Ross Barkley in Everton v Liverpool game in Premier League

Wychowanek Evertonu Ross Barkley najwidoczniej nie widzi dla siebie miejsca w reorganizowanej drużynie Ronalda Koemana lub nie wierzy w powodzenie projektu budowanego na Goodison Park przez holenderskiego menedżera. Z jednej strony to zrozumiałe, gdyż młody Anglik tworzył skuteczny duet ofensywny z Romelu Lukaku i w sytuacji, kiedy Belg opuścił szeregi The Toffees, jego współpraca może nie układać się już tak dobrze z Rooneyem czy Sandro Ramírezem, a to będzie miało również przełożenie na indywidualną ocenę 23-latka. Z drugiej natomiast wciąż może liczyć na pewne miejsce w wyjściowej jedenastce Evertonu, a odejście do innego, większego klubu mogłoby pozbawić go regularnej gry i zmusić do pogodzenia się z rolą rezerwowego.

Everton kilka tygodni temu przedstawił swojemu wychowankowi nowy kontrakt, ale Barkley odmówił jego podpisania tłumacząc, że jest głodny nowych wyzwań. Szkoleniowiec The Toffees Ronald Koeman uszanował tę decyzję i czeka spokojnie na dalszy rozwój wydarzeń. Jak sam twierdzi, wiedział, że sprawa będzie miała taki finał już pod koniec ubiegłego sezonu. Zastanawiający jest więc fakt, dlaczego dopiero teraz zarówno klub, jak i sam zawodnik przyznali, że jeszcze tego lata może dojść do rozstania.

„Przygotowaliśmy dla niego [Barkleya – red.] bardzo dobrą ofertę, jednak ją odrzucił. […] Powiedział mi, że chce poszukać nowych wyzwań. Poinformował mnie o tym po ostatnim meczu poprzedniego sezonu”

Ronald Koeman

Ross Barkley dołączył do pierwszej drużyny Evertonu w 2011 roku. Od tego czasu wystąpił w koszulce drużyny z niebieskiej części Liverpoolu w 150. oficjalnych meczach, zaliczając 21 bramek i tyle samo asyst (w międzyczasie był wypożyczany do Sheffield Wednesday oraz Leeds United – przyp. red.). Ostatnia kampania nie była jednak dla niego przesadnie udana i zaowocowała tylko pięcioma trafieniami oraz dziewięcioma decydującymi podaniami.


W tym okienku działacze z Goodison Park prowadzą mocno „awanturniczą” politykę transferową. Od początku lipca w dzielnicy Walton pojawiło się aż siedmiu nowych graczy, na których przeznaczono ponad 100 mln €. Wydaje się jednak, że to bynajmniej koniec, wszak Koeman chciałby ściągnąć do drużyny jeszcze dwóch lub trzech ofensywnych zawodników. Jak podaje brytyjska prasa, oczy Holendra są rzekomo zwrócone w stronę Oliviera Girouda oraz Gylfiego Sigurðssona. Swansea już odrzuciła ofertę za swojego rozgrywającego opiewającą na 40 mln €, oczekując sumy co najmniej o 10 mln wyższej.


Zakontraktowanie kolejnych gwiazd Premier League sprawiłoby, że The Toffees na poważnie wróciliby do gry o najwyższe stawki. W sytuacji, gdy trzon ofensywny Evertonu tworzyli Barkley i Lukaku, to oni byli czołowymi postaciami drużyny. Tymczasem liverpoolczycy już sprowadzili graczy, którzy mogą nie tyle zdetronizować, co osłabić pozycję Anglika w zespole. Gdyby ekipę Koemana rzeczywiście zasilił duet Giroud & Sigurðsson, Barkley zyskałby niesamowicie utalentowanych kolegów, ale również potężnych rywali w walce o pierwszy skład.

Everton wycenił swojego zawodnika na 50 mln €, co może częściowo odstraszyć potencjalnych kupców. 23-latek w minionym sezonie nie potrafił utrzymać stałej formy – w niektórych meczach błyszczał, a w pozostałych był kompletnie bezproduktywny. Barkley to jednak wciąż piłkarz na dorobku, który z pewnością może się jeszcze rozwinąć, zwłaszcza pod skrzydłami odpowiedniego menedżera. Chęć opuszczenia klubu, w którym spędził znakomitą większość swojej kariery, dobitnie pokazuje, że według Anglika Koeman nie jest „tym” trenerem.

22-krotny reprezentant Trzech Lwów jest zresztą do tego stopnia zdeterminowany, aby odejść, że wyjechał z ośrodka treningowego, podczas gdy drużyna przygotowywała się do wyjazdowego spotkania eliminacyjnego Ligi Europy ze słowackim MFK Ružomberok. Barkley wyraźnie chce się odseparować od reszty zespołu i poniekąd wymusić na władzach klubu transfer. Tego typu zagrywki stają się zresztą coraz bardziej powszechne, a piłkarze przesadnie biorą sobie do serca maksymę, że „z niewolnika nie ma pracownika”. Utalentowany pomocnik doskonale zdaje sobie sprawę, że włodarze Evertonu najprawdopodobniej będą chcieli go czym prędzej sprzedać, aby nie dopuścić do pogorszenia atmosfery w grupie.


Do walki o Barkleya wkroczyły więc Chelsea, Tottenham i Manchester United. Wszystkie te ekipy będą występowały w przyszłym sezonie w Champions League, co jedynie utrudni zawodnikowi dokonanie wyboru. Wielu ekspertów na Wyspach twierdzi, że najlepszym kierunkiem dla Anglika byłby Tottenham, jednak na jego nominalnej pozycji w drużynie Kogutów występuje Christian Eriksen, a w obecnej formie Duńczyk wydaje się nie do ruszenia. Ekipa Mauricio Pochettino jest właściwie ułożona i nie wydaje się, aby argentyński szkoleniowiec był skłonny przeorganizować ustawienie swojego zespołu specjalnie pod 23-latka, zatem od samego początku pełniłby on rolę zmiennika dla Eriksena. Mimo to Pochettino uważa ściągniecie wychowanka The Toffees za priorytet. Kością niezgody pozostaje natomiast cena – ekipa z północnej części Londynu nie chce zapłacić tyle, ile oczekuje klub z Liverpoolu.

Sytuację Barkleya bacznie obserwują także Antonio Conte i José Mourinho. Jeśli w dalszym ciągu Tottenham nie dojdzie do porozumienia z Evertonem, z pewnością zrobi to Chelsea lub Manchester United. Włodarze z Goodison, świadomi tego, że nie uda im się zatrzymać pomocnika, będą chcieli sprzedać go za jak największą kwotę. Ekipa The Blues zdaje się być natomiast zdeterminowana, aby pozyskać Barkleya, jak również Oxlade-Chamberlaina, ponieważ w składzie mistrza Anglii brakuje zawodników z brytyjskim paszportem. Kadra Chelsea nie jest zbyt szeroka, zwłaszcza jeśli chodzi o linię pomocy, więc nowy nabytek na pewno dostałby szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności, szczególnie biorąc pod uwagę natężenie meczów zarówno w Anglii, jak i na arenie międzynarodowej.


Formacja preferowana przez włoskiego menedżera nie przewiduje jednak pozycji, na której nominalnie występuje Barkley, czyli stricte ofensywnego pomocnika. Londyńczycy grają przeważnie dwójką środkowych pomocników, których zadaniem jest jednoczesne kreowanie akcji ofensywnych, udzielanie się w ataku, jak również ubezpieczanie obrony. A w tym ostatnim aspekcie młody Anglik nie radzi sobie najlepiej. Na pozycji wahadłowego tym bardziej byłoby mu się trudno odnaleźć. Żądnego wyzwań Barkleya może jednak przyciągnąć na Stamford Bridge złota plakietka, jaka od sierpnia będzie dumnie widniała na trykocie aktualnego mistrza kraju.

Najbardziej prawdopodobne wydają się jednak przenosiny na Old Trafford. José Mourinho nie kryje, że jest wielkim fanem talentu kreatywnego pomocnika, którego próbował pozyskać już podczas swojej drugiej przygody w Chelsea. Zarówno w Manchesterze United, jak i w Tottenhamie Barkley musiałby się zmagać ze sporą konkurencją w walce o podstawowy skład. Niedawno do zespołu prowadzonego przez Portugalczyka dołączył były już zawodnik The Blues Nemanja Matić. Serb ze względu na sympatię „Mou” może być spokojny o wyjściową „jedenastkę”, tym bardziej, że po debiucie w barwach MU został nazwany przez trenera „geniuszem”. W tej sytuacji wydaje się, że drugą linię Czerwonych Diabłów będzie tworzyć trio Matić – Herrera – Pogba. Wygryzienie któregokolwiek z nich może okazać się ponad możliwości Barkleya, a wtedy większość czasu spędziłby na ławce lub wchodząc na ostatnie minuty meczów. Mourinho wyrobił sobie jednak na tyle dużą renomę, że wielu zawodników chce szkolić się pod jego skrzydłami niezależnie od roli, jaką mieliby pełnić w jego drużynie.


Ross Barkley mógł być wraz z Koemanem i resztą The Toffees częścią klubowej historii. Niemal pewne wydaje się zakwalifikowanie Evertonu do fazy grupowej Europa League (w czwartej rundzie kwalifikacji przedstawiciel Premier League zmierzy się z niżej notowanym Hajdukiem Split – przyp. red.), ale jak widać dla Anglika to za mało. 23-latek uznał, że w ekipie z rodzinnego miasta zrobił już wszystko, co mógł i czas wyruszyć dalej, na poszukiwanie kolejnych wyzwań i trofeów.

W nadchodzącym sezonie Everton może być dla ligowych rywali znacznie trudniejszym oponentem niż dotychczas, jednak wciąż mało prawdopodobny wydaje się końcowy triumf ekipy holenderskiego menedżera i sięgnięcie po tytuł mistrzowski. W Tottenhamie, Chelsea czy Manchesterze United Barkley będzie miał większe szanse na zasmakowanie zwycięstwa w jakichkolwiek rozgrywkach. Czasy szeroko rozumianej lojalności piłkarzy już dawno minęły, czego doskonałym przykładem są gracze odchodzący do Chin czy polujący na coraz większą kasę Neymar. Nie każdego zawodnika stać na wyczyn na miarę Francesco Tottiego, który całą karierę spędził w ukochanej Romie. Jedno jest pewne – Barkley nie zamierza ponownie zakładać koszulki Evertonu. Teraz pozostaje tylko wybranie takiego rozwiązania, aby w przyszłości nie żałować błędów młodości…


Autor: Łukasz Olszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *