54646514

FC Barcelona na czele tabeli hiszpańskiej ekstraklasy nie jest nadzwyczajnym zjawiskiem, ale już styl gry zespołu kroczącego od wygranej do wygranej po zmianie na stanowisku trenera musi budzić respekt, zwłaszcza jeśli spojrzymy na nie najlepszą atmosferę, jaka towarzyszyła katalońskiemu klubowi podczas letniej pretemporady. Odejście z Camp Nou kluczowego gracza, wrogość kibiców Blaugrany w stosunku do zarządu oraz nieskuteczność na rynku transferowym w żaden sposób nie przeszkodziły Ernesto Valverde. Były opiekun Athletiku piorunującym początkiem nawiązał do swoich najlepszych poprzedników, do których zresztą cały czas będzie porównywany.

Skupieni na futbolu

Dwie pierwsze kolejki LaLiga zostały rozegrane jeszcze podczas trwania okna transferowego, a jego ostatnie dni stały pod znakiem ewentualnych przybyć Philippe’a Coutinho oraz Ousmane’a Dembélé. Zawirowania kadrowe nie przeszkodziły jednak Blaugranie dobrze wejść w sezon, co było Katalończykom niezwykle potrzebne ze względu na dwie bolesne porażki z Realem Madryt w walce o Superpuchar Hiszpanii.

Pierwszymi sprawdzianami Barcelony w nowej kampanii Primera División okazały się przeciętne na papierze Real Betis oraz Deportivo Alavés. Inauguracja przeciwko ekipie z Sewilli miała być tym trudniejsza z uwagi na ciągły brak zastępstwa dla Neymara oraz absencję Luisa Suáreza. W ten sposób z tria MSN pozostał tylko Lionel Messi, którego wspomogli Gerard Deulofeu oraz Paco Alcácer. Gospodarze jeszcze przed przerwą zdobyli dwie bramki, a udział przy obu miał powracający do klubu Deulofeu, który najpierw wymusił samobójcze trafienie, a następnie asystował przy golu Sergiego Roberto.

W meczu na Estadio de Mendizorroza o swoim kunszcie przypomniał natomiast Messi, którego dwie bramki zadecydowały o kolejnym truumfie ligowym. Gwiazdor Albicelestes w ten sposób zrehabilitował się za zmarnowany rzut karny egzekwowany jeszcze przy wyniku bezbramkowym. Jak się później okazało, dublet znakomitego Argentyńczyka był tylko preludium do jego dalszych poczynań…




Messi i wszystko jasne

Pierwszym głośnym transferem Barçy tego lata było zakontraktowanie Paulinho, który od samego początku stał się obiektem drwin. Culés byli w większości niezadowoleni, że klub nie znalazł nikogo w miejsce Neymara, a 40 mln € wydane za dobijającego do trzydziestki gracza z ligi chińskiej budziło głośny sprzeciw. Nastroje nieco się ostudziły, kiedy triumfalnie ogłoszono zakontraktowanie Dembélé za cenę początkową 105 mln €. Francuz otrzymał szansę z ławki w 3. kolejce w derbach z Espanyolem. Ciemnoskóry skrzydłowy pojawił się na boisku, kiedy jego zespół prowadził już 3:0 po hat-tricku Messiego. Ostatecznie Duma Katalonii wbiła rywalowi pięć goli, nie tracąc żadnego, a debiutant zanotował asystę przy trafieniu ustalającym wynik końcowy.

Po tym spotkaniu na Valverde i spółkę czekała najtrudniejsza przeprawa od dwumeczu z Realem Madryt. Już w pierwszym starciu fazy grupowej Ligi Mistrzów przeciwnikiem Barcelony był bowiem Juventus, a więc finalista ostatniej edycji Champions League. Obie jedenastki długo szukały drogi do bramki rywala, mimo iż okazji nie brakowało. Impas przełamał, a jakże, Lionel Messi. Najwybitniejszy wychowanek La Masii znakomicie rozegrał piłkę z Suárezem i precyzyjnie wykończył akcję. To był jednak dopiero początek kłopotów Starej Damy. Po zmianie stron „La Pulga” przeprowadził kolejną akcję, po której prowadzenie podwyższył Ivan Rakitić. Szlagierowa potyczka zakończyła się zwycięstwem gospodarzy 3:0, gdyż geniusz z Rosario, który tego wieczora nic nie robił sobie z defensorów Bianconerich, trafił raz jeszcze.


Pech Dembélé, szczęście Paulinho

Były gracz Borussii Dortmund mógł liczyć na wyjątkowo spokojne wprowadzenie do składu Barcelony przy prezentowanej przez Messiego skuteczności. W ligowym pojedynku z Getafe Dembélé wystąpił od początku, ale już przed upływem pół godziny gry został zmuszony do opuszczenia murawy ze względu na uraz. Późniejsze badania wykazały zerwanie ścięgna w lewym udzie, co wiąże się z co najmniej dwumiesięczną przerwą w treningach, a niewykluczone nawet, że utalentowanego piłkarza w tym roku nie zobaczymy już na boisku.


To nie był jednak koniec zmartwień Valverde, gdyż na przerwę jego podopieczni schodzili z wynikiem 0:1. Szkoleniowiec Blaugrany zareagował szybko i co najważniejsze wykazał się intuicją desygnując do gry Denisa Suáreza w miejsce Andrésa Iniesty. To właśnie 23-letni pomocnik doprowadził do wyrównania, ale nie był to bynajmniej koniec dobrych wyborów trenera FCB w trakcie meczu rozgrywanego na Coliseum Alfonso Pérez. Na mniej niż kwadrans przed końcem spotkania szansę otrzymał Paulinho. Piłkarz, z którego śmiano się i któremu wypominano nieudaną żonglerkę podczas prezentacji, kilka minut po wejściu na murawę przypieczętował katalońską remontadę.

Reprezentant Canarinhos tym samym wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie na kolejny mecz – z SD Eibar. Mogło się wydawać, że gol zdobyty przez byłego gracza ŁKS-u przeciwko zespołowi z przedmieść Madrytu miał znamiona szczęścia i wkrótce Paulinho okaże się przepłaconym nabytkiem, lecz ten nie zwolnił tempa i ponownie zapisał na swoje konto trafienie. Tym samym Brazylijczyk zamienił swoje dwa pierwsze strzały w nowych barwach na bramki. Podobnej skuteczności wypadałoby się raczej spodziewać po typowych lisach pola karnego niż pomocniku, który wcale nie ma największych zapędów do ofensywny. A do tego imponującego dorobku należy jeszcze doliczyć asystę we wspomnianym spotkaniu na Camp Nou!




Czekając na weryfikację

Po pierwszych pięciu kolejkach Barcelona jest jedynym zespołem w LaLiga, który nie stracił jeszcze punktu. Dodatkowo piłkarze Valverde strzelają średnio ponad trzy gole na mecz, a przy tym nie odpuszczają defensywy, gdyż Marc-André ter Stegen dopiero dwa razy kapitulował. Trudno natomiast wyrazić słowami uznanie dla Messiego, który ma na koncie już dziewięć trafień, czyli tyle, ile do sobotniej konfrontacji z Deportivo Alavés zgromadził cały Real Madryt! Ponadto Królewscy tracą do lidera już siedem oczek, a kolejny wielki rywal, Atlético, cztery.


Jeśli spojrzeć na kalendarz rozgrywek, najtrudniejszym okresem dla Barçy będzie październik oraz listopad. W przyszłym miesiącu drużynę ze stolicy Katalonii czekają bowiem wyjazdowe starcia z Los Rojiblancos oraz Athletikiem. Na początku listopada na Camp Nou zawita z kolei Sevilla, notująca notabene najlepszy start w swojej historii. Ponadto kilkanaście dni później Juventus spróbuje na własnym stadionie zrehabilitować się za porażkę w inauguracyjnej kolejce Ligi Mistrzów.


Doświadczenie robi swoje

Ernesto Valverde w przeciwieństwie do Pepa Guardioli, Tito Villanovy czy Luisa Enrique mógł pochwalić się wieloletnim doświadczeniem w prowadzeniu drużyn na najwyższym poziomie ligowym oraz udowodnił, że potrafi wyciągać ze swoich podopiecznych maksimum. Wystarczy wspomnieć choćby dotarcie do finału Pucharu UEFA z przeciętnym kadrowo Espanyolem.

Po przybyciu do Barcelony 53-letni szkoleniowiec zapowiedział, że nie szykuje rewolucji, lecz odważył się eksperymentować z ustawieniem i na początku kadencji nawet odszedł od żelaznego 1-4-3-3. Z jednej strony zmusiła go do tego sytuacja kadrowa, ale z drugiej być może to w innej taktyce widzi skuteczniejszy sposób na przekształcenie w sukces swojej filozofii. Ostatecznie jednak Valverde powrócił do naturalnego dla katalońskiego zespołu ustawienia, a po drodze wyszedł bez szwanku, nie zaliczając jeszcze wpadki, choć w pewnym stopniu za takową można uznać porażki w Superpucharze Hiszpanii. Inna sprawa, że nie jest to najważniejsze klubowe trofeum, a kibice Barcelony po stokroć bardziej liczą, że kapitan ich ukochanej drużyny wzniesie puchar za zwycięstwo w Lidze Mistrzów lub Primera División.


Jeśli początki bywają trudne, przed Ernesto Valverde rysuje się nader optymistyczna perspektywa, wszak jego poprzednicy nie notowali tak piorunującego startu w lidze. To jednak nie jest jeszcze powodem do specjalnej dumy dla trenera, który w końcu jest blisko trofeów jak nigdy przedtem. A z pewnością jego piłkarskie CV domaga się uzupełnienia o triumfy, których nie zastąpią żadne tabele statystyczne uwzględniające liczbę zwycięstw w pojedynczych meczach czy najlepsze inauguracje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *