DEyCcTPXUAAd7Mb

W ciągu minionego tygodnia do treningów wrócili ostatni zawodnicy, którym przyznano dłuższy urlop ze względu na udział w którymś z czerwcowych turniejów międzynarodowych. Choć wiele drużyn trenuje już od początku lipca, dopiero teraz, gdy kadry są w komplecie, rozpoczynają się masowe migracje drużyn w różne zakątki świata. Marketingowi pionierzy obrali kurs na Azję, mniej otwarci na nowinki wybrali Amerykę, a kluby o znikomej medialności wyruszyły w przeróżne urokliwe rejony, gdzie przede wszystkim będzie można spokojnie pracować. FC Schalke 04, dziesiąta ekipa minionego sezonu Bundesligi, należy do tej pierwszej grupy i w niedzielę 16 lipca wyruszy na swoje tournée do Chin. Przygotowania popularnych Die Königsblauen do sezonu 2017/18 szczególnie ciekawią sympatyków piłki za Odrą, bo tego lata do Gelsenkirchen zawitało jedno z najgorętszych nazwisk niemieckiego coachingu – Domenico Tedesco.

Tedesco ma 31 lat i jest Niemcem włoskiego pochodzenia. Jeszcze pół roku temu prowadził drużynę TSG Hoffenheim U19. Na początku rundy wiosennej walczące ostatkiem sił o utrzymanie drugoligowe Erzgebirge Aue zaproponowało mu posadę trenera pierwszego zespołu. W możliwość utrzymania tego małego klubu w 2. Bundeslidze nie wierzyli jednak tak naprawdę ani jego decydenci, ani sam Tedesco, wszak podpisali ze szkoleniowcem umowę, która miała obowiązywać również w trzeciej lidze. Właśnie ten zapis ostatecznie przekonał młodego menedżera do przyjęcia propozycji z Saksonii.

Tedesco przejął kompletnie rozbity zespół notujący wówczas serię czternastu meczów z tylko jedną wygraną i poprowadził do zwycięstwa już w pierwszym spotkaniu z Karlsruhe. Kolejne cztery mecze to remis i trzy triumfy. Łącznie w jedenastu meczach pod wodzą urodzonego w Rossano trenera Aue zanotowało rekordową średnią 1,82 punktu na spotkanie. W tym czasie Veilchen odnieśli sześć zwycięstw, trzykrotnie remisowali i zanotowali tylko dwie porażki.


W krótkim czasie na niemieckim rynku pojawił się zatem kolejny szkoleniowiec wywodzący się z młodzieżowych struktur Hoffenheim, który w swoim debiucie trenerskim, w sytuacji niemal beznadziejnej, wyprowadził klub na bardzo bezpieczną pozycję. Porównanie Tedesco do Nagelsmanna nasuwa się więc samoistnie. Media za naszą zachodnią granicą zestawiają ze sobą tę dwójkę w każdy możliwy sposób, a jeszcze bardziej sprzyja temu wspólna historia dwóch menedżerskich talentów. Obaj uczęszczali bowiem do słynnej kolońskiej szkoły trenerskiej, w dodatku na jednym roku! Co ciekawe, to o dwa lata starszy od Nagelsmanna nowy opiekun Schalke uzyskał na koniec edukacji wyróżnienie i lepsze oceny.


Samo wyratowanie drugoligowej drużyny od degradacji nie wydaje się osiągnięciem dającym jakiemukolwiek trenerowi prawo ubiegania się o najbardziej intratne posady w kraju, jednak całe CV Tedesco sprzed objęcia Erzgebirge Aue krzyczy do potencjalnych pracodawców, że to postać wyjątkowa. Godna uwagi i podziwu jest także wytrzymałość psychiczna szkoleniowca, który nawet w tak trudnych sytuacjach potrafi efektywnie pracować. Oprócz tego są jeszcze opinie byłych pracodawców i podwładnych. Powiedzieć, że ci wypowiadają się o Tedesco pochlebnie, to jakby nie powiedzieć nic. Pytani o 31-latka rozpływają się wręcz w zachwytach.

„Jest bardzo skrupulatny. O przeciwnikach wie dosłownie wszystko. Pojawił się znikąd, a co chwilę zaskakiwał mnie kolejnymi obserwacjami, choć jestem tu już od dawna. Zawsze graliśmy ofensywnie – trener upierał się na to bez względu, z kim przychodziło nam się mierzyć. Grać pod takim trenerem to czysta przyjemność dla piłkarza”

Dimitrij Nazarov, napastnik Erzgebirge Aue


„Najważniejsze, czego dokonał w Aue Domenico Tedesco? Sprawił, że drużyna dorosła”

„Traktowałem go jak syna. Ufałem mu bezgranicznie. On potrafi rozmawiać z piłkarzami. Pokazuje im ich błędy na video i od razu znajduje sposób, jak je wyeliminować. Ponadto mówi wieloma językami: angielskim, hiszpańskim, francuskim, włoskim i niemieckim, a to ma ogromne znaczenie we współczesnej piłce. To jego wielki atut. Bez dwóch zdań, miejsce Tedesco jest w Bundeslidze”

Helge Leonhardt, prezes FC Erzgebirge Aue


Tedesco przychodzi na Veltins Arena w bardzo trudnym momencie. Klub z Gelsenkirchen po raz pierwszy od ośmiu lat nie zakwalifikował się do europejskich pucharów i jest w kompletnej rozsypce po pozbawionej wizji oraz konsekwencji w działaniach kadencji Marcusa Weinzierla. Szatnia Die Königsblauen została jednak mocno przewietrzona, a z klubu odeszło kilka „świętych krów”, które swoją obecnością w pierwszym składzie S04 więcej szkodziły niż pomagały. Mowa choćby o Ericu Maximie Chuopo-Motingu, Denisie Aogo czy Klaas-Janie Huntelaarze. Zaboli natomiast odejście Seada Kolašinaca do Arsenalu, zwłaszcza że do Chelsea po okresie wypożyczenia wraca również Abdul Rahman Baba. W Schalke pojawił się już nowy lewy obrońca – Bastian Oczipka, ale nikt nie oczekuje od niego gry na poziomie bośniackiego poprzednika. Poza tym utrata „Koli” na rzecz Kanonierów bez jakiegokolwiek zysku finansowego to dotkliwa marketingowa i organizacyjna porażka klubu z Zagłębia Ruhry. Powtórzył się bowiem scenariusz sprzed roku, kiedy to również za darmo odchodził do Liverpoolu Joël Matip.


Christian Heidel przychodził do Gelsenkirchen właśnie po to, aby zapobiec kolejnym transferowym wpadkom tego typu. Ale w sprawie Kolašinaca już nawet on nie mógł niczego zrobić – oferta przedłużenia kontraktu powinna bowiem pojawić się znacznie wcześniej. Im lepiej Schalke przyswoi zasady funkcjonowania nowego dyrektora sportowego, tym mniej podobnych historii będzie się zdarzać. Nie zmienia to jednak faktu, że aktualnie dwie czołowe drużyny Premier League obsadzają kluczowe pozycje wychowankami Die Knappen, za których macierzysty klub nie uzyskał ani centa.


Schalke 04 Gelsenkirchen od niepamiętnych czasów rywalizowało z Borussią Dortmund na wszystkich frontach. Ostatnie lata na Veltins Arena wcale nie należały do najgorszych, ale do wyników osiąganych przez BVB na przestrzeni ostatnich lat jeszcze wiele Królewsko-Niebieskim brakuje. Dlatego w Gelsenkirchen panuje obsesja „własnego Kloppa”. Sympatycy Die Königsblauen są przekonani, że tym, czego trzeba ich ukochanemu klubowi, aby stać się potęgą, jest odrobina szczęścia przy wyborze trenera, aby wzorem Borussii sprzed niespełna dziesięciu lat trafić na kogoś, kto swoją charyzmą i geniuszem poprowadzi zespół do niezwykłych osiągnięć. Domenico Tedesco jest póki co trenerskim „no-namem”, ale z jakiegoś powodu jego przybycie do Gelsenkirchen wlało nadzieję i radość w serca kibiców Schalke. W niewyjaśniony sposób młodziutki szkoleniowiec z włoskim rodowodem wzbudził niemałą ekscytację wśród fanów oczekujących pozytywnych efektów jego pracy. Być może to właśnie Tedesco będzie tym wyczekiwanym „niebieskim Jürgenem Kloppem”?

Źródło: FC Schalke 04
Źródło: FC Schalke 04

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *