Zapo 20 kolejki BL - foto główne (Kopiowanie) (Kopiowanie)

Wielki powrót Ekstraklasy po zimowej przerwie nie powinien kibicom futbolu nad Wisłą przysłonić toczących się już od kilku tygodni zmagań rundy rewanżowej w pozostałych ligach europejskich. Kampania 2016/17 Bundesligi jest bezdyskusyjnie najciekawszą edycją od czterech lat. Zeszłotygodniowym zwycięstwem nad RB Lipsk Borussia Dortmund dała sygnał, że mimo sporej straty do liderującego Bayernu, nie należy jej jeszcze skreślać nawet w kontekście walki o mistrzostwo kraju. Różnice punktowe w czołówce są bowiem niewielkie, a drużyn imponujących formą i prezentujących futbol na wysokim poziomie – więcej niż kiedykolwiek w ostatniej dekadzie. W nadchodzącej serii spotkań niezwykle trudne mecze czekają zespoły ze strefy spadkowej – Darmstadt zmierzy się z Borussią Dortmund, a Ingolstadt podejmie Bayern. Ciekawie powinno być również w Wolfsburgu, dokąd wybierze się piąte w tabeli Hoffenheim oraz w Leverkusen, gdzie Bayerowi przyjdzie zmierzyć się z rewelacją sezonu, Eintrachtem Frankfurt.

Czy najlepsi snajperzy Bundesligi skorzystają z okazji do podkręcenia liczników?

Pierwsze trzy miejsca w klasyfikacji najlepszych strzelców niemieckiej elity w trwającym sezonie zajmują kolejno: Pierre-Emerick Aubameyang (17 trafień), Robert Lewandowski i Anthony Modeste (po 15 bramek). Zdaje się, że właśnie między tą trójką rozegra się batalia o tytuł najlepszego snajpera Bundesligi – czwarty Timo Werner traci do Polaka i Francuza już cztery trafienia. Wytypowanie dwóch zawodników, którzy będą walczyć w tegorocznej kampanii o to prestiżowe, indywidualne wyróżnienie nie wymagało zaawansowanej wiedzy o niemieckim futbolu, jednak obecność w tym gronie napastnika FC Köln jest zaskakująca chyba nawet dla niego samego. 28-latek twierdzi co prawda, że ostatecznie Gabończyk i Polak na pewno mocno mu odskoczą, ale jak na razie wcale się na to nie zanosi. Tempo zdobywania kolejnych goli przez Modeste’a faktycznie spadło po piorunującym początku rozgrywek, jednak wychowanek Nicei wciąż punktuje wystarczająco regularnie, aby utrzymać się tuż za plecami dwóch czołowych snajperów ligi mistrzów świata.


Do znaczących zmian w klasyfikacji strzelców może dojść po tej kolejce, a przewidywania i obawy Francuza mogą się ziścić. Borussia Dortmund i Bayern Monachium zmierzą się w ten weekend z dwoma najgorszymi zespołami w stawce, co dla piłkarzy ofensywnych BVB i FCB oznacza doskonałą szansę na znaczące podkręcenie liczników. Podczas gdy giganci będą mierzyć się z kopciuszkami, Köln czeka bardzo trudny mecz z sąsiadem w tabeli. SC Freiburg to zespół bardzo dobrze poukładanym taktycznie i prezentującym agresywny, nieprzyjemny dla rywali styl gry. Właśnie z podopiecznymi Christiana Streicha na inaugurację Rückrunde tak bardzo męczył się sam mistrz Niemiec. Trzy punkty w tamtym spotkaniu Bawarczycy zawdzięczają wyłącznie ogromnej klasie indywidualnej Roberta Lewandowskiego i jego pięknej bramce zdobytej już w doliczonym czasie gry.



Czy Bayer Leverkusen w końcu rozpocznie marsz w górę tabeli?

Kolejne tygodnie mijają, a popularne Aspiryny coraz bardziej przypominają typowy zespół środka tabeli – taki, który prezentuje pewną jakość sportową, czasem nawet dużą, ale nie potrafi na stałe wskoczyć na najwyższy poziom. Bayer potrafi wygrać w pięknym stylu z zespołem uważanym za faworyta, jak i przegrać z outsiderem. W gruncie rzeczy B04 gra nieźle i ciuła punkty tak, aby nie oglądać się za siebie, ale również nie zagraża ekipom ze strefy pucharowej, które już nie muszą się szczególnie martwić, że to właśnie Aptekarze pokrzyżują im plany. Taki jest właśnie tegoroczny Bayer. Za każdym razem, gdy podopiecznym Rogera Schmidta uda się wygrać dwa spotkania z rzędu, w kibiców wstępuje nadzieja, że ich drużyna zacznie się wreszcie piąć w górę tabeli. Ale za każdym razem kończy się tylko na płonnym przeświadczeniu, bowiem za chwilę przychodzi seria trzech lub więcej meczów bez zwycięstwa…


Druga część poprzedniego sezonu Bundesligi w wykonaniu zespołu z Leverkusen była prawdziwym pokazem siły. Bayer wygrywał mecz za meczem i skończył kampanię 2015/16 na trzecim miejscu, ze sporą przewagą nad resztą stawki, a w końcówce rozgrywek konsekwentnie niwelował stratę do wicelidera z Dortmundu. Latem Aptekarze uchronili się przed ubytkami kadrowymi, a co więcej, zdołali się jeszcze znacząco wzmocnić, sprowadzając Kevina Vollanda, Juliana Baumgartlingera czy Aleksandara Dragovicia. Ten sezon miał należeć do zespołu z Nadrenii Północnej-Westfalii. Bayer miał rzucić wyzwanie Bayernowi i rywalizować z bawarskim gigantem jak równy z równym. Tymczasem nic nie zapowiada rychłej poprawy wyników drużyny Schmidta. W nadchodzącej kolejce Aptekarze zmierzą się z Eintrachtem, który zajmuje obecnie trzecie miejsce w tabeli, a więc lokatę, na której przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek wszyscy widzieli właśnie B04. To może być dla ekipy z Leverkusen kolejne brutalne zderzenie z rzeczywistością…


Czy Schalke zdoła się znowu obudzić?

Ten sezon w wykonaniu drużyny z Gelsenkirchen można jak na razie podzielić na trzy etapy. Pierwszy był dla Królewsko-Niebieskich bardzo nieudany. Premierowe pięć spotkań w Bundeslidze pod wodzą nowego szkoleniowca Schalke przegrało i to w słabym stylu. Ale Marcus Weinzierl znalazł wreszcie sposób na zespół i Schalke rozpoczęło imponującą serię zwycięstw. Od początku października do końca listopada Die Knappen nie przegrali ani jednego meczu na żadnym froncie! Tę passę przerwał mecz z RB Lipsk na przełomie listopada i grudnia. Mało tego, że przerwał – rozpoczął kolejną, tym razem bez zwycięstwa. Nad Veltins-Arena wróciły więc demony z początku rozgrywek. Königsblauen nie wygrali ani jednego oficjalnego spotkania od początku grudnia aż do… minionej środy, kiedy to w Pucharze Niemiec wyeliminowali drugoligowe SV Sandhausen.


Regularność Schalke w tej kampanii jest doprawdy niewiarygodna. Podopieczni Weinzierla od samego początku kampanii naprzemiennie dwa miesiące przegrywają i dwa miesiące wygrywają. Wedle tej prawidłowości, pucharowe spotkanie z Sandhausen rozpoczęło kolejną dwumiesięczną serię zwycięstw. Być może wystarczy to, aby rzutem na taśmę wedrzeć się do strefy pucharowej.


Czy Wolfsburg padnie ofiarą rozjuszonego Hoffenheim?

Dwa tygodnie temu z piłkarskiej mapy Europy zniknęła ostatnia drużyna, która od początku sezonu nie zazanała goryczy porażki. Na rewelacyjne Hoffenheim Juliana Nagelsmanna sposób znalazł beniaminek z Lipska, wygrywając u siebie 2:1. Już w kolejnym meczu Bundesligi Wieśniaki wyładowały sportową złość na bezradnej drużynie Mainz rozbijając podopiecznych Martina Schmidta aż 4:0.


Zdaje się, że obawy o skuteczność i formę Hoffe po pierwszej ligowej porażce były kompletnie bezpodstawne. Nawet bez swojego najlepszego snajpera, zawieszonego Sandro Wagnera, Wieśniaki zdeklasowały 13. zespół w ligowej tabeli. Wolfsburg z kolei przystępuje do spotkania z Hoffenheim jako 14. ekipa w stawce. Biorąc pod uwagę formę Wilków w dotychczasowych meczach rundy rewanżowej, Valérien Ismaël i jego podopieczni mają uzasadnione powody do obaw przed niedzielnym starciem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *