Leicester City v Sevilla FC - UEFA Champions League Round of 16: Second Leg

Gdy Craig Shakespeare przystępował do swojego pierwszego meczu w roli szkoleniowca Leicester, wydawało się, że mistrzowie Anglii zakończą 26. kolejkę Premier League w strefie spadkowej. Aby z niej uciec, konieczna była bowiem wygrana z Liverpoolem, co wydawało się zadaniem karkołomnym biorąc pod uwagę bramkowy impas Lisów na początku 2017 roku. Nagle wszystko odmieniło się niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a zwycięstwo nad The Reds było dopiero pierwszym z sześciu kolejnych triumfów. Po drodze Vardy i spółka wyeliminowali jeszcze z Ligi Mistrzów Sevillę i już w najbliższą środę zagrają w ćwierćfinale tych elitarnych rozgrywek.

Antoine Griezmann i jego koledzy z Atlético Madryt musieli się bardzo ucieszyć, gdy okazało się, że w batalii o półfinał Champions League zagrają właśnie z dzielnymi Lisami. Nic dziwnego, bo mimo ostatniej dobrej formy mistrzowie Anglii nie stanowią takiego zagrożenia, jak choćby Bayern, Real Madryt czy Barcelona. Tak samo myśleli jednak zapewne w Sevilli czy wielu innych klubach, które stawały w minionych tygodniach na drodze ekipy Shakespeare’a. W zeszłym sezonie Leicester City zaszokowało świat sięgając po tytuł mistrzowski, jednak to, co wyczyniają w obecnych rozgrywkach piłkarze The Foxes również dalekie jest od spokojnych scenariuszy odcinków serialu Klan.


Nieco satyryczny wpis komentatora nc+ po szóstym już zwycięstwie z rzędu pod wodzą Shakespeare’a doskonale ukazuje nieprzewidywalność i huśtawkę nastrojów, jaką przeżywają w ostatnich miesiącach na King Power Stadium. Drużyna pod wodzą Claudio Ranieriego od początku sezonu nie zachwycała, jednak fatalna dyspozycja u progu nowego roku przelała czarę goryczy i doprowadziła do zwolnienia Włocha. Decyzja włodarzy Leicester wzbudziła szok na całym świecie, poza szatnią mistrzów Anglii, gdzie nastąpiło nagłe oczyszczenie atmosfery. O niezbyt dobrych relacjach piłkarzy z popularnym „Tinkermanem” mówiło się już od dłuższego czasu, więc nic dziwnego, że pojawiły się pogłoski o wpływie najważniejszych graczy na jego zwolnienie. Wśród potencjalnych „sprawców” wymieniano choćby kapitana Wesa Morgana, ale także Kaspera Schmeichela czy Jamiego Vardy’ego.

„Czytałem różne historie o tym, że zwolniłem Ranieriego, ale to wszystko bzdury. Mimo to, po jego odejściu dostawałem od fanów pogróżki, grożono mi nawet śmiercią. Dotknęło to także moją rodzinę. Cała sprawa była dosyć przerażająca. Chciałem zapewnić, że po meczu z Sevillą nie uczestniczyłem w żadnym spotkaniu, które miało doprowadzić do zwolnienia Ranieriego – siedziałem wtedy trzy godziny na kontroli antydopingowej. Wiele kłamstw zostało rzuconych w świat, ale teraz mogę temu tylko zaprzeczyć”

Jamie Vardy

Drużynę po 65-letnim szkoleniowcu od razu przejął jego asystent, jednak początkowo Shakespeare miał być tylko rozwiązaniem tymczasowym. Działacze Leicester starali się m.in. o Guusa Hiddinka czy Cesare Prandellego, jednak obaj odmówili. Ten ostatni w geście solidarności z rodakiem stwierdził wręcz, że nie mógł przyjąć propozycji od klubu, który nieelegancko potraktował największego menedżera w swojej historii. W podobnym tonie wypowiadał się kilka tygodni później sam Ranieri:

„Gdy myślę o Leicester, pierwsze co przychodzi mi do głowy, to myśl o znaczeniu słowa niespodzianka, nawet bardziej niż gorycz. Widziałem już wiele rzeczy w futbolu, jednak ta wiadomość była dla mnie absolutnym szokiem”

O tym, co tak naprawdę wydarzyło się w relacjach pomiędzy włoskim trenerem a zawodnikami dowiemy się pewnie dopiero, gdy Ranieri zdecyduje się napisać na ten temat książkę. Na pewno sprzedałaby się ona w milionach egzemplarzy, mimo iż jej autorem byłby prawdopodobnie ktoś pozbawiony talentu Williama Shakespeare’a. Następca rzymianina o znanym nazwisku momentalnie zaczął jednak tworzyć własną historię, choć szybko pojawiły się również wątpliwości, na ile jest ona pisana jego piórem. Trudno bowiem przypisywać komuś pełnię zasług za odmianę zespołu w tak krótkim czasie, choć nie da się ukryć, że swoje miejsce w annałach Premier League Craig Shakespeare już znalazł.


Sam Anglik dosyć spokojnie podchodzi do obecnych sukcesów i z uśmiechem na twarzy delektuje się miodowymi miesiącami w roli pierwszego trenera Lisów. Na jednej z konferencji prasowych nazwał siebie samego „The Lucky One” w nawiązaniu do meczu z West Hamem, który Leicester wygrało głównie dzięki fantastycznym interwencjom Schmeichela.

Ostatni mecz z Sunderlandem również nie należał do najlepszych w wykonaniu obrońców tytułu, jednak wprowadzenie w drugiej połowie Islama Slimaniego i Marca Albrightona pozwoliło przełamać twardą defensywę Czarnych Kotów. Leicester znów zagrało jak w poprzednim sezonie, gdy do bólu wykorzystywało wszystkie swoje okazje.

Drugą bramkę w tym meczu dołożył wspomniany wcześniej Vardy, który po zmianie menedżera znów zaczął przypominać snajpera z prawdziwego zdarzenia. Poprawę było widać już w debiucie Shakespeare’a z Liverpoolem, gdy 30-latek również trafił do siatki. Wtedy był to jego pierwszy gol w lidze od 79 dni, podczas których Vardy głównie snuł się po boisku i nie był w stanie nawet dojść do dogodnej okazji. Przeciwko ekipie Jürgena Kloppa pasję oraz błysk znane z poprzedniego sezonu odzyskali również pozostali piłkarze Lisów, co przełożyło się na efektowne zwycięstwo 3:1. Ciekawe, jak musiał się czuć oglądając swoich byłych podopiecznych Ranieri, który w ostatnich tygodniach pracy na King Power Stadium nie mógł doprosić się choćby o odrobinę zawziętości…



Żaden z piłkarzy nie powie tego wprost, jednak nawet przeciętny znawca futbolu skojarzy fakty nagłej zwyżki formy ludzi, którzy wcześniej przez niemal dwa miesiące nie potrafili strzelić gola, ze zwolnieniem niechcianego przez nich menedżera. W związku z tym wielu fanów na Wyspach ma spory problem z docenieniem obecnej formy Leicester. The Foxes znów zachwycają tworzeniem kolejnej pięknej historii – tym razem w Lidze Mistrzów, gdzie są ostatnią angielską drużyną w stawce ćwierćfinalistów, jednak ma to znacznie mniej wspólnego z romantyzmem niż ich pogoń za mistrzostwem z poprzedniej kampanii. Wtedy cały świat dopingował Leicester, a teraz w Internecie pojawił się wiele wpisów życzących Lisom… spadku, po tym, jak piłkarze potraktowali Ranieriego. Od nerwowej atmosfery od razu starał się odciąć Shakespeare i był to jeden z powodów szybkiej poprawy wyników.

„Pomiędzy mną a Claudio nie ma żadnej urazy. Jego praca na pewno będzie częścią naszych aktualnych wyników. Na razie są one fantastyczne, ale na pewno czegoś takiego się nie spodziewałem, zwłaszcza gdy po przejęciu zespołu spojrzałem, jakie mecze czekają nas do końca rozgrywek. Każde z tych zwycięstw przyszło jednak w bólach i nie mogłem być pewny swego do ostatniego gwizdka. Nadal jednak niczego nie osiągnęliśmy, więc musimy zachować koncentrację”

Sytuacja Leicester po objęciu sterów przez noszącego poetyckie nazwisko trenera mocno się poprawiła, jednak nadal ze swojej pozycji w drużynie nie mogą być zadowoleni Marcin Wasilewski i Bartosz Kapustka. Odkąd drużyną dowodzi Shakespare, obaj Polacy ani razu nie znaleźli się choćby na ławce rezerwowych. O ile 36-letni Wasilewski zbliża się już powoli do końca kariery, o tyle dla młodszego Kapustki taki stan rzeczy musi być sporym rozczarowaniem. W rozmowie z dziennikarzem Naszego Futbolu były pomocnik Cracovii przyznał jednak, że do braku występów podchodzi z dużym spokojem.

„Jeśli sytuacja się nie zmieni do końca sezonu, wtedy na pewno siądziemy z klubem do rozmów i będziemy się zastanawiać, co zrobić. To na pewno nie jest najlepszy okres w mojej karierze, choć przecież jestem w dobrym klubie i dobrej lidze, dlatego nie traktuję tego jako porażkę, tylko naukę na przyszłość. Mogę się tam na pewno dużo więcej nauczyć niż w Cracovii. Mam przyjemność trenować z zawodnikami prezentującymi ogromną jakość, więc staram się wyciągnąć z tych lekcji tyle, ile mogę”Bartosz Kapustka

Zbyt dużych perspektyw na większą liczbę minut dla Kapustki w najbliższych tygodniach nie ma, ale być może 20-latek będzie przynajmniej naocznym świadkiem kolejnych rozdziałów niesamowitej historii Leicester. Choć od kilku tygodni jest ona podszyta lekką goryczą, to ewentualny awans Lisów do półfinału Ligi Mistrzów wciąż byłby jedną z największych sensacji w dziejach tych rozgrywek. Nie jest to niemożliwe, gdy spojrzymy, jaki skok formy wykonali niemal wszyscy piłkarze pod wodzą Shakespeare’a. Oprócz ataku i bramek Vardy’ego, warto docenić również dobrą postawę obrony, z którą w schyłkowym okresie Ranieriego zabawiali się nawet gracze Derby County czy Millwall. Teraz strzelić bramkę Leicester jest o wiele trudniej, choć na miano największego odkrycia ostatnich tygodni zasłużył akurat człowiek grający w linii pomocy. Wcale nie chodzi o skrzydłowego Riyada Mahreza, który również zalicza udany okres, ale o pozyskanego w zimowym oknie transferowym Wilfreda Ndidiego. Nigeryjczyk nie tylko zdążył już pokazać, że dysponuje świetnym uderzeniem z dystansu, ale również świetnie potrafi uprzykrzać życie rywalom w środku pola. Trudno na razie porównywać go do N’Golo Kanté, ale dzięki jego postawie brak filigranowego Francuza w ostatnim czasie jest na King Power Stadium z pewnością mniej odczuwalny. Nic dziwnego, że z nazwiskiem wychowanka Nath Boys FC zaczęto łączyć takie firmy jak Manchester United, choć sam zainteresowany szybko uciął wszelkie spekulacje.


Od kilku tygodni Leicester City znów jest niepokonane i nazwa „mistrz Anglii” znowu wzbudza u rywali należyty szacunek, a nie jedynie uśmiech politowania. O sile odrodzonej ekipy Shakespeare’a przekonało się już sześć drużyn i choć 53-letni menedżer tonuje nastroje zapewniając, że spadek jest… nadal realną perspektywą, to na King Power Stadium wierzą w pokonanie Atlético w Lidze Mistrzów. Anglik na razie oszczędnie wypowiada się o swoim pozostaniu na kolejny sezon, jednak jeśli utrzyma dobrą passę, właściciele The Foxes nie będą mieli wyjścia. Bilansem stu procent wygranych po siedmiu meczach w roli pierwszego szkoleniowca (Shakespeare ma bowiem na koncie jeszcze jedno spotkanie, gdy awaryjnie prowadził West Bromwich Albion w 2006 roku – przyp. red.) nie mógł się poszczycić nawet jego poprzednik, nie mówiąc już o wcześniejszych szkoleniowcach Leicester.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *