2418918-50277130-2560-1440

Na początku sezonu ligowego za Odrą mało kto spodziewał się jakiejś zmiany w dobrze poukładanej rzeczywistości Bundesligi. Potężny Bayern, mimo że z nowym szkoleniowcem, miał bez najmniejszych problemów dopisać sobie kolejną mistrzowską koronę, a pozostała część stawki miała toczyć walkę o to, kto będzie tym drugim, „najlepszym z reszty”. Pierwsza faza rozgrywek pokazała jednak, że w Westfalii odrodziła się żółto-czarna maszyna, której poszczególne komponenty prezentują świetną formę i mają olbrzymią chrapkę ma pokrzyżowanie planów wielkiemu potentatowi z Monachium. Po jedenastu kolejkach BVB przewodzi tabeli, bez zaznania goryczy porażki, a pozostali rywale oglądają plecy Die Schwarzgelben.

Podczas lata w klubie z Westfalenstadion doszło do wielu zmian, wszak poprzedni rok pod wodzą Petera Bosza i Petera Stögera był bardzo nieudany (Borussia zajęła 4. miejsce w lidze i straciła aż 47 bramek w 34 meczach – przyp. red.). Ekipę ośmiokrotnego mistrza Niemiec objął więc Szwajcar Lucien Favre, dotychczasowy szkoleniowiec OGC Nice, który swoją rękę przykładał do rozwoju takich piłkarzy, jak Marc-André ter Stegen, Marco Reus, Granit Xhaka, czy nasz Łukasz Piszczek. Oprócz transferu trenera, zarząd BVB wydał ponad 90 mln € na letnie wzmocnienia, w wyniku których przybyło jakości na środku obrony oraz w drugiej linii za sprawą Manuela Akanjiego, Abdou Diallo, Thomasa Delaneya i Axela Witsela. Dodatkowo na Signal Iduna Park trafił także były zawodnik Barcelony, Paco Alcácer, którego niedawne popisy strzeleckie nie przeszły bez echa w całej piłkarskiej Europie. Hiszpan przesiadywał w stolicy Katalonii całe mecze na ławce rezerwowych lub nawet znajdował się poza kadrą, a po zmianie pracodawcy gra jak natchniony.


Favre jest szkoleniowcem, który uczy, trenuje oraz stale kładzie nacisk na rozwój umiejętności technicznych poszczególnych zawodników. Jego głowę, bardziej niż taktyka i przedmeczowa strategia, zajmują myśli dotyczące wykrzesania pełni indywidualnego potencjału z każdego gracza oraz szukanie pola, na którym dany zawodnik może zaliczyć progres. W jednym z wywiadów Szwajcar powiedział, że największe rezerwy leżą w wyszkoleniu technicznym piłkarzy, a nie zawsze kluby zwracają na to uwagę. Zaznaczył też, że w dzisiejszych czasach klasowy futbolista wręcz powinien być obunożny.

Doświadczenie Facre’a w Bundeslidze jest olbrzymie. Wcześniej z sukcesami prowadził on Herthę Berlin, Borussię Mönchengladbach, a teraz jego rękę już po kilkunastu meczach widać w Dortmundzie. Doskonałym przykładem jest wielkie październikowe zwycięstwo w Champions League nad Atlético Madryt. W tamten środowy wieczór podopieczni 61-latka zaprezentowali się wyśmienicie i jako pierwsi za kadencji Diego Simeone zaaplikowali Los Colchoneros aż cztery bramki, nie tracąc przy tym ani jednej!

W Dortmundzie można znaleźć przynajmniej kilku beneficjentów przyjścia do klubu byłego 24-krotnego reprezentanta Szwajcarii, jednak tymi, którzy u progu sezonu bez wątpienia imponują najbardziej, są wypożyczony z Realu Madryt Marokańczyk Achraf Hakimi oraz pozyskany z młodzieżowego zespołu Manchesteru City Anglik Jadon Sancho. Pierwszy z wymienionych został wysłany w podobną drogę jak Dani Carvajal kilka sezonów temu – wypożyczenie do stabilnego klubu Bundesligi, w którym młody zawodnik spokojnie może grać na najwyższym poziomie i zyskiwać doświadczenie oraz zapewnienie sobie opcji wykupu. Jeżeli reprezentant Lwów Atlasu utrzyma taką dyspozycję, trudno sobie wyobrazić, by Królewscy z tej opcji nie skorzystali. Hakimi strzela, asystuje, broni, haruje, ale przede wszystkim systematycznie się rozwija. Niedługo może okazać się, że na tym transferze zyska nie tylko sam defensor, ale także kluby z Dortmundu i Madrytu.


Jadon Sancho znalazł się natomiast na językach całych piłkarskich Niemiec oraz Anglii. 18-letni skrzydłowy jest objawieniem ostatnich tygodni. Jego gra, a przede wszystkim regularnie zdobywane gole i zaliczane asysty sprawiły, że selekcjoner Synów Albionu powołał go na ostatnie zgrupowanie kadry przed meczami w ramach Ligi Narodów, a nawet pozwolił mu nawet zadebiutować w spotkaniu przeciwko Chorwacji, dzięki czemu Sancho stał się pierwszym chłopakiem urodzonym w trwającym tysiącleciu, który zawitał do reprezentacji Anglii. Wychowanek Watfordu jest też aktualnie trzecim najlepszym asystentem w Europie, przy niemal połowę mniejszej liczbie rozegranych minut niż przewodząca zestawieniu dwójka – Suso i Ángel Di María. Dodatkowo, dzięki bramce strzelonej przeciwko Atlético, zapisał się w historii Ligi Mistrzów jako drugi najmłodszy strzelec gola rodem z ojczyzny Williama Szekspira (18 lat 212 dni, ustępuje jedynie Alexowi Oxlade-Chamberlainowi – przyp. red.). Jakby tego było mało, to trafienie pozwoliło mu stać się także pierwszym angielskim nastolatkiem, który strzelił bramkę w Champions League w barwach nieangielskiego klubu. Na koniec warto dodać, że młody Jadon jest pierwszym z grających w pięciu najmocniejszych ligach Anglikiem w tym sezonie, który był zaangażowany w przynajmniej 10 bramek swojej drużyny. Tak tworzy się historię. Podobno Manchester United już jest gotowy zaoferować za niego westfalskiemu klubowi bagatela 100 mln €, ale włodarze BVB ani myślą oddawać talentu z Camberwell.


Wydaje się więc, że na niemiecką scenę znowu powraca stara, dobra Borussia Dortmund. Stracony poprzedni sezon oraz trenerskie pomyłki wskazały działaczom z Zagłębia Ruhry nową, jak do tej pory lepszą drogę. Favre zaprowadził nowy porządek, który póki co pozwala Żółto-Czarnym patrzeć na całą stawkę z góry. Nie brakuje jednak głosów, które mówią, że ten stan utrzyma się wyłącznie do momentu, gdy w zespole czterokrotnego triumfatora DFB-Pokal pojawią się pierwsze problemy. „Süddeutsche Zeitung” scharakteryzowało kiedyś Szwajcara jako szkoleniowca z bardzo wrażliwą duszą, który w przypadku problemów szybko ucieka się do rozpaczy i melancholii.

Na razie to Bayern musi się męczyć, by doścignąć, a dopiero w następnej kolejności przeskoczyć drużynę opartą na młodzieńczej fantazji, w której brylują zawodnicy poniżej dwudziestego roku życia. Bukmacherzy nie mają wątpliwości i wciąż jako faworyta wskazują Bawarczyków, aczkolwiek sympatycy niemieckiego futbolu mogą mieć uzasadnione nadzieje, że ten sezon Bundesligi będzie trochę ciekawszy i potrzyma w niepewności nieco dłużej niż do przerwy świątecznej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *