GettyImages-519254780.0

Już dzisiaj dowiemy się, kto dołączy do Realu Madryt i Manchesteru City, które wczoraj zameldowały się w najlepszej czwórce tegorocznej Ligi Mistrzów. Czy nasi eksperci przewidują jakąś sensację? O swoich przewidywaniach na środowe spotkania opowiedzieli nam dziennikarze zajmujący się na co dzień ligami hiszpańską i portugalską oraz były piłkarz m.in. VfB Stuttgart, Radosław Gilewicz. Zapraszamy do naszej sondy!

56875 Atlético Madryt – FC Barcelona  fc-barcelona

Tomasz Ćwiąkała (Weszło, Eleven Sports Network) user_2589266_6839ec_huge

Moim zdaniem piłkarze Atlético mogą mówić o niedosycie po pierwszym spotkaniu, zwłaszcza w kontekście tej sytuacji z Fernando Torresem. Bo gdyby nie druga żółta kartka, która wykluczyła go z dalszego udziału w pierwszym spotkaniu, a także z rewanżu, to wydaje mi się, że ten mecz mógłby się potoczyć zupełnie inaczej. A tak naprawdę spotkanie na Camp Nou nie zakończyło się dla Rojiblancos najgorzej i ja ekipy Diego Simeone absolutnie bym nie skreślał przed dzisiejszym starciem. Tym bardziej, że Barcelona złapała taką małą zadyszkę. A jeśli dodamy do tego intensywny futbol, który proponuje drużyna z Vicente Calderon i to, jak zmęczona jest Duma Katalonii, a było to widać w ostatnich meczach, to będzie to najmniej wygodny rywal dla podopiecznych Luisa Enrique. Właśnie ze względu na to, jaki mamy etap sezonu i jak zmęczona wydaje się być Blaugrana, bo ma w nogach zdecydowanie więcej meczów, niż pozostałe drużyny. Zespół ze stolicy Katalonii grał przecież w Klubowych Mistrzostwach Świata, do tego Copa del Rey, Superpuchary – to wszystko ma wpływ. Te minuty się gromadzą, dochodzą wyjazdy piłkarzy na mecze reprezentacji. Nie twierdzę, że jest to kluczowe w kontekście ostatnich porażek, ale ma to się prawo odbijać na zawodnikach. Już dzisiaj dostaniemy odpowiedź.

Zestawienie linii ataku? Oczywiście w przypadku Griezmanna nie ma co nawet dyskutować, to najlepszy obecnie piłkarz Atlético. Simeone mówił o nim, że ma niesamowitą swobodę, jeżeli chodzi o ofensywę. Wygląda to tak, że koledzy mają się dostosowywać do Francuza. Ja osobiście jestem fanem Yannicka Ferreiry Carrasco, ale nie spodziewałem się, że tak szybko zaaklimatyzuje się w tym zespole. Proces adaptacji do ekipy Los Colchoneros jest chyba najtrudniejszy na świecie, biorąc pod uwagę tych nowych zawodników. Wielu sobie nie poradziło, jak chociażby Jackson Martínez. Vietto na razie wygląda tak sobie – raz lepiej, raz gorzej, ale jego cały czas stać na to, żeby jednym zagraniem rozstrzygnąć losy meczu. Ale z drugiej strony, może też zniknąć na cały mecz. Jeżeli ja miałbym zgadywać, kto wystąpi i kto będzie w stanie stworzyć największe zagrożenie, to postawiłbym jednak na Belga, bo były gracz Villarrealu, a także Ángel Correa, to ciągle piłkarze na przyszłość. A zawodnik pozyskany przez sezonem z Monaco ma jeszcze jedną zaletę – jest niesamowicie elastyczny i z tego też względu sięgnął po niego „El Cholo”. W każdym fragmencie spotkania jest się w stanie dostosować do zmiany ustawienia. To gracz niesamowicie inteligentny pod względem taktycznym, świetnie czyta grę. Już jest zawodnikiem światowego formatu, a kiedyś, podejrzewam, może się ocierać prawie o poziom Ronaldo czy Messiego.

Myślę, że Barcelona będzie przede wszystkim uczulona na te stałe fragmenty gry, które są niesamowitą bronią Atlético. Ale Simeone to też taki człowiek, który wydaje się mieć pomysł na każdą ewentualność. Dodatkowo sam zauważył, że jego podopieczni z coraz większej liczby miejsc na boisku są w stanie wpisać się na listę strzelców. To najlepiej świadczy o tym, że jest to zespół, który nie ma tylko jednego złotego środka, jeśli chodzi o strzelanie goli. Rojiblancos potrafią znaleźć słaby punkt u każdego przeciwnika i błyskawicznie dostosowują się do okoliczności. Podobno Luis Enrique namawia swoich piłkarzy, aby linia obrony była jak najbardziej wysunięta, to na pewno uniemożliwiłoby piłkarzom z Madrytu tak intensywną grę. Czy to wystarczy? Niewiadomo…

Atleti to najbardziej nieobliczalna drużyna na świecie. Możemy rozmawiać i dywagować o planach obu zespołów, ale o ich realizacji czasami decyduje jeden błąd, jedna „obcinka”, taka jak ta Pique, który w kluczowych meczach zawodzi. To on nie przypilnował graczy Realu Madryt i Sociedadu przy straconych bramkach. I tutaj pojawia się pytanie – jak oceniać takiego zawodnika, który przez 70-80 minut spisuje się świetnie, a w najważniejszej sytuacji się pomyli?

Myślę, że kibice Atlético obawiają się właśnie swojej linii obronnej. Pamiętam taki mecz, bodajże z Rayo, kiedy z konieczności na środku obrony zagrał Saúl Ñíguez. To się zakończyło katastrofą, bo Hiszpan się potknął, a zespół stracił bramkę po jego błędzie. Wydawało się, że Los Colchoneros mają najlepszy środek obrony na świecie, ale z powodu kontuzji te klocki zaczęły się sypać. Z drugiej jednak strony, pojawił się właśnie taki chłopak jak Lucas Hernández, który wychodzi na boisko i daje radę, bo ma naturalne predyspozycje, aby grać na pozycji stopera.

Typowany wynik: Myślę, że będzie to mecz na takiej intensywności, że będzie padało dużo bramek. Barcelona nie ustrzeże się błędów. Dałbym 2:2, ale raczej bez przekonania.


Jakub KręcidłoJakub Kręcidło (Przegląd Sportowy)

Wynik pierwszego meczu to raczej sukces Barcelony. Nie jest to najgorszy rezultat w kontekście meczu rewanżowego, choć trzeba pamiętać, że i rywal nie zszedł z placu gry rozczarowany. 1:0 to wynik, który Atlético raczej lubi i często zwycięża różnicą jednej, góra dwóch bramek. Trzeba jednak zauważyć, że bramka dla zespołu prowadzonego przez Diego Simeone padła po kardynalnym błędzie defensywy Dumy Katalonii, a nie najlepiej zachował się w tamtej sytuacji także Marc-André ter Stegen.

Jeśli chodzi o mecz rewanżowy, to jestem przekonany, że goście wpiszą się na listę strzelców na Vicente Calderon. Nie wyobrażam sobie powtórki z Estadio Anoeta, bo po raz ostatni Barcelona nie strzeliła gola w dwóch kolejnych meczach w 2008 roku. To o czymś świadczy. Nie mówimy przecież o zespole, który ma problemy ze zdobywaniem bramek. A gdy uda się Blaugranie wyjść na prowadzenie, to rywal będzie potrzebował aż trzech trafień do bezpośredniego awansu. A to wydaje mi się nierealne.

Nie spodziewam się jednak jakiejś szalonej gry na początku gry. Raczej spokojne podeście do pojedynku i nawiązanie do meczu z Arsenalem. Wtedy ówczesny trener Pep Guardiola zasugerował piłkarzom, aby przez pierwsze minuty jak najdłużej utrzymywali się przy piłce i wymienili jak najwięcej podań. Tak, żeby nie dać szansy rywalowi na jakiekolwiek rozegranie akcji, a później dopiero zacząć grać swoją piłkę. Najpierw poniekąd „zanudzić” tego rywala. I w środę spodziewam się podobnego podejścia w wykonaniu ekipy prowadzonej przez Luisa Enrique.

Trudno będzie jednak całkowicie oczyścić głowę z tych niepowodzeń ligowych. Owszem, piłkarze przyznają, że z każdym kolejnym dniem czują się coraz lepiej, a następne pojedynki traktującą jak coś zupełnie odrębnego. Nie pamiętam jednak, kiedy ostatnio przydarzyła się Dumie Katalonii taka seria. Zacznijmy od tego, że nie mówimy o zespole, który przywykł do przegrywania. Naprawdę rzadko zdarzają się takie sytuacje, że Messi nie strzela gola w czterech kolejnych pojedynkach, a Neymar też ma problemy z trafieniem do bramki. Nie wiem jednak, czy będzie to miało jakieś znaczenie w kontekście tego meczu z Atlético, ale tego nie wie nikt. Tego nie da się przewidzieć. Czy będzie dodatkowa motywacja, czy wyjdą jednak podłamani?

Trudno mi powiedzieć w czym zespół Simeone może zaskoczyć drużynę Barcelony. Teoretycznie większość tych mocnych aspektów udaje się zniwelować. Atleti świetnie egzekwują stałe fragmenty, ale Barça nauczyła się przed nimi bronić. Rojiblancos mają silny środek pola, ale Barcelona tym bardziej. Nie wiem, gdzie można by znaleźć przewagę drużyny z Madrytu. Może w przygotowaniu fizycznym? Na pewno lepiej wyglądali w tym aspekcie, niż rywal ze stolicy Katalonii. Inna sprawa, że „El Cholo” nie oszczędzał w weekend zbyt wielu zawodników z podstawowej jedenastki, a na dodatek mocno odczuwalny będzie brak w wyjściowym składzie świetnie dysponowanego Fernando Torresa. Otwiera to jednak szanse dla takich piłkarzy jak Vietto.

Typowany wynik: Spodziewam się raczej remisu, ale nie jakieś dużej liczby bramek. Podobnie jak w poprzednich. Może 1:1?


78135 Benfica Lizbona – Bayern Monachium Bayern-München-old-logo-128x128

floroMichał Majdowski (SportingPoland.com)

W pierwszym spotkaniu Benfica postawiła wysoko poprzeczkę Bawarczykom i gdyby nie kiepski start meczu, to kto wie, czy Orły nie sprawiły by sensacji w Monachium. Nie bez znaczenia była także gorsza forma Bayernu w ostatnich tygodniach.

Taktyka Benfiki na starcie z niemieckim zespołem powinna być prosta – atak od pierwszych minut, gdyż obie ekipy mają świetną ofensywę, jednak gorzej sytuacja wygląda w obronie. W tej sytuacji Lizbończycy muszą od pierwszych minut walczyć o odrobienie strat z pierwszego meczu, czym mogą odrobinę zdezorientować podopiecznych Pepa Guardioli.

Nie da się ukryć, że w chwili obecnej dla Benfiki jest to najważniejszy mecz w sezonie, gdyż w lidze najtrudniejsze pojedynki podopieczni Rui Vitórii mają już za sobą. To wszystko sprawia, że gracze ze stolicy Portugalii będą starać się o sprawienie niespodzianki, jaką z pewnością będzie awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Tak więc bez wątpienia Benfica będzie od pierwszych minut niezwykle zdeterminowana, aby sprawić miły prezent swoim kibicom.

W piłce nie należy lekceważyć nikogo – to stare, ale jakże na czasie powiedzenie. Mając na uwadze, że skazywany na pożarcie Wolfsburg pokonał u siebie Real Madryt, to tym bardziej Benfica może pokonać Bayern. Co prawda nadal zdecydowanymi faworytami meczu będą Bawarczycy, jednak przy odrobinie szczęście Orły mogą odprawić Bayern z kwitkiem.

Typowanie wyniku: Po niezwykle wyrównanym i zaciętym meczu ostatecznie będzie remis 1:1.


GilewiczRadosław Gilewicz (Eurosport)

Czy Bayern powinien się obawiać meczu z Benficą w Lizbonie? Myślę, że powinien podejść do przeciwnika z respektem. Wynik 1:0 to nie jest duża zaliczka przed spotkaniem rewanżowym, ale wydaje mi się, że dla tak klasowej drużyny, jaką jest Bayern, będzie ona wystarczająca. Benfica gra u siebie, więc na pewno atut własnego boiska będą chcieli Portugalczycy wykorzystać. Ale moim zdaniem zbyt dużo jakości jest po stronie Bawarczyków. Dlatego dla mnie to Bayern jest faworytem w tym spotkaniu.

Ostatnio sporo mówiło się o meczach bez gola Lewandowskiego i Müllera. Ja nie widzę żadnego problemu. Przecież piłka nożna to jest gra zespołowa. Bayern we wszystkich tych spotkaniach, w których Thomas i Robert nie strzelali, wygrywał. A oni i tak, prędzej czy później, zaczną trafiać. Być może nastąpi to właśnie w środę, na Estádio da Luz.

Jeśli Portugalczycy myślą o awansie, to muszą zagrać inaczej, niż w Monachium, tzn. nie mogą już tylko bronić wyniku, bo przegrywają 0:1. Muszą bardziej zaatakować, a to automatycznie wiąże się z tym, że Bayern będzie miał więcej miejsca, jeżeli chodzi o stwarzanie sobie sytuacji podbramkowych.

Myślę, że przy tych problemach zdrowotnych Bayernu Monachium w formacji obronnej, to cały czas zestawienie linii defensywy jest największą bolączką Guardioli. Więc te sytuacje, które sobie stworzą piłkarze z Lizbony, muszą bezwzględnie wykorzystać. Bo jeżeli tego nie zrobią, to różnica między oboma zespołami jest taka, że Bayern potrzebuje jedną, dwie sytuacje, żeby gola strzelić. W momencie, kiedy Bawarczycy wyjdą na prowadzenie, to Benfice będzie szalenie trudno o korzystny rezultat. A uważam, że Bayern jest w stanie strzelić choćby tego jednego gola w Lizbonie. Ma zbyt dużo jakości w ofensywie, żeby nawet tracąc gola, nie strzelić tego jednego czy dwóch.

Co do sytuacji w lidze, uważam, że to złe dla Bayernu, że Borussia Dortmund straciła punkty. To rozluźnienie graczy FCB w ostatnich latach powodowało to, że uciekała gdzieś koncentracja i sporo tych spotkań w końcówce sezonu było rozegranych w bardzo złym stanie, tak bym to powiedział. Im dłużej przeciwnik depcze Bawarczykom jeszcze po piętach, to jest ta koncentracja. A jeśli następuje rozluźnienie, to wpływa to negatywnie na zespół.

Bayern jest, według mnie, jednym z kilku faworytów do końcowego triumfu. Nie można jednak powiedzieć, że jedynym. Jest jeszcze sporo bardzo dobrych drużyn w Lidze Mistrzów w tegorocznych ćwierćfinałach, więc będzie bardzo ciekawie. Ale zespół Guardioli, obok Barcelony, jest moim zdaniem jednym z głównych faworytów do wygrania tych prestiżowych rozgrywek.

Typowany wynik: Myślę, że będzie 1:1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *