C4vMTRaWcAAINEz

To był wielki wieczór dla kibiców w Monachium! Krytykowany, skazywany na rychłe pożegnanie z Ligą Mistrzów, a przez niektórych nawet na sromotną porażkę w starciu z Arsenalem Bayern dokonał egzekucji na kompletnie bezradnych i popełniających masę błędów podopiecznych Arsene’a Wengera. Kanonierzy robili co mogli, a po pierwszej połowie zdawało się nawet, że mogą mieć szansę wywieźć ze stolicy Bawarii stosunkowo korzystny rezultat. Mistrz Niemiec wreszcie zagrał jednak tak, jak tego oczekiwano i środowego wieczoru był dla Londyńczyków po prostu za mocny.

Hiszpańskie media po wczorajszym upokorzeniu, jakiego doznała FC Barcelona na Parc des Princes nie oszczędzały piłkarzy Blaugrany. Na pierwszych stronach gazet pojawiły się ostre słowa krytyki, a jednym z ciekawszych zdaje się ogłoszenie wtorkowego spotkania największym blamażem Barçy w erze Lionela Messiego. Z tą opinią można dyskutować, bo kilka lat temu w półfinale Ligi Mistrzów inny zagraniczny zespół również dał Katalończykom bolesną lekcję futbolu. Bayern Monachium w dwumeczu zaaplikował Messiemu i spółce aż siedem bramek, a później wygrał wszystko, co co było wówczas do zgarnięcia. Dziś ów Bayern, po trzech edycjach Champions League z rzędu zakończonych na przedostatnim etapie rozgrywek, prowadzony w dodatku przez eksperta od zdobywania lauru klubowego mistrza Europy – Carlo Ancelottiego, rozpoczął swoje zmagania w fazie pucharowej Ligi Mistrzów 2016/17 meczem z Arsenalem Londyn.

Głowy piłkarzy Bayernu nie mogły być spokojne, gdy odliczali dni do pierwszego spotkania z Kanonierami. Forma Bawarczyków w ostatnich tygodniach pozostawiała wiele do życzenia – wprawdzie w pięciu spotkaniach rozegranych w 2017 roku Gwiazda Południa uzbierała 13 punktów, ale w aż czterech z nich podopieczni „Carletto” tracili bramkę, a trzy wygrali różnicą ledwie jednego trafienia – a przecież każdy z ostatnich pięciu rywali FCB zajmuje w tabeli Bundesligi miejsce w drugiej połowie tabeli!

Arsenal też nie miał przed środowym spotkaniem powodów do przesadnej pewności siebie. Fantastyczna forma, jaką prezentowali w tym sezonie podopieczni Arsene’a Wengera ostatnio zaczęła się nieznacznie wahać, co doprowadziło do dwóch z rzędu porażek w Premier League: z Chelsea i Watfordem. Bezpośrednio przed starciem z mistrzami Niemiec The Gunners poprawili sobie humory zgarniając pełną pulę w spotkaniu z Hull.


Już sam początek dzisiejszego meczu pokazał, że niemal wszystko, co pisały o problemach Bayernu w ostatnich tygodniach niemieckie media to tylko dziennikarskie spekulacje. Choć nie da się zaprzeczyć, że w konfrontacji z nastawionymi przeważnie ultradefensywnie niemieckimi drużynami Bayern ma wyraźne problemy z tworzeniem sytuacji bramkowych, a co nawet bardziej niepokojące, zdaje się kompletnie nie mieć pomysłu, jak tą sytuację zmienić, to okazuje się że wcale nie skreśla to Bawarczyków z listy kandydatów do zgarnięcia Pucharu Mistrzów w obecnej kampanii. Gra Bawarczyków w pierwszej części spotkania z Arsenalem była jasnym sygnałem, że Carlo Ancelotti skupił się na wykonaniu zadania, które mu powierzono, zamiast opowiadać o nim mediom, które mocno go w ostatnim czasie krytykowały. Przejmując schedę po Pepie Guardioli Włoch usłyszał, że styl gry schodzi na dalszy plan – zespół ma przede wszystkim wygrywać, szczególnie w Lidze Mistrzów. Dla monachijskich działaczy w tym sezonie rodzime rozgrywki, które Bayern w ostatnim czasie kompletnie zdominował, są w hierarchii ważności o wiele niżej niż tytuł najlepszej drużyny Starego Kontynentu. A ten już od trzech lat pozostaje poza zasięgiem Gwiazdy Południa


W pierwszej połowie wreszcie oglądaliśmy Bayern z błyskiem, agresją, pomysłem i wolą walki, w drugiej natomiast – zabójczo skuteczny. Nie bez znaczenia był z pewnością uraz Laurenta Koscielnego, który zaraz po przerwie musiał opuścić murawę. Choć w jego miejsce na boisku pojawił się solidny Gabriel, brak Francuza kompletnie zaburzył pracę bloku obronnego Kanonierów. Po 45. minutach meczu na tablicy wyników widniał remis 1:1 po golach Robbena i Sáncheza, a już niecałe dwadzieścia minut po wznowieniu gry po stronie bramek straconych przez Arsenal widniała liczba – a jakżeby – 4!


Jednym z najważniejszych ogniw w drużynie gospodarzy był w tym spotkaniu Thiago Alcântara. Hiszpan sprowadzony na Allianz Arena przez Josepa Guardiolę nigdy tak naprawdę nie zaistniał na poważnie w zespole prowadzonym przez Katalończyka. Mimo że był ulubieńcem byłego trenera Barcelony, nigdy za jego kadencji nie zdołał stać się centralną postacią Bayernu. Jakże inaczej wygląda sytuacja, odkąd do Monachium zawitał Carlo Ancelotti. Thiago wreszcie jest przydatny dla zespołu – jego dryblingi zdobywają przestrzeń, a podania przyspieszają grę. A do tych atutów 25-letni pomocnik dorzuca teraz jeszcze skuteczność. W meczu z Arsenalem nie tylko dyrygował zespołem i rozgrywał piłkę, ale sam strzelił dwie z pięciu bramek dla gospodarzy.



Warto wyróżnić również Arjena Robbena, który otworzył wynik spotkania przepięknym uderzeniem zza pola karnego w swoim stylu i Javiego Martineza, który – co dla niektórych jest sporym zaskoczeniem – wyrasta w tym sezonie na najmocniejszy punkt bawarskiej defensywy. Nie sposób pominąć również wkładu w to zwycięstwo Thomasa Müllera. Obrazek, który obejrzeliśmy w końcówce meczu mógł rozczulić wielu kibiców FCB. Kłopoty 27-letniego Niemca z powrotem do optymalnej dyspozycji strzeleckiej i odzyskaniem pewności siebie nie są dla nikogo tajemnicą. Gdy w 88. minucie Thiago dostał piłkę w polu karnym rywala, po fatalnym błędzie obrońców gości, zamiast wykorzystać miejsce do strzału, który mógłby dać mu hat-tricka, wszedł w drybling, poczekał na starszego kolegę i wyłożył mu piłkę, aby i on mógł wpisać się w tym arcyważnym meczu na listę strzelców. Takie obrazki zadają ostatecznie kłam doniesieniom o tym, jakoby szatnia Bayernu byłą podzielona i daleka od tego, co kryje się pod hasłem „kolektyw”.


Dzisiejszy mecz na pewno nie oznacza definitywnego końca wszystkich problemów, z jakimi zmagał się Bayern w ostatnich miesiącach, ale jest on niewątpliwie sygnałem, że w Monachium wiedzą, jak sobie z nimi poradzić. Mistrz Niemiec jest równie groźnym, jeśli nie groźniejszym niż w poprzednich sezonach uczestnikiem walki o tytuł najlepszej klubowej drużyny kontynentu. A ta zapowiada się w tym roku nadzwyczaj emocjonująco!

 Bayern Monachium 5:1 Arsenal FC