DfqsexUWAAEVPlK

Wielotygodniowe oczekiwanie, obszerne analizy i wreszcie stało się – wystartowały piłkarskie Mistrzostwa Świata w Rosji! Choć już po kilkusekundowym zastanowieniu można było wybrać przynajmniej kilkanaście ciekawszych propozycji na początek tak ważnej imprezy, to wszyscy fani futbolu, może z nieco przeszacowanymi oczekiwaniami, usiedli przed ekranami. Ich poświęcenie nie zostało jednak odpowiednio nagrodzone. Mimo, że na inaugurację mundialu byliśmy świadkami aż pięciu bramek, to trudno powiedzieć, aby były one podsumowaniem emocjonującego i przyjemnego do oglądania widowiska.

Pełne trybuny, setki kibiców na rosyjskich ulicach, miliony przed telewizorami. Na boisku m.in. 38-letni Sergey Ignashevich, cztery lata młodszy Yuri Zhirkov oraz liczący już także ponad trzydzieści wiosen Igor Akinfeev. Jeśli rzeczywiście piłkarze zza naszej wschodniej granicy mieliby w najważniejszym turnieju czterolecia brać udział w wyścigu „czarnych koni”, to tylko wtedy, gdyby metą była ubojnia. Wszelkie inne spekulacje byłyby oparte na podobnym logicznym wywodzie, jak wypowiedź jednego z posłów Platformy Obywatelskiej, dumnie głoszącego, że za czasów rządów jego partii nie dochodziło do zakrywania twarzy przez kibiców, odpalania materiałów pirotechnicznych, czy wdzierania się na murawę.

Naprzeciwko piłkarzy dowodzonych przez Stanisława Czerczesowa stanęli deprecjonowani gracze Arabii Saudyjskiej. Czy można sobie wyobrazić lepszy start najważniejszej imprezy tego roku? Oczywiście. Nie wypadało jednak narzekać, wszak zaczynało się wielkie, piłkarskie święto. Nawet jeśli zachodziły poważne obawy, że we czwartek kibice mogą być świadkami największych emocji podczas ceremonii otwarcia.


Ostatnia forma obu reprezentacji również nie zwiastowała fajerwerków odpalanych z częstotliwością kilkunastu minut. Gospodarze tegorocznego czempionatu nie wygrali bowiem żadnego z ostatnich siedmiu pojedynków towarzyskich, z czego ponad połowa z nich zakończyła się porażkami. Nikogo nie dziwił zatem fakt, że Rosjanie niezwykle ostrożnie wypowiadali się na temat szans swoich ulubieńców na wyjście z grupy – nawet pomimo tego, że los był dla ich Sbornej wyjątkowo łaskawy, niczym dla Polaków podczas EURO 2012, i na drodze postawił Arabię Saudyjską, Egipt oraz Urugwaj. Choć dwie pierwsze ekipy z pewnością znajdowały się w zasięgu Dzagoeva, Smolova i spółki, to nikt nie miał wątpliwości, że ewentualny sukces narodzi się w wyjątkowym bólu.

Rywal na otwarcie turnieju wydawał się wymarzony. Przedstawiciel Półwyspu Arabskiego w poprzednich czternastu potyczkach zaledwie cztery razy schodził z boiska jako zwycięzca, w tym w mało prestiżowych pojedynkach z Kuwejtem oraz Mołdawią. Jedyne, czym podopieczni Juana Antonio Pizziego mogli wzbudzić chociażby odrobinę szacunku u oponentów była przynależność klubowa niektórych kadrowiczów. Częściowo był to jednak tylko kamuflaż, gdyż w klubach z Półwyspu Iberyjskiego reprezentanci Arabii Saudyjskiej odgrywali role co najwyżej ciekawostek.


Trudno było natomiast zupełnie zignorować ich postawę w niedawnych pojedynkach z Włochami i Niemcami, które zakończyły się tylko minimalnymi porażkami ekipy Zielonych Sokołów. Tylko nielicznych mógł zatem zadziwić animusz, z jakim piłkarze Pizziego rozpoczęli czwartkową rywalizację.

Zanim goście zdołali na dobre przejąć inicjatywę, obudzeni z krótkiego letargu Rosjanie zadali niespodziewany, ale niezwykle wyczekiwany przez krytykujących ich kibiców cios. W dużej mierze był to efekt świetnego dośrodkowania Aleksandara Golovina, który od pierwszego gwizdka sprawiał rywalom najwięcej trudności.


Premierową bramkę na tegorocznym mundialu zapisał na swoim koncie Yuri Gazinsky. Było to sporych rozmiarów zaskoczenie, gdyż jest to zawodnik, który piłkarsko nigdy nie wychylił nosa poza ojczyznę. Pomocnik Krasnodaru absolutnie nie był wymieniany wśród tych, którzy mogą zdobyć nie tylko premierową, ale jakąkolwiek bramkę na tym turnieju – zwłaszcza po pierwszym celnym strzale.

Gol w pierwszym kwadransie to była najlepsza rzecz, jaka mogła się przydarzyć graczom dowodzonym przez byłego opiekuna Legii Warszawa. 54-letni szkoleniowiec słynie z wielkiego uwielbienia do wartościowego przygotowania fizycznego. U jednych wywołuje to szacunek, u innych uśmiech, a niektórzy upatrywali w tym nawet głównego powodu urazu Dzagoeva, przez który musiał opuścić murawę zanim na zegarze wybiła 25. minuta.


Kontuzja pochodzącego z Biesłanu piłkarza otworzyła szansę na występ dla reprezentującego na co dzień barwy Villarrealu Denisa Cherysheva, którego udział w najważniejszym turnieju czterolecia jeszcze kilka tygodni temu stał pod gigantycznym znakiem zapytania. Skrzydłowy Sbornej wykorzystał uśmiech losu w najlepszy możliwy sposób, tuż przed przerwą podwyższając prowadzenie swojej drużyny. Przy okazji przeszedł do historii, bo stał się dopiero pierwszym piłkarzem, który wszedł z ławki rezerwowych i zmusił bramkarza do kapitulacji w meczu otwierającym piłkarskie mistrzostwa świata


Drugi gol dla gospodarzy wcale nie musiał oznaczać wyczerpania się dzbana z emocjami. W ostatnim czasie wielu ekspertów wspominało, że „Saudyjczycy” lepiej prezentują się dopiero po przerwie. Dziesięć minut po wznowieniu gry ta zasada mogła znaleźć swoje odzwierciedlenie także w boiskowej rzeczywistości. Przybyszom z Azji zabrakło jednak nieco precyzji i w dwóch groźnych sytuacjach nie zdołali pokonać Igora Akinfeeva. A skoro sami nie byli w stanie zapisać się złotymi literami w protokole meczowym, to zostało im tylko podziwianie, jak robią to Rosjanie. Trzeci cios wyprowadził Artem Dzyuba, który potrzebował do tego tylko kilkudziesięciu sekund od wejścia na boisko. Co ciekawe, ostatnim zmiennikiem, który równie szybko zdobył gola na mundialu był Marcin Żewłakow.


Całość dopełnili w końcówce dwaj bohaterowie tego popołudnia: autor dwóch bramek Denis Cheryshev oraz kończący rywalizację z dwiema asystami i bramką Aleksandr Golovin. Przykład Arabii Saudyjskiej, która przez pełne 90 minut nie zdołała oddać ani jednego celnego strzału, to kolejny argument poważnie negujący wizję rozszerzenia mistrzostw świata o kolejnych uczestników.


Czwartkowe zwycięstwo z pewnością wleje odrobinę optymizmu i pewności siebie w szeregi podopiecznych Stanisława Czerczesowa. Przed trenerem urodzonym w Ałagirze kolejne trudne zadanie – wywalenie kubła zimnej wody na rozgrzane głowy, aby żaden jego kadrowicz nie popadł w nadmierną euforię. Trudno zignorować fakt, że pierwszy rywal ustawił Sbornej poprzeczkę na wysokości kolan i z pewnością każdy kolejny oponent postawi bardziej wymagające warunki. A jeśli rozmowa z „panem Staszkiem” nie pomoże, warto wrócić wspomnieniami do EURO 2012. Wtedy Rosjanie też rozpoczęli zmagania od wysokiego zwycięstwa, a skończyło się niezwykle bolesną klęską i odpadnięciem już na etapie fazy grupowej.

WC2018 FIFA World Cup Russia 2018 WC2018

Flag of Poland Rosja 5:0 Arabia S. northern_ireland

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *