DdY9xFIWAAA1Nse

Gdy w 2001 roku zamieniał Parmę na ekipę Starem Damy, zapisał się w historii po raz pierwszy, stając się najdroższym bramkarzem. Niemal dwie dekady później, gdy na pokładzie pojawił się wreszcie wartościowy następca, w osobie Wojciecha Szczęsnego, 40-latek zdecydował się na opuszczenie stolicy Piemontu. Legenda włoskiej piłki, zwycięzca mundialu z 2006 roku, wielokrotny mistrz Italii. Przypomnijmy sobie zatem jego niesamowitą i ciągle zresztą trwającą karierę.

Warto zauważyć, że na samym początku swojej drogi grywał na różnych pozycjach, nie umiejąc przywiązać się do jednej. Przełom przyniósł rok 1990 i Mistrzostwa Świata rozgrywane w Italii. Młody Buffon, wiernie śledzący wszystkie mecze w telewizji, dosłownie zakochał się w golkiperze Kamerunu, Thomasie N’Kono i to dzięki niemu postanowił, że zostanie bramkarzem. Jakiś czas później do rodziców gracza zaczęły spływać oferty kontraktowe ze strony kolejnych klubów. Sam „Gigi”, przywiązany do rodzinnych stron, postanowił wówczas odrzucić propozycje ze strony Milanu i Bolognii, zamiast tego przenosząc się do akademii Parmy. Młody bramkarz bardzo szybko przeskoczył wszystkie szczeble juniorskiej kariery, aby w 1995 roku, w wieku zaledwie 17 lat, zakotwiczyć w pierwszym zespole. Dokładnie 19 listopada szkoleniowiec Nevio Scala zdecydował się wystawić tego niedoświadczonego wówczas młokosa na pojedynek z ówczesnym mistrzem Włoch, Milanem. Buffon poradził sobie wyśmienicie, a jego drużyna zremisowała 0:0. To był jednak tylko wstęp do wielkiej kariery, jaka się przed nim rysowała.

„On jest jednym z najlepszych golkiperów na świecie i wzorem dla mnie. Ma wielką charyzmę i mam nadzieję, że będę mógł grać na tak wysokim poziomie, tak długo jak on”

Golkiper Bayernu Monachium, Manuel Neuer


Dobry występ przeciwko Rossonerim nie zagwarantował mu od razu pewnego miejsca w pierwszej jedenastce, ale z pewnością dał do myślenia trenerowi, który jeszcze kilka razy korzystał w tamtym sezonie z jego usług. Następny sezon miał się jednak okazać przełomem. Już przed jego rozpoczęciem Buffon został podstawowym bramkarzem (w wieku zaledwie 18 lat!) i poprowadził Parmę do drugiego miejsca w lidze. W 27. ligowych spotkaniach puścił zaledwie 17 goli, co przykuło uwagę większych klubów nie tylko z Włoch, ale i z całej Europy.

Mimo tego golkiper pozostał na Stadio Ennio Tardini, czemu trudno się dziwić. Tamten okres można spokojnie nazwać złotymi czasami Parmy. Gialloblu bili się wówczas o czołowe lokaty w Serie A, rywalizowali w rozgrywkach międzynarodowych i wydawali ogromne pieniądze na transfery. W sezonie 1998/99 Buffon zdobył zresztą swoje pierwsze trofeum. Parma wygrała wówczas Puchar UEFA, dosłownie rozbijając w finale Olympique Marsylia 3:0. Rok później dorzucili do tego Superpuchar Włoch, jednak coraz bardziej było widać, że Parma staje się dla Buffona zbyt ciasna. Transfer wydawał się kwestią czasu. Zastanawiano się jedynie, gdzie trafi utalentowany golkiper.

„Kiedy Buffon jest na bramce, to masz wrażenie, że nic nie jest wstanie go pokonać. To jeden z tych, którzy zostawiają wyraźne piętno na sporcie i mają wielki wpływ na futbol”

Były golkiper Manchesteru United i reprezentacji Francji, Fabien Alain Barthez


Ostatecznie w letnim okienku transferowym w 2001 roku Juventus zdecydował się wyłożyć na stół kosmiczne 100 milionów lirów, czyli ok. 52 mln €. W Turynie miał zając miejsce Edwina van der Sara, który przeniósł się wówczas do Fulham. Zadebiutował w wygranym 4:0 starciu z Venezią i tym samym rozpoczął swoją niezwykle bogatą karierę w barwach Starej Damy, w przeciągu piętnastu lat rozgrywając dla Juve dokładnie 551 spotkań. Na specjalną uwagę zasługuje przede wszystkim sezon 2006/07. Juventus został wówczas ukarany za ustawianie meczów (słynna afera Calciopoli) i zdegradowany do Serie B.

Znajdujący się wtedy na szczycie i uznawany za najlepszego bramkarza świata Buffon stanął przed poważnym dylematem. Z jednej strony kusiły go największe kluby świata, oferując bajeczne kontrakty, jednak z drugiej – on sam za nic nie chciał się z Turynu ruszać. Ostatecznie przeważyła miłość do klubu i „Gigi” pozostał w Juventusie, który po roku gry na zapleczu powrócił do Serie A. Ta decyzja nigdy nie została mu zapomniana przez fanów Juve.

„On jest punktem odniesienia dla mojej generacji bramkarzy. Dla każdego kto chciał być golkiperem, tak jak ja, był idolem”

Golkiper FC Porto i reprezentacji Hiszpanii, Iker Casillas

Kariera Buffona może uchodzić za modelową także ze względu na reprezentację. W barwach Squadra Azzurra zadebiutował jeszcze za czasów gry w Parmie. Później tylko umacniał swoją pozycję, stając się etatowym golkiperem reprezentacji. Wymownym faktem jest to, że od kilku lat Włosi poszukują następcy „Gigiego”, jednak do dzisiaj żaden z typowanych bramkarzy nie potrafił udowodnić swojej klasy. I tylko szkoda, że pożegnanie z kadrą nastąpiło w tak smutnych i niesprawiedliwych dla niego okolicznościach…

Dziewięć mistrzostw Włoch, jedno mistrzostwo Serie B, cztery krajowe puchary, sześć Superpucharów Włoch, Puchar UEFA, Mistrzostwo Świata. Oprócz tego niezliczone nagrody dla najlepszego bramkarza.

„To była piękna podróż, podczas której bardzo dużo się nauczyłem. Czy jestem legendą? Nie, nie powiedziałbym tak. Legendy to osoby, które nie są do końca ludźmi, a to z pewnością nie ja. Ja jestem sportowcem, z sercem i duszą, na dobre i na złe. Mam nadzieję, że odcisnąłem pewne piętno na futbolu, ale mówienie o kimś, że jest legendą często nadchodzi dopiero po śmierci. Mam nadzieję, że do tego jeszcze daleko!”

Gianluigi Buffon o samym sobie

Jedyne czego mu brakuje, to wygrania Ligi Mistrzów. Na triumf w Champions League Buffon miał ogromną szansę trzykrotnie. W sezonie 2002/03 w finale rozgrywek lepszy okazał się Milan, a później Barcelona i Real Madryt. Małym rozczarowaniem może być także brak tytułu najlepszej ekipy Starego Kontynentu, a w zasadzie kompromitacja w finale w 2012 roku, gdy Hiszpanie pokonali Włochów aż 4:0.

Mimo to Gianluigi Buffon jest przykładem profesjonalisty i zawodnika niesamowicie przywiązanego do swojego klubu. Takich graczy dzisiaj już nie „produkują”, dlatego powinniśmy się cieszyć jego grą, dopóki jeszcze możemy. Niewykluczone, że po raz ostatni okazja ku temu będzie z rywalizacji z Hellasem.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *