej, gdy przypomnimy sobie poprzednie wyczyny tego zawodnika we francuskiej elicie. Dość powiedzieć, że to własnie on w latach 2012-2016 ciągnął za uszy Toulouse FC, rokrocznie gwarantując minimum 15 bramek, a przecież klub z Oksytanii nie należy do tuzów europejskiego futbolu. Rzeczone 9 goli uzbieranych w pierwszych dziewięciu meczach ligowych to wynik rekordowy na przestrzeni minionych 50 lat. Wielce prawdopodobne jest zatem, że filigranowy atakujący zakończy kolejny już sezon jako najlepszy strzelec swojego zespołu, podtrzymując znakomitą serię od kampanii 2012/13. W dużej mierze to właśnie dzięki świetnej grze napastnika rodem z malowniczego Sarcelles drużyna dowodzona przez Leonardo Jardima wydostaje się z dołka po traumatycznym początku sezonu i mozolnie pnie się w górę tabeli w pogoni za najlepszymi ekipami w stawce. W tej sytuacji niemal samoistnie nasuwa się pytanie, czy w obecnej formie Ben Yedder nie przydałby się bardziej Sevilli…


Los Nervionenses zajmują aktualnie 5. miejsce w LaLiga, ze stratą zaledwie punktu do liderującej Barcelony (stan na 7 listopada 2019), jednak biorąc pod uwagę marne w ostatnim czasie wyniki duopolu FCB – RMA, a także problemy wciąż bezzębnego Atlético, wydaje się, że Sevilla mogłaby (a nawet powinna) pokusić się o coś więcej niż miejsce za wspomnianą trójką gigantów oraz Realem Sociedad. Tymczasem kupieni w letnim oknie transferowym napastnicy – Luuk de Jong i Nolito – potrafili dotychczas pokonać golkiperów rywali tylko czterokrotnie, a większość zdobyczy bramkowych drużyny Lopeteguiego to dorobek pomocników. Nie trzeba więc wybitnie znać się na futbolu, by dostrzec, że najskuteczniejszy snajper Ligue 1 jest w stanie, przy odrobinie szczęścia, wygrywać mecze w pojedynkę. Za sprawą swojej atletycznej budowy ciała i niezwykłej łatwości dryblingu potrafi niespodziewanie wejść w pole karne, świetnie balansuje na granicy spalonego i z dziecinną łatwością odjeżdża rywalom, gdy tylko wbiegnie za linię obrony w odpowiednim tempie. Oprócz tego w polu karnym przeciwnika zawsze charakteryzuje się zimną krwią, co już niejednokrotnie prezentował także na hiszpańskich boiskach.

Trójkolorowych. Algiersko-francuski duet jest zamieszany w aż 17 z 19 bramek, jakie ustrzelił w trwającej kampanii zespół Les Monégasques. Zdaniem licznych ekspertów i obserwatorów po odejściu Falcao do Galatasaray na pozycji nr 9 u monakijczyków miała nastąpić posucha, tymczasem decyzja o sprowadzeniu Algierczyka na Stade Louis II wyszła na dobre wszystkim: klubowi, jemu samemu, a przede wszystkim Ben Yedderowi.

„Pod względem podejmowania decyzji oraz umiejętności technicznych Wissam jest na najwyższym światowym poziomie”.

Leonardo Jardim

Forma prezentowana przez niewysokiego napastnika nie umknęła również uwadze selekcjonerowi Les Bleus. W drużynie narodowej snajper ASM mocno zaznacza swoją obecność pomiędzy świeżo upieczonymi mistrzami świata w nadziei, że na nadchodzącym wielkimi krokami EURO 2020 to właśnie on będzie pierwszym wyborem Didiera Deschampsa. Droga na ten turniej wiedzie oczywiście przez napędzający się z tygodnia na tydzień sezon ligowy, który Ben Yedder rozpoczął fantastycznie. Przy odrobinie szczęścia i utrzymaniu obecnej skuteczności jego ewentualna nieobecność w gronie szczęśliwców powołanych na jubileuszowy czempionat będzie zaskakująca, tym niemniej lista kontrkandydatów prezentuje się imponująco: Griezmann, Giroud, Mbappé, Lemar, Coman – można wymieniać w nieskończoność. 10 bramek pod koniec listopada to jednak znakomita pozycja startowa. Jeśli w dalszej części kampanii uda się ten wynik podwoić, Ben Yedder powinien spać spokojnie. Tak samo, jak przeżywający ostatnio gigantyczną huśtawkę nastrojów sympatycy AS Monaco.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *