Zapo 34 kolejki BL - foto główne

Dobiega końca kolejny sezon niemieckiej ekstraklasy. Do rozegrania pozostała już tylko jedna seria gier, w której – podobnie jak w poprzedniej – wszystkie mecze rozpoczną się równolegle i tradycyjnie w sobotę o 15:30, wszak właśnie o tej porze 54 lata temu rozegrano pierwszy mecz Bundesligi. W finałowej kolejce tegorocznej kampanii może dojść jeszcze do bardzo wielu przetasowań w tabeli, zwłaszcza że tylko cztery zespoły przed ostatnim meczem sezonu są już pewne swojej pozycji: Bayern Monachium, RB Lipsk, SV Darsmtadt i FC Ingolstadt, a więc dwie pierwsze i dwie ostatnie drużyny w stawce.

Kto wyląduje w barażach?

Teoretycznie zagrożone dwumeczem o pozostanie w niemieckiej elicie są wciąż cztery zespoły: szesnasty w tabeli Hamburger SV, piętnasty Wolfsburg, czternasty Augsburg i trzynaste Mainz. W praktyce jednak popularne Zero-piątki mogą czuć się bezpiecznie, bo spora przewaga w różnicy bramek nad bezpośrednimi rywalami powoduje, że spadek Moguncji na barażową lokatę jest niemalże nierealny. Pozostała trójka przystąpi do ostatniego meczu sezonu pod ogromną presją. Hamburczycy mają na koncie 35 punktów, a ekipy Andriesa Jonkera i Manuela Bauma po 37. Nie byłoby jednak w tym rejonie tabeli aż takich emocji, gdyby nie fakt, iż terminarz skojarzył ze sobą w ostatniej serii gier drużyny HSV i Wolfsburga…


Bezpośredni pojedynek drużyn chcących za wszelką cenę uniknąć baraży sprawia, że sytuacja w tabeli podczas decydującej kolejki może zmieniać się bardzo dynamicznie. Jeśli starcie na Volksparkstadion zakończy się zwycięstwem gości lub podziałem punktów, bez względu na inne wyniki na 16. pozycji pozostanie zespół z Hamburga. Jeśli jednak udałoby się podopiecznym Markusa Gisdola zgarnąć komplet punktów w sobotnim meczu, wtedy wiele zależeć będzie od postawy Augsburga w konfrontacji z Hoffenheim. Gdyby bowiem FCA poniosło z Wieśniakami porażkę różnicą goli większą o trzy niż Wolfsburg na stadionie HSV, wtedy to Baum i jego piłkarze musieliby martwić się dwumeczem z Eintrachtem Brunszwik. W przeciwnym razie to Kubie Błaszczykowskiemu i jego kolegom przyjdzie podejść do barażowego pojedynku.


Matematyka nakazuje uwzględniać w tych rozważaniach również FSV Mainz, jednak Martin Schmidt realnych powodów do zmartwień już nie ma. Aby to prowadzony przez niego zespół spadł na gorącą lokatę, musiałby przegrać z Kolonią różnicą bramek… o dziesięć większą niż ta, którą HSV pokona Wolfsburg.


Czy Robert Lewandowski obroni tytuł króla strzelców?

Wyścig po symboliczną armatkę przyznawaną najlepszemu strzelcowi Bundesligi jest w kończącej się kampanii wyjątkowo zacięty, a chętnych na prestiżową nagrodę indywidualną zaskakująco wielu. Trzeba sięgnąć pamięcią aż do rozgrywek 2008/09, aby przypomnieć sobie ostatni sezon ligi niemieckiej, w którym aż czterech zawodników przekroczyło granicę 20 bramek w jednym sezonie. Przeszło czterdzieści lat trzeba by się natomiast cofnąć, aby znaleźć poprzedniego snajpera z co najmniej trzydziestoma trafieniami w jednej kampanii. Tymczasem niewykluczone, a wręcz bardzo prawdopodobne, że w tym roku wynik z trójką z przodu wykręci aż dwóch napastników! Tym samym Bundesliga nawiązuje do czasów swoich największych legend, czyli przełomu lat 60. i 70., a prym w śrubowaniu strzeleckich rekordów wiedzie kapitan biało-czerwonej reprezentacji Robert Lewandowski.


Polak dzięki dwóm trafieniom w hitowym meczu 33. kolejki z RB Lipsk został drugim piłkarzem w historii Bundesligi, który trafiał do siatki co najmniej 30 razy przez dwa sezony z rzędu. „Lewy” ma również szansę zostać pierwszym od dwudziestu lat śmiałkiem, który obroni tytuł najlepszego strzelca. Kolejne rekordy i tytuły padają więc łupem snajpera Bayernu Monachium, dzięki czemu melduje się on w kolejnych elitarnych grupach legend niemieckiego futbolu. Na kolejkę przed końcem rozgrywek 2016/17 lider klasyfikacji najskuteczniejszych ma jedną bramkę przewagi nad snajperem BVB Pierre-Emerickiem Aubameyangiem.


Gabończyk wraz z kolegami w finałowej serii gier skonfrontuje siły z Werderem Brema, któremu jak dotąd strzelił tylko dwa gole. Spośród wszystkich drużyn grających obecnie w najwyższej klasie rozgrywkowej za naszą zachodnią granicą tylko jednej populary „Auba” zaaplikował mniej goli. Tymczasem Lewandowskiemu przyjdzie zmierzyć się z Freiburgiem. Dla byłego gwiazdora Lecha Poznań nie mogło być lepszej wiadomości, bowiem żadnej innej ekipie Bundesligi Polak nie strzelił więcej bramek niż właśnie podopiecznym Streicha.



Kto zakończy sezon na podium?

Nie lada emocji w finałowym dniu niemieckiej ekstraklasy dostarczy także korespondencyjny pojedynek między TSG 1899 Hoffenheim i Borussią Dortmund. Obie drużyny mają na koncie tyle samo punktów, a o tym, że to BVB okupuje obecnie trzecią lokatę decyduje jedynie różnica bramek, w której podopieczni Thomasa Tuchela są lepsi od Wieśniaków o cztery trafienia. Rywale w walce o podium rozegrają najbliższe spotkania na własnych obiektach, gdzie radzą sobie nieporównywalnie lepiej niż w delegacjach. Dortmundczycy nie przegrali jeszcze ani jednego domowego meczu ligowego pod wodzą Tuchela licząc tylko punkty z meczów na Signal Iduna Park, Borussia legitymuje się takim samym wynikiem punktowym, jak Bayern Monachium – 40 oczek w szesnastu starciach. Podopieczni Juliana Nagelsmanna w tym zestawieniu znajdują się jednak tuż za plecami Żółto-Czarnych z 38. punktami na koncie. Hoffenheim również w trwającej kampanii nie przegrało przed własną publicznością ani jednego meczu.


Walka o trzecie miejsce w tabeli ma o wiele większe znaczenie niż tylko prestiżowa obecność na podium. Ta drużyna, której uda się wywalczyć lokatę za plecami rewelacyjnego beniaminka Lipska, zapewni sobie bezpośredni awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Rozgrywanie dodatkowych spotkań eliminacyjnych na samym początku sezonu często bywa bardzo problematyczne, dlatego obu ekipom tak zależy na sukcesie. Zwłaszcza Hoffe znalazłoby się w mało komfortowej sytuacji, gdyby zakończyło ligę na czwartej lokacie, gdyż jako debiutant w Champions League, w czwartej rundzie eliminacji trafiłoby na potencjalnie najmocniejszego rywala.




Kto załapie się do Ligi Europy?

Ostatnim rejonem w tabeli, w którym roszady będą niosły za sobą poważne konsekwencje są miejsca 5-8, na których znajdują się Hertha BSC, SC Freiburg, FC Köln i Werder Brema. Z tych czterech lokat tylko dwie gwarantują udział w rozgrywkach międzynarodowych w następnej kampanii, a jedna daje na to spore nadzieje (siódme miejsce zapewni udział w kwalifikacjach do Ligi Europy, jeśli Borussia Dortmund wygra z Eintrachtem Frankfurt w finale Pucharu Niemiec – przyp. red.)

Hertha i Freiburg mają swój los we własnych rękach – muszą tylko obronić altualnie zaj pozycje. Jednak o ile berlińczycy nie powinni mieć z tym problemu bo mierzą się u siebie z dwunastym Bayerem Leverkusen, o tyle Freiburgowi może być ciężko choćby o punkt – SCF pojedzie do Monachium, gdzie cała drużyna nowego-starego mistrza Niemiec zmobilizuje się, aby godnie pożegnać Xabiego Alonso i Philippa Lahma, a przy okazji wywalczyć koronę króla strzelców dla Roberta Lewandowskiego. Z tego mogą skorzystać kolończycy lub bremeńczycy, przy czym znowu większe szanse przypisuje się tym pierwszym. Podopieczni Petera Stögera powalczą z Mainz, podczas gdy Werder będzie musiał mierzyć się z Borussią Dortmund.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *