DFMUJymXkAATaPc

Nikt w Polsce nie ma wątpliwości co do tego, że Niemcy to nacja o kulturze piłkarskiej znacznie przewyższającej naszą. Bez wątpienia polskie środowisko, poczynając od zawodników, poprzez trenerów, na dziennikarzach kończąc, mogłoby się jeszcze wiele nauczyć od kolegów po fachu zza zachodniej zagranicy. Zatem gdy niemieccy kibice czy eksperci doceniają jakąś postać, tym bardziej powinniśmy się nad nią pochylić. Tymczasem nadzwyczaj szanowany za Odrą Artur Sobiech, o którego tego lata biła się połowa czołowych klubów 2. Bundesligi, we własnym kraju zdaje się nie znajdować podobnego uznania.

Niedawno „Bild”, najpopularniejszy dziennik w Niemczech, oznajmiał w jednym z artykułów, że Artur Sobiech zamierza powalczyć o szansę gry u boku Roberta Lewandowskiego na mundialu w Rosji. Podczas gdy w Polsce takie nagłówki zostałyby przyjęte ze sporą rezerwą, jeśli nie podsumowane śmiechem, za Odrą deklaracje 27-latka potraktowano zupełnie poważnie. Autor wspomnianej publikacji przytaczał wypowiedź polskiego napastnika, który mówił o tym, że świetnie rozumie się z kapitanem biało-czerwonej kadry, jeździ z nim na wakacje, a ich małżonki często się spotykają.

„Zawsze był prostym facetem. Rzetelny, super sympatyczny, profesjonalny zarówno na boisku, jak i poza nim”

opinia jednego z dziennikarzy bulwarówki „Bild”


Być może jednak wcale nie świadczy to o niekompetencji czy ignorancji rodzimych ekspertów i kibiców. Bo szacunek, jakim darzy się Sobiecha w Niemczech wynika w ogromnym stopniu z jego pozytywnego usposobienia, sympatycznego charakteru i pełnego profesjonalizmu, w mniejszym zaś z jego faktycznych osiągnięć na zielonej murawie. Przez ostatnie sześć lat pochodzący z Rudy Śląskiej piłkarz reprezentował barwy Hannoveru 96, zatem obserwatorom z Polski trudniej było dostrzegać i doceniać akurat te jego cechy.

Sobiech w 148. meczach w barwach klubu z Dolnej Saksonii strzelił 28 goli i zaliczył 9 asyst. To niezbyt okazałe statystyki jak na gracza stricte ofensywnego. Należy jednak wziąć pod uwagę okoliczności – były napastnik Polonii Warszawa ma bowiem wyjątkowego pecha do kontuzji. Prawie zawsze, gdy udawało mu się już dojść do optymalnej dyspozycji i wywalczyć miejsce w pierwszym składzie zespołu z HDI-Arena, plany krzyżowały mu kolejne urazy (od momentu transferu z Polonii Warszawa do Hannoveru uzbierał ich aż 19 – przyp. red.). Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że nadmierne nagromadzenie problemów zdrowotnych może poważnie zaburzyć rozwój piłkarskiej kariery, a przy okazji wypaczyć statystki. Rekonwalescent przeważnie na początku wchodzi tylko z ławki na końcówki spotkań, a często musi także stoczyć ciężką walkę o odzyskanie miejsca w podstawowej jedenastce z zawodnikiem, który go zastąpił. To oznacza, że ogromna część z tych 148. występów Polaka to tylko kilku lub kilkunastominutowe epizody.


Wraz z końcem sezonu 2016/17 kresu dobiegła również przygoda Sobiecha z Hannoverem 96. Choć tych sześć lat nie obfitowało w sukcesy sportowe tak klubu, jak i samego zawodnika, kibice Die Rothosen zgotowali mu godne pożegnanie, wywieszając na trybunach transparent w języku polskim: „Koniec wieńczy dzieło. Brawo Artur!”. Warto jednak zaznaczyć, że trzynastokrotny reprezentant Polski pozostawał jednym z zaledwie dwóch graczy w kadrze H96 (obok Manuela Schmiedebacha), który pamiętał występy drużyny z Dolnej Saksonii na arenie międzynarodowej. W rozgrywkach europejskich miał zresztą wyjątkowo dobre statystyki – w 16. spotkaniach pięciokrotnie trafiał do bramki rywali i cztery razy asystował kolegom. W Europa League Hannover z Sobiechem w składzie grał w sezonach 2011/12 i 2012/13.

Potem było już coraz gorzej, a ciągły regres formy doprowadził klub do spadku w kampanii 2015/16. W 2. Bundeslidze były gracz Ruchu Chorzów miał być gwiazdą i liderem zespołu, i po pierwszej kolejce ubiegłorocznych rozgrywek wydawało się, że tak się właśnie stanie. Sobiech na inaugurację wbił dwa gole 1. FC Kaiserslautern i poprowadził ekipę dowodzoną wówczas przez Daniela Stendela do efektownego zwycięstwa 4:0. Szybko jednak naciągnął więzadło poboczne w kolanie, wypadł ze składu i już do niego nie wrócił. Do końca sezonu wchodził tylko z ławki i nie strzelił już ani jednej bramki, chociaż jego koledzy prezentowali się świetnie, co zaowocowało promocją do Bundesligi.


To naturalnie nie umknęło uwadze polskich mediów. Do publicznej informacji przedostały się intensywne plany na lato zawodnika ze śląskim rodowodem. Wedle słów jego agenta, po rozstaniu ze świeżo upieczonym beniaminkiem ligi mistrzów świata Sobiech nie narzekał na brak ofert, jednak pierwszeństwo przed podejmowaniem decyzji odnośnie piłkarskiej przyszłości miał ślub z Bogną Dybul i wesele w Polsce. Wizyta w kraju przy okazji podsyciła plotki o zainteresowaniu napastnikiem ze strony Legii Warszawa, ale już wtedy niemal oczywiste było, że 27-latek skorzysta z oferty jednego z czołowych klubów zaplecza Bundesligi. Największe zainteresowanie wykazywały Fortuna Düsseldorf, Dynamo Drezno i SV Darmstadt 98. Wybór padł na klub z Hesji, w którym budowano drużynę mającą jak najszybciej powrócić do elity po tegorocznym spadku.


W osobie Artura Sobiecha upatrywano doskonałej „dziewiątki” dla zespołu przygotowywanego do walki o awans przez nie byle kogo, bo samego Torstena Fringsa. Poza tym przybycie na Merck-Stadion am Böllenfalltor polskiego snajpera stanowiło znakomite zwieńczenie okna transferowego, po którym popularne Lilie zdają się dysponować nawet mocniejszym składem niż ten, z którym zaczynały poprzedni sezon na najwyższym szczeblu rozgrywek!


Niemieccy dziennikarze zaznaczają, że choć ostatni czas nie był dla Polaka szczególnie udany (większość wspominanych kontuzji i serii występów bez gola zdarzało się Sobiechowi właśnie w ciągu ostatnich dwóch lat – przyp. red.), to jest on bardzo wartościowym graczem i przy odrobinie szczęścia z pewnością udowodni w Darmstadt, że nie bez kozery przez tyle lat dzierżył w Hannoverze symboliczny nr 9 i opaskę wice-kapitana.


Sezon w 2. Bundeslidze wystartował już trzy tygodnie temu. Na razie Sobiechowi nie tylko nie udało się jeszcze trafić do bramki przeciwnika w ligowym starciu, ale też nie prezentuje się na boisku nadzwyczaj okazale. Należy jednak pamiętać, że były podopieczny Waldemara Fornalika ma za sobą nieprzepracowany okres przygotowawczy i dołączył do ekipy SVD praktycznie w przededniu inauguracji rozgrywek. Oczywistym jest zatem, że Polak potrzebuje czasu na aklimatyzację i zgranie z drużyną. Na dobry początek udało mu się strzelić bramkę w spotkaniu Pucharu Niemiec. Jako optymistyczny sygnał można również potraktować fakt, iż nawet mimo nieobecności na obozach przygotowawczych Sobiech od razu przeskoczył w klubowej hierarchii Terrance’a Boyda, Romana Bezjaka i Jamiego McLarena, bowiem wybiegał od pierwszej minuty w dwóch premierowych meczach kampanii 2017/18.


Artur Sobiech, na co dzień skromny i nieszukający rozgłosu człowiek, tego lata, już po odejściu z Hannoveru, w jednym z wywiadów zapowiedział, że jego celem na najbliższy okres jest powrót do reprezentacji Polski i docelowo wyjazd na Mistrzostwa Świata, które już za rok odbędą się w Rosji. Wszystkim, którym takie zapowiedzi wydają się absurdalne należy przypomnieć, że nieco ponad rok temu Sobiech otrzymał już od Adama Nawałki powołanie do szerokiej kadry na zgrupowanie przed EURO 2016. Ostatecznie selekcjoner Biało-Czerwonych w roli trzeciego napastnika zabrał na francuski czempionat Mariusza Stępińskiego, ale to namacalny dowód, że były opiekun Górnika Zabrze traktuje nowy nabytek Darmstadt bardzo poważnie. Wprawdzie bohater niniejszej publikacji ma za sobą bardzo nieudany sezon, ale jak sam mówił, kontakt ze sztabem szkoleniowym kadry wcale się nie urwał. Kto wie, być może w obliczu bardzo ciężkiej walki o pierwszy skład Napoli, jaka czeka Arkadiusza Milika, oraz kolejnych wybryków Łukasza Teodorczyka, Sobiechowi uda się dzięki zwyżce formy wedrzeć przebojem do drużyny narodowej i wybiec na boisko w trykocie z orłem na piersi u boku swojego dobrego kolegi i idola – Roberta Lewandowskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *