Stefano-Pioli

Po fatalnym początku sezonu kierownictwo Milanu zdecydowało się zwolnić Marco Giampaolo, a w jego miejsce zatrudnić doświadczonego Stefano Piolego. Przed 53-letnim szkoleniowcem zadanie niełatwe, bowiem przybywa na San Siro jak na miejsce pobojowiska. Czy ze zbieraniny piłkarzy uda mu się stworzyć armię gotową pójść za nim w ogień?

Z objęciem sterów przez Marco Giampaolo wiązano w stolicy Lombardii olbrzymie nadzieje. Prężne działania na rynku transferowym oraz – wydawać by się mogło – konstruktywne zbudowanie drużyny na potrzeby byłego opiekuna Sampdorii. Małżeństwo pomiędzy urodzonym w szwajcarskiej Bellinzonie szkoleniowcem a klubem z Via Aldo Rossi zakończyło się jednak fiaskiem. Przez ostatni miesiąc przepaść dzieląca Milan od znienawidzonego rywala zza miedzy nie tylko się nie zmniejszyła, ale i pogłębiła. Czeluści, w jakich przejmuje mediolański zespół Stefano Pioli są głębokie niczym mitologiczny Tartar. Nie dość, że drużyna 18-krotnego mistrza Italii wciąż znajduje się w głębokim kryzysie, z którego nie wyszła nawet mimo szczęśliwego pokonania Genoi, to dodatkowo kibice Rossonerich nie przyjęli nowego menedżera w najprzyjemniejszy sposób. Czy to oznacza przysłowiowe wpadnięcie z deszczu pod rynnę?


Pokładanie nadziei w trenerze, który został odprawiony z Fiorentiny po tym, jak zakończył sezon żenującą passą ośmiu meczów bez zwycięstwa, wydaje się mocno ryzykowne. Wielu uważa, zresztą niebezpodstawnie, że Milan w końcu sięgnął dna i teraz – obojętnie z kim za kierownicą – powinno być już tylko lepiej. W przypadku klubu należącego obecnie do holdingu Elliott Management Corporation nie sposób jednak czegokolwiek wyrokować, bowiem w ostatnich latach stał się on, wzorem reprezentantów Ekstraklasy w europejskich pucharach, poważnie chorym pacjentem. Co zatem musi zrobić Pioli, aby nie podzielić losu Giampaolo i ostatecznie nie pogrzebać marnej już nadziei sympatyków Il Diavolo na dobrą grę ich zespołu?

Potencjał ludzki, jakim będzie dysponować w Mediolanie były szkoleniowiec Lazio, z którym notabene osiągnął swój najlepszy wynik w dotychczasowej karierze trenerskiej (3. miejsce w Serie A w sezonie 2014/15 – przyp. red.), to nadal ci sami zawodnicy, którzy w kompromitującym stylu rozpoczęli bieżące rozgrywki. Trudno zatem oczekiwać, by pod wodzą 53-latka Rossoneri nagle zaczęli prezentować efektowny futbol i porywać tłumy spektakularną grą. Nie tego – przynajmniej początkowo – będzie od niego oczekiwać zarząd ACM. Choć brzmi to groteskowo, prymarny cel Piolego to… wprowadzenie jakiegokolwiek pomysłu na grę.


Krótka kadencja Giampaolo w gruncie rzeczy przyniosła regres nie tylko pod względem punktowym, ale i jakościowym. Na palcach jednej ręki można policzyć koronkowe akcje Milanu zakończone strzałami na bramkę rywala. A przecież właśnie po to sprowadzono ze Stadio Luigi Ferraris trenera ze szwajcarskim rodowodem…

Doświadczony parmeńczyk najpierw musi sprawić, aby boiskowe poczynania piłkarzy ubranych w pasiaste, czerwono-czarne trykoty stały się bardziej przemyślane. Ekipa siedmiokrotnego triumfatora Pucharu Europy w wielu starciach obecnej kampanii sprawiała bowiem wrażenie bezradnej, pozbawionej pasji i żywotności. Z zakontraktowania „nowej miotły” powinien ucieszyć się zwłaszcza reprezentant Polski Krzysztof Piątek, gdyż w zamyśle taktycznym Piolego podstawę stanowi gra skrzydłami. Rola Jesúsa Joaquína Fernándeza Sáenza de la Torre, znanego szerszej publiczności pod pseudonimem Suso, mocno zmarginalizowana na początku tego sezonu, znów powinna okazać się kluczowa. 25-letni Hiszpan to absolutny mózg zespołu z San Siro, toteż jego słaba dyspozycja bądź oddalenie od ulubionych sektorów boiska istotnie rzutowały na wyniki osiągane przez Rossonerich.

Warunek, jaki stoi z kolei przed polskim snajperem, to powrót do strzeleckiej formy z ubiegłych rozgrywek. Dwa gole, w dodatku oba z rzutów karnych, to bilans marny jak na zawodnika, który w ubiegłorocznej klasyfikacji Capocannoniere zajął miejsce na najniższym stopniu podium (22 trafienia – przyp. red.). System z jedną klasyczną „dziewiątką”, przy wysokiej dyspozycji sprowadzonego z Lille Rafaela Leão, może zatem zwiastować dla „Pistolero Polaco” degradację do roli etatowego rezerwowego. W odwodzie pozostaje jeszcze Chorwat Ante Rebić, który choć niemrawo wprowadził się do drużyny z włoskiej stolicy mody, to docelowo również ma stanowić ważną postać w układance Piolego.


Zmiana trenera powinna wpłynąć także na ewolucję drugiej linii Milanu. Franck Kessié to zawodnik, który w barwach Atalanty potrafił idealnie wywiązywać się zarówno z defensywnych, jak i ofensywnych obowiązków. Być może kres Giampaolo oznacza równocześnie definitywne pożegnanie się ze statycznym Lucasem Biglią. Mediolańscy kibice wciąż domagają się odważnego postawienia na Rade Krunicia, z pozyskaniem którego wiązano tego lata spore nadzieje. Pełni potencjału z pewnością nie pokazał też Ismaël Bennacer – najlepszy piłkarz Pucharu Narodów Afryki 2019.

Charakterystyka graczy, jakich potrzebuje Pioli w środku pola, zdaje się natomiast wykluczać dalszą przyszłość w La Scala del calcio Hakana Çalhanoğlu. To właśnie turecki rozgrywający swoją niedokładnością, nieprzemyślanymi decyzjami i infantylnymi stratami irytuje najbardziej. Nic dziwnego, że w wielu spotkaniach to właśnie byłemu zawodnikowi Bayeru Leverkusen czy Hamburgera SV przypięto łatkę kozła ofiarnego. Nowe rozdanie może zatem otworzyć drzwi do pierwszego składu dla Giacomo Bonaventury, który dopiero wrócił po poważnej kontuzji i już w wyjazdowym meczu z Genoą zaprezentował się co najmniej przyzwoicie.

W poprzednim sezonie organizacja gry w defensywie nie sprawiała defensorom Milanu najmniejszego problemu. Dowodzeni przez kapitana Alessio Romagnoliego i mający za swoimi plecami pewnego Gianluigiego Donnarummę obrońcy tworzyli zgrany blok, przez który niełatwo było się przedostać. Fatalny początek nowych rozgrywek sprawił jednak, że nawet ten monolit w końcu pękł, a opaska na ramieniu wychowanka Romy wcale nie oznacza, że nadal jest on niekwestionowanym liderem swojej formacji.

Oto krajobraz zrujnowanych marzeń malowany przez średniej europejskiej klasy piłkarzy, z których Pioli postara się ulepić – poniekąd na nowo – zespół na miarę klubu, o wielkości którego przed laty stanowili Gianni Rivera, Franco Baresi, Ruud Gullit, Marco Van Basten, czy Paolo Maldini. Nadzieję na zmianę tego przygnębiającego obrazu należy upatrywać w głowie nie tylko trenera, ale samych jego podopiecznych. A raczej ludzi, którzy od kilku tygodni (jeśli nie miesięcy) udają profesjonalnych futbolistów. W przeciwnym razie degrengolada będzie postępować i najpewniej po raz pierwszy od 23 lat Rossoneri zakończą ligowe rozgrywki w dolnej połowie tabeli…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *