skysports-norwich-city-daniel-farke_4753393

Zwykle gdy człowiek próbuje czegoś nowego, towarzyszą mu zawahanie, strach i odrobina niepewności. Gdy dołożymy do tego choćby kilkoro ludzi, którzy od samego początku patrzą nam na ręce i niemal natychmiast oczekują przysłowiowych gruszek na wierzbie, górę bierze stres i wszystkie wysiłki idą na marne. A co powiedzieć, kiedy całe życie poświęca się codziennej, żmudnej pracy, która przez większość czasu nie przynosi pożądanych efektów, aż tu nagle, w wieku 29 lat, staje się przed największym wyzwaniem (które jest jednocześnie dziecięcym marzeniem) i wszystko układa się niczym w najlepszym śnie? Tak w olbrzymim skrócie wyglądała dotychczasowa rzeczywistość pewnego fińskiego napastnika, który prawdopodobnie przeżywa właśnie najlepsze tygodnie swojego życia.

Zdaniem fińskim żurnalistów Teemu Pukki już od młodzieńczych lat przejawiał spory potencjał, by stać się co najmniej solidnym snajperem. Swoją przygodę z zawodową piłką rozpoczynał 13 lat temu w barwach Kotkan Työväen Palloilijat, gdzie uzbierał 29 występów w ciągu dwóch sezonów, w czasie których udało mu się ustrzelić trzy bramki. Jak na 16-letniego chłopaka to bilans godny uwagi, zważywszy zwłaszcza na specyfikę lig skandynawskich. Wspomniane statystyki nie tylko pozwoliły europejskim skautom usłyszeć o blondwłosym zawodniku, ale również zaowocowały bardzo ciekawym transferem do dobrze znanej wszystkim fanom futbolu Sevilli, która w 2007 roku zapłaciła za nastolatka z Finlandii blisko 1,5 mln £, co do dziś pozostaje rekordem Veikkausliigi.

Pierwsze zderzenie z poważnym futbolem okazało się być jednak dla bohatera tego tekstu bardzo bolesne, ponieważ w ciągu dwóch lat spędzonych na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán tylko raz udało mu się wystąpić w pierwszym zespole mistrza Hiszpanii z sezonu 1945/46. Resztę czasu spędził w młodzieżowych zespołach Los Nervionenses, gromadząc 32 spotkania okraszone trzema golami. To było zdecydowanie za mało, by przekonać do siebie kierownictwo andaluzyjskiego klubu i poskutkowało powrotem do ojczyzny. Dopiero w barwach HJK Helsinki Pukki mógł świętować swoje pierwsze sukcesy klubowe, wygrywając ze stołecznym klubem puchar i dwa mistrzostwa, w czym miał zresztą istotny udział (18 bramek w 34 potyczkach – przyp. red.). Po krótkim pobycie na Sonera Stadium przyszedł czas na kolejne podejścia do dużej piłki, ale zarówno w Schalke 04, jak i w Celtiku cały czas brakowało Finowi czegoś, co pozwoliłoby mu ustabilizować formę na wysokim poziomie.

„Miał wszystkie cechy, jakich potrzebowaliśmy. Jednak mam wrażenie, że nigdy nie był w stanie zaprezentować ich w taki sposób, w jaki tego oczekiwaliśmy”

Neil Lennon, ówczesny trener Celtiku


Nieudane wojaże do Niemiec i Szkocji ponownie zmusiły Pukkiego do poszukania piłkarskiego szczęścia w północnych rejonach Europy – tym razem w lidze duńskiej, gdzie udał się na wypożyczenie. W Brøndby IF wreszcie nastąpiła długo wyczekiwana eksplozja formy 29-letniego napastnika. W ciągu czterech lat gry dla drużyny z przedmieść Kopenhagi obecny gwiazdor Norwich City skierował piłkę do siatki 72 razy w 164 spotkaniach i dołożył do tego 23 asysty. Te imponujące statystyki miały być szczytem jego możliwości. Po tak owocnych kampaniach niewielu wierzyło bowiem, że przenosząc się na Wyspy Brytyjskie Teemu będzie w stanie równie regularnie nękać bramkarzy rywali. Teraz z pewnością są tymi, którzy najgłośniej wychwalają wyczyny reprezentanta Suomi.

Błyskawicznie okazało się, że transfer do drużyny popularnych Kanarków nie skończy się tak samo, jak wcześniejsze próby podboju Starego Kontynentu. Pukki rozpoczął właśnie swój drugi sezon na Carrow Road i niemal w każdym meczu gwarantuje bramkę lub asystę. 49 spotkań okraszonych 35 golami (z czego 30 w debiutanckim sezonie) i 11 decydującymi podaniami to rewelacyjny dorobek. Fin dołożył olbrzymią cegłę do powrotu drużyny z Norwich do angielskiej elity, a tytuł króla strzelców zaplecza Premier League to nie jedyne indywidualne wyróżnienie, na jakie zapracował w ostatnich miesiącach.


O ile popisy strzeleckie Fina na poziomie Championship można było tłumaczyć dość solidną ekipą, jaka została skonstruowana przez Daniela Farkego, o tyle chyba nawet najwięksi optymiści nie oczekiwali od pochodzącego z prowincji Kymenlaakso zawodnika utrzymania takiej regularności na najwyższym poziomie ligowym w Anglii. Jak do tej pory snajper The Canaries pozostaje niezdestabilizowany i na przekór wszystkim aplikuje bramkę za bramką każdemu pojawiającemu się na horyzoncie oponentowi. Gracze posiadający go w różnego rodzaju fantasy menedżerach z uśmiechem przeliczają kolejne dostarczane przez Pukkiego punkty, a sam piłkarz pracuje na miano jednego z największych oczarowań trwającej kampanii. Dzięki pięciu strzelonym bramkom w trzech inauguracyjnych kolejkach sezonu stał się dopiero drugim debiutantem, któremu ta sztuka się udała (po Pavle Pogrebnyaku). Co ciekawe, blisko 30% goli w rozgrywkach 2019/20 zdobyli zawodnicy, którzy rok temu grali jeszcze na zapleczu najbogatszej ligi świata. Jeżeli zatem będzie potrafił utrzymać taką systematyczność na dłużej, Norwich City nie powinno mieć problemu z zapewnieniem sobie ligowego bytu na następny rok, a więc realizacją głównego celu postawionego przed niemieckim szkoleniowcem i jego podopiecznymi.


Nie należy się raczej spodziewać, że Teemu Pukki zagrozi któremuś z napastników czołowych ekip w walce o koronę króla strzelców, choć wejście do elity ma zgoła piorunujące. Beniaminek z hrabstwa Norfolk nie dysponuje wprawdzie dużymi pieniędzmi w porównaniu z krezusami brytyjskiego rynku, jednak braki finansowe nadrabiane są piłkarskim zawzięciem i sercem, którego Kanarki zostawiają na boisku co nie miara. Dlatego też zdecydowanie warto poświęcić przynajmniej kilka godzin w trakcie całego sezonu, by bliżej przyjrzeć się poczynaniom Pukkiego na tle czołowych snajperów świata. Pierwszy skalp został zebrany już w premierowej kolejce, kiedy to o umiejętnościach bohatera niniejszego artykułu przekonał się tegoroczny triumfator Ligi Mistrzów – Liverpool.

Teraz nie pozostaje nic innego, jak dalsza konsekwentna praca, by pokazać niedowiarkom, że nawet przebijając się na salony poprzez Finlandię, Hiszpanię, Niemcy i Danię można bez kompleksów stawać w szranki z największymi w świecie futbolu, i to pomimo blisko trzydziestki na karku. Nigdy nie jest jednak za późno na uzyskanie statusu legendy, szczególnie gdy utrzymuje się taką regularność, reprezentując ponadprzeciętny poziom. Fin już teraz jest wielkim ulubieńcem kibiców na Carrow Road. Czas pokaże, jak zakończy się ta historia, lecz obrana droga wydaje się być najlepszą z możliwych. Po przezwyciężeniu tylu potknięć nie można przecież tak po prostu przerwać pięknego snu…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *