methode_times_prod_web_bin_a40d5c32-0530-11e8-8e80-008642e5faa1

Sir Bobby Moore, Geoff Hurst, Martin Peters, Trevor Brooking – to tylko najbardziej znane postaci, które dzięki spektakularnym występom w West Hamie osiągnęły status niemal nieśmiertelnych w pamięci kibiców The Irons. Wydawać by się mogło, że czasy świetności klubu z dzielnicy Stratford już dawno minęły, jednak na horyzoncie pojawił się człowiek, który każdym swoim kolejnym występem wzbudza coraz większą ekscytację w oczach oglądających jego poczynania z trybun London Stadium. Nie dziwi więc, że kiedy sobotnie spotkanie Młotów obserwował na żywo Billy Bonds – legendarny pomocnik, który wystąpił w barwach WHU aż 799 razy – głowy miejscowych sympatyków zaprzątnęła myśl, czy Declan Rice będzie w stanie zbliżyć się do podobnych osiągnięć i wypracować taki status.

Rice dołączył do szkółki West Hamu w wieku 14 lat przenosząc się z Chelsea. Od tamtej pory wystąpił we wszystkich możliwych kategoriach wiekowych klubu ze wschodniego Londynu, a gdy w sezonie 2016/17 został kapitanem drużyny U-23, stało się jasne, że będzie jednym z głównych kandydatów do zasilenia szeregów pierwszego zespołu The Hammers. I rzeczywiście, na debiut w seniorskiej piłce nie musiał długo czekać. W 2017 roku otrzymał premierową szansę w Premier League, w ostatniej kolejce wspomnianej kampanii, kiedy to na symboliczną minutę wszedł na murawę w konfrontacji przeciwko Burnley. Obecnie 20-letni pomocnik ma już na swoim koncie ponad 60 występów w dorosłej drużynie West Hamu i prezentuje równą, wysoką dyspozycję, a Manuel Pellegrini nie wyobraża sobie podstawowej jedenastki bez urodzonego w Londynie piłkarza. Dzięki świetnym występom na młodziana zewsząd spływa morze pochwał, a co poniektórzy upatrują w nim nawet nowego Michaela Carricka czy Franka Lamparda.


Swoją karierę były już reprezentant Irlandii rozpoczynał na pozycji stopera. Rosły, ale przy tym bardzo szybki i mobilny, wydawał się idealnym kandydatem na szefa defensywy. Oprócz walorów fizycznych, Rice dysponuje też bardzo dobrą techniką użytkową, właściwie się ustawia, ma wrodzoną umiejętność czytania gry, jest nieustępliwy, skuteczny w odbiorze oraz pewnie czuje się interweniując wślizgiem. Prawdziwą przyjemność dla oka stanowi jednak jego umiejętność kontroli piłki. Długi przerzut czy wyprowadzenie z własnej połowy? Żaden problem! Jak na nominalnie defensywnego zawodnika, jego umiejętności kreatorskie są więcej niż przyzwoite. Było więc kwestią czasu, aż któryś z trenerów zainteresuje się stoperem pod kątem gry w środku pola. Pierwszym menedżerem, który naprawdę mocno postawił na Declana w roli typowej „szóstki” był i nadal jest chilijski menedżer trzykrotnych zdobywców Pucharu Anglii. W tym momencie to najważniejszy punkt w całej układance stołecznego zespołu. Rice jest prawdziwym liderem drugiej linii – nieustępliwy w odbiorze, a przy tym nie unikający rozgrywania futbolówki. Posiada wszystkie niezbędne cechy, które charakteryzowały największych graczy na tej pozycji – przerzut, swobodę w rozegraniu oraz przebojowe podłączenie się do akcji, którą nierzadko sam inicjuje. Należy przy tym nadmienić, że na zmianie pozycji nie ucierpiały wartości defensywne wychowanka The Irons. Świetne pozycjonowanie przekłada się na większą liczbę odbiorów oraz asekurację obrońców, gdy wymaga tego potrzeba.

Aby nie być gołosłownym, warto przyjrzeć się statystykom. Rice jest najlepszy w swoim zespole pod względem liczby odbiorów, których ma na koncie aż 75. Do wypracowania tego osiągnięcia potrzebował jedynie 10 fauli, co pokazuje, jak skuteczny w swoich poczynaniach jest 20-latek. Jeśli zaś chodzi o aspekty, które najbardziej wyróżniają młodego pomocnika – podania, ich dokładność oraz liczba kontaktów z futbolówką – to również znajduje się w czołówce klubowej klasyfikacji, ustępując jedynie Felipe Andersonowi. Przy dość pokaźnej liczbie podań, jaką londyńczyk wykonał w obecnej kampanii (ponad 1500), zanotował zaledwie 17 strat, co tylko utwierdza w przekonaniu, że mamy do czynienia ze świetnie rokującym zawodnikiem. Obecny sezon okrasił dwiema bramkami w 26 występach, a także asystą w meczu Pucharu Ligi Angielskiej.

„Jest bardzo młodym zawodnikiem, dopiero zaczyna swoją karierę. Musi się jeszcze bardzo dużo nauczyć oraz słuchać, robić to, co robi każdego dnia, grać i zdobywać doświadczenie. Dla mnie jest aktualnie najlepszym angielskim defensywnym pomocnikiem, a co ważniejsze, każdego dnia chce się uczyć. Jest kompletnym zawodnikiem.”

Manuel Pellegrini


Wszystkie podobne zestawienia i wypowiedzi tylko podsyciły dywagacje odnośnie przyszłości utalentowanego zawodnika Młotów, który jeszcze do niedawna występował w reprezentacji Irlandii. W barwach The Green Army zaliczył ledwie trzy występy, wszystkie w meczach towarzyskich, zatem szansę szybko zwietrzył Gareth Southgate do spółki z FA. Gdy tylko zainteresowanie oficjalnie się potwierdziło, defensywny pomocnik zdecydował o zmianie reprezentacji i wybrał występy w kadrze Synów Albionu. Sam zainteresowany po tej decyzji przez dłuższą chwilę stronił od mediów, jednak niedawno postanowił przerwać milczenie.

„To prawdopodobnie najtrudniejsza decyzja w moim dotychczasowym życiu. Nigdy nie spodziewałem się, że będę musiał podjąć taką decyzję w tak młodym wieku, jednak zrobiłem to z myślą o mojej przyszłości”

Declan Rice

Forma, jaką prezentuje na boisku ten wciąż niezbyt doświadczony piłkarz musiała wzbudzić również zainteresowanie największych graczy na angielskim podwórku. Tamtejsze media już donoszą o potencjalnych transferach, m.in. do Manchesteru City, gdzie chętnie widziałby zawodnika Pep Guardiola rozglądający się powoli za następcą Brazylijczyka Fernandinho. Spekulacje nie wydają się jednak rozpraszać młokosa. Jest niesamowicie skupiony na każdym kolejnym spotkaniu i z meczu na mecz oraz z tygodnia na tydzień widać, jak się rozwija i zyskuje jeszcze więcej pewności siebie. Transfer wydaje się być zatem tylko kwestią czasu.


Nie ulega wątpliwości, że jeśli dyspozycja Rice’a gwałtownie się nie pogorszy, to zarówno West Ham, jak i reprezentacja Anglii będą mieli olbrzymie powody do zadowolenia, a być może zyskają w niedalekiej przyszłości kolejnego zawodnika pokroju Lamparda czy Carricka. Pozostaje tylko wierzyć, że kontuzje będą omijać go szerokim łukiem, a woda sodowa nie posmakuje tak bardzo, jak w wielu innych przypadkach. Kto wie, czy na naszych oczach nie rodzi się właśnie przyszła gwiazda światowego formatu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *