C40MhJCW8AE-asm

Po nie najlepszych premierowych 45 minutach i obiecującej drugiej części gry, mistrzowie Polski bezbramkowo zremisowali na własnym obiekcie z Ajaksem Amsterdam w pierwszym meczu 1/16 finału Ligi Europy. Niewiele brakowało, aby trafione zmiany Magiery i znacznie bardziej ofensywne usposobienie przyniosło Wojskowym choćby minimalną przewagę przed rewanżem, do którego Legia przystąpi jednak z optymizmem i nadzieją na awans do kolejnej rundy.

Po dwóch latach od poprzedniego pojedynku pomiędzy obiema ekipami, Legia Warszawa stanęła przed szansą rewanżu za tamto niepowodzenie. Mimo iż w każdej z drużyn zmieniło się wiele, począwszy od trenerów, a kończąc na kluczowym piłkarzach, niezmiennie faworytami pozostawali rywale z Holandii.

W porównaniu z dwumeczem z 2015 roku, Legionistom udało się uniknąć błędu, który w dużej mierze doprowadził wtedy klęski. Tym razem nie nastąpiło żadne trzęsienie ziemi, którym wówczas była informacja o odejściu do Chin Miroslava Radovicia. Już od kilku miesięcy było bowiem wiadomo, że do gier z Ajaksem Wojskowi przystąpią bez Nemanji Nikolicia, który postanowił wyjechać za Ocean. Trener Magiera wiedział o tym już od jesieni i zdołał przez ten czas przygotować optymalny wariant – bez reprezentanta Węgier. Ten jednak skutecznie storpedowały mu kontuzje, przez które w wyjściowym składzie nie znaleźli się Jakub Rzeźniczak oraz Thibault Moulin. Do ostatniej chwili ważyły się także losy występu Łukasza Brozia, ale ostatecznie były gracz Widzewa zdołał uporać się z problemami zdrowotnymi.


Doświadczony defensor nie był jednak przygotowany do gry na pełnych obrotach. Szczególnie widoczne było to w pierwszych minutach meczu, gdy Broź ewidentnie nie radził sobie z błyskotliwym Aminem Younesem. Natychmiast zauważył to Magiera i słusznie skierował mu do pomocy Miroslava Radovicia.


Goście od samego początku próbowali narzucić swój sposób grania, charakteryzujący się długim utrzymywaniem przy piłce i wymienianiem dziesiątek podań. A nie było to trudne, bo Legia momentami miała duże problemy z wymienieniem choćby kilku celnych podań, a nie zawsze wynikało to ze skutecznie założonego przez Ajax pressingu. Niebagatelny wpływ miała nieobecność Moulina, którego ani wracający do normalnej dyspozycji Jodłowiec, ani Kopczyński nie byli w stanie należycie zastąpić. O tym, jak wiele znaczy piłkarz o wysokich umiejętnościach, taki, który nie boi się brać na siebie odpowiedzialności, bezwzględnie świadczy przykład Vadisa Odjidjy-Ofoe.


To właśnie Belg, gdy zespół łapał kryzys i miał problem z wyprowadzeniem skutecznej akcji, brał sprawy w swoje nogi i siał postrach w szeregach 33-krotnego Mistrza Holandii. Zwłaszcza w pierwszej połowie brakowało mu jednak wparcia partnerów, którzy nieco ospale podłączali się do akcji ofensywnych. Kolejne bezbarwne zawody rozgrywał bowiem Valeri Qazaishvili. Coraz częściej Gruzin, zamiast utalentowanego gracza, przypomina oddanego bez żalu Aleksandrova.

Wyraźnie dało się również zauważyć, że Tomáš Necid będzie potrzebował trochę czasu, aby złapać odpowiedni kontakt z partnerami z zespołu i dostosować się do schematów, które zostały wypracowane na treningach. To sprawiło też, że Czech opuścił boisko jeszcze przed upływem godziny gry.


Inna sprawa, że bardzo często akcje zaczepne Legii przerywane były nie z powodu skutecznej interwencji bloku defensywnego gości, lecz wyjątkowej indolencji w aspekcie celnych podań. Idealny przykład – Kopczyński, którego ledwie co drugie zagranie w pierwszej odsłonie docierało do adresata. Jego partner w środkowej strefie wcale nie legitymował się lepszymi statystykami…


Dzisiejszy pojedynek wyglądałby jednak zupełnie inaczej, gdyby arbiter uznał de Godenzonen słusznie zdobytą bramkę. Trudno w tej sytuacji winić sędziego bramkowego, bowiem interweniujący Arkadiusz Malarz uniemożliwił mu skuteczny osąd tej sytuacji. Niemniej, kolejny argument do ręki dostali ci, którzy są gorącymi orędownikami technologii Goal-Line.


Jacek Magiera uważnie przeanalizował grę swojego zespołu w przerwie i błyskawicznie dokonał dwóch zmian, które miały za zadanie tchnięcie nowych sił w zespół – wypracowanie jakiekolwiek przewagi na własnym boisku mogłoby mieć przecież niebagatelne znaczenie w kontekście dwumeczu. Dużo dało zwłaszcza wejście Michała Kucharczyka, który od pierwszych sekund przebywania na placu gry wykazywał się wyjątkową aktywnością, pokazując, że jako najbardziej wysunięty zawodnik również potrafi być groźny dla każdego przeciwnika. A dla wychowanka Świtu Nowy Dwór Mazowiecki był to o tyle ważny i ambicjonalny pojedynek, że właśnie po ostatnim starciu z Ajaxem padły pamiętne słowa „sam jesteś fatalny”…


Bez cienia wątpliwości należy zapisać na konto Magiery idealnie trafione roszady personalne. Wejście Kucharczyka i Guilherme pozwoliło Legii kilka razy groźnie zaatakować bramkę Onany, dlatego pozostał mały niedosyt, zwłaszcza że w końcówce nie udało się mistrzom Polski wykorzystać kilkuminutowej gry w przewadze, która była konsekwencją drugiej żółtej karki dla Tete.


Legioniści w drugiej części gry zaprezentowali futbol zdecydowanie odważniejszy i niewiele brakowało, aby przyniósł on powodzenie. Sporym utrudnieniem dla 40-letniego opiekuna Wojskowych będzie nieobecność w rewanżu Radovicia. Serb w niegroźnej sytuacji otrzymał kartkę, która wyklucza go z decydującej potyczki na Amsterdam Arenie. Właśnie zastąpienie 33-letniego pomocnika, obok właściwego wprowadzenia czeskiego snajpera, będzie teraz głównym dylematem Magiery…


Legia Warszawa 0:0 Ajax Amsterdam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *