DFdSaxiXYAESzDO

Oczy całego świata skierowane są ostatnio w stronę Neymara. Odejście Brazylijczyka do Paris Saint-Germain to nieskrywany powód do radości dla osób związanych z Los Blancos. Wychowanek Santosu jest bowiem jednym z tych piłkarzy, których niezmiernie trudno zastopować. Trio MSN bez niego będzie niekompletne, a co za tym idzie już nie tak skuteczne. Gigantyczna kwota, jaką FC Barcelona otrzyma za 25-letniego napastnika pozwoli jednak zakontraktować Dumie Katalonii kogoś o podobnych warunkach i skali talentu. Czy to oznacza, że także prezydent stołecznego klubu oraz trener Królewskich powinni zacząć poważnie myśleć o wzmocnieniach ofensywnych? Odejście Alvaro Moraty może bowiem odbić się w Madrycie czkawką, jeśli Borja Mayoral nie okaże się równie skutecznym super rezerwowym jak Hiszpan…

Odejście Neymara do stolicy Francji z jednej strony oznacza, że Primera División opuścił jeden z najlepszych zawodników, jaki biegał po hiszpańskich boiskach. Z drugiej natomiast pieniądze, które zarobi na tym transferze Barcelona, pozwolą jej na pozyskanie równie dobrego zawodnika, a może nawet i dwóch, którzy od reprezentanta Canarinhos poziomem nie będą znacznie odstawać. Według dziennikarzy „Marki” lukę po Brazylijczyku włodarze Blaugrany będą chcieli wypełnić Philippe Coutinho i Paulo Dybalą. A to może spowodować zmianę planów transferowych Realu Madryt. Wydawać by się mogło, że Królewscy nie będą chcieli zakontraktować już żadnego zawodnika, tym bardziej ofensywnego. Rewolucja kadrowa na Camp Nou może jednak skłonić działaczy mistrza Hiszpanii do rozpoczęcia poszukiwań kolejnych wzmocnień.


Czy jednak są one potrzebne? Obecnie w składzie Realu Madryt znajduje się sześciu piłkarzy stricte ofensywnych. Środkowy napastnik Karim Benzema na zaufanie ze strony Zinédine’a Zidane’a nie może narzekać. Francuz w poprzednich rozgrywkach zaliczył łącznie 48 występów, podczas których trafiał do siatki 19-krotnie, dorzucając do tego 9 asyst. Wypracowanie takiego dorobku zajęło Benzemie 3239 minut. Nie wygląda to źle, biorąc pod uwagę fakt, że były gwiazdor Olympique’u Lyon ma niesamowitych partnerów w linii ataku. Jeśli jednak spojrzymy na liczby, jakie wykręcał w poprzednim sezonie Alvaro Morata, możemy mieć pewne wątpliwości, czy sprzedanie go do Chelsea było dobrym posunięciem. W 43. rozegranych spotkaniach Hiszpan wpisywał się na listę strzelców 20 razy, a sześciokrotnie zaliczał ostatnie podanie. Różnica w czasie gry obu dżentelmenów jest jednak ogromna – Morata na murawie spędził łącznie 1872 minuty, czyli i tak mniej, niż Benzema w samej lidze hiszpańskiej (1913 minut). 24-latek niewątpliwie zasłużył więc na miano jokera, za którym na Estadio Santiago Bernabéu mogą szybko zatęsknić.


W tym sezonie zastępcą Benzemy najprawdopodobniej będzie Borja Mayoral. 20-latek ostatni sezon spędził na wypożyczeniu w VfL Wolfsburg, lecz nie zawojował on Bundesligi. W całym sezonie pojawiał się na murawie 21-krotnie, lecz nigdy nie dotrwał do końcowego gwizdka. 426 minut nie wygląda optymistycznie, podobnie jak dwie zdobyte bramki i brak jakiejkolwiek asysty. Wątpliwe zatem, aby Borja „odpalił” akurat w nadchodzących rozgrywkach i pomógł w znaczący sposób ekipie Królewskich.

O niebo lepiej wygląda natomiast pierwszy z lewych atakujących w kadrze francuskiego menedżera – Marco Asensio. Pomimo ledwie 21 lat na karku, wychowanek RCD Mallorca jest już w gronie zawodników, których nie trzeba przedstawiać szerszej publiczności. W poprzedniej, znakomitej i obfitującej w trofea kampanii Asensio udowodnił, że jest gotowy, aby grać z najlepszymi na najwyższym poziomie. Najczęściej występował na swojej nominalnej pozycji, otrzymując od Zidane’a niespełna 2000 minut na boisku w 38. meczach (10 bramek, 4 asysty). Nic więc dziwnego, że prezydent Florentino Pérez w mgnieniu oka przedstawił zawodnikowi nowy kontrakt, według którego klauzula wykupu utalentowanego piłkarza wynosi bagatela 300 mln €! Młody Hiszpan ma zadatki na to, aby stać się godnym następcą Cristiano Ronaldo, a chyba sam Portugalczyk nie miałby nic przeciwko, gdyby został zastąpiony przez tak wielki talent.

Zanim jednak CR7 zawiesi buty na kołku, pozycja lewego napastnika w stołecznym klubie będzie należała tylko do niego. O wyczynach Ronaldo nie trzeba nawet zbyt dużo mówić, bo nie ma sensu rozprawiać o rzeczach oczywistych. 46 meczów w ubiegłym sezonie, 42 gole oraz 12 asyst to liczby, które dla wielu graczy zawsze będą nieosiągalne, ale w końcu mówimy o jednym z najlepszych, a może nawet najlepszym aktualnie piłkarzu globu.


Simmmmmmm👌

Post udostępniony przez Cristiano Ronaldo (@cristiano)

O wiele gorzej ma się natomiast prawa strona ofensywy Realu. Gareth Bale od początku swojej przygody w Madrycie miał pod górkę. Walijczyk w 2013 roku opuścił Tottenham, którego był najbardziej wartościowym zawodnikiem, jednak z każdym kolejnym sezonem jego sytuacja i zarazem dyspozycja stawała się coraz gorsza. Doszło nawet do tego, że Bale zaczął być wyszydzany przez niektórych sympatyków Los Blancos. Pomimo że jest skrzydłowym, który potrafi dobrze rozgrywać piłkę, a niekiedy brać sprawy w swoje ręce, jego dyspozycja w koszulce Królewskich wciąż pozostawia wiele do życzenia…


Chyba nawet sam piłkarz nie potrafi wyjaśnić, dlaczego kiedy zakłada trykot reprezentacji jest tym Bale’em, którego kibice pamiętają z czasów gry na Wyspach, a gdy wraca do klubu, cała magia znika. Możliwe jednak, że jego geniusz gubi się pośród tych wszystkich talentów, jakimi naszpikowana jest kadra Realu. Ponadto częste kontuzje sprawiają, że 28-latek nie potrafi na dłużej zagrzać miejsca w galowej jedenastce najlepszej klubowej drużyny Europy.

Jego zmiennik na prawej stronie, Lucas Vázquez, w poprzednim sezonie wystąpił aż 50 razy, co niewątpliwie było spowodowane nieobecnością leczącego kolejny uraz Bale’a. W pewnym stopniu Galicjanin wykorzystał swoją szansę, bowiem pokonywał bramkarzy przeciwników jedynie czterokrotnie, ale za to aż 14 razy występował w roli tego, który zalicza decydujące podanie. Mimo stosunkowo przyzwoitych statystyk, prawa strona ataku w ekipie Zidane’a nie prezentuje się tak, jak przystało na królewski klub. Co prawda Modrić, Kroos czy nawet Casemiro mają genialny ciąg na bramkę rywala i zmysł do gry kombinacyjnej, jednak ich zadania nie sprowadzają się wyłącznie do ofensywy. Tak znakomity środek pola tym bardziej sprawia, że osiągnięcia Bale’a i Vázqueza bledną.

Obrońcy tytułu zdają się być teraz skoncentrowani tylko na jednym zawodniku – Kylianie Mbappé. Młody napastnik jest bohaterem jednej z największych sag transferowych w historii futbolu, a pieniądze, jakie mogłoby za niego otrzymać AS Monaco są doprawdy astronomiczne. Kibice z niecierpliwością czekają zatem na nowe informacje w sprawie przenosin złotego dziecka francuskiego futbolu do stolicy Hiszpanii. Sam Mbappé jest wielkim fanem Realu, co tylko podsyca emocje, jednak nie wydaje się, aby już tego lata miało dojść do zakontraktowania 18-letniego zawodnika. I może wyjdzie to z korzyścią dla obu stron, ponieważ wychowanek słynnej akademii Clairefontaine potrzebuje regularnej gdy, a w zespole Los Merengues mogłoby to być niemożliwe. Pochopne pozbywanie się swojej największej gwiazdy z pewnością nie leży także w interesie AS Monaco, więc jeśli Pérez poważnie myśli o wyciągnięciu genialnego nastolatka z Księstwa, musi przygotować się na olbrzymi wydatek.


Sam Francuz może jednak nie wystarczyć. Zidane’a powinien poważnie zastanowić się nad tym, co w przypadku, gdy jedno z ofensywnych ogniw jego drużyny dozna kontuzji lub będzie zmuszone pauzować za kartki. Z obozu Realu Madryt nie wypływają jak na razie wieści, jakoby „Zizou” zawiesił na kimś oko, ale wprost niemożliwym wydaje się, aby rzeczywiście nie myślał już nad powiększeniem kadry.

Autor: Łukasz Olszewski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *