Totti legend - foto główne

28 marca 1993 roku, Brescia. Tego dnia w zabytkowym mieście na północy Włoch swoje pierwsze minuty w zawodowym futbolu rozegrał Francesco Totti. Późniejsza legenda AS Romy zmieniła w samej końcówce meczu Ruggiero Rizzitelliego, a wprowadzenie na murawę szesnastoletniego wówczas piłkarza miał zasugerować Vujadinowi Boskowowi nie kto inny jak Siniša Mihajlović słowami: „Trenerze, Pan wpuści chłopaka…”.

Oficjalna strona Romy przygotowała filmik pokazujący, co zmieniło się na świecie przez te 24 lata kariery Tottiego, począwszy od początku prezydentury Billa Clintona, poprzez debiut na srebrnym ekranie „Pulp Fiction”, produkcję płyt DVD, wejście do obiegu waluty euro, aż po Brexit i elekcję Donalda Trumpa. „Er Pupone” stał się kimś więcej niż przedstawicielem epoki. Dwadzieścia pięć sezonów gry na najwyższym poziomie nie można nazwać mgnieniem czy momentem – to epoka, w której wielu z nas żyje, a pewnie spora część nie pamięta czasów sprzed debiutu urodzonego w dzielnicy Porta Metronia piłkarza. Co ciekawe, z tego miejsca jest bardzo blisko tak do Bazyliki św. Jana na Lateranie, jak i do jednego z ważniejszych szlaków komunikacyjnych Rzymu – ulicy via Appia Nuova, która przecina też plac Re di Roma (z wł. Króla Rzymu). Właśnie tam wychowywał się mały Francesco i chyba nie przypuszczał, że sam będzie kiedyś w taki sposób tytułowany.

„Il Bimbo d’oro” w koszulce z Wilczycą Kapitolińską w herbie rozegrał łącznie 778 spotkań, w których zdobył 307 bramek. W samej Serie A ma ich obecnie na koncie 250 i lepszy jest od niego jedynie legendarny Silvio Piola (274), ale nikt nie zdobył w lidze więcej bramek dla jednego klubu niż Totti. Debiutancką bramkę strzelił 4 września 1994 roku przeciwko Foggi na Stadio Olimpico. Jak pisało wtedy „Corriere della Sera”: „Kiedy osiemnastoletni Francesco Totti, wychowanek szkółki Romy, którego Mazzone preferuje bardziej niż Balbo, zdobył swoją pierwszą bramkę w karierze, Olimpico wybuchło z radości”. Rzymianie zremisowali tamto spotkanie 1:1, a gol Tottiego był jedynym pozytywnym aspektem dla Giallorossich. Sezon 1994/95 nasz bohater zakończył z dorobkiem czterech bramek w 21. meczach.

Od następnego campionato stał się już podstawowym zawodnikiem stołecznego zespołu, a w konfrontacji ze Sportclub Eendracht Aalst w Pucharze UEFA strzelił swoją pierwszą z 38. bramek w rozgrywkach europejskich. Nie był jednak skuteczny tak, jak wszyscy mogliby się spodziewać. Tylko czerty trafienia w całym sezonie w lidze i pucharach stanowiły argument dla nowego trenera Carlosa Bianchiego, aby Tottiego wypożyczyć do Sampdorii lub wręcz wymienić na Jariego Litmanena z Ajaxu. Na szczęście dla wszystkich poza argentyńskim szkoleniowcem, Bianchi został szybko zwolniony, bo pod jego wodzą Lupi nie osiągali nawet przyzwoitych rezultatów, a Totti nie zaliczył nawet epizodu w innej koszulce niż Romy.

Wraz z przyjściem do klubu Zdenka Zemana pozycja Francesco Tottiego stała się niepodważalna. Napastnik przyjął koszulkę z numerem 10, a osoba Czecha miała być pewnikiem w odbudowie Romy po fatalnym sezonie (12. miejsce – przyp. red.). Rzymianin zadeklarował chęć zakończenia kariery w macierzystym klubie i wziął na siebie całą odpowiedzialność za wyniki zespołu. Rok później, dokładnie 31 października 1998 roku, przejął od Aldaira opaskę kapitańską, a rozgrywki zwieńczył nagrodą Guerin d’oro przyznawaną najlepszemu piłkarzowi Serie A, który rozegrał przynajmniej 19 spotkań i uzyskał w nich najwyższą średnią ocen. Drugi raz ten laur Totti odebrał po sezonie 2003/04.

Indywidualnych osiągnięć „Il Capitano” kolekcjonował coraz więcej, ale wciąż pusta pozostawała jego gablota z trofeami drużynowymi. Tę miał pomóc zapełnić Fabio Capello, który przejął Romę w 1999 roku. Po scudetto zdobytym przez Lazio prezydent Franco Sensi postawił sobie za punkt honoru odebranie tytułu lokalnemu rywalowi. Do ekipy Giallorossich latem 2000 roku dołączyli zatem Walter Samuel, Jonathan Zebina, Emerson i przede wszystkim Gabriel Batistuta. Argentyńczyk został najlepszym strzelcem zespołu w rozgrywkach zwieńczonych upragnionym mistrzostwem Włoch, ale bez goli Tottiego, Montelli czy Delvecchio ciężko byłoby wyprzedzić na finiszu Juventus. Francesco świetnie radził sobie wówczas jako klasyczna „dziesiątka” odpowiedzialna za ruch pod bramką przeciwnika i prostopadłe podania do ustawionych wyżej napastników, ale też nie omieszkał kilkanaście razy – dokładnie 13 – pokonać bramkarzy rywali.

Następne rozgrywki Totti i Roma rozpoczęli od zwycięstwa w Superpucharze Włoch, w którym rozbili Fiorentinę 3:0. Stołeczni zdobyli to trofeum w 2001 roku po raz pierwszy w historii. W rozgrywkach ligowych natomiast ponownie do końca liczyli się w walce o tytuł. Przegrali tylko dwa spotkania (mniej niż przed rokiem!), ale ostatecznie musieli uznać wyższość Starej Damy, która zdobyła punkt więcej na mecie sezonu, a Rzymian wyprzedziła na dwie kolejki przed końcem. W Lidze Mistrzów także zawód – druga faza grupowa to nie był cel, jaki stawiał przed swoim zespołem Fabio Capello. Na osłodę pozostała Tottiemu bramka przeciwko Realowi Madryt na legendarnym Estadio Santiago Bernabéu.

Ligowy krajobraz rozjaśniała tylko rywalizacja w derbach z Lazio, wygranych wtedy dwukrotnie: 2:0 oraz 5:1 w roli gości. Koncert dał wówczas Vincenzo Monetella, ale i Totti potrafił zaserwować takie „ciasteczko”, a raczej „łyżeczkę”:

Tytułów wicemistrzowskich „Il Capitano” uzbierał z Romą łącznie aż osiem, a blisko ostatecznego zwycięstwa był jeszcze dwa razy: w kampanii 2007/08, kiedy Giallorossi kończyli ligę trzy punkty za Interem i dwa lata później, gdy zabrakło im do Nerazzurrich tylko dwóch oczek. Siedem lat temu tytuł zabrała Rzymianom… Sampdoria, która trzy kolejki przed końcem wykorzystała okazję i zwyciężyła na Olimpico 2:1. Przy jednoczesnej wygranej podopiecznych José Mourinho oznaczało to, że Inter wyprzedził stołecznych w tabeli, a prowadzenia nie oddał już do końca rozgrywek.

Turniejem, w którym Totti i spółka odnosili w ostatnich latach sukcesy jest Puchar Włoch zdobyty przez Romę dwa razy z rzędu w latach 2007 i 2008. W obu przypadkach finałowym rywalem Lupich był Inter. Co ciekawe, w dwóch latach poprzedzających te triumfy skład decydującego meczu był taki sam, a ze zwycięstwa cieszyli się piłkarze ze stolicy Lombardii. Jeżeli w obecnym sezonie Romie uda się dojść do finału Coppa Italia (w pierwszym starciu półfinałowym przegrała z Lazio 0:2 – przyp. red.), będzie to już dla Tottiego ósme podejście do rozstrzygającego starcia. Jak łatwo policzyć, pięć z siedmiu dotychczasowych okazywało się rozczarowaniem. Jednak gdyby na początku czerwca Francesco mógł unieść to trofeum do góry, zwieńczyłby swoją karierę klubową dziesiątym w historii pucharem kraju dla Romy, co oznaczałoby, że na koszulkach Giallorossich mogłaby zagościć srebrna gwiazdka przyznawana właśnie za 10 triumfów w Pucharze Włoch. Tylko Juventus może się pochwalić dwucyfrową liczbą zwycięstw w tych rozgrywkach, Roma byłaby zatem drugim tak utytułowanym zespołem.

Najważniejszym triumfem w klubowej karierze legendy Romy jest mistrzostwo Włoch z 2001 roku, mimo iż pięć lat później sięgnął raz z reprezentacją Azzurrich po złoto Mistrzostw Świata. Chociaż wielu krytyków zarzuca Tottiemu, że w kadrze narodowej nie spełnił pokładanych oczekiwań (bilans zamknął na 58 meczach i dziewięciu bramkach – przyp. red.), to nie można odbierać mu tego, że był istotną częścią „złotego teamu” Marcello Lippiego. Niewielu graczy w trakcie rekonwalescencji może także liczyć na tyle dobrych słów i gremialne trzymanie kciuków, aby zdążył wykurować się na mundial, a taki los spotkał naszego bohatera w lutym 2006 roku. Roma odbijała się wtedy od dna, kontynuowała serię rekordowych jedenastu wygranych meczów ligowych z rzędu, a jej najważniejszy piłkarz doznał urazu pęknięcia kości strzałkowej w starciu z Empoli. W spotkaniu, które okazało się tym rekordowym, czekało Lazio. Rywal zza miedzy także został odprawiony przez Lupich 2:0, a cały skład wraz z trenerem Spallettim świętował pod Curva Sud w takich koszulkach:

1478527_697557

Mistrzostwa miały rozpocząć się cztery miesiące później, dlatego udział Tottiego w światowym czempionacie stanął pod dużym znakiem zapytania. Rehabilitacja przebiegała jednak zaskakująco szybko i sprawnie, więc Francesco zdążył nie tylko pojechać do Niemiec, ale nawet wrócić na ostatnią kolejkę campionato i zagrać 55 minut na San Siro z Milanem. Jak przyznał po latach sam profesor Pier Paolo Mariani, podejmował on spore ryzyko pozwalając Tottiemu na tak szybki powrót do piłki, bo o ile był przekonany o tym, że napastnik problemów ze zdrowiem mieć nie powinien, to nie był w stu procentach pewien, czy jest gotowy do gry w tak wymagającym turnieju jak mundial. Kapitan Romy poważnych reperkusji takiego ryzyka nie odczuwał i wraz z kolegami sięgnął po mistrzostwo globu. Totti zagrał w podstawowym składzie już w premierowym starciu z Ghaną (56 minut, wynik 2:0 – przyp. red.). Pierwszy plac miał również w sześciu z siedmiu meczów Squadra Azzura na turnieju u naszych zachodnich sąsiadów. Jako rezerwowy wszedł tylko w 1/8 finału przeciwko Australii, ale wtedy akurat zdobył swoją jedyną bramkę na MŚ 2006, skutecznie egzekwując rzut karny na 1:0 w 95. minucie gry.

Zwycięski finał przeciwko Francji był słodką zemstą tak jego, jak i kliku kolegów pamiętających porażkę w decydującym starciu o złoto EURO 2000. Choć na boiskach Belgii i Holandii rola Tottiego była niewspółmiernie mniejsza niż sześć lat później, także i wtedy wykazał się stalowymi nerwami przy wykonywaniu jedenastki. Półfinałowy bój z ekipą Oranje rozstrzygał się właśnie w konkursie rzutów karnych, a przed strzałem Tottiego pomiędzy nim a Luigim Di Biagio i Paolo Maldinim wywiązał się taki oto dialog:

DB: Franz, trochę się boję…
FT: Nic mi nie mów. Widziałeś kiedyś takiego olbrzyma? (Tu wskazał na Edwina van der Sara)
DB: Co ty, straszysz mnie?
FT: Nic się nie bój, strzelę mu łyżeczką (tak włosi nazywają uderzenie w stylu Antonina Panenki, niekoniecznie tylko z rzutu karnego; cucchiaio to też strzał ze wspomnianych wyżej derbów Rzymu wygranych 5:1)
PM: Oszalałeś?! Jesteśmy w półfinale Mistrzostw Europy!
FT: Tak, tak, strzelę mu „łyżeczką”.

Parę chwil później słowo stało się ciałem. Totti uderzył dokładnie tak, jak zapowiadał i Włosi objęli prowadzenie 3:0, czym praktycznie przyklepali awans do finału Mistrzostw Europy.

Te dwa turnieje przedzieliły czempionaty zarówno globu, jak i Starego Kontynentu, które były fatalne zarówno dla Tottiego, jak i całej reprezentacji Italii. Z World Cup 2002 Włochów „wyrzucił” jednak sędzia Byron Moreno, po drodze usuwając z boiska właśnie snajpera Romy. EURO w Portugalii to klęska Azzurrich w fazie grupowej po remisie 2:2 Szwecji z Danią, kiedy tylko taki wynik premiował oba skandynawskie kraje kosztem reprezentacji z Półwyspu Apenińskiego. Francesco wystąpił tylko w pierwszym spotkaniu przeciwko Duńczykom, gdzie po opluciu Christiana Poulsena został zdyskwalifikowany na trzy mecze. Niemniej jednak 40-letni dziś gracz może pochwalić się srebrnym medalem EURO 2000 i złotem MŚ 2006. Do tego dochodzi także Mistrzostwo Europy U-21, srebro U-19 i U-16. W tym drugim przypadku musiał uznać wyższość Macieja Terleckiego i spółki.

Indywidualnych rekordów „Il Capitano” ma na swoim koncie całą masę. Obok tak prestiżowych jak Złoty But wywalczony w 2007 roku dzięki koronie króla strzelców Serie A (z włoskich napastników tylko Luca Toni może pochwalić się tym cennym indywidualnym trofeum – przyp, red,), można wymienić te czysto statystyczne: autor największej liczby dubletów we włoskiej ekstraklasie (46) czy najstarszy zdobywca gola w Champions League (przeciwko CSKA Moskwa w 2014 roku – miał wtedy dokładnie 38 lat i 59 dni).


Francesco Totti jest legendą nie tylko Romy, ale też włoskiej i światowej piłki. Jest piłkarzem obdarzonym świetną techniką użytkową i znakomitym przeglądem pola, co widać zwłaszcza u schyłku kariery, gdy świetnymi podaniami niemalże z koła środkowego potrafi uruchomić swoich kolegów z ataku. Nie jest wprawdzie postacią nieskazitelną, bo obok scysji z Poulsenem, wszyscy pamiętamy atak na Mario Balotelliego czy zdeptanie Carstena Ramelowa. Te wyskoki pokazują jednak, że mamy do czynienia tylko z człowiekiem, który jak każdy z nas czasem nie potrafi zapanować nad nerwami.

Teraz okazuje się, że w czerwcu Totti zawiesi buty na kołku i nie zostanie samodzielnym rekordzistą pod względem rozegranych sezonów ligowych (obecnie dzieli palmę pierwszeństwa wraz z Paolo Maldinim – przyp. red.). Szkoda, bo patrząc na reakcję świata na jego czterdzieste urodziny, kiedy życzenia składali mu wszyscy łącznie z Toppolino (włoski odpowiednik naszego komiksu „Kaczor Donald”), czy ogromnej ilości wspominkowych postów, artykułów oraz memów traktujących o rocznicy debiutu w Serie A, jeszcze bardzo wielu kibiców chciałoby go widzieć choćby jeden rok dłużej na boisku. Zwłaszcza, że Francesco starzeje się pięknie. Nie jest to kolejny odcinający kupony od dawnej sławy piłkarz, a gracz wciąż wiele dający drużynie. Kiedy Roma na oparach goniła w zeszłym sezonie Napoli, to w głównej mierze dzięki swojemu kapitanowi tak długo utrzymywała się w wyścigu. W ostatnich siedmiu kolejkach rozegrał ledwie 160 minut, a zdążył w tym czasie zdobyć trzy bramki i dołożył do tego dwie asysty! Niebywałym wyczynem było spotkanie przeciwko Torino, kiedy w cztery minuty odwrócił wynik z 1:2 na 3:2.

Także w obecnym sezonie na 323 minuty spędzone na boisku przekładają się dwie bramki i trzy asysty. Artysta, o jakich w dzisiejszych czasach coraz ciężej, bo nigdy nie był demonem szybkości, ale za to zawsze potrafił – i umie to robić do dziś – wspaniale grać w piłkę.

Na deser mały wycinek z tego, co najlepsze:

Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *