Zapo 30 kolejki BL - foto główne

Miniony tydzień  zostanie zapamiętany  jako jedno z najprzykrzejszych wydarzeń we współczesnej erze niemieckiego futbolu. Od przeszło dziesięciu lat Bundesliga rosła w siłę, pokonując w tym okresie drogę od piątego miejsca wśród najlepszych lig Europy do drugiego, tuż za plecami Hiszpanów. Sezon 2016/17 jest pierwszym od 13 lat w którym w półfinałach obu europejskich pucharów zabrakło miejsca dla choćby jednego niemieckiego zespołu. Na etapach 1/4 finału swoje zmagania zakończył Bayern Monachium, Borussia Dortmund i Schalke 04 Gelsenkirchen. Nastroje w środowisku piłkarskim za Odrą nie są zatem zbyt dobre. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że dzięki temu zmagania ligowe nabiorą jeszcze większych rumieńców w końcówce sezonu.

Czy Borussia zdoła się podnieść po klęsce  w Monaco?

Wyprawa na południe Francji okazała się dla Dortmundczyków przykrzejsza niż się spodziewano. Podopieczni Thomasa Tuchela zagrali wprawdzie dobry mecz, ale ani na chwilę nie zdołali postraszyć piłkarzy i sympatyków klubu Księstwa. Dziś jedyne co BVB pozostało po Lidze Mistrzów to traumatyczne wspomnienie o niedokończonej podróży na stadion w pamiętną środę.


Dortmundczycy wrócili do domów na tarczy, ale szybko muszą się pozbierać, bo już w najbliższy weekend przyjdzie im zmierzyć się w rodzimych rozgrywkach z imienniczką z Mönchengladbach, a ta uwikłana jest w zaciętą walkę o miejsca pucharowe i na taryfę ulgową ze strony Źrebaków nie ma co liczyć. Ekipa z Gladbach podobnie jak BVB grała wiosną w europejskich pucharach. Trzecie miejsce w grupie Champions League wypromowało Die Fohlen do Ligi Europy, gdzie odpadli oni w 1/4 finału w bratobójczym pojedynku z Schalke. Podopieczni Dietera Heckinga ciągle próbują zniwelować stratę, która oddzieliła ich od czołówki stawki po fatalnym początku sezonu. Nie jest jednak łatwo, bo poziom Bundesligi jest w tym roku wyjątkowo wyrównany.

Dla Dortmundczyków jedną z niewielu dobrych wiadomości po powrocie z Monaco jest wysoka forma Marco Reusa, który niedawno wrócił po kolejnej kontuzji. Jest on kluczową postacią, liderem i kapitanem Borussii, a jego nietuzinkowe umiejętności mogą okazać się kluczowe w walce o trzecie miejsce w tabeli, którą BVB toczy już od kilku kolejek z TSG Hoffenheim.


Jak zareaguje podrażniony Bayern?

Poziom rozgoryczenia piłkarzy z Monachium po porażce w Madrycie jest ogromny. Nie tylko nie udało im się awansować do półfinału LM, ale w kuriozalnych okolicznościach wywieźli ostatecznie z Santiago Bernabéu upokarzający wynik 4:2. Po takim meczu trudno tak po prostu wrócić do codziennych zmagań na krajowym podwórku. Szczególnie, że najbliższy mecz w żaden sposób nie ma prawa napawać piłkarzy emocjami. Bawarczykom  przyjdzie zmierzyć się z Mainz, które po kilku sezonach prosperity musi przypomnieć sobie co to znaczy walka o utrzymanie.


Trwający sezon to koszmar dla Zero-piątek.  Dopóki obecny w ich szeregach był gwiazdor Yunus Mallı, podopieczni Martina Schmidta jeszcze regularnie punktowali. Turek zimą jednak odszedł do Wolfsburga i od wtedy zespół Moguncji nie potrafi się otrząsnąć. Mainz ma już tylko cztery punkty przewagi nad miejscem spadkowym, a okupujący pozycję oznaczającą baraże Augsburg legitymuje się dokładnie takim samym dorobkiem punktowym z Zer-piątki. Ale to się może niedługo zmienić – podczas gdy Augsburg zmierzy się w 30. kolejce z czekającym na ligowe zwycięstwo od dziesięciu kolejek Eintrachtem Mainz pojedzie do Monachium, do jaskini podrażnionego lwa. Czy stać ich na niespodziankę?


Czy Kolonia dopnie swego?

Po pierwszych tygodniach sezonu, w których 1.FC Koeln pojawiało się w czubie tabeli, a przez chwilę nawet było liderem, Kozły  zadomowiły się na siódmym miejscu i długo się z niego nie ruszały, pilnując jednak aby szóste – pucharowe – miejsce zanadto im nie odskoczyło. Teraz, gdy kryzys dopadł Eintracht, który długo utrzymywał się w pierwszej szóstce Kolonia na chwilę wskoczyła do strefy pucharowej, ale została z niej ponownie wypchnięta przez Freiburg. Podopieczni Petera Stögera wrócili na swoją ulubioną, siódmą lokatę, ale dystans do miejsc pucharowych wciąż jest niewielki – piąta Hertha ma trzy punkty przewagi, a szósty Freiburg jeden.


W najbliższej kolejce Modeste i spółka zmierzą się z trzecim w tabeli Hoffenheim, a więc na pewno nie czeka ich łatwa zdobycz punktowa. Jeśli jednak udałoby im się wygrać, a ekipy z Berlina i Fryburga nie zdobyłyby punktów, Köln dzięki odpowiedniemu bilansowi bramek wskoczyłoby od razu na piątą lokatę.


Wolfsburg jedzie do Berlina. Czy są powody do obaw?

Hertha BSC to zespół do bólu regularny. Podopieczni Pála Dárdaia to ekipa świetnie czująca się na własnym obiekcie. Na Olympiastadion Berlińczycy są w stanie rywalizować z każdym – to tam niedawno Robert Lewandowski golem w 95. minucie ratował remis dla Bayernu. Za to w delegacjach mało kto gra tak fatalnie jak Stara Dama. A dokładnie tylko HSV i Darmstadt. Ci pierwsi podobnie jak Hertha zdobyli  w tym sezonie na wyjazdach dziewięć punktów, a SVD… nie zdobyło ani jednego.


Ekipa ze stolicy cztery razy w tej kampanii remisowała, a w pozostałych 25 spotkaniach trzymała się swojej dewizy: wygrywać w domu, przegrywać na wyjazdach. W obu przypadkach dopuścili jak dotąd dwa wyjątki – dwukrotnie wygrywali w delegacji i dwukrotnie przegrywali u siebie. Pozostałe 21 potyczek to idealny podział na triumfy w domu, oraz klęski w gościach. W ostatniej kolejce Hertha mierzyła się z jedną z najsłabszych drużyn w tabeli – Mainz. Ale to nieważne. Mecz był na wyjeździe, Hertha więc przegrała. Ale jak to zazwyczaj bywa kolejne spotkanie piąta aktualnie siła Bundesligi rozegra u siebie, a przeciwnikiem będzie walczący o utrzymanie Wolfsburg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *