Po piętnastu kolejkach znajdowali się pod kreską. Zarząd postanowił więc zwolnić trenera i dać szansę bardziej doświadczonemu szkoleniowcowi. Od tego momentu zaczęli grać niezwykle skutecznie, odbili się od dna tabeli i systematycznie pięli w górę. Rozgrywki zakończyli ostatecznie na 5. pozycji, przegrywając zaledwie jedno z piętnastu ligowych spotkań. Właśnie tak w telegraficznym skrócie prezentował się sezon 2015/16 w wykonaniu OSC Lille. Nikt, nawet w najczarniejszych snach, nie przewidywał wówczas, że po sprzedaniu 2-3 kluczowych zawodników cały misterny plan pójdzie na marne. Właśnie mija niemalże rok od zatrudnienia Frédérika Antonettiego, a Les Dogues zamiast bić się o czołowe lokaty, znów muszą walczyć o wyjście z dołka.

Lille pod rządami Antonettiego było w ubiegłej kampanii z bilansem spotkań 13-7-4 drugim (bez zaskoczenia, numerem jeden PSG – przyp. red.) najlepiej punktującym zespołem w Ligue 1. Żelazna obrona (jedynie 27 wpuszczonych bramek) i ofensywa oparta na błyskotliwym skrzydłowym Sofianie Boufalu – wszystko szło jak należy, aż do momentu otwarcia okienka transferowego…

Klub pokroju Lille musi się liczyć z tym, że jeśli jego zawodnik zdobywa 12 bramek w sezonie i dokłada do tego cztery asysty, a ma zaledwie 22 lata, możniejsze ekipy zaczną starania o jego pozyskanie. Młodego Algierczyka wyciągnął akurat Southampton wykładając ponad 18 mln €.

nintchdbpict000262787855

Dodatkowo ze Stade Pierre-Mauroy odszedł jeden z najlepszych bocznych obrońców Ligue 1 Djibril Sidibe, którego za 15 mln € pozyskało AS Monaco. Kolejne 10 mln Lille zainkasowało pozbywając się dwóch młodych zawodników: Benjamina Pavarda (VfB Stuttgart), Sehrou Guirassy’ego (FC Köln) oraz 26-letniego napastnika Ronny’ego Rodelina, który zasilił SM Caen. Oprócz nich klub z północy Francji opuściła także „mała legenda” Florent Balmont. 36-latek, mimo zaawansowanego wieku, był podstawowym zawodnikiem Les Dogues, ale po ośmiu latach postanowił prawdopodobnie po raz ostatni spróbować swoich sił w innym zespole, którym okazał się beniaminek z Dijon.

43 mln € to całkiem przyjemna sumka do zainwestowania. Można załatać dziury po stracie podstawowych zawodników i jeszcze odłożyć niemałą kwotę, ale nie w Lille, gdzie wydatki postanowiono ograniczyć do zaledwie 4,5 mln, które przeznaczono na wykupienie Édera – strzelca zwycięskiej bramki w finale mistrzostw Europy. Portugalczyk był wypożyczony ze Swansea i w poprzednim sezonie Ligue 1 w trzynastu spotkaniach pokonywał bramkarzy przeciwników sześciokrotnie. Wynik jak najbardziej przyzwoity, ale jedno sensowne wzmocnienie, gdy ma się do dyspozycji tak ogromne środki finansowe, to zdecydowanie za mało. Zarząd LOSC wraz z trenerem przespali jednak okazję i zespół musiał zacząć przygotowania do sezonu w mocno okrojonym składzie.

Pierwsze oznaki narastających problemów można było zauważyć już w meczach 3. rundy kwalifikacji do Ligi Europy, w których Lille podejmowało FK Qəbələ. Gra przeciwko postsowieckim drużynom niejednokrotnie dawała się we znaki dużo poważniejszym markom, ale scenariusz był zazwyczaj podobny – skromne zwycięstwo na własnym stadionie i ciężka batalia o obronę wyniku na wschodzie. Les Dogues postanowili jednak stworzyć własną koncepcję. Na Stade Pierre-Mauroy gospodarze nie potrafili pokonać Azerów. Co więcej, to Gabala wyszła na prowadzenie, a podopieczni Antonettiego musieli gonić wynik. Remis przed własną publicznością nie stawiał więc Francuzów w uprzywilejowanej pozycji, co tylko potwierdziła porażka na Zakaukaziu (0:1).

Odpadnięcie z europejskich pucharów niekiedy okazuje się zbawienne. Wąska kadra nie jest tak eksploatowana, a do tego można uniknąć dalekich wyjazdów i gry co trzy dni. Ekipie Lille w żaden sposób nie pomogło to jednak w udanym rozpoczęciu ligowych zmagań.

lille-wyniki

Co najbardziej rzuca się w oczy, patrząc na obecną grę zespołu Antonettiego, to dużo gorsza postawa w destrukcji i brak kreatywnego zawodnika w przednich formacjach. Niezwykle pewna w zeszłym sezonie defensywa w obecnym mocno kuleje i nie zanosi się na nagłą poprawę, bowiem stoperzy Baša i Civelli to 33-letni zawodnicy, których czas na naukę bezpowrotnie minął. Z kolei kreatywny Sofiane Boufal potrafił nie tylko strzelać na potęgę, ale również obsłużyć celnym podaniem swoich partnerów. Tym razem 55-letni szkoleniowiec nie dostosował taktyki do swoich zawodników i w każdym meczu jest to widoczne. Éder miał zapewnić Lille spokój w ofensywie, ale nie jest to typ napastnika, który potrafi wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za rozegranie. Portugalczyk żyje z podań, a tych póki co nie dostaje zbyt wielu, co z kolei przekłada się na jego aktualne statystyki (12 meczów / 2 gole). Największe nadzieje wiązano jednak z wypożyczonym z AS Monaco Rony’m Lopesem. Po pierwszym jego występie wydawało się, że będzie w stanie godnie zastąpić Boufala. Dwie bramki z Metz okazały się na razie jedynym wkładem Lopesa w wyniki Les Dogues. Od tego czasu 20-latek rzadko łapie się do kadry meczowej, a jego licznik spotkań zatrzymał się na pięciu.

rony-lopes

Pomiędzy atakiem a obroną jest jeszcze linia pomocy, w której również zaszły istotne zmiany personalne mające wpływ na postawę drużyny ze Stade Pierre-Mauroy. Duet Balmont – Mavuba nie grzeszył może warunkami fizycznymi (odpowiednio 167 i 172 cm wzrostu – przyp. red.), ale zaangażowaniem już owszem. Para doświadczonych środkowych pomocników zapewniała LOSC spokój w tyłach i niwelowała już w zalążku ataki przeciwników, pozwalając tym samym na większe zaangażowanie w ofensywę reszcie zespołu. Teraz osierocony Mavuba nie jest w stanie znaleźć wspólnego języka z nowym partnerem Younoussem Sankharé. Inna sprawa, że forma 32-latka daleko odbiega od tej prezentowanej choćby w poprzednim sezonie.

Po 12. kolejkach Lille zajmuje zagrożoną spadkiem 18. pozycję z zaledwie trzema wygranymi na koncie i to z drużynami z dolnej połówki tabeli (Dijon, Bastia, Nancy – przyp. red.), a przed sobą ma chociażby mecze z Olympique’m Lyon, Marsylią czy Paris Saint-Germain. Drużynie z północy Francji potrzeba impulsu i na jej szczęście na taki właśnie się zanosi. Na ostatnią prostą wchodzą bowiem rozmowy z Gérardem Lopezem, który wyraził chęć zostania nowym właścicielem OSC Lille. To już drugie podejście luksemburskiego przedsiębiorcy do przejęcia klubu z Ligue 1. Poprzednio starał się nabyć udziały w Olympique’u Marsylia, ale ówczesna właścicielka Margarita Louis-Dreyfus odrzuciła jego ofertę. Były właściciel ekipy Renault biorącej udział w wyścigach F1 nie zraził się i podobno kwestią dni jest jego oficjalne przywitanie na Stade Pierre-Mauroy.

59bcf2_e01bbced898c4ac787f7c81ed35d0353

Wiadomo także, że dyrektorem sportowym zostanie Luis Campos, piastujący tę funkcję poprzednio w AS Monaco. W pierwszych doniesieniach można było usłyszeć, że zmiany w gabinetach nie pociągną bynajmniej zmian na ławce trenerskiej. Nowy zarząd chce bowiem dać Antonettiemu szansę na odbudowę drużyny.

To może być trudny czas dla wszystkich fanów Les Dogues. Jeśli nawet wszelkie formalności zostaną dopięte możliwie jak najszybciej, to i tak do zimowych ruchów transferowych pozostanie jeszcze dużo czasu, a punkty w tym czasie same nie wpadną. Być może impuls związany z nowym właścicielem pozytywnie wpłynie na zawodników i trenera, wszak upadek tak uznanej we marki we Francji byłby dla Ligue 1 niepowetowaną stratą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *