609561212.jpg.0

W ubiegłym tygodniu pojawiły się pierwsze poważne informacje, jakoby działacze Dumy Katalonii ostrzyli sobie zęby na największą gwiazdę Atlético Madryt, Antoine’a Griezmanna. Hitowy transfer w Hiszpanii zdaje się być coraz bardziej realny, jednak to, czy Barcelona faktycznie potrzebuje Francuza jest sprawą dyskusyjną.

Na kolejkę przed końcem tegorocznych rozgrywek sytuacja na szczycie tabeli LaLiga jest już jasna. Półwysep Iberyjski niepodzielnie zdominowała Barça, która przed finałową serią gier ma aż 12 punktów przewagi nad zajmującymi drugi stopień podium Los Rojiblancos, a do niedzieli dzierżyła znakomitą serię 36 meczów bez porażki. Wygląda jednak na to, że Blaugrana ma chrapkę na to, by przeważać nie tylko w lidze, ale również w letnim okienku transferowym, gdyż do gry w katalońskiej ekipie przymierzany jest Antoine Griezmann. Co prawda o hipotetycznych przenosinach reprezentanta Les Bleus na Camp Nou wspominano już kilka miesięcy temu, jednak przy okazji głośnego transferu Coutinho, który zimą opuścił Anfield, plotki te były raczej wkładane między bajki. Teraz okazuje się, że włodarze nowo koronowanego mistrza Hiszpanii wcale nie żartowali.


Zakup filigranowego napastnika zdaje się być niemal przesądzony. Początkowo mówiło się o kwocie około 100 mln €, bo mniej więcej tyle wynosi klauzula w kontrakcie zawodnika, ale hiszpańskie media huczą, że włodarze Barcelony, w trosce o lepsze stosunki z klubem z Madrytu, planują nawet zapłacić więcej niż powinni! Nie jest to co prawda suma tak horrendalna, jak ta, którą Paris Saint-Germain rok temu wyłożyło za Neymara, ale koszt rzędu 120-130 mln € i tak robi ogromne wrażenie.

Pytanie tylko, po co przy obecnej dyspozycji i składzie Duma Katalonii miałaby wydawać tyle pieniędzy na piłkarza, który, choć prezentuje znakomity poziom, na starcie będzie miał co najmniej trzech wysokiej klasy rywali w walce o wyjściową jedenastkę. Przy okazji Atlético straciłoby najlepszego strzelca drużyny, co skutkować musi bez wątpienia szukaniem dla niego godnego zastępstwa, a z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Wcale nie jest powiedziane, że będzie to zamiana udana, a więc Los Colchoneros z miejsca mogą stać się mniej konkurencyjni.


Strata dla ekipy Diego Simeone może być ogromna. Griezmann w ciągu niespełna czterech lat najpierw na Estadio Vicente Calderón a obecnie na Wanda Metropolitano zachwycał kibiców imponującą liczbą 110 bramek strzelonych w 207 meczach, dzięki czemu zdeklasował tak renomowane „dziewiątki”, jak Sergio Agüero czy Diego Forlán. Niewiele lepszy od wychowanka Realu Sociedad wciąż jest Fernando Torres, którego śmiało można nazwać żywą legendą Los Rojiblancos (116 goli w 343 spotkaniach – przyp. red.). Decydenci z czerwonej części Madrytu będą więc musieli mocno się napocić, ażeby znaleźć klasowego następcę blondwłosego atakującego.

Najlepsi strzelcy w historii Atlético; Źródło: Transfermarkt
Najlepsi strzelcy w historii Atlético; Źródło: Transfermarkt

Transfery na linii Atlético – Barcelona są bardzo ciekawe i budzą z reguły wiele emocji. Przykładów nie trzeba daleko szukać. W 2015 roku na Camp Nou trafił znajdujący się wówczas u szczytu kariery Arda Turan. Jego przygoda w stolicy Katalonii nie była jednak pasmem sukcesów. Obywatel Turcji nie zachwycił katalońskiej publiczności – w ciągu dwóch i pół roku wystąpił zaledwie w 55 meczach, notując raczej przeciętne występy, toteż szybko został oddelegowany na wypożyczenie. Obecnie Turan w opinii publicznej zdegradowany został z wysokiej klasy pomocnika do piłkarskiego skandalisty. Taką łatkę przypięto mu po niedawnym ataku na sędziego liniowego podczas meczu Süper Lig.


Analogicznie słaby pobyt piłkarzowi o sławie i umiejętnościach Griezmanna raczej nie grozi, choć historia pokazuje, że zdarzało się nie raz i nie dwa, że do wielkiego klubu przychodziła równie wielka gwiazda, a jedyne co pokazywała, to wielkie nic, rozczarowując przy okazji wszystkich zainteresowanych. Jakiż byłby więc żal dla samego zawodnika, gdyby porzucił ciepłą posadkę w Madrycie w zamian za ławkę rezerwowych na Camp Nou. Wiele osób twierdzi, że Antoine z miejsca poradzi sobie w rywalizacji o pierwszy skład Blaugrany, jednak warto odrzucić hurraoptymizm i spojrzeć na fakty krytycznie.

Katalończycy dysponują obecnie wieloma znakomitymi zawodnikami, a sprzedaż Neymara wyszła im wręcz na korzyść. Piłkarzy o zbliżonych charakterystykach do filaru ofensywy Los Rojiblancos w Barcelonie również nie brakuje. Ernesto Valverde w swoim zespole może liczyć przede wszystkim na Philippe Coutinho, który po transferze z Liverpoolu radzi sobie coraz lepiej (ostatnio ustrzelił nawet hat-tricka przeciwko Levante – przyp. red.) i to właśnie błyskotliwy Brazylijczyk zdaje się być najgroźniejszym rywalem dla Griezmann’a. Ale to oczywiście nie wszystko.

W szerokiej kadrze 25-krotnego mistrza Hiszpanii znajdują się też Ousmane Dembélé, Aleix Vidal czy Paco Alcácer, nie wspominając oczywiście o Messim oraz Suárezie, którzy są „nie do ruszenia”. Bez wątpienia FC Barcelona nie jest klubem, do którego można wejść z miejsca. Reprezentantowi Trójkolorowych tylko za madryckie zasługi nikt żelaznej pozycji w ataku Blaugrany nie da. Oczywiście pojawiają się głosy, że to przez brak takiego zawodnika, jak właśnie Antoine, kibice FCB wciąż muszą obchodzić się smakiem, jeśli chodzi o szóstą wygraną w Lidze Mistrzów, jednak przy takim potencjale ofensywnym kupno kolejnego napastnika wydaje się wręcz bezsensowne.

O ile już teraz można powiedzieć, że zakup Griezmann’a na pewno będzie sporym sukcesem marketingowym, to wielu miłośników iberyjskiego futbolu raczej skłania się do opinii, że sportowo nie ma on większego sensu. Skład Barcelony już teraz jest niezwykle mocny, a ponadto sprzedaż najlepszego snajpera byłaby dużym osłabieniem dla Atlético, przez co na atrakcyjności straciłaby zapewne cała LaLiga, a dominacja Dumy Katalonii tylko by się pogłębiła. Istnieje też obawa, że drużyna złożona z tak głośnych nazwisk przestanie być kolektywem, a stanie się ponownie zlepkiem indywidualności, w którym każdy chce być najlepszy.


Nie jest tajemnicą, że Antoine od jakiegoś czasu marzy o zmianie klubu, jednak być może warto byłoby pomyśleć o nieco bardziej oddalonym kierunku. Griezmann w napadzie Los Rojiblancos to swoista gwarancja arcyciekawej ligowej konkurencji, zatem szkoda byłoby dopuścić do wspomnianej wyżej sytuacji. Tak czy inaczej pierwsze kroki już podjęto, a hiszpańskie dzienniki donoszą, że wszystko ostatecznie będzie wiadomo już przed zbliżającymi się wielkimi krokami Mistrzostwami Świata, aby zawodnik, zamiast na transferowych dywagacjach, mógł spokojnie skupić się na pozytywnym wyniku swojej kadry podczas rosyjskiego turnieju.

Źródło: Twitter
Źródło: Twitter

Wśród następców Francuza na Wanda Metropolitano „Mundo Deportivo” wymienia przede wszystkim Edinsona Cavaniego, dla którego byłaby to okazja do debiutu w hiszpańskiej elicie. Popularny „El Matador” to jednak piłkarz o nieco innej charakterystyce niż Griezmann, przez co nie wiadomo, jak odnalazłby się w madryckiej rzeczywistości. Słyszalne są również plotki, jakoby największemu gwiazdorowi i prawdopodobnie nowemu kapitanowi Barcelony, Lionelowi Messiemu, nie do końca odpowiadało przyjście 27-letniego napastnika na Camp Nou. Nie od dziś wiadomo, że ze słowami Leo w Katalonii liczą się wszyscy, a to z kolei może oznaczać kolejne trudności w przeprowadzeniu hitowego transferu.

Ad extremum, wszyscy z niecierpliwością będą czekać, jak skończy się ta saga, ale niezależnie od finału pozostaje mieć nadzieję, że Griezmann z perspektywy czasu nie będzie musiał „pluć sobie w brodę”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *