MU vs LFC (Kopiowanie)

Starcia Manchesteru United z Liverpoolem dla wielu fanów obu drużyn mają nawet większe znaczenie niż lokalne potyczki z Manchesterem City czy Evertonem. Rywalizacja sięgająca końca XIX wieku wykracza jednak daleko poza świat sportu i skupia się na wrogości mieszkańców dwóch miast walczących ze sobą na wielu płaszczyznach. Mimo tego, że żaden z menedżerów głośno tego nie przyzna, są takie aspekty, których José Mourinho i Jürgen Klopp mogą sobie pozazdrościć. Można nawet powiedzieć, że gdyby połączyć najlepsze cechy obu tych znakomitych szkoleniowców, wyszedłby trener idealny. Ich konfrontacja tylko dodaje pieprzu niedzielnemu szlagierowi na Old Trafford.

Braki kadrowe Liverpoolu największą nadzieją MU

Kontuzje podstawowych zawodników oraz wyjazd Sadio Mané na Puchar Narodów Afryki sprawiają, że Jürgen Klopp ostatnimi czasy na pewno nie spał na tyle spokojnie, jak jeszcze kilka tygodni temu. Tłamsząca rywali od początku sezonu czerwona maszyna z miasta Beatlesów nieco się zacięła, czego dowodem remisy z Sunderlandem oraz Plymouth, a także porażka z Southamptonem w pierwszym meczu półfinałowym Pucharu Ligi. W ostatnich tygodniach urazy wykluczyły z gry Philippe Coutinho, Jordana Hendersona oraz Joëla Matipa, a ich zastępcy nie prezentują podobnej klasy. Wszyscy w obozie The Reds mają nadzieję, że pierwsze zwycięstwo w tym roku przyjdzie już w niedzielę, tym bardziej, że istnieje nawet szansa na powrót wszystkich trzech rekonwalescentów. Największe nadzieje pokładane są oczywiście w występie Coutinho, który przed odniesieniem kontuzji prezentował wyborną formę i wyrósł na jedną z największych gwiazd ligi. Brazylijczyk, który w środę zagrał już pół godziny przeciwko Świętym, jest jednak świeżo po urazie, więc nie należy się raczej spodziewać, że z marszu zagra pierwsze skrzypce i zostanie bohaterem spotkania.


Ze zdecydowanie mniejszym bólem głowy hitowego meczu wyczekuje José Mourinho. W zespole Portugalczyka co prawda również nie udało się uniknąć kontuzji (m.in. Luke Shaw i Marcos Rojo) oraz udziału zawodnika w mistrzostwach Afryki (Eric Bailly), ale ostatnie wyniki MU potwierdzają, że ubytki te nie są tak bardzo widoczne. Czerwone Diabły przystępują do konfrontacji z Liverpoolem ze znacznie większą pewnością siebie nie tylko ze względu na fakt, że grają na Old Trafford, ale przede wszystkim z uwagi na serię dziewięciu zwycięstw z rzędu. Kluczowi zawodnicy United, tacy jak Zlatan Ibrahimović, Paul Pogba czy Antonio Valencia, od początku sezonu nie narzekają na urazy, więc The Reds na pewno mają się czego obawiać. Coraz ważniejszą rolę w ekipie Mourinho zaczyna również odgrywać Anthony Martial, który w barwach MU debiutował w zeszłym sezonie właśnie przeciwko Liverpoolowi i od razu podbił serca fanów na Old Trafford.

„Jeśli chodzi o moją najlepszą bramkę dla Manchesteru, to musi być gol z debiutu przeciwko Liverpoolowi. Mam nadzieję, że znów im strzelę. Myślę, że ogólnie wyglądamy dobrze. Nawiązaliśmy kontakt z czołówką i nie jesteśmy daleko trzeciego miejsca, a do Liverpoolu tracimy pięć punktów. Zdecydowanie zmierzamy we właściwym kierunku. Chelsea ma co prawda sporą przewagę, ale nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Musimy nadal grać tak, jak ostatnio i spróbować ukończyć rozgrywki najwyżej jak się da. Mamy dobrą serię, więc trzeba ją kontynuować”Anthony Martial


Heavy metal Kloppa znów daje o sobie znać

Jeżeli Liverpool marzy o przełamaniu złej passy trzech meczów bez wygranej, w świetnej formie muszą po raz kolejny znaleźć się ofensywni zawodnicy The Reds. Ekipa Jürgen Kloppa ma na swoim koncie w tym sezonie Premier League już 48 goli, co czyni ją najskuteczniejszą w lidze. Tego zdecydowanie mogą pozazdrościć odwiecznym rywalom piłkarze z Old Trafford, którzy do siatki rywala trafiali tylko 31 razy. Takie nazwiska jak Adam Lallana, Philippe Coutinho czy Roberto Firmino rozpalają wyobraźnię nie tylko kibiców Liverpoolu, ale również byłych zawodników The Reds, czego dowodem wypowiedź Xabiego Alonso.

„Bardzo szanuję Kloppa za to, że od początku zrozumiał, jak ten klub jest ważny dla mieszkańców Liverpoolu. Od pierwszego dnia zdał sobie sprawę, że praca tutaj jest wyjątkowa. Premier League nigdy nie była bardziej wymagająca, ale czuję, że dni chwały Liverpoolu ponownie się zbliżają. Kluczowe dla „The Reds” będzie starcie z Manchesterem United. Nic bardziej nie liczy się dla fanów LFC niż pokonanie „Czerwonych Diabłów”, a zwycięstwo w niedzielnym meczu pozwoli piłkarzom jeszcze mocniej uwierzyć, że stać ich na tytuł”

Szczególne wrażenie robi zwłaszcza postawa Lallany, który w klasyfikacji kanadyjskiej zajmuje najwyższe miejsce spośród wszystkich Liverpoolczyków. Na jego dorobek czternastu punktów składa się siedem goli i asyst, a przemiana Anglika pod okiem Kloppa jest jednym z największych pozytywów pracy niemieckiego szkoleniowca na Anfield. Lallana odnalazł w końcu swoje miejsce na boisku i w niczym nie przypomina przeciętnego zawodnika z początków swojej kariery w Liverpoolu.


Świetnymi statystykami w tym sezonie może pochwalić się również Mané, którego w niedzielę spróbuje zastąpić powracający do drużyny Coutinho. Spore nadzieje pokładane są w Sturridge’u, który jednak dopiero w końcówce grudnia zdobył swojego pierwszego gola w trwającym sezonie ligowym. Mimo tego pewność siebie napastnika angielskiej reprezentacji nadal jest na wysokim poziomie.

„Choć to oczywiście tylko moje zdanie i w sztabie szkoleniowym mogą mieć inne, wierzę, że jestem najlepszym napastnikiem Liverpoolu. Nie zawsze byłem gotowy do gry, trapiły mnie kontuzje i jako piłkarz muszę się z tym pogodzić. Teraz czuję się jednak bardzo dobrze, a w moim zawodzie chodzi o to, żeby dać z siebie wszystko dla klubu, w którym grasz. W zeszłym sezonie byłem najlepszym strzelcem zespołu we wszystkich rozgrywkach i czuję, że oddałem serce dla Liverpoolu”

Wysoki pressing stosowany przez drużynę Kloppa na całej szerokości boiska, a także duża wymienność pozycji z przodu jest czymś zupełnie odmiennym od tego, co prezentuje Manchester José Mourinho. Jeśli atakuje Liverpool, przeciwnik nigdy nie może spodziewać się, z której strony nadejdzie największe zagrożenie, natomiast w zespole Czerwonych Diabłów wszystko jest jasne. Za strzelanie bramek odpowiada najbardziej wysunięty Zlatan Ibrahimović i to na nim zawsze skupia się największa uwaga obrońców. Akcje United często są schematyczne, jednak w ostatnim czasie niezwykle skuteczne. Wszystko dzięki świetnej formie Szweda, który wykańcza sytuacje z chirurgiczną precyzją i potwierdza, że w jego przypadku wiek to tylko liczba.


Nie ulega jednak wątpliwości, że jeśli chodzi o siłę rażenia Liverpool ma przewagę nad Manchesterem, lecz zawodnicy The Reds muszą przypomnieć sobie o wysokich umiejętnościach. Dwa ostatnie mecze kończyli z zerowym dorobkiem z przodu, a ich postawa mocno odbiegała od tego, co prezentowali we wcześniejszych spotkaniach. W ekipie Mourinho, oprócz Ibrahimovicia, próżno szukać zawodników z imponującymi statystykami. Jednym z symboli odrodzenia Czerwonych Diabłów w ostatnim czasie była niewątpliwie wyżka formy Henrikha Mkhitaryana. Ormianin dzięki trafieniu piętą przeciwko Sunderlandowi otrzymał nagrodę za najpiękniejszego gola grudnia w Premier League i na pewno ma apetyt na kolejne imponujące gole już w niedzielę.



Żelazna defensywa Manchesteru lekarstwem na szaleństwa Liverpoolu?

Zachwyty nad dokonaniami Liverpoolu w ofensywie są jak najbardziej uzasadnione, choćby dlatego, że jedynie w trzech meczach obecnego sezonu Premier League drużynie Kloppa nie udało się zdobyć bramki. Co ciekawe, jeden taki przypadek miał miejsce w pierwszym meczu z Manchesterem United, w październiku na Anfield. Drużyna José Mourinho od początku spotkania była ustawiona niezwykle defensywie i przyjeżdżała do Liverpoolu w zupełnie innej formie. Czerwone Diabły znajdowały się pod ostrzałem krytyki po słabym początku sezonu, jednak odkąd United bezbramkowo zremisowali z rozpędzonymi The Reds, ponieśli w lidze już tylko jedną porażkę. Portugalczyk zneutralizował ofensywne zapędy ekipy Kloppa i pokazał, że przy odpowiednim ustawieniu w defensywie Coutinho i spółka nie są już tak mocni.

Dobra gra w obronie była atutem wielu zespołów prowadzonych przez Portugalczyka w przeszłości i nie inaczej jest na Old Trafford. Czerwone Diabły straciły w tym sezonie ligowym zaledwie 19 bramek, co jest trzecim wynikiem w Premier League. W porównaniu z niepewną defensywą Liverpoolu, Red Devils są lepsi o cztery wpuszczone gole, jednak ta statystyka nie oddaje w pełni różnicy w umiejętnościach poszczególnych zawodników. Z największą zazdrością Klopp może spoglądać zwłaszcza w kierunku bramkarza najbliższych rywali. David De Gea prezentuje bowiem wyższą klasę nie tylko od Lorisa Kariusa czy Simona Mignoleta, ale także od wielu znacznie lepszych golkiperów na całym świecie.


Para Dejan Lovren – Ragnar Klavan, która z powodu kontuzji Matipa występowała ostatnio w Liverpoolu najczęściej, potrafi rozegrać fantastyczny mecz, ale wpadki przytrafiają się im znacznie częściej niż Chrisowi Smallingowi czy Philowi Jonesowi. W wybornej formie znajduje się także Antonio Valencia, który w niczym nie ustępuje reprezentantowi Anglii Nathanielowi Clyne’owi, a w opinii wielu ekspertów jest nawet od niego lepszy. Nieznaczną wyższość The Reds można uznać jedynie na pozycji lewego obrońcy – James Milner jest jednym z największych objawień obecnego sezonu. W drużynie gospodarzy odpowiedzią na zapędy 31-latka mogłaby być obecność Luke’a Shawa, jednak wobec kontuzji Anglika Mourinho zmuszony jest stawiać na Daleya Blinda. Holender jest zdecydowanie najmniej pewnym punktem obrony 20-krotnego mistrza Anglii i jego obecność na Old Trafford nadal jest dla wielu fanów Czerwonych Diabłów niezrozumiała. „The Special One” stworzył w Manchesterze mur, którego Liverpoolowi nie udało się przebić nawet wtedy, gdy znajdował się w znacznie lepszej formie niż dziś, dlatego fani LFC również teraz mogą mieć uzasadnione obawy o wynik derbowego starcia.


Pogoń za czołówką źródłem diabelskiego stresu

A czego Mourinho może pozazdrościć Kloppowi? Przede wszystkim pozycji w tabeli i większego komfortu psychicznego, z jakim przystępuje do niedzielnego meczu Liverpool. Po kiepskim starcie sezonu Manchester United – mimo ostatniej serii 6 zwycięstw – nadal nie ruszył się z szóstego miejsca w Premier League. Czerwone Diabły wciąż muszą gonić czołówkę i każde potknięcie może dla nich oznaczać definitywne pożegnanie z pierwszą czwórką, o czym nikt na Old Trafford nie chce w tym momencie myśleć. W przypadku porażki strata MU do Liverpoolu będzie jednak wynosiła już osiem punktów, a nawet jeśli podopiecznym Mourinho uda się wygrać, to nadal będą oglądać plecy odwiecznego rywala. To wszystko sprawia, że większe ciśnienie spoczywać będzie na gospodarzach.

„Wszyscy czekają na niedzielny mecz. Przegapiłem pierwsze starcie na Anfield, ale wiem, jak ważne jest to spotkanie. Znam jego wagę i historię rywalizacji pomiędzy tymi dwoma klubami. To nie pierwsze moje derby. Trzeba być tego dnia gotowym. Trzeba grać dla drużyny i dla kibiców, dać z siebie wszystko, aby wygrać. Te mecze przechodzą do historii. Oczywiście poza tym, potrzebujemy trzech punktów, które są niezwykle istotne w kontekście nadchodzących miesiący”

Henrikh Mkhitaryan

Swoją rolę odgrywa również atut własnych trybun, która bywa często sporym obciążeniem. A fani United nie są przecież przyzwyczajeni do porażek z Liverpoolem na Old Trafford. W ciągu ostatnich trzynastu lat The Reds wygrywali w Manchesterze zaledwie trzy razy. Na drużynie Liverpoolu po ostatnich kiepskich wynikach także ciąży pewna presja. Jeśli ekipie Kloppa znów powinie się noga, na Anfield może zacząć robić się nerwowo…


Jürgen Klopp i José Mourinho – ogień i woda

Osobowość obu menedżerów najlepiej uwidacznia się w stylach gry prezentowanych przez ich drużyny. Z jednej strony najlepsza ofensywa w lidze, z drugiej – stalowa defensywa, której już raz udało się stłumić zapędy ofensywne Liverpoolu. Przed meczem nieco oliwy do ognia dolewają też wypowiedzi szkoleniowców, które potwierdzają powszechne opinie dotyczące ich cech charakteru.

„On zawsze walczy na całego i na pewno jest świetnym trenerem. Mamy w sobie podobny stopień emocji, ale jedziemy na Old Trafford z dużą chęcią zwycięstwa. Kiedy wiosną prowadziłem Liverpool na tym stadionie w Lidze Europy, atmosfera była przytłaczająca, ale będziemy na to gotowi. Piłkarze muszą wznieść się na wyżyny umiejętności i pokazać wysoką klasę – w końcu jesteśmy Liverpoolem!”

Jürgen Klopp

„Myślę, że Klopp także nie może doczekać się tego pojedynku – jest zapewne podobnie zmotywowany jak ja. Nie jestem jednak pewny, czy jest również tak samo spokojny. To tylko kolejny duży pojedynek w naszych karierach. Każdy z nas ma inny charakter i sposób prowadzenia zespołu, ale na pewno tak samo pragniemy zwycięstwa”

José Mourinho

Do tej pory w pojedynkach obu panów najczęściej górę brała bezkompromisowość i energia Kloppa, który trzykrotnie wygrywał z drużynami prowadzonymi przez Mourinho, notując zaledwie jedną porażkę. Największy sukces Niemca miał miejsce w kwietniu 2013 roku, gdy po pamiętnych czterech bramkach Roberta Lewandowskiego Borussia Dortmund odprawiła z kwitkiem wielki Real Madryt, deklasując Królewskich w półfinale Ligi Mistrzów aż 4:1. Jedyne zwycięstwo Mourinho w starciach z Kloppem miało natomiast miejsce w rewanżu, gdy Los Blancos wygrali 2:0, jednak ostatecznie do odrobienia strat zabrakło im jednego trafienia. Swoje znaczenie miał również triumf w październiku 2015 roku na Stamford Bridge, gdy Liverpool wygrał z Chelsea 3:1. Kilka tygodni później Mourinho stracił pracę w Londynie, a Klopp od tego zwycięstwa zaczął budowę drużyny, która dzisiaj jest w zdecydowanie innym miejscu, niż kiedy rozpoczynał pracę na Anfield.

Obaj menedżerowie preferują odmienny styl gry i choć atrakcyjniej dla oka w tym sezonie prezentuje się Liverpool, to trudno powiedzieć, aby jechał na Old Trafford w roli murowanego faworyta. Pragmatyczny Mourinho ostatnimi wynikami potwierdza, że zbyt wcześnie ogłoszono jego trenerską śmierć, bowiem sezon dla Manchesteru United nadal nie jest stracony. Determinacji, pasji oraz walki na całego w niedzielę na pewno nie zabraknie, a przecież właśnie za to miliony ludzi na całym świecie pokochało Premier League. Naprzeciwko siebie stają dwie zupełnie inne drużyny – każda ma swoją wyjątkową tożsamość. Dla piłkarzy to również niezwykłe starcie, gdyż porażka w tak prestiżowym meczu jest o wiele trudniejsza do wybaczenia. Emocje wskoczą więc powyżej poziomu Everestu, a powietrze może być jeszcze bardziej przerzedzone niż na himalajskim szczycie. Kto nie ma w sobie wystarczająco dużo samozaparcia, zacznie po prostu się dusić i atmosfera go przytłoczy. Tego nie da się opisać, to po prostu trzeba w niedzielne popołudnie przeżyć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *