EQWIOHGWkAEm3rq

„Są brzydcy, źli i nikt ich nie lubi” – to opinia o kibicach Millwall, na którą konsekwentnie pracują od wielu lat. Wydawało się, że po ubiegłorocznym sukcesie, jakim niewątpliwie był awans do Premier League, podobna łatka zostanie przypięta zespołowi Sheffield United. Po ponad pięciu miesiącach spędzonych na salonach trudno wprawdzie uznać piłkarzy The Blades za wirtuozów futbolu, tym niemniej drużyna Chrisa Wildera wprowadziła do angielskiej elity sporo kolorytu.

Zamierzchli mistrzowie Anglii, którzy swój jedyny tytuł wywalczyli w sezonie 1897/98, powrócili do Premier League po blisko dwunastoletnim niebycie. W rozgrywkach 2005/06, dzięki zajęciu drugiego miejsca w Championship, wywalczyli sobie prawo gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale jako beniaminek nie zdołali się w niej utrzymać i po roku wrócili na zaplecze. Tamten spadek nastąpił jednak w wyjątkowo niefortunnych okolicznościach, bowiem popularne Szable pożegnały się z krajową elitą za sprawą gorszego bilansu bramkowego od Wigan.

Tak jak w 2005, tak i w 2019 roku Sheffield United zakończyło zmagania w Championship tuż za triumfatorem, ale tym razem przygoda z Premier League powinna potrwać dłużej niż jeden sezon. Drużyna, która przegrała jedenaście spotkań na drugim szczeblu w hierarchii angielskiego futbolu była typowana przez ekspertów jako główny kandydat do relegacji, tymczasem już po dwudziestu pięciu kolejkach bieżącego sezonu narracja na Wyspach Brytyjskich jest zgoła odmienna. Podopieczni Chrisa Wildera są największą niespodzianką trwających rozgrywek, a notowane przez nich wyniki jednocześnie zachwycają komentatorów i zamykają usta krytykom.


Gdyby trzeba było scharakteryzować jednym słowem zespół z Bramall Lane, byłaby to „solidność”. Podobnie jak w niższych klasach rozrywkowych ekipa The Blades zachwyca w Premier League szczelną defensywą, która od premierowej kolejki sezonu pozwoliła rywalom na zdobycie jedynie dwudziestu pięciu bramek. Gorszą grą obronną mogą „poszczycić się” się Manchester City, Tottenham, Arsenal, Chelsea czy Manchester United. Co ciekawe, Wilder ustawia swoich piłkarzy w dość niekonwencjonalnym jak na brytyjskie standardy systemie 1-3-5-2, gdzie niebagatelną rolę odgrywają wahadłowi. Warto jednak zauważyć, że skuteczna defensywa SUFC opiera się na nazwiskach jeszcze w poprzednim sezonie kompletnie anonimowych dla przeciętnego kibica futbolu. Chris Basham i Jack O’Connell to klasyczni piłkarscy wyrobnicy, którzy dzięki owocnej pracy z obecnym szkoleniowcem stali się jednak zawodnikami na miarę Premier League. Właśnie na tym polega filozofia pracy menedżera ze Stocksbridge. W jego drużynie próżno szukać wielkich nazwisk, ale odpowiednie przygotowanie motoryczne i wolicjonalne sprawia, że każdy pojedynek przeciwko The Blades stanowi dla ich przeciwników nie lada wyzwanie.

Do miana największej gwiazdy beniaminka z hrabstwa South Yorkshire urasta John Lundstram. 25-letni środkowy pomocnik stał się bohaterem Sheffield, a także… społeczności Fantasy Premier League – popularnej gry, w której kibice mogą wcielić się w postać menedżera i zarządzać autorskim zespołem złożonym z wybranych zawodników grających w angielskiej elicie. Ów Lundstram przez twórców internetowej rozgrywki został zakwalifikowany jako obrońca (!), a jego wirtualna cena jest na tyle niska, że gracze z całego świata zaczęli nazywać go „Lordem FPL”. Nie tylko w wirtualnej, ale i w prawdziwej rzeczywistości urodzony w Liverpoolu piłkarz robi niemałą furorę. Ofensywne usposobienie zawodnika z nr 7 na czerwono-białej pasiastej koszulce pomaga napędzać kolejne ataki drużyny SUFC, jak chociażby na początku listopada, gdy przed własną publicznością ustrzelił dublet w konfrontacji z Burnley.

Patrząc na efekty nie może dziwić, że Wilder kurczowo trzyma się ustawienia z trójką stoperów i wahadłowymi, których rola jest nie do podważenia. George Baldock i Enda Stevens to kolejni beneficjenci udanego startu rozgrywek w wykonaniu Szabel. W fazie ataku pełnią oni rolę skrzydłowych pojawiających się w obrębie pola karnego rywala i próbujących wesprzeć napastników celnymi dośrodkowaniami. W tym sektorze boiska warto zatrzymać się przy nazwisku Lysa Mousseta. Francuz to postać, z którą swego czasu wiązano w Bournemouth spore nadzieje, jednak konkurencja ze strony Calluma Wilsona i Joshuy Kinga sprawiła, że na Vitality Stadium wychowanek Le Havre grywał jedynie przysłowiowe „ogony”. Jakież musiało być zatem zdziwienie, gdy latem 2019 roku działacze z Bramall Lane wyłożyli na 23-letniego atakującego ponad 11 mln £. W nadmorskim kurorcie nie zastanawiano się długo i oferta została przyjęta. Tymczasem na obecnym etapie sezonu Mousset trafił do siatki już pięciokrotnie, a dołożył do tego jeszcze cztery asysty, co zaowocowało nominacją do tytułu najlepszego gracza listopada.

Nad wszystkim czuwa z tyłu Dean Henderson – bramkarz wypożyczony z Manchesteru United, o którym w kuluarach mówi się, że wzbudził zainteresowanie… Bayernu Monachium. 22-letni golkiper już dziesięć razy zachowywał czyste konto, a w poprzednim sezonie na zapleczu elity uczynił to aż dwadzieścia jeden razy.


Oto obraz drużyny, która w tym półroczu ograła Arsenal, nie dała się pokonać Tottenhamowi, Manchesterowi United oraz Chelsea, a z Leicester City i Liverpoolem poniosła minimalne porażki. Przed Chrisem Wilderem i jego ferajną jeszcze długa droga do osiągnięcia zakładanego celu, ale na jej końcu wcale nie musi widnieć tabliczka z napisem „relegation”. Ostoja angielskiego futbolu wciąż ma się bowiem wyjątkowo dobrze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *