Newcastle United Training Session

Rok – tyle trwała nieobecność Srok w gnieździe zwanym Premier League. Spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej w 2016 roku wywołał nad rzeką Tyne niemały szok. Były selekcjoner Synów Albionu Steve McClaren zaprowadził klub na dno, którym było ostatecznie osiemnaste miejsce na koniec sezonu i przegrana walka o utrzymanie z lokalnym rywalem, Sunderlandem. Wegetacja Newcastle w Championship szybko jednak dobiegła końca, ale jeżeli sytuacja na St James’ Park nie ulegnie poprawie, to nadchodząca kampania może się okazać nieprzyjemną powtórką z rozrywki…

Rafa Benítez bez wątpienia poukładał drużynę Srok. Po niestabilnych dwóch ostatnich latach po odejściu Alana Pardewa, wydawało się, że Hiszpan podzieli los Johna Carvera i Steve’a McClarena. Sezon 2016/17, mimo że nie należał do łatwych, okazał się dla doświadczonego menedżera szansą na odbudowanie zrujnowanej w Realu Madryt reputacji. 94 punkty wywalczone w 46. meczach wystarczyły do awansu do Premier League po zaledwie rocznym bytowaniu na zapleczu elity. Zresztą trudno się dziwić, że Sroki wracają do ekstraklasy. Olbrzymie jak na warunki Championship pieniądze i kadra doświadczona z boisk najwyższej klasy rozgrywkowej musiały przynieść sukces. Jednak wraz z powrotem na główną brytyjską arenę wymagania rosną…

Choć od awansu Newcastle United minęły już blisko dwa miesiące, na St James’ Park wciąż panuje stagnacja. Nie jest tajemnicą, o czym stale donosi brytyjska prasa, że wizje dotyczące przyszłości klubu mocno różnią działaczy The Magpies i Beníteza. Nad rzeką Tyne woda aż gotowała się od konfliktu, który rozgorzał pomiędzy hiszpańskim szkoleniowcem a szefem skautingu Grahamem Carrem. Co prawda kontrakt z Newcastle podpisał dobrze prosperujący obrońca SD Eibar Florian Lejeune, ale Benítez nie może odżałować porażki w walce o podpis Tammy’ego Abrahama ze Swansea City.


Były opiekun Liverpoolu, oczarowany grą napastnika angielskiej młodzieżówki w Bristol City, próbował nakłonić go do wypożyczenia z Chelsea. Ciemnoskóry snajper wybrał jednak Walię i Liberty Stadium, czemu w zasadzie trudno się dziwić. Kolejnym policzkiem dla Beníteza okazał się być Willy Caballero, który po wypełnieniu kontraktu z Manchesterem City wybrał… Chelsea, a nie Newcastle, gdzie miałby pewny plac. Taki obrót spraw spowodował, że napięcie na linii trener – zarząd, a właściwie dział transferów, którego guru był Carr, sięgnęło zenitu. Sprowadzenie Christiana Atsu także nie zadowala despotycznego trenera.


Benítez od zawsze znany był z impulsywnego usposobienia i dość autorytarnych rządów. Odsunięcie od składu Jerzego Dudka w Liverpoolu czy bardzo złe relacje z piłkarzami Realu Madryt, szczególnie z Jamesem Rodríguezem, to najlepsze przykłady niezbyt przyjaznego usposobienia Rafy.


Praktycznie w każdym klubie, w którym pracował Hiszpan, prędzej czy później przysparzał sobie wielu wrogów. Spektakularny zjazd z Interem sprawił, że w niebieskiej części Mediolanu Benítez raczej nie znajdzie przyjaciół. Wszędzie gdzie do tej pory pracował 57-letni trener, chciał mieć władzę absolutną i nie inaczej jest w Newcastle. Mimo że wyniki bronią madrytczyka, to mało ugodowe podejście w relacjach z zarządem może wkrótce przynieść opłakane skutki. Benítez sprawia wrażenie człowieka nie tyle oderwanego od rzeczywistości, co niepotrafiącego racjonalnie spojrzeć na sytuację. Chce, by odbierano go jako tego, który zawsze ma rację i wie najlepiej.

„Benitez ma kompleks niższości wobec Mike’a Ashley’a [właściciel Srok – red.]. Chce być dyktatorem, nieznoszącym sprzeciwu tyranem. Jeżeli tego nie zmieni, to jego współpraca z Ashleyem szybko się zakończy”

pisał w swojej stałej rubryce dla „The Mirror” Stan Collymore


Sytuacja, która zaczyna mieć miejsce na St James’ Park, jak żywo przypomina końcówkę rządów Beníteza na Anfield Road. W pewnym momencie Hiszpan chciał kontrolować w Liverpoolu absolutnie każdy aspekt związany z działalnością klubu. Nie chodziło bynajmniej jedynie o czynniki boiskowe czy sprawy stricte sportowe, ale nawet biznesowe i finansowe! Istnieje jednak ryzyko, że tak napięta sytuacja na ledwie miesiąc przed startem ligi może się odbić na morale zawodników The Magpies. Nie jest bowiem przypadkiem, że piłkarze nie kwapią się, by przychodzić do Newcastle. Środowisko zna charakter Beníteza i wielu zawodnikom usposobienie despotycznego menedżera po prostu nie odpowiada.

Oprócz tego, że ekipy triumfatora rozgrywek Championship nie wzmacniają nowi zawodnicy, to niewykluczone, że przy obecnym stanie rzeczy z drużyną Srok pożegnają się największe gwiazdy zmęczone gęstą atmosferą panującą na St James’ Park. Dwight Gayle, który w poprzednim sezonie zdobył aż 23 ligowe bramki, z pewnością będzie mógł przebierać w ofertach z klubów Premier League. Irracjonalne podejście Beníteza do zarządzania piłkarską instytucją może doprowadzić do tego, czego wszyscy chcieliby nad rzeką Tyne uniknąć. Roczna banicja dla klubu o potencjale NUFC była wystarczającym upokorzeniem. Powtórka tego scenariusza byłaby czymś więcej niż katastrofą. Wizerunek Newcastle jako krainy mlekiem i miodem płynącej już dawno odeszła w niepamięć…

Aktualną sytuację mogą uratować chyba tylko solidne wzmocnienia. Powrót z wypożyczeń Tima Krula, Siema De Jonga, Henriego Saiveta czy Emmanuela Rivière’a to niewystarczające przybytki. Z klubem pożegnał się Florian Thauvin, którego właśnie po wypożyczeniu zdecydował się wykupić Olympique Marsylia. Niewykluczone, że odejść może także Jonjo Shelvey, którego krewki charakter w ubiegłej kampanii dawał o sobie niejednokrotnie znać (m.in. rasistowskie zaczepki w stronę Romaina Saissa – przyp. red). Na początku lipcu drużynę The Magpies opuścił z kolei doświadczony Vurnon Anita, a więc na ten moment kadra Newcastle prezentuje się dość mizernie. Dla Beníteza, poza transferami do klubu, kluczowa pozostaje również kwestia przyszłości dwóch obrońców – Paula Dummetta i kapitana drużyny, Jamala Lascellesa. Defensywa stanowiła wszakże mocny punkt drużyny Hiszpana – w poprzednim sezonie Sroki straciły jedynie 40 bramek.

Dochodząc do konkluzji, należy ponownie zwrócić się ku osobie trenera, który jest sporym problemem ekipy z St James’ Park. Pieniądze, potencjał, kapitał – te słowa doskonale charakteryzują sposób funkcjonowania Newcastle, bowiem Mike Ashley nie ma oporów ze sprowadzaniem piłkarzy za wysokie kwoty.


Oporem dla wszystkich potencjalnych nowych zawodników Srok pozostaje jednak Rafa Benítez. Hiszpan przypomina charakterem człowieka, który lubi rozstawiać swoich podwładnych po kątach, nie licząc się z ich zdaniem. Wygląda zatem na to, że albo autokratyczny szkoleniowiec zmieni swoje usposobienie (w co trudno jednak uwierzyć), albo zaprowadzi klub znad rzeki Tyne na skraj przepaści. A jeżeli do tego dopuści, w poważnym futbolu długo nie będzie dla niego miejsca…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *