R_UD0863A_Jarosi3

Pierwsze tygodnie w nowym otoczeniu często bywają dla piłkarzy wyjeżdżających za granicę bardzo trudne. Przystosowanie do nowego miejsca pracy, zupełnie inne zwyczaje treningowe, pobyt z dala od rodziny, bariera językowa czy kulturowa – to tylko niektóre czynniki, z którymi trzeba sobie poradzić na starcie. Nie inaczej było w przypadku Pawła Jaroszyńskiego, który latem zamienił Kraków na Weronę. Po pierwszych trzech miesiącach 23-latek nie podniósł się z ławki rezerwowych nawet na minutę. Ostatni okres był już jednak dla urodzonego w Lublinie lewego obrońcy bardzo udany. Były zawodnik Cracovii zaczął grać, zbiera pochlebne recenzje i istnieje duża szansa, że wywalczył sobie miejsce w podstawowej jedenastce Chievo na dłużej. Zasadne wydaje się zatem pytanie, czy ewentualne utrzymanie się Jaroszyńskiego na powierzchni Serie A przez najbliższe tygodnie wystarczy, by w obliczu zbliżających się Mistrzostw Świata stać się alternatywą w kadrze Adama Nawałki.

Władze Chievo przejawiały zainteresowanie wychowankiem Górnika Łęczna już od dłuższego czasu. Występ na Młodzieżowych Mistrzostwach Europy miał być „kropką nad i”, która definitywnie zadecyduje o podpisaniu kontraktu. Jaroszyński rozegrał na czerwcowym turnieju 270 minut, w każdym ze spotkań grupowych występując od pierwszej do ostatniej minuty, jednak podobnie jak cały zespół Biało-Czerwonych nie mógł być zadowolony ze swojej postawy, wszak tegoroczny czempionat okazał się dla kadry Marcina Dorny totalnym rozczarowaniem.

Źródło: Łączy Nas Piłka
Źródło: Łączy Nas Piłka

Finalnie kompromitacja na UEFA EURO U-21 nie wpłynęła negatywnie na rozmowy transferowe i w połowie lipca utalentowany defensor, po sześciu latach spędzonych w Cracovii, podpisał czteroletni kontrakt z ekipą Gialloblu, wzmacniając werończyków za 400 tys. €.

„Już przed Mistrzostwami Europy wiedziałem, że zainteresowanie ze strony Chievo jest bardzo duże. Ostateczne decyzje zapadły jednak po turnieju. Samo EURO nie było udane, ale to nie miało wpływu na transfer. Chievo nie zmieniło decyzji i teraz jestem zawodnikiem klubu Serie A. Bardzo się cieszę, naprawdę brzmi to dobrze!”

Paweł Jaroszyński w wywiadzie dla kanału „Łączy Nas Piłka”

„Tak naprawdę wszystko zależy ode mnie – to moja praca na treningach zadecyduje, czy zagram. Przede mną wielkie wyzwania, w końcu będę się mierzył z potęgami Serie A. Obcowanie z takimi zawodnikami, samo rozgrywanie meczów przeciwko najlepszym drużynom we Włoszech będzie czymś wyjątkowym. Przyszedłem do Chievo z myślą o dalszym rozwoju, a dla mnie nie ma do tego lepszego miejsca niż liga włoska. Jestem pewien, że przede mną fantastyczny czas i muszę z niego czerpać jak najwięcej”

Paweł Jaroszyński o wrażeniach na temat transferu


Przejście akurat do zespołu z miasta Romea i Julii wydawało się być bardzo rozsądnym rozwiązaniem. Podstawowym lewym obrońcą Chievo jest bowiem 37-letni Massimo Gobbi i nawet jeśli Włoch stanowi pewny punkt defensywy Mussi Volanti, to aspekty biologiczne są nieubłagane. Transfer Polaka można było więc traktować jako inwestycję na przyszłość w celu zastąpienia doświadczonego mediolańczyka.

Początki Jaroszyńskiego na Stadio Marc’Antonio Bentegodi nie były jednak takie łatwe. Debiut przypadł dopiero na pucharowe spotkanie derbowe z Hellasem pod koniec listopada. Do tego momentu Chievo rozegrało 15 spotkań (14 ligowych i jedno w Coppa Italia), z których aż 10 w wyjściowym składzie rozpoczynał były piłkarz Fiorentiny. W pozostałych pięciu grali nominalni prawi obrońcy – Fabrizio Cacciatore (4) i Nenad Tomović (1).

„Ze składu nie wypadałem, byłem zawsze w kadrze meczowej, ale gdy się w ogóle nie gra, pojawia się mnóstwo myśli – także tych najgorszych. Wiedziałem jednak, że dostanę szansę. Pod kątem rozwoju gry w defensywie i taktyki, Włochy wydawały mi się krajem najlepszym do rozwoju. I chyba się nie pomyliłem”

Paweł Jaroszyński o swojej sytuacji po pierwszych miesiącach pobytu w Weronie

Od końca listopada Jaroszyński zaczął być wreszcie dla trenera Rolando Marana poważną alternatywą na pozycji lewego defensora. Debiut w Pucharze Włoch z Hellasem (od razu w wyjściowym składzie – przyp. red.) był dla lublinianina co najmniej udany, ale klub z Werony odpadł z dalszej rywalizacji. Następnie rozegrał 3 minuty w przegranym spotkaniu z Interem (0:5) i dwa mecze ligowe, w których spędził na placu pełne 90 minut. W międzyczasie opuścił również jeden mecz ze względu na kontuzję. Bilans ten oczywiście nie rzuca na kolana, niemniej jednak gołym okiem widać tendencję zwyżkową. Wychowanek Górnika Łęczna zaczął grać, a co ważniejsze zbiera bardzo pochlebne recenzje.



Ze względu na boiskową pozycję występy Jaroszyńskiego wystarczyły, aby w Polsce rozgorzała dyskusja na temat przydatności zawodnika Chievo do reprezentacji. Cierpiący od wielu lat na brak klasowego, nominalnego lewego obrońcy zespół narodowy nieustannie łatany jest przez prawych defensorów lub skrzydłowych przesuwanych bliżej własnej bramki. Jaroszyński powoli staje się nadzieją na to, że owe problemy znikną.

Okazuje się również, jak niewiele trzeba zrobić, aby akurat na tej pozycji wzbudzić zainteresowanie kibiców Biało-Czerwonych. Czy sztabu szkoleniowego również? O tym dowiemy się dopiero w marcu, przy okazji powołań na kluczowe mecze towarzyskie przed zbliżającym się mundialem. Wydaje się jednak, że teraz kluczowa dla 23-letniego defensora jest regularna gra na poziomie Serie A, co pozwoli mu nabrać pewności siebie i cały czas rozwijać się sportowo. Wtedy z pewnością jego osoba nie umknie uwadze selekcjonera. Sam piłkarz z nadziejami wypowiada się na temat swojej przyszłości w koszulce z orzełkiem na piersi.

„Oczywiście marzę o grze na mundialu. Najpierw naturalnie o jakimkolwiek powołaniu od Adama Nawałki. Okres gry w kadrze młodzieżowej mam już za sobą. Teraz czas na nowe wyzywania”

Paweł Jaroszyński o grze w reprezentacji Polski

Najbliższe tygodnie mogą być bardzo ważne w karierze Pawła Jaroszyńskiego. Stałe miejsce w wyjściowej jedenastce Chievo, debiut w reprezentacji Polski w marcowych potyczkach, powołanie na Mistrzostwa Świata gdzie, jeżeli pojedzie, z całą pewnością będzie jedynym nominalnym lewym obrońcą w kadrze Adama Nawałki, a następnie pierwszy plac w inauguracyjnym pojedynku z Senegalem? Pompowanie balonika, jak w każdej analogicznej sytuacji, nie ma żadnego sensu, aczkolwiek to bardzo ciekawa i zdecydowanie realna perspektywa. Na razie pozwólmy mu cieszyć SIĘ pierwszym zaproszeniem od selekcjonera.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *