Zapo 2 kolejki BL 2017-18 - foto główne

Inauguracyjna seria spotkań w lidze mistrzów świata dała wstępne pojęcie o dyspozycji poszczególnych zespołów u progu sezonu. Przed nami druga kolejka, w której faworytów do tytułu mistrzowskiego czekają pojedynki teoretycznie łatwiejsze od tych sprzed tygodnia. Bayern zmierzy się bowiem z jednym z ulubionych rywali – Werderem Brema, Borussia Dortmund podejmie na własnym terenie Herthę BSC, a RB Lipsk ugości Freiburg. Po sensacyjnym zwycięstwie nad wicemistrzami kraju swoją formę będzie musiało natomiast potwierdzić Schalke 04 Gelsenkirchen, a TSG 1899 Hoffenheim czeka niełatwy powrót na krajowe podwórko po przegranej batalii o fazę grupową Ligę Mistrzów na Anfield Road. Oto cztery kluczowe pytania przed drugą kolejką Bundesligi.

Kto będzie górą w pojedynku przyszłych skrzydłowych Bayernu?

Już w sobotę w Leverkusen dojdzie do jednej z najciekawszych konfrontacji tej serii gier – Bayer skonfrontuje siły z TSG 1899 Hoffenheim. Obie drużyny mają coś do udowodnienia sobie i swoim kibicom, wszak Aptekarze przed tygodniem ulegli mistrzom kraju na inaugurację sezonu 1:3, a Wieśniaki wróciły na tarczy z wyprawy na Anfield Road – porażka 2:4 definitywnie rozwiała marzenia Hoffe o grze w Champions League. Zespoły dowodzone przez Heiko Herrlicha i Juliana Nagelsmanna musiały jednak uznać wyższość przeciwników znacznie wyżej notowanych, bardziej doświadczonych i dysponujących większą jakością, aczkolwiek w obu przypadkach spokoju nie daje świadomość, że korzystny rezultat był w zasięgu ręki. Piłkarze z Leverkusen zmarnowali bowiem w meczu otwierającym sezon niezliczoną ilość wyśmienitych okazji do strzelenia gola, a Hoffenheim bez wątpienia stać było na odniesienie zwycięstwa w pierwszym spotkaniu z Liverpoolem, oczywiście przy znacznie lepszej skuteczności.


Dyspozycja obu tych ekip po wyjątkowo trudnych pojedynkach na początku nowej kampanii pozostaje w pewnym stopniu zagadką. Z pewnością jednak na BayArena spodziewać się można ciekawego widowiska. Bayer i Hoffenheim to zespoły dysponujące dużym potencjałem i preferujące ofensywny styl gry, a wysoką jakość zapewniają im zwłaszcza dynamiczni i przebojowi skrzydłowi. Co ciekawe, czołowi atakujący sobotnich rywali już niedługo mogą wspólnie tworzyć duet w wielkim Bayernie Monachium. Serge Gnabry, gwiazda achtzehn99, już jest zawodnikiem Bawarczyków i pod okiem Nagelsmanna ma się rozwijać na wypożyczeniu. Z kolei Julian Brandt wciąż jest jeszcze związany kontraktem z B04, ale w Niemczech mówi się, że 20-letni talent już obiecał działaczom Die Roten podpis na umowie za rok, kiedy aktywowana zostanie klauzula pozwalająca monachijczykom wykupić go za śmiesznie małą w obecnych realiach kwotę 12 mln €.




Czy VAR tym razem nie zawiedzie?

System powtórek wideo wspomagający sędziów znakomicie sprawdził się podczas inauguracyjnego meczu na Allianz Arena. Rzut karny, który na gola zamienił Robert Lewandowski, podyktowano właśnie dzięki podpowiedzi asystentów siedzących przed ekranami monitorów. Wyliczono także, że od faulu do podyktowania jedenastki minęło zaledwie 36 sekund.

W kolejnych spotkaniach pierwszej kolejki Bundesligi system VAR nie działał już jednak tak sprawnie. Problemy z nową technologią pojawiły się m.in. na stadionach w Hamburgu, Sinsheim i Berlinie.


W związku z powyższym podjęto decyzję o rezygnacji podczas drugiej serii gier z wyznaczania w centrum Video Assistant Referee w Kolonii wirtualnej linii spalonego. To właśnie ten element miał między innymi zawieść w zeszłym tygodniu, a nie był on pierwotnie planowany przy tworzeniu całej infrastruktury potrzebnej do wprowadzenia VAR-u na niemieckie stadiony. Według decydentów DFL, sędziowie obsługujący ten system mają dostęp do wystarczającej liczby różnych ujęć, aby samodzielnie ocenić, czy spalony miał miejsce, czy nie. Przypomnijmy, że Bundesliga to pierwsza na świecie liga, która dostarcza system VAR na wszystkie spotkania w każdej kolejce.




Czy siła Schalke wynikała ze słabości Lipska?

W poprzedniej kolejce jednym z najciekawszych pojedynków okazał się ten z udziałem Schalke 04 Gelsenkirchen i RasenBallsport Leipzig. Pierwsi zakończyli ubiegły sezon na 10. miejscu w tabeli, podczas gdy drudzy wywalczyli wicemistrzostwo. To spora dysproporcja, a spoglądając dodatkowo na listę tegorocznych transferów i widząc, jak wzmocnił się klub z Lipska, można było się spodziewać pogromu Königsblauen oraz spokojnie zdobytych trzech punktów przez Wernera i spółkę. Jednak w Gelsenkirchen dokonano wielu innych, wprawdzie nie tak spektakularnych zmian, które jak się okazało przyniosły lepszy, a na pewno szybszy efekt niż ruchy kadrowe rywala spod znaku Red Bulla.


W Schalke zatrudniono nowego trenera, który pomimo bardzo młodego wieku (33 lata) odważnie wkroczył do szatni i na dzień dobry odebrał opaskę wieloletniemu kapitanowi drużyny – Benediktowi Höwedesowi. Nowy opiekun Królewsko-Niebieskich to zwolennik taktycznej elastyczności. Choć w roli menedżera ma na koncie bardzo niewiele meczów na najwyższym poziomie, zdaje się, że z Julianem Nagelsmannem łączy go nie tylko wiek, ale również filozofia futbolu. Piłkarze Die Knappen już w okresie przygotowawczym zdradzali potencjał na małą sensację początku sezonu.

Wyniki letnich sparingów Schalke 04 Gelsenkirchen; źródło: FlashScore
Wyniki letnich sparingów Schalke 04 Gelsenkirchen; źródło: FlashScore

Włodarze Lipska dokonał natomiast kilku bardzo ciekawych transakcji, sprowadzając m.in. za 12,5 mln € portugalskiego napastnika Brumę z Galatasaray, który swoje wysokie umiejętności zaprezentował na czerwcowym EURO U-21 w Polsce, a za kolejne 10 mln € obiecującego 20-letniego atakującego Jean-Kévina Augustina z Paris Saint-Germain. Z siostrzanego klubu z Salzburga przybył z kolei środkowy pomocnik Konrad Laimer, a z Young Boys Berno sprowadzono 23-letniego bramkarza Yvona Mvogo. Ale to wszystko zdaje się mało istotne w obliczu najważniejszej informacji – działaczom Czerwonych Byków udało się zrealizować główny cel na transferowe lato, jakim było zatrzymanie wszystkich kluczowych piłkarzy na Red Bull Arena.


Ralph Hassenhüttl mógł zatem cieszyć się ogromnym komfortem pracy – dosyć wcześnie miał do dyspozycji gotową, pełną kadrę i nie musiał (jak Bayern czy Borussia Dortmund) podróżować po Azji w wycieńczających warunkach. Zamiast tego spokojnie trenował zespół w austriackich Alpach, a mimo to na inaugurację zaliczył falstart. Co jednak jeszcze bardziej niepokojące niż sama porażka, to fakt, że gra RB wcale się nie zazębiała. Nadchodzące domowe spotkanie z Freiburgiem powinno dać dokładniejszy ogląd tego, jak daleko od optymalnej formy są podopieczni 50-letniego szkoleniowca.


Czy wielcy faworyci pozostaną na czele tabeli?

Początek sezonu potrafi stworzyć przeróżne niespodziewane układy w tabeli, często wręcz absurdalne, a nawet zabawne. W tym roku już po pierwszej kolejce nowej kampanii Bundesligi na pierwszych dwóch lokatach zameldowali się wielcy faworyci rozgrywek: Borussia Dortmund i Bayern Monachium. W Niemczech nikt nie ma wątpliwości, że obie te ekipy stać na to, aby już do końca sezonu ani na chwilę nie wpuścić na te eksponowane miejsca nikogo innego. Ale czy tak faktycznie będzie? A może FCB i BVB znajdą swoich pogromców już w drugiej kolejce?

W futbolu wszystko jest możliwe, ale tym razem niewiele przemawia na korzyść ich oponentów. Bayern zmierzy się bowiem z Werderem, a więc drużyną, która leży Die Roten jak mało która. Od 18 spotkań Bremeńczykom nie udało się w starciach z bawarskim gigantem wywalczyć choćby punktu. Poprzedni remis miał miejsce w 2010 roku, a do ostatniego zwycięstwa Zielono-Białych musielibyśmy się cofnąć aż do 2008 roku. Wtedy był to jednak zupełnie inny zespół, mający w składzie takich zawodników, jak Mertesacker, Özil, Pizarro, Naldo, Diego czy… Sebastian Boenisch.

Tymczasem Borussia Dortmund zmierzy się ze znacznie bardziej wymagającym rywalem – zadomowioną od dwóch lat w strefie pucharowej Herthą BSC, która zawsze gotowa jest sprawić niespodziankę w starciu z faworytem. W miniony weekend w Wolfsburgu podopieczni Thomasa Tuchela zaimponowali jednak znakomitą dyspozycją, a więc można się spodziewać, że tym razem grając na własnym obiekcie zaprezentują się jeszcze okazalej. Siła Borussii grającej na Signal Iduna Park znana jest już chyba niemal w całej Europie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *