Zapo 29 kolejki BL - foto główne

Od początku sezonu dynamicznie zmieniająca się tabela ligi mistrzów świata wraz z nadejściem wiosny, poczynając od swoich krańców, zaczęła nabierać kształtów. Najpierw od reszty stawki odłączyły się drużyny Bayernu i Darmstadt, a potem do znajdujących się na szczycie Bawarczyków doszlusowały RB Lipsk, Borussia Dortmund oraz TSG 1899 Hoffenheim i zdaje się, że w tej czwórce już do znaczących roszad dochodzić nie będzie. Z kolei do zadomowionego w strefie spadkowej zespołu z Hesji na chwilę dołączyło Ingolstadt, ale seria trzech kolejnych zwycięstw ożywiła nadzieje Die Schanzer na pozostanie w elicie, choć pozycja podopiecznych Maika Walpurgisa nie uległa jeszcze zmianie. Pozostała część stawki uwikłana jest w fascynującą walkę o miejsca od piątego do szesnastego. Szczególnie mocno powinna zamieszać nadchodząca kolejka, w której – co zaskakujące przy tak spłaszczonej tabeli – tylko w dwóch meczach zmierzą się ekipy znajdujące się w swoim zasięgu punktowym.

Czy Derby Północy odzyskają dawny prestiż?

W niezbyt daleką podróż do Bremy wybiorą się w ten weekend piłkarze Hamburgera SV. Czterokrotni mistrzowie kraju znad Wezery podejmą sześciokrotnych triumfatorów z Hamburga. Obie drużyny mają w swojej historii mnóstwo sukcesów, tak na krajowej, jak i międzynarodowej arenie, ale w ostatnich latach solidarnie kończą sezon w tych samych rejonach tabeli – tuż nad strefą spadkową. W tym roku nie jest inaczej, jednak o ile w poprzednich latach oba zespoły były rażąco nieskuteczne i grały poniżej oczekiwań przez całe rozgrywki, niespecjalnie przejawiając potencjał większy od aktualnie prezentowanej formy, o tyle w tym roku zarówno Werder, jak i HSV po bardzo nieudanej i odrobinę pechowej jesieni, w rundzie wiosennej prezentują bardzo skuteczny i miły dla oka futbol.


Werder rozpoczął Rückrunde dosyć niefortunnie – czterema porażkami z rzędu. W takiej statystyce ciężko doszukać się pozytywów, ale jakkolwiek kuriozalnie by to nie zabrzmiało, po tych czterech meczach piłkarze Die Grün-Weißen mogli być z siebie zadowoleni. Żadnego z nich Bremeńczycy nie przegrali bowiem różnicą większą niż jeden gol i tylko w jednym spotkaniu sami nie zdołali trafić do siatki rywala. W dodatku trzema rywalami byli tegoroczni uczestnicy Ligi Mistrzów: Borussia Dortmund (1:2), Bayern Monachium (1:2) i Borussia Mönchengladbach (0:1). Po przetrwaniu tego trudnego okresu solidna praca wykonywana przez Alexandra Nouriego i ogromny potencjał kadrowy, jakim dysponują Die Werderaner, zaczęły się wreszcie uwidaczniać. Od porażki z Gladbach ekipa znad Wezery nie przegrała ośmiu kolejnych spotkań, w sześciu zgarniając komplet punktów!


Hamburczycy aż tak spektakularnej serii nie zaliczyli, ale progres formy piłkarzy Markusa Gisdola w stosunku do zmagań jesiennych również jest imponujący. Na przerwę zimową zawodnicy HSV udawali się z marnym dorobkiem 13 punktów, tymczasem dziś, na sześć gier przed końcem rundy rewanżowej, mają ich już 20 więcej. Oznacza to, że w pierwszej części sezonu Die Rothosen inkasowali średnio 0,76 punktu na mecz, a wiosną wyśrubowali tę statystykę do 1,81!

W poprzedniej kolejce Werder tylko zremisował 2:2 z Eintrachtem Frankfurt, za to Hamburczycy zanotowali bardzo ważne zwycięstwo nad Hoffenheim, które dopiero trzeci raz w bieżącej kampanii schodziło z boiska pokonane. Dwie bramki w starciu z Wieśniakami strzelił Aaron Hunt, który wyrasta na jedną z kluczowych postaci jedenastki z Volksparkstadion. Najbliższy mecz będzie dla niego szczególny, bowiem przed transferem do Wolfsburga nazwisko i renomę na niemieckim rynku piłkarskim wypracował sobie właśnie w Bremie.




Czy Bayern zlekceważy Aptekarzy?

Wszystkim, których kusi postawienie jakichkolwiek pieniędzy na Bayern w najbliższym meczu z Bayerem, serdecznie to odradzamy. Przede wszystkim dlatego, że za kartki pauzować w tym spotkaniu musi Robert Lewandowski. Poza tym Aptekarze są jedną z niewielu ekip na świecie, z którymi monachijski gigant nie radzi sobie zbyt dobrze. W ostatnich pięciu potyczkach z udziałem tych zespołów dwukrotnie padał remis, dwa razy zwyciężali Bawarczycy, a jeden triumf zanotowali piłkarze z Leverkusen.

Bayer w tym sezonie nie jest wprawdzie tak groźny, jak w ostatnich latach, ale na korzyść popularnych Aspiryn przemawia trudny terminarz rywala, który ma w nogach wyczerpujące starcie u siebie z Realem, a przed sobą jeszcze bardziej wymagający pojedynek rewanżowy. Mając dziesięć punktów przewagi nad drugim w tabeli Lipskiem, skrajną nieodpowiedzialnością ze strony Carlo Ancelottiego byłoby wystawienie na BayArena podstawowego składu.


Tymczasem w Leverkusen taki niespodziewany przypływ punktów bardzo by się przydał. Przewaga Bayeru nad miejscem barażowym wynosi obecnie tylko sześć punktów, a forma kilku drużyn z dołu tabeli ostatnio mocno zwyżkuje. Do końca sezonu pozostało sześć kolejek i w zależności od postawy Aptekarzy, możemy ich jeszcze zobaczyć zarówno w strefie spadkowej, jak i europejskich pucharach, wszak od obu dzieli podopiecznych Tayfuna Korkuta taki sam dystans.


Czy Źrebaki potwierdzą swoje aspiracje?

Ostatnie dwa sezony Borussii Mönchengladbach to trzecie i czwarte miejsce w Bundeslidze. Teraz Die Fohlen znajdują się znacznie niżej, a ósma lokata to efekt głównie fatalnych występów jesienią. Zmiana trenera w przerwie zimowej przyniosła jednak zamierzony efekt i z 14. miejsca, na którym zimowało Gladbach, udało się awansować aż o sześć pozycji i zmniejszyć stratę do strefy pucharowej do dwóch oczek. Czwarta Borussia Dortmund jest już poza zasięgiem podopiecznych Heckinga (11 punktów straty – przyp. red.), ale piąta Hertha, szósty Freiburg i siódma Kolonia to drużyny nie tylko o niewiele lepszym dorobku punktowym, ale również prezentujące ostatnio słabszą formę niż popularne Źrebaki. Biorąc zatem pod uwagę, że Puchar Niemiec padnie łupem Bayernu lub BVB, a więc siódma lokata również będzie premiowana grą w Europie, z dużym prawdopodobieństwem można zakładać, że drużyny z Mönchengladbach na arenie międzynarodowej nie zabraknie także w sezonie 2017/18.


W najbliższej kolejce ekipę z Borussia Park czeka jednak niełatwe zadanie – pojedynek ze znajdującym się na najniższym stopniu ligowego podium Hoffenheim, a więc drużyną zajmującą miejsce w tych rejonach stawki, które w ostatnich latach było zarezerwowane właśnie dla BMG. Jeśli Lars Stindl i spółka chcą potwierdzić, że odzyskali dawną formę i klasę sportową, powinni sprawić Wieśniakom co najmniej tyle problemów, ile przed tygodniem przysporzyło jedenastce Nagelsmanna HSV.




Czy Schalke zdoła uratować sezon?

Mówi się, że Die Königsblauen nie są w stanie odnieść sukcesu na arenie międzynarodowej i zająć przyzwoitego miejsca w Bundeslidze w jednym sezonie. Tak było w 2011 roku, gdy drużyna z Gelsenkirchen docierała do półfinału Ligi Mistrzów, tak było 20 lat temu, kiedy podopieczni Huuba Stevensa wygrywali Puchar UEFA i podobnie jest teraz, kiedy Schalke zdaje się być mocnym kandydatem do końcowego triumfu w Lidze Europy. Wyjazdowa porażka 0:2 z Ajaxem nieco utrudnia sprawę, ale przecież z Borussią Mönchengladbach na poprzednim etapie rozgrywek Die Knappen też przegrywali już dwiema bramkami. A w tym sezonie piłkarze S04 są bardzo niebezpieczni zwłaszcza na własnym obiekcie.


Podczas gdy w najlepsze trwa przygoda z Europa League, Schalke nie radzi sobie zbyt dobrze na krajowym podwórku. Niemal od samego początku rozgrywek zespół Weinzierla zajmuje miejsca w okolicach środka tabeli. I choć Królewsko-niebiescy mają bezpieczną przewagę nad strefą spadkową, to przy ich obecnej regularności strata do miejsc premiowanych grą w pucharach wydaje się niemożliwa do odrobienia. Jedynym sposobem na uratowanie sezonu jest zatem… Liga Europy. Ale jeśli Schalke nie będzie wygrywać takich meczów, jak ten najbliższy z Darmstadt, to nawet sukces na arenie międzynarodowej może nie wystarczyć, aby udobruchać kibiców z Veltins-Arena.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *