pl-felieton-wersja-2

Sympatycy Premier League już dawno nie byli świadkiem tak przewidywalnej i nudnej (?) kolejki w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Żadnych niespodzianek, nieoczekiwanych rozstrzygnięć czy porywających widowisk – wygrały zespoły z TOP4, a komplet punktów zgarnęły również Manchester United i Everton. To nie sprawy bezpośrednio związane z futbolem zdominowały jednak dyskusje fanów angielskiej ekstraklasy w Boxing Day.

Dla Sama Allardyce’a ostatnie miesiące były chyba najczarniejszym okresem w jego dotychczasowej menedżerskiej karierze. Anglik bowiem przeszedł od roli selekcjonera kadry narodowej do bycia bezrobotnym, którego zatrudnieniem większość pracodawców najzwyczajniej się brzydziła. W końcu były szkoleniowiec Sunderlandu dał się złapać na dziennikarską prowokację redaktorów „The Telegraph” i skompromitował swoje nazwisko na oczach całego kraju. Przypomnijmy, że Allardyce podającym się za inwestorów z Dalekiego Wschodu żurnalistom przedstawił możliwości obejścia przepisów w Premier League dotyczących pośredniczenia osób trzecich przy transferach. Koniec końców, Football Association w trybie natychmiastowym zwolniła 62-latka i wydawało się, że jego dalsza kariera menedżerska może w tak niechlubnych okolicznościach zostać przekreślona. Była nawet taka część ekspertów, dziennikarzy czy menedżerów na Wyspach, którzy wręcz domagali się zawieszenia Allardyce’a na co najmniej kilka lat. Nic z tych rzeczy. Po trzech miesiącach trenerskiej gehenny do byłego piłkarza i opiekuna m.in. Boltonu zgłosiło się Crystal Palace.


„Big Sam” wrócił więc do Premier League i choć, parafrazując klasyka, nie był to powrót smoka, bo Crystal Palace na Vicarage Road jedynie zremisowało 1:1, to kibice The Eagles szczerze obdarzyli Anglika sporą dawką zaufania wierząc, że wyciągnie ich klub z tarapatów, tak jak przed rokiem zrobił to z Sunderlandem. Swoją drogą, gdyby nie przestrzelony rzut karny przez Christiana Benteke, być może Allardyce na swoim koncie miałby już pierwszy, mały sukces z nowym zespołem.

***

Nie ma nic gorszego aniżeli wsiąść za kółko po alkoholu i spowodować wypadek, w którym są ofiary śmiertelne, jednocześnie samemu wychodząc bez szwanku. Nic takiego nie miało miejsca w wigilijny poranek w Merseyside, tym niemniej Roberto Firmino został złapany przez miejscową policję prowadząc samochód pod wpływem alkoholu. Brazylijczyka zatrzymano w godzinach porannych, co jasno wskazuje na to, że celebrowanie świąt rozpoczął szybciej niż można było przewidywać. Zawodnik będzie zmuszony stanąć przed Miejskim Trybunałem Sędziowskim jeszcze w tym tygodniu. Najistotniejsze dla fanów The Reds z pewnością jest to, iż rozprawa zaplanowana została na sobotę, czyli dzień ligowej rywalizacji z Manchesterem City. Zastanawiające z kolei jest to, czy, i jeśli tak, to jaką karę względem swojego zawodnika zastosuje klub.

„Wiążące są słowa przedstawiciela policji. Policja Merseyside oskarżyła 25-letniego mężczyznę o prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Do zatrzymania doszło w centrum miasta, o wczesnych godzinach porannych, w sobotę 24 grudnia 2016” – mówił jeden z funkcjonariuszy w Liverpoolu

To nie pierwsza sytuacja, gdy piłkarzowi z najwyższej półki zdarzyło się prowadzić samochód w stanie wskazującym. Na myśl od razu przychodzi Arturo Vidal, który takich wykroczeń ma na koncie kilka. Miejmy jednak nadzieję, że podobne sytuacje więcej się nie powtórzą, wszak Firmino krzywdę mógł zrobić nie tylko sobie, ale również innym. A dla fanów Liverpoolu i całej Premier League nieobecność reprezentanta Canarinhos, który akurat w ostatnich tygodniach radzi sobie nieco słabiej, byłaby mimo wszystko sporą stratą.

***

Trzy mecze zawieszenia nałożyła na Jamiego Vardy’ego angielska federacja za to przewinienie:

W poniedziałek kibice Leicester City postanowili jednak zaprotestować przeciwko karze dla swojego idola podczas spotkania z Evertonem, które swoją drogą Lisy przegrały 0:2.


Nie mam pojęcia, co miała na celu ta akcja fanów aktualnego mistrza Anglii. To naprawdę świetny gest z ich strony, że solidaryzują się ze swoim zawodnikiem, ale co w ten sposób chcieli osiągnąć? Zredukować karę dla Vardy’ego? Apelacja Leicester City została przecież odrzucona, co jasno dało do zrozumienia, że żadne protesty i dyskusje nie pomogą, a reprezentant Anglii musi odpokutować winę. Zdania wśród brytyjskich kibiców są jednak podzielone. Większość uważa, że werdykt względem 29-letniego napastnika był zbyt surowy. Jeśli prześledzimy całą tę sytuację i „sanki”, z którymi ewidentnie mamy do czynienia, wydaje się, że Craig Pawson podjął dobrą decyzję. Zawieszenie nałożone na byłego piłkarza Fleetwood Town to już inna para kaloszy. Jedyny profit dla Vardy’ego to wolne i tym samym możliwość spędzenia okresu świąteczno-noworocznego z bliskimi.

***

Bob Bradley został zwolniony ze Swansea po 85 dniach pracy. Otwarcie trzeba jednak stwierdzić, że tych, którzy wierzyli w powodzenie tego projektu można policzyć na palcach jednej ręki. W klubie z Liberty Stadium, który jeszcze nie tak dawno rywalizował na arenie międzynarodowej jak równy z równym z Napoli, dzieje się bardzo źle. Ludzie zarządzający walijskim zespołem fatalne decyzje próbują naprawiać jeszcze gorszymi, czego efektem było właśnie zatrudnienie Amerykanina – menedżera, który styczności z europejskim futbolem na najwyższym poziomie nie miał. Mógł co najmniej kojarzyć z ekranu telewizora, a nawet jeśli widział kiedyś spotkanie czołowych drużyn ze Starego Kontynentu, to nijak się to ma do fundamentalnej wiedzy potrzebnej, aby przetrwać w tak szalenie wymagającej lidze z bardzo wyrównanym poziomem, jaką niewątpliwie jest Premier League.



Tak się kończy „kolesiostwo” w piłce. W końcu od niedawna w południowej Walii obok Huw Jenkinsa pieczę sprawują również działacze zza Oceanu. Amerykanie zatrudnili swojego rodaka, jednak wyniki nie pozostawiły im wyboru. Łabędzie są w kiepskim położeniu, ale nie tragicznym. Do bezpiecznego, 17. miejsca tracą zaledwie 4 punkty, a przecież do zakończenia sezonu jeszcze sporo czasu. Aby jednak Sigurðsson i spółka mieli szansę się utrzymać, miejsce Bradleya musi zająć człowiek, który wie, jak wyciągnąć drużynę ze sportowego i mentalnego dołka oraz na nowo nada jej tożsamość zatraconą po odejściu Garry’ego Monka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *