Sevilla_FC-RCD_Espanyol-La_Liga-Futbol-Futbol_352480517_105547255_1024x576

Od dłuższego czasu walka o mistrzostwo Hiszpanii rozgrywa się między dwoma klubami. Ich rywalizacja zakorzeniona jest w DNA tej ligi i wątpliwe jest, by cokolwiek miało owe realia zmienić. Od kilku lat coraz śmielej między duetem potentatów poczyna sobie trzeci gracz – stołeczne Atlético, które na przestrzeni ostatnich lat przeszło niespotykaną metamorfozę i nie raz potrafiło napsuć krwi faworytom. Wygląda też na to, że w obecnym sezonie do stołu zasiadła kolejna drużyna, która ma olbrzymią chrapkę, by namieszać w ligowej czołówce i być może przy odrobinie szczęścia jakiś kawałek tortu dla siebie uszczknąć – Sevilla.

Gdy po 14. kolejkach LaLiga Santander przeciętny kibic futbolu spojrzał na ligową tabelę, na pewno musiał długo przecierać oczy ze zdumienia. Real Madryt znajduje się na czwartym miejscu, w czołówce są Deportivo Alavés i Levante, a tuż za plecami Barcelony nie plasuje się Atlético, lecz Sevilla. Na Półwyspie Iberyjskim świat stanął na głowie. Jednak gdy zagłębimy się w to, jaką formę na boisku prezentują podopieczni Pablo Machína oraz prześledzimy, z jaką łatwością ograli chociażby wspomnianych wyżej Królewskich, dojdziemy do wniosku, że to wcale nie przypadek, a naturalna kolej rzeczy. Na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán zebrał się bowiem kawał ekipy.

Autorów sukcesu jest wielu, poczynając od włodarzy Los Nervionenses, przez menedżera, aż po samych piłkarzy prezentujących wysoką formę. Zawodnikiem, którego wkład w obecne rezultaty dostrzegą tylko prawdziwi fanatycy jest Éver Banega. Manewr taktyczny z przesunięciem Argentyńczyka na pozycję defensywnego pomocnika i postawienie przed nim dwóch bardzo ofensywnych graczy – Franco Vázqueza oraz Pablo Sarabii – był taktycznym majstersztykiem w wykonaniu 43-letniego szkoleniowca.

W tym układzie Banega wygląda jak rasowy dyrygent dowodzący środkiem pola Andaluzyjczyków. Nowy schemat gry odpowiada nie tylko reprezentantowi Albicelestes, ale przynosi także wymierne korzyści dla zespołu. Warto jednak pamiętać, że gdy na początku kadencji pochodzący z Sorii trener sparował Banegę z Roque Mesą, nie wyglądało to aż tak dobrze, wszak obaj panowie pod względem piłkarskim do siebie nie pasowali. Albo, żeby być bardziej precyzyjnym, Roque Mesa nie pasował Banedze tak, jak chociażby Steven N’Zonzi sezon wcześniej.

Nie ulega wątpliwości, że właśnie dlatego były szkoleniowiec Girony musiał solidnie nagłowić się, by ustawić styl gry Sevillistas pod protagonistyczny charakter argentyńskiego playmakera. Co warte podkreślenia, 30-latek sowicie zapracował sobie na to, by to właśnie wokół niego budować grę zespołu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán. Gdy tylko wrócił z wakacji po mundialu, przepracował na wysokich obrotach okres przygotowawczy i poza pierwszymi dwoma meczami (z Akhisarem i Villanovense – przyp. red.) zagrał we wszystkich 24 spotkaniach. Efekt: już w tym momencie ma na swoim koncie ponad 2000 minut spędzonych na boisku w trwającym sezonie.

Źródło: totalfootballanalysis.com
Źródło: totalfootballanalysis.com
Źródło: totalfootballanalysis.com
Źródło: totalfootballanalysis.com

Kiedy latem stolicę Andaluzji opuszczali Clément Lenglet, Steven N’Zonzi, Sergio Rico i Joaquín Correa, wydawało się, że chociażby powtórzenie poprzedniego sezonu będzie zadaniem nad wyraz trudnym. Okazuje się jednak, że oprócz wspomnianego Banegi wyśmienitą formę prezentują również Pablo Sarabia oraz Wissam Ben Yeddera. Znajdujący się w wyśmienitej dyspozycji madrytczyk jest aktualnie drugim najlepszym asystentem w lidze – z 6 ostatnimi podaniami ustępuje jedynie Messiemu, który zanotował 7 asyst. Francuz z kolei ma na swoim koncie już 11 trafień w kampanii 2018/19 (7 w lidze, 4 w Europa League). Gdy do tego wszystkiego dołożymy jeszcze kreatywnego Franco Vasqueza, otrzymujemy niesamowitą mieszankę umiejętności, która w sprzyjających okolicznościach jest w stanie konkurować z każdym w Europie. Ten zespół, z takimi wykonawcami, jest wręcz predestynowany do atakowania, strzelania bramek i wygrywania spotkań. A jeśli ma się jeszcze w szatni takiego mówcę i lidera jak Machín, nie można bać się nikogo.


Na osobny akapit zasługuje również André Silva. Zawodnik, który w poprzednim sezonie biegał po boiskach włoskiej Serie A z łatką jednego z największych transferowych niewypałów Rossonerich, aktualnie zadziwia formą strzelecką wszystkich fanów Palanganas. W tym momencie Portugalczyk znajduje się w czubie klasyfikacji Trofeo Pichichi z wynikiem 8 bramek (prowadzi Christian Stuani – 11 goli). Co warte podkreślenia, 23-letni snajper wyróżnia się także niesamowitą efektywnością. Inne kluby plują sobie zatem w brodę, że latem przepuściły okazję na chociażby wypożyczenie zawodnika tej klasy. W kuluarach już mówi się, że Andaluzyjczycy będą chcieli skorzystać z opcji wykupienia urodzonego w Baguim do Monte atakującego. Sam zainteresowany zdradził nawet, że miał wątpliwości co do tego transferu.

„Przyjście tutaj nie było dla mnie wcale łatwe. Chciałem grać i udowodnić coś w Milanie. Rozmawiałem jednak z Carriço i wypowiadał się o klubie w samych pozytywach. Wszyscy wiedzą, że Sevilla jest klubem, w którym zawodnicy chcą grać w piłkę. Chcę być szczęśliwy, a to daje mi futbol. Czuje się częścią tego zespołu, jestem szczęśliwy tu, w Sewilli. Aktualnie nie widzę na horyzoncie moich limitów – chcę grać i dalej się rozwijać. Będę dawał z siebie wszystko. To prawda, że talent daje wiele, ale jeszcze ważniejsze są trening i mentalność. Czytałem w mediach, że Sevilla planuje mnie wykupić, jednak nikt z klubu nie skontaktował się w tej sprawie ze mną lub moim prawnikiem. Jestem szczęśliwy, ale moja sytuacja jest skomplikowana”.

André Silva

Ostatnia ligowa potyczka z Alavés zakończyła się co prawda remisem, po którym Sevilla nie jest już liderem hiszpańskiej ekstraklasy, aczkolwiek w dalszym ciągu czołowa lokata jest w jej zasięgu. Blanquirrojos pozostają bowiem w takiej odległości, która nie pozostawia absolutnie żadnego marginesu błędu zawodnikom Barcelony. Każda strata punktów przez Katalończyków, przy jednoczesnym komplecie oczek ze strony ekipy z Andaluzji, będzie skutkować zmianą na czele ligowej hierarchii.

Przed nami emocjonujący sezon, w którym nikogo nie można skreślać. Losy tytułu będą ważyć się jeszcze przez długi czas, bowiem nic nie zwiastuje tego, aby w najbliższym czasie miał wykrystalizować się samodzielny lider, który dowiezie prowadzenie do końca. Trzykrotni triumfatorzy Ligi Europy mają już za sobą bezpośrednie konfrontacje z wszystkimi drużynami znajdującymi się obecnie w TOP5 LaLiga, za wyjątkiem Atlético (mecz 6 stycznia – przyp. red.). To właśnie po nim będziemy mieli już absolutnie pełny zarys tego, na co stać podopiecznych Pablo Machína w starciu z potentatami oraz czy w Sewilli po ponad 70 latach znów będą mogli realnie marzyć o mistrzostwie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *