Mayoral

Javier Portillo, Roberto Soldado, Álvaro Negredo, a ostatnio Álvaro Morata – z różnych przyczyn żaden z hiszpańskich napastników przez ostatnie kilkanaście lat nie potrafił zbyt długo zagrzać miejsca w ataku Realu Madryt. W meczu z Realem Sociedad swoje premierowe trafienie dla Los Blancos zaliczył kolejny wychowany w klubowej akademii snajper – 20-letni Borja Mayoral. Czy młodzieżowy reprezentant La Roja ma szansę, by poważnie zaistnieć w seniorskiej drużynie Królewskich, a w przyszłości jako pierwszy od niepamiętnych czasów nawiązać do osiągnięć legendarnych napastników pokroju Raúla Gonzáleza czy Emilio Butragueño?

Perła z Parli

Młody napastnik Realu przyszedł na świat w 1997 roku w oddalonej o około 40 minut drogi od Madrytu Parli. Gdy okazało się, że czteroletni Borja cierpi na cukrzycę, chyba nikt nie przypuszczał, że kiedyś zadebiutuje w zespole Królewskich. Mimo choroby, chłopca od najmłodszych lat ciągnęło do futbolu. Pierwsze piłkarskie szlify zbierał w lokalnym AD Parla, w którym zaczął trenować w wieku 7 lat. Gdy nieco podrósł i okazało się, że ma talent, trafił do stołecznej La Fabriki. Tam, podobnie jak rówieśnicy, przechodził przez kolejne kategorie wiekowe aż do sezonu 2014/15, kiedy jego kariera nabrała zdecydowanie większego rozpędu niż większości kolegów.

Młody napastnik imponował zwłaszcza w rozgrywkach Młodzieżowej Ligi Mistrzów, gdzie w barwach Realu Madryt Castilla zdobył 7 goli w siedmiu meczach. W kolejnej kampanii poprawił to osiągnięcie o jedną bramkę, co uczyniło go najskuteczniejszym zawodnikiem w historii UEFA Youth League. Wtedy Mayoral był już jednak piłkarzem o sporej renomie w młodzieżowej piłce, gdyż miał na swoim koncie debiut w seniorskim zespole Los Blancos oraz Mistrzostwo Europy U-19.




Trudna lekcja niemieckiego

Mimo że Borja prezentował się całkiem obiecująco, a do wymienionych wyżej sukcesów dołożył jeszcze 15 goli i 5 asyst w 29 meczach ligowych Castilli, pozostawało jasne, że w pierwszym zespole Los Merengues nie będzie dla niego miejsca. W kadrze stołecznego klubu byli już przecież Karim Benzema, Álvaro Morata, a także Mariano Díaz, więc gołowąs z juniorskiego zespołu musiał powędrować na wypożyczenie. Mayoral doskonale rozumiał jednak swoją sytuację i chętnie przystał na propozycję ze strony mającego za sobą bardzo udany sezon w europejskich pucharach Wolfsburga.

„Zidane powiedział mi, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie będzie wypożyczenie do Wolfsburga, gdzie dostanę swoje minuty w Bundeslidze i dojrzeję. Real Madryt ma w składzie samych topowych zawodników. Kiedy przychodzisz z Castilli, jeszcze takim nie jesteś i musisz zdobyć doświadczenie gdzie indziej. Gra w barwach „Los Blancos” to dla mnie ogromne marzenie i wiem, że aby je spełnić, muszę dobrze spisać się na wypożyczeniu”

Borja Mayoral


Pobyt w Niemczech nie był dla utalentowanego nastolatka zbyt udany, o czym świadczą liczby. Hiszpan zdobył w Bundeslidze zaledwie dwie bramki w 19 meczach, przebywając na murawie we wszystkich rozgrywkach zaledwie 426 minut. Biorąc pod uwagę te statystyki można być zdziwionym, że Wolfsburg chciał przedłużyć wypożyczenie Mayorala na kolejny sezon. W prawdziwą konsternację wprawił natomiast fakt, że Real Madryt nie skorzystał z tej opcji i włączył wychowanka do kadry pierwszego zespołu na sezon 2017/18, co należy uznać za gigantyczny zwrot akcji w karierze 20-letniego atakującego.


Zastąpić idola

Młodzieżowy mistrz Europy pojechał zatem na obóz przygotowawczy wraz z całą konstelacją madryckich gwiazd i w meczach kontrolnych otrzymał od „Zizou” kilka szans. Trzeba przyznać, że Mayoral był jednym z nielicznych wygranych niezbyt udanego dla Królewskich okresu przedsezonowego. Ambitna postawa i spora ruchliwość pragnącego pokazać się z jak najlepszej strony młodziana z pewnością nie uszły uwadze francuskiego szkoleniowca, podobnie jak gole zaaplikowane przez Borję drużynom MLS All-Stars oraz Fiorentinie.

Początek sezonu 20-latek zgodnie z przewidywaniami spędził na ławce rezerwowych. Szansę otworzyła przed nim plaga kontuzji i seria zawieszeń w ekipie obrońców tytułu. Poza wykluczonym z gry francuskim rywalem Mayorala, w meczu z Realem Sociedad nie mógł wystąpić także zawieszony na 6 spotkań za popchnięcie sędziego Cristiano Ronaldo. Co ciekawe, większość mediów na Półwyspie Iberyjskim w pierwszej jedenastce Los Blancos awizowała nie naszego bohatera, lecz Lucasa Vázqueza, który cieszy się opinią solidnego i niezawodnego gracza. Zidane postawił jednak na naturalną „dziewiątkę” i z pewnością się nie rozczarował. Mayoral strzelił na Estadio de Anoeta bramkę otwierającą wynik, a kolejne trafienie wypracował. Występu młodszego kolegi nie omieszkał skomplementować konkurent, a zarazem wzór Borjy – Karim Benzema.

„Byłem zaskoczony grą od pierwszej minuty. Cieszę się, że trener mi zaufał, a ja mu się odwdzięczyłem. Zidane poinformował nas o wyjściowej jedenastce dzisiaj na odprawie. Zobaczyłem swoje nazwisko na tablicy i szybko skupiłem się na jego słowach dotyczących tego, czego ode mnie oczekuje. Cieszę się z meczu i wygranej oraz mojego występu, bo tego potrzebowałem. Otrzymałem wiele gratulacji – najważniejsze były te od rodziców, rodziny, przyjaciół oraz Benzemy. Pochwały od Karima były wyjątkowe, bo to jest i był mój odnośnik od zawsze. Śledzę jego ruchy i grę, dziękuję mu za wsparcie. Wiadomość od niego wywołała u mnie ogromną radość. Dla mnie jest wielki!”

Borja Mayoral po meczu z Realem Sociedad


Jak długo potrwa sielanka?

Chociaż Mayoral zaliczył w Realu prawdziwe wejście smoka, to nie jest tajemnicą, że sternicy triumfatora Ligi Mistrzów poszukują napastnika, który wypełni lukę powstałą po Moracie i Mariano. Karuzela nazwisk ruszyła pełną parą tuż po zamknięciu letniego okienka transferowego, a snajperami najczęściej wymienianymi w kontekście zasilenia ataku Królewskich są Robert Lewandowski i Timo Werner.


W hiszpańskich mediach wspomina się także o Kasperze Dolbergu z Ajaxu Amsterdam, jednak transfer 19-letniego Duńczyka wydaje się na tę chwilę mało prawdopodobny. W najgorszym wypadku Borja Mayoral ma nieco ponad 3 miesiące, aby swoją grą przekonać włodarzy stołecznego klubu, że żadne wzmocnienia na pozycji nr 9 nie są w białej części Madrytu potrzebne. Zwłaszcza, że dotychczasowa historia wychowanka Los Merengues udowadnia, że w futbolu możliwe jest niemal wszystko…