Zapo 9 kolejki BL 2017-18 - foto główne

Po historycznej, drugiej kolejce rozgrywek w europejskich pucharach, w której wszystkie niemieckie zespoły przegrały swoje spotkania, Bundesliga wraca powoli na właściwe tory. Wciąż daleko ekipom zza Odry do skuteczności sprzed kilku lat, ale w trzeciej serii gier już trzy spośród sześciu drużyn rywalizujących na arenie międzynarodowych wygrały swoje spotkania. W dobrych nastrojach do zmagań na krajowym podwórku przystąpią Bayern Monachium, RB Lipsk i TSG 1899 Hoffenheim, które po udanych meczach w środku tygodnia będą chciały powtórzyć ten wyczyn w lidze, licząc przy tym, że lider z Dortmundu po raz kolejny zgubi punkty.

Czy monachijska euforia poniesie Bayern do kolejnego zwycięstwa?

Zmiana na stanowisku trenera Bawarczyków wprowadziła nawet nie podmuch, a huragan świeżości i polotu do szatni mistrza Niemiec. Piłkarze Bayernu w wywiadach nie przestają wyrażać swojej radości związanej z powrotem 72-letniego szkoleniowca na Allianz Arena. W dwóch meczach rozegranych dotychczas po powrocie Heynckesa Die Roten zdobyli łącznie osiem bramek nie tracąc przy tym ani jednej! Choć gołym okiem widać, że w grze FCB wciąż jest wiele do poprawy, entuzjazm w grze, którego już dawno nie było widać u piłkarzy Gwiazdy Południa, pozwala monachijczykom na odnoszenie spektakularnych zwycięstw.


Heynckes zdołał w bardzo krótkim czasie wyzwolić ze swoich podopiecznych ponownie radość z gry i wolę walki. Doświadczony menedżer rodem z Mönchengladbach zrobił to tak skutecznie, że w meczu z Celtikiem nawet Arjen Robben gotów był biegać za piłką równie szybko co z nią! A kiedy podczas jednej z akcji rywali wykonał wślizg, fani gospodarzy poderwali się z miejsc nie dowierzając i zastanawiając się, czy aby nie było to pierwsze tego typu zagranie w karierze Holendra.


Zachowanie skrzydłowego Bayernu komentowano z przymrużeniem oka, ale nie zmienia to faktu, że dla sympatyków Die Roten to najwyraźniejszy możliwy sygnał, że na ławce trenerskiej siedzi teraz właściwy człowiek. Ten jeden wślizg Robbena wlał w serca bawarskich kibiców jeszcze więcej nadziei i optymizmu niż osiem bramek strzelonych w dwóch meczach.


Teraz jednak przed Heynckesem trudne zadanie – ów entuzjazm nie będzie bowiem trwał wiecznie. Opiekun monachijskiego giganta musi jak najszybciej wyeliminować mankamenty w grze swojego zespołu, zanim minie euforia. Los jednak mu sprzyja, bowiem w najbliższej kolejce jego zawodnicy zmierzą się ze swoim ulubionym ligowym rywalem – Hamburgerem SV. Dość powiedzieć, że z pięciu ostatnich spotkań z rywalem z Północy dwa zakończyły się pogromem 8:0, a jedno 5:0. Będzie to zatem idealna okazja do wprowadzenia nowych rozwiązań taktycznych i personalnych.




Czy Borussia Dortmund utrzyma pozycję lidera?

Ostatnich tygodni nikt w Dortmundzie nie będzie wspominał po latach z rozrzewnieniem. Borussia najpierw przegrała w Lidze Mistrzów z Realem, potem wymęczyła zwycięstwo w Augsburgu, a następnie przegrała u siebie z Lipskiem, kończąc serię 41 ligowych spotkań bez porażki na własnym stadionie. Na koniec przytrafiła się niespodziewana wpadka w Lidze Mistrzów z APOEL-em. Żółto-Czarni tylko zremisowali z mistrzami Cypru i tym samym praktycznie pozbawili się szans na awans do fazy pucharowej Champions League.


Tymczasem forma drużyn z grupy pościgowej w Bundeslidze zdecydowanie rosła. Znajdujące się tuż za plecami Borussii Bayern, Lipsk i Hoffenheim pewnie wygrały swoje spotkania w europejskich pucharach, pokazując dobry futbol i głód zwycięstw po przerwie reprezentacyjnej. Każda z tych ekip liczy, że BVB potknie się również w ten weekend. Die Schwarzgelben zmierzą się w dziewiątej kolejce z Eintrachtem Frankfurt – niedocenianą, ale bardzo niebezpieczną drużyną środka tabeli.


Orły z Frankfurtu wygrały trzy z ostatnich czterech ligowych potyczek i obecnie plasują się tuż za strefą pucharową. Dodatkowo mecz odbędzie się na Commerzbank-Arena, gdzie w ubiegłym sezonie gospodarze bardzo długo pozostawali niepokonani. W tej kampanii Eintracht wprawdzie już dwukrotnie poległ na własnym obiekcie, ale forma podopiecznych Niko Kovača rośnie z tygodnia na tydzień i z pewnością podyktują ośmiokrotnym mistrzom Niemiec trudne warunki w sobotnim starciu.


Czy cierpienia Bayeru zostaną przedłużone w Mönchengladbach?

Jeszcze dwa sezony temu o spotkaniu pomiędzy Bayerem Leverkusen a Borussią Mönchengladbach mówilibyśmy jako o meczu na szczycie, ale dla obu tych ekip ostatni sezon był bardzo nieudany. Zarówno Źrebaki, jak i Aptekarze zakończyli kampanię 2016/17 poza strefą pucharową, co nie zdarzyło im się już od bardzo dawna. W obu drużynach wciąż tkwi jednak ogromny potencjał i jakość piłkarska, dlatego spodziewano się, że nowe rozgrywki przyniosą powrót formy obu tych zespołów. Na razie dzieje się tak tylko w przypadku popularnych Die Fohlen. Podopieczni Dietera Heckinga wciąż szukają optymalnej formy, ale i tak udało im się uzbierać 14 punktów w ośmiu meczach, co plasuje ich na piątej pozycji w tabeli. Z pewnością kibice Gladbach nie mieliby nic przeciwko zakończeniu sezonu na tej właśnie lokacie.


Gorzej wygląda sytuacja w Leverkusen. Wprawdzie pod wodzą nowego trenera Bayer znów prezentuje bardzo atrakcyjny, ofensywny futbol, do jakiego przyzwyczaił nas przed laty, lecz ma ogromne problemy ze skutecznością. Niemałym zmartwieniem dla Herrlicha jest też gra obronna – jego zespół daje sobie wbijać dużo bramek w wyniku dekoncentracji i pomimo przewagi traci punkty w „wygranych” meczach. Być może w starciu z Borussią Aptekarzom uda się wreszcie utrzymać maksymalny poziom skupienia przez 90 minut i zgarnąć pełną pulę w tym trudnym meczu.




Czy Claudio Pizarro pogrąży byłych kolegów?

1. FC Köln od początku sezonu należy do najsłabszych drużyn w lidze mistrzów świata. Piątej ekipie poprzedniego sezonu brakuje polotu i pomysłu na grę. W minionej kampanii poczynania ofensywne Kolonii były oparte w ogromnej mierze na Anthony’m Modeście, którego doskonała forma pozwoliła drużynie z zachodnich Niemiec powalczyć o miejsce premiowane grą w Lidze Europy. Latem francuski snajper odszedł z klubu, a sprowadzony w jego miejsce Jhon Córdoba kompletnie nie potrafi się odnaleźć jako następca uwielbianego w Kolonii Modeste’a. A dokładniej nie potrafił, dopóki grał, wszak w meczu szóstej kolejki z Lipskiem doznał kontuzji, która wyklucza go z gry na dłuższy czas.


Dla Petera Stögera, opiekuna Kozłów, nie mogło być gorszej informacji, bowiem w kolońskim klubie panuje wielki niedobór napastników. Po tajemniczym zakończeniu kariery przez Artjomsa Rudnevsa działacze 1. FC Köln byli tak zdesperowani, że ściągnęli z emerytury Claudio Pizarro, aby mieć jakiekolwiek pole manewru. Przez kontuzję Cordoby trener był zmuszony skorzystać z usług Peruwiańczyka wcześniej niż zamierzał – Pizarro wszedł na boisko w 54. minucie rywalizacji z wicemistrzem Niemiec, a potem wybiegł na drugą połowę w spotkaniu ze Stuttgartem. W najbliższy weekend czeka go konfrontacja z byłym pracodawcą – Werderem Brema, który przy okazji jest drugim obok Kolonii zespołem okupującym miejsce w strefie spadkowej. Jeśli piłkarze Alexandra Nouriego przegrają w niedzielę na RheinEnergieStadion, obie drużyny będą miały po tyle samo punktów – 4. Gdyby rękę do tego przyłożył właśnie legendarny napastnik z Callao, byłaby to kolejna niesamowita historia napisana przez futbol.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *