Zapo 33 kolejki BL - foto główne

Tylko dwie serie gier dzielą nas od definitywnego końca sezonu dla niemal wszystkich zespołów Bundesligi. „Niemal”, bo jedną drużynę – tę, która zajmie 16. lokatę – czekać będzie jeszcze barażowa konfrontacja z trzecią siłą zaplecza. Co ciekawe, na dwie kolejki przed końcem rozgrywek tylko jedna drużyna w elicie może być stuprocentowo pewna, że cokolwiek się stanie, utrzyma wywalczoną pozycję – to oczywiście Bayern Monachium. Nawet rewelacja tegorocznej kampanii, RB Lipsk wypracował sobie nad Borussią Dortmund tylko sześć punktów przewagi, co oznacza, że Żółto-Czarni mają matematyczne szanse na doścignięcie Czerwonych Byków! A podopiecznych Ralpha Hassenhüttla czeka w 33. kolejce arcytrudne, szlagierowe starcie – na Red Bull Arena przyjedzie panujący niepodzielnie od pięciu lat mistrz kraju, Bayern Monachium.

Czy RB Lipsk potwierdzi mistrzowskie aspiracje?

Ten mecz już o niczym nie decyduje. BVB ma co prawda teoretyczne szanse dogonienia klubu z Saksonii, ale podopieczni Thomasa Tuchela musieliby wygrać oba pozostałe spotkania, a RasenBallsport nie zdobyć w tym czasie choćby punktu. Zarówno Bayern, jak i Lipsk podejdą zatem do sobotniego meczu bez presji związanej z walką o pozycję w tabeli. Pozostanie tylko stawka wynikająca z prestiżu spotkania – w końcu jest to mecz lidera z wiceliderem i wielkiego mistrza z niesłychanie groźnym pretendentem. Beniaminek spod znaku Red Bulla boleśnie przekonał się o klasie rywala w pierwszym, historycznym starciu na Allianz Arena, gdzie Bawarczycy zwyciężyli aż 3:0.

To miało jednak miejsce w ubiegłym roku, kiedy jeszcze różnice w tabeli były znacznie mniejsze i niesłychanie doświadczony zespół z Monachium wzorowo wypunktował ekipę młodych wilków Byków. Teraz, na własnym terenie, z chłodnymi głowami, podopieczni Ralpha Hassenhüttla będą mieli okazję udowodnić całemu światu, że w perspektywie najbliższych lat mogą stanowić realne zagrożenie dla Gwiazdy Południa.


Nadzieje w Lipsku są mocno rozbudzone, bo w przeddzień tego wielkiego widowiska tylko jeden piłkarz podstawowego składu RasenBallsport nie jest do dyspozycji trenera – to stoper Willi Orban. Na tej pozycji prawdopodobnie wystąpi więc przeciwko Bayernowi defensywny pomocnik, często grywający jako stoper Stefan Ilsanker lub młodziutki, sprowadzony zimą 18-latek Dayot Upamecano. Najważniejsze jednak, że w pełni zdrowy i gotowy do gry jest galowy garnitur ofensywny Czerwonych Byków: Emil Forsberg, Timo Werner, Naby Keïta, Yussuf Poulsen i Marcel Sabitzer. Nieco gorsze nastroje pod tym względem panują w szatni Bayernu, w której nie znajdą się tym razem Manuel Neuer, Sven Ulreich, Javi Martinez i Kingsley Coman.



Werder kontra Hoffenheim – kto podtrzyma nadzieje na sukces?

Ekipy WieśniakówZielono-Białych znajdują się po 32. kolejce w bardzo podobnej sytuacji. Po fantastycznej postawie we wcześniejszych spotkaniach, tuż przed finiszem rozgrywek obaj sobotni oponenci przegrali bezpośredni mecz z rywalem w walce o swoje wymarzone cele: Hoffe uległo Borussii Dortmund i dało jej się zepchnąć z podium, a Werder po serii jedenastu meczów bez porażki (!) przegrał po thrillerze z Kolonią 3:4 i podobnie jak TSG, został przez ten sam zespół zepchnięty z miejsca gwarantującego spełnienie marzeń. Owe marzenia to w przypadku achtzehn99 bezpośredni awans do Ligi Mistrzów, a dla Die Werderaner uczestnictwo w rozgrywkach międzynarodowych w jakiejkolwiek formie.


W przedostatniej kolejce sezonu drużyny z przedmieść Sinsheim i Bremy staną naprzeciwko siebie w pojedynku, którego stawką będzie podtrzymanie nadziei. Hoffenheim jest wyżej notowanym zespołem i teoretycznie można zakładać, że dysponuje większą jakością piłkarską. Ale Werder jest tej wiosny trzecim najlepiej punktującym zespołem w Bundeslidze i biorąc pod uwagę tylko spotkania z drugiej części sezonu, Die Grün-Weißen są w tabeli wyżej niż Wieśniaki. Już sam ten fakt zwiastuje kłopoty dla podopiecznych Juliana Nagelsmanna, ale jakby tego było mało, sobotnie spotkanie odbędzie się na Weserstadion. A u siebie podopieczni Alexandra Nouriego wygrali pięć ostatnich spotkań, strzelając w nich 12 goli i tracąc tylko jednego, podczas gdy Hoffenheim zdołało wygrać zaledwie dwa z ostatnich dziesięciu wyjazdowych spotkań ligowych.


Czy Pierre-Emerick Aubameyang skorzysta z okazji?

W 33. kolejce Robert Lewandowski, lider klasyfikacji strzelców Bundesligi, wybierze się ze swoją drużyną na bardzo trudny teren do Lipska, gdzie o kolejne gole kapitanowi Biało-Czerwonych będzie z pewnością bardzo ciężko. Tymczasem jego rywal w walce o tytuł najlepszego strzelca niemieckiej elity, mający na koncie tyle samo ligowych trafień, zmierzy się z Augsburgiem, czyli zespołem walczącym o utrzymanie. Aubameyangowi będzie zatem teoretycznie znacznie łatwiej o powiększenie swojego dorobku bramkowego.


Wiadomo jednak, że zagrożone spadkiem drużyny z dołu tabeli potrafią być dla ekip z czołówki znacznie większym zagrożeniem, niż niewalczący już o nic pozostali potentaci. Nieregularna Borussia Dortmund i jej czołowy snajper mogą więc napotkać na WWK Arena nadspodziewanie duży opór. A za Lewandowskim i jego kolejnymi trafieniami murem stoją statystyki. W piętnastu spotkaniach rozegranych w 2017 roku Polak strzelił w Bundeslidze 16 bramek, ale tylko raz trafiał do bramki rywali w dwóch meczach z rzędu. Przez resztę rundy gwiazdor Bayernu był jednak do bólu regularny – co drugi rozgrywany przez siebie mecz kończył z golem, zaliczając w tym czasie aż cztery Doppelpacki (z niem. dublety) oraz dwa hat-tricki.




Darmstadt pięknie żegna się z Bundesligą. Czy utrze nosa również Hercie?

Podobnie jak w poprzednim sezonie Hannover 96, tak w obecnym SV Darmstadt dopiero, gdy już zapewniło sobie spadek do 2. Bundesligi, przypomniało sobie, jak wygrywać mecze w elicie. Lilie długo pozostawały bezdyskusyjnie najsłabszą ekipą niemieckiej ekstraklasy, na starcie z którą każdy zespół jechał pewny zdobyczy punktowej. Cztery kolejki temu to się zmieniło. Podopieczni Torstena Fringsa przystępowali do meczu z Schalke ze świadomością, że porażka już ostatecznie przypieczętuje ich spadek i chyba sami nawet nie wierzyli, że możliwy jest inny scenariusz. A jednak, SVD wygrało i odroczyło egzekucję.

Lilie wygrały również dwa kolejne spotkania, bijąc w końcówce sezonu swój rekord – nigdy wcześniej nie udało się bowiem klubowi z Hesji zgarnąć kompletu punktów w trzech kolejnych meczach. Relegacja Darmstadt stała się jednak faktem, ale na pożegnanie Gondorf i spółka napędzili jeszcze stracha Bayernowi, przegrywając w Monachium tylko 0:1 i nie wykorzystując karnego w końcówce.

Po takich czterech kolejkach w wykonaniu piłkarzy Fringsa można się również spodziewać emocji w kolejnym spotkaniu, w którym świeżo upieczony spadkowicz podejmie u siebie berlińską Herthę. A ta, jak wiadomo, fatalnie radzi sobie na wyjazdach…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *