Tuchel BVB 2017

Cienka jest w sporcie granica pomiędzy uwielbieniem tłumów, a odejściem w niepamięć lub co gorsza w hańbie. Przekonuje się o tym w ostatnich miesiącach Thomas Tuchel – człowiek, który objął ekipę Borussii Dortmund w arcytrudnym położeniu. Przyjmując ofertę ośmiokrotnego mistrza Niemiec 43-letni szkoleniowiec zaryzykował całą wypracowaną w Mainz reputację i postawił wszystko na jedną kartę, bo wierzył, że potrafi odbudować rozbity zespół pełen aspołecznych, obrażalskich introwertyków, w dodatku piłkarsko zaniedbanych i podłamanych kontuzjami oraz nieskutecznością gwiazd. Miał rację – zaraz po fatalnym sezonie, w którym cudem udało się Żółto-Czarnym załapać do kwalifikacji Ligi Europy z siódmego miejsca, Tuchel z impetem wpadł do szatni BVB i podobnie jak dawniej Jürgen Klopp, stworzył drużynę gotową rzucić wyzwanie największym.

Obecny szkoleniowiec BVB musi teraz poradzić sobie z kolejnym kryzysem, ale innej natury. Atakują go bowiem media w całym kraju, a za ich pośrednictwem również podopieczni i szefowie. Jedyne, co go broni, to wyniki, które jednakowoż mogą okazać się niewystarczającym argumentem. Co takiego różni zatem Jürgena Kloppa i Thomasa Tuchela, skoro pierwszy z nich doprowadził zespół do realnej groźby walki o utrzymanie, a wciąż jest lokalnym bohaterem, a drugi dwukrotnie finiszuje w lidze na podium, w Champions League nie ustępuje największym i traktowany jest niczym partacz?

Klopp w swoim ostatnim sezonie spędzonym na Signal Iduna Park osiągał katastrofalne wyniki. Na przerwę zimową Die Schwarzgelben udawali się wówczas jako przedostatnia drużyna w tabeli. Ekipa, która dzielnie przeciwstawiała się Bayernowi przez poprzednie cztery lata, nagle zatraciła błysk i skuteczność, mimo że w miejsce utraconych gwiazd -Mario Götzego i Roberta Lewandowskiego – sprowadzono wielu wartościowych zmienników, z Henrikhiem Mkhitaryanem, Ciro Immobile oraz Pierre-Emerickiem Aubameyangiem na czele. Ci zawodnicy w sezonie 2014/15 zawiedli na całej linii, choć jak pokazują ich dalsze losy, talentu i umiejętności wcale im nie brakuje.


Niecały rok po tej katastrofalnej kampanii Klopp wrócił do Dortmundu jako trener Liverpoolu i przywitany został jak bohater. Jego ostatniego sezonu na Westfalenstadion nikt w Dortmundzie nie pamiętał – wszyscy wiwatowali na cześć swojego ulubieńca. To zrozumiałe, przecież charyzmatyczny szkoleniowiec ze Stuttgartu zdobył dla BVB dwa mistrzostwa Niemiec i doprowadził klub do finału Ligi Mistrzów, a takich dokonań się nie zapomina. Ale najświeższe wydarzenia związane z klubem z Westfalii pokazują, że to nie wyniki zbudowały legendę Kloppa w Dortmundzie. A przynajmniej nie tylko one…

Thomas Tuchel w swoim debiutanckim sezonie w Dortmundzie, gdy musiał na nowo budować zespół, który zastał kompletnie rozbity, zdobył 78 punktów. Z takim wynikiem aktualny opiekun Die Borussen wyprzedziłby mistrzowską drużynę Kloppa z 2011 roku. Zapewniłby on również pierwsze miejsce w Bundeslidze w 2012. Owy rezultat był ponadto nieporównywalnie lepszy niż te notowane przez wicemistrzowskie ekipy Kloppa z 2013 i 2014 roku, a przecież został wypracowany z takim samym materiałem ludzkim, jakim dysponował jego poprzednik. Zaraz po tej fantastycznej kampanii z misternie budowanej konstrukcji 43-latka wyrwano trzy filary. Z takim wyzwaniem obecny opiekun The Reds nigdy nie był zmuszony sobie radzić. Owszem, za jego kadencji gwiazdy również opuszczały obiekt przy Strobelallee 50, ale maksymalnie jedna na rok: najpierw Sahin, potem Götze, a na końcu Lewandowski. I wtedy Borussia podupadła. Tymczasem Tuchelowi wyciągnięto trzech absolutnie kluczowych graczy z drużyny jednego lata! Bawarczyk musiał więc wymyślić zespół od nowa i dziś finiszuje w lidze mistrzów świata na trzecim miejscu.


Oczywiście, Tuchel nie ma w CV żadnych trofeów zdobytych z drużyną Żółto-Czarnych, ale trzeba mieć na uwadze, że na Signal Iduna Park pracuje zaledwie drugi rok, a w dodatku musi mierzyć się z Bayernem Monachium, który w obecnym wydaniu jest najlepszą drużyną w historii niemieckiej piłki klubowej. Gdyby zatem tylko wyniki miały decydować o statusie szkoleniowca, Tuchel powinien mieć wciąż otwartą drogę, aby stać się w Dortmundzie legendą formatu Jürgena Kloppa.

Z jakiegoś powodu trwający sezon w wykonaniu BVB powszechnie uważa się za nieudany. Nawet zapominając o niemożliwych do zrekompensowania tak małym nakładem finansowym ubytkach kadrowych i ogromnym pechu do kontuzji, nie sposób pominąć faktu, że Borussia na tę chwilę spełnia wszystkie postawione przed nią na starcie sezonu cele. Zarząd zakomunikował, że życzy sobie miejsca na podium w lidze, ćwierćfinału Champions League i finału Pucharu Niemiec. Plan został zatem wykonany w stu procentach, a mimo to trener pozostaje pod medialnym ostrzałem ze wszech stron.


Poprzez największe media za naszą zachodnią granicą swoje niezadowolenie z pracy Tuchela wyrażają anonimowo zarówno jego podopieczni, jak i szefowie. Pierwsi narzekają, że ciężko się z nim dogadać i jest mało sympatyczną osobą, drudzy natomiast zarzucają, że nie ma z jego strony chęci współpracy i porozumienia. Piłkarze żalą się także, że trener narzuca im zbyt zbyt wiele skomplikowanych wariantów taktycznych, którymi potem nazbyt często rotuje podczas meczu. Ostatecznym dowodem fatalnej atmosfery i nieczystej rozgrywki pomiędzy Tuchelem a resztą środowiska BVB był wywiad Hansa-Joachima Watzkego, w którym prezes klubu bardzo mocno skrytykował swojego szkoleniowca, i to na chwilę przed prawdopodobnie najważniejszym meczem sezonu dla dortmundczyków – starciem o trzecie miejsce w lidze z TSG 1899 Hoffenheim.


W całej tej nieco absurdalnej sytuacji dziwić może zachowanie niemieckich dziennikarzy, wszak Ci w większości uderzają w te same tony, jak przemawiający ich ustami anonimowi pracownicy Borussii. Mocno krytykujące Tuchela teksty ukazywały się chociażby w „Bildzie” czy „Süddeutsche Zeitung”, ale z drugiej strony te same media w pełni kupują retorykę menedżera Die Schwarzgelben, która zdaje się mieć na celu postawienie w złym świetle zarządu i wykreowanie z niego samego godnej współczucia ofiary układów. O tym świadczą choćby wypowiedzi po zamachu na klubowy autobus w kwietniu i komentarz do wspomnianego wcześniej wywiadu Watzkego. Najpierw Tuchel zakwestionował decyzję UEFA o rozegraniu meczu z Monaco dzień po zamachu, mimo że jak mówił później sam prezes, trener nie miał nic przeciwko, gdy pytano go o stanowisko drużyny w tej sprawie. Na ostre słowa szefa Tuchel zareagował spokojnie, twierdząc, że jego pryncypał ma do nich pełne prawo. Tymi dwiema wypowiedziami 43-letni szkoleniowiec mocno zapunktował jednak w mediach, ale niemal oczywistym wydaje się, iż była to tylko strategia mająca na celu wzmocnienie jego pozycji na rynku i ocieplenie wizerunku przed ostateczną konfrontacją z władzami klubu.


Mała wojenka pomiędzy Tuchelem a kierownictwem BVB trwa już prawie rok, a z każdym kolejnym miesiącem staje się jeszcze bardziej medialna. Wcześniej przecież Watzke zatrudnił na stanowisku dyrektorskim szefa skautów, któremu trener Die Borussen zabronił przychodzić na treningi pierwszej drużyny. Później wypalił, że sprowadzanego za 9 mln € Alexandra Isaka poznał dopiero, gdy przedstawiono mu Szweda… po podpisaniu kontraktu. Takich pozornie mało znaczących scysji pomiędzy Tuchelem i Watzke’m było w ostatnim czasie bardzo wiele, a po każdej napięcie narastało. W końcu pewna granica została przekroczona i konflikt w pełnej okazałości ujrzał światło dzienne. Tuchel w aspekcie czysto sportowym jest dla Borussii trenerem równie dobrym jak Jürgen Klopp, a może nawet lepszym. Problemem jest jednak jego trudny charakter i brak nici porozumienia z zarządem. A szkoda, bo zamiast zbudować swoją własną, dortmundzką legendę, 43-latek prawdopodobnie odejdzie tego lata z Signal Iduna Park w atmosferze kłótni i nieczystych zagrywek.

2 thoughts on “Co miał Klopp, czego nie ma Tuchel? Tego drugiego atakują wszyscy, a bronią tylko wyniki…

  1. Bardzo dobry tekst, chociaż czy aby na pewno dzisiejszy Bayern Monachium jest najlepszą drużyną w historii niemieckiego futbolu? Myślę, że równie mocny był ten sprzed roku, który pechowo przegrał w półfinale LM z Atletico Madryt, natomiast jeszcze silniejszy był zespół z sezonu 2012/13, kiedy to w półfinale tych rozgrywek rozgromił Barcelonę 7:0…

    1. Pisząc o Bayernie w obecnym wydaniu miałem na myśli wszystkie te sezony, które wymieniłeś. Klopp największe sukcesy odnosił przecież przed tą erą w Monachium. FCB z mistrzowskich sezonów Kloppa był nieporównywalnie słabszym zespołem niż obecnie. 😉
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *