C5bpi9hXMAImypx

Podczas gdy Arsenal czy Manchester United przygotowywały się do swoich spotkań fazy pucharowej europejskich rozgrywek, Liverpool, Sunderland oraz Stoke City skorzystały z kilkunastodniowej przerwy w ligowej rywalizacji i wybrały się na krótkie obozy przygotowawcze w cieplejsze zakątki świata. Cała trójka zgodnie przegrała jednak swój pierwszy mecz po powrocie do Anglii. Z tego powodu rodzi się pytanie, czy i jaki jest sens organizowania takowych wypadów w trakcie sezonu?

Zimny prysznic

„Melwood jest fantastycznym ośrodkiem treningowym, ale jesteśmy tutaj przez cały rok. Od kiedy wróciliśmy z Ameryki, przebywamy tutaj każdego dnia, więc zrobienie kilku istotnych czynności na wyjeździe w mojej opinii jak najbardziej ma sens. Klub dał nam możliwość zrealizowania tego, więc tak poczyniliśmy” – oceniał w trakcie mini obozu przygotowawczego do reszty sezonu menedżer Liverpoolu Jürgen Klopp

Niewątpliwie rzesze fanów The Reds zastanawiały się po meczu z Leicester City, co miał na myśli menedżer ich ukochanej drużyny mówiąc, że wyjazd poza Melwood „ma sens”. Okazało się bowiem, że Liverpool z kretesem przegrał na King Power Stadium 1:3, a w rywalizacji z mistrzem Anglii wyglądał na zespół zmęczony, który przez dwa tygodnie był przez niemieckiego szkoleniowca niemalże katowany. Liverpool w niczym nie przypominał bowiem atrakcyjnie i skutecznie grającej ekipy sprzed kilku miesięcy, po raz kolejny popełniał proste błędy w defensywie i ostatecznie przegrał, a przy okazji stracił 3 bramki w starciu z drużyną, która wcześniej przez ponad 600 minut nie była w stanie pokonać golkipera żadnego z ekstraklasowych konkurentów. Jakby tego było mało, przed wylotem do La Mangi ekipa z Anfield pokonała przed własną publicznością Tottenham 2:0, co dla większości równało się z powrotem LFC na zwycięską ścieżkę. Tymczasem porażka z Lisami była jak uderzenie obuchem w głowę…

„Robiłem to wcześniej [w Evertonie – red.] i wiem, jak to działa. Będziemy trenować każdego dnia, biegać, jeździć na rowerach. Czasami wyjazd na taki obóz może być powieleniem tego, co robisz na co dzień. Ja jednak chcę zbudować tutaj dobrego ducha zespołu, abyśmy tak na boisku, jak i poza nim czuli między sobą więź. To pomoże poradzić sobie z sytuacją, w której obecnie jesteśmy” – mówił przed wyjazdem Sunderlandu do Nowego Jorku David Moyes

„Wyjeżdżamy na kilka dni, aby trenować w spokoju. Mam nadzieję, że w tym czasie wrócą do nas niektórzy piłkarze i będziemy gotowi na mecz z Tottenhamem. Będąc w pełni szczerym muszę przyznać, że przerwa przyszła dla nas w odpowiednim momencie. Myślimy pozytywnie i mamy nadzieję, że okaże się ona przydatna, abyśmy w dobrej dyspozycji przystąpili do następnego spotkania” – to z kolei słowa Marka Hughesa przed wylotem Stoke City do Dubaju

I jeden, i drugi zespół został sprowadzony na ziemię, gdy tylko wrócił do kraju. Piłkarze Stoke City dostali lekcję futbolu od Tottenhamu, z którym przegrali 0:4, a i Czarnym Kotom nie poszło najlepiej na Goodison Park, gdzie musiały uznać wyższość Evertonu (0:2). To od razu poddało w wątpliwość sens zagranicznych wojaży w trakcie kampanii. Nie wszystko jednak jest tak czarno-białe, jak mogłoby się na pozór wydawać…



Nie wszystko złoto, co się świeci

Po porażkach The Reds, The Potters i The Black Cats reakcje kibiców tych drużyn były zbliżone. Menedżerowie obiecywali bowiem, że mini obozy przygotowawcze w mniej lub bardziej odmiennych od angielskich warunkach przełożą się na lepsze wyniki, a skończyło się na wielkim rozczarowaniu. Jednak ani Jürgen Klopp, ani Mark Hughes czy też David Moyes nie wspominali, kiedy fani będą mogli podziwiać owoce pracy na owych zgrupowaniach. Tymczasem mimo niepowodzenia z Leicester City, Liverpool w kolejnych dwóch spotkaniach Premier League sięgał po 3 punkty, a to w bieżącym roku kalendarzowym sytuacja bez precedensu. Ostatni raz The Reds wygrali bowiem mecz po meczu w angielskiej ekstraklasie w grudniu – wówczas zanotowali nawet serię 4 zwycięstw z rzędu. Co więcej, w konfrontacji z Arsenalem piłkarze z Anfield w końcu przypominali team, którym wszyscy zachwycaliśmy się jeszcze kilka miesięcy temu. Istotniejsze było jednak pokonanie Burnley, bo – jak wiadomo – to drużyny z dołu tabeli są zmorą Liverpoolczyków w obecnych rozgrywkach.


Również Stoke City triumfowało w kolejnym ligowym starciu, choć trzeba podkreślić, iż Middlesbrough w ostatnich tygodniach nie należy do grona najbardziej wymagających przeciwników. Sunderland natomiast przegrał drugi mecz z rzędu, jednak jemu przyszło mierzyć się z Manchesterem City, który bije się na Wyspach o najwyższe cele. Z drugiej strony, w klubie znad rzeki Wear wszyscy przywołują poprzedni sezon, gdy na podobnym etapie rozgrywek Czarne Koty wybrały się do Dubaju, a po powrocie w lidze przegrały ledwie 3 spotkania, co w dużej mierze przyczyniło się do ich utrzymania.

źródło: transfermarkt.de
źródło: transfermarkt.de

Póki co pozytywnych efektów podróży do Nowego Jorku w Sunderlandzie nie widać, a co zasługuje na uwagę, zdania wśród ekspertów na temat słuszności wyprawy za Ocean były podzielone.

„Nie mam nic przeciwko temu. Myślę, że to dobre dla ducha zespołu, który jest szalenie ważny. Nie mam z tym jakiegokolwiek problemu” – komentował pomysł podróży do Stanów Zjednoczonych były menedżer Sunderlandu Peter Reid

„Nie potrzebujesz lecieć do Nowego Jorku, aby zrozumieć sytuację, w której się znalazłeś. Oni są piłkarzami, a nie turystami. Będzie na to mnóstwo czasu, gdy skończy się liga” – tak sprawę oceniał z kolei Martin Keown, ekspert BBC

Leicester City to jedyna angielska drużyna, która ostała się w Champions League. Warto podkreślić, że w trakcie przygotowań do rewanżu z Sevillą podopieczni Craiga Shakespeare’a spędzili 4 dni w słonecznym Dubaju. Jak wyglądała ich gra w starciu z triumfatorem Ligi Europy, przypominać chyba nie trzeba.

„Skupiamy się na tym, aby z zawodnikami było wszystko w porządku. Będą trenować przez kilka dni i złapią trochę słońca. Chcę trochę się zrelaksować i spędzić z nimi ten czas, a takie przerwy na to pozwalają. Celem tego wyjazdu jest chociażby to, że możemy się lepiej poznać”

Jak można było zobaczyć we wtorek, wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich z pewnością mistrzom Anglii nie zaszkodził, a być może nawet pomógł. Piłkarze wyczyścili głowy przebywając w miejscu, gdzie nie znajdowali się w centrum uwagi. A to z kolei zaowocowało pokonaniem drużyny z Andaluzji, dzięki czemu Lisy zameldowały się w historycznym ćwierćfinale Ligi Mistrzów, w którym zmierzą się z innym hiszpańskim potentatem – Atlético Madryt.


21 maja – dzień sądu

Jürgen Klopp już zapowiedział, że niezależnie, czy kibicom się to podoba, czy nie, Liverpool wróci na Teneryfę w przerwie spowodowanej spotkaniami reprezentacyjnymi. Niemiecki szkoleniowiec zabierze dostępnych mu piłkarzy i podobnie jak przed rokiem do kolejnego ligowego starcia będzie przygotowywał ich poza granicami Wysp Brytyjskich. Przed dwunastoma miesiącami wypad taki okazał się przydatny, bowiem The Reds po powrocie zanotowali serię 7 meczów bez porażki, z których 4 wygrali, w tym m.in. legendarny już ćwierćfinał Ligi Europy z Borussią Dortmund na Anfield. Trzeba jednak mieć na uwadze, że tak podczas poprzedniego, jak i zbliżającego się zgrupowania Niemiec nie będzie miał do dyspozycji wszystkich swoich podopiecznych. Wspominany już wielokrotnie menedżer Stoke City Mark Hughes także nie po raz pierwszy zdecydował się na taki wypad w trakcie rozgrywek. Warto przypomnieć choćby historyczną dla The Potters kampanię 2013/14, kiedy po raz pierwszy zakończyli rozgrywki w górnej połówce tabeli ekstraklasy. Wtedy Walijczyk również zabrał swoich zawodników w cieplejsze miejsce niż Stoke-on-Trent i tam przysposabiał ich do pozostałej części sezonu.

„Jeśli zamierzamy wprowadzić przerwę zimową, której FA bardzo chce, to nie wcześniej niż po wygaśnięciu obecnej umowy telewizyjnej. W tej sprawie jest większy konsensus niż możecie myśleć. Co jednak przerażało ludzi w kwestii zimowej przerwy w przeszłości, to myślenie, że miałaby ona miejsce pomiędzy Boxing Day a Nowym Rokiem. To jednak się nie wydarzy. Przerwa mogłaby rozpoczynać się po zakończeniu 3. rundy FA Cup w połowie stycznia. Nie możemy jednak tego zrobić tak, jak nam się podoba. Wraz ze wszystkimi ligami musimy wspólnie osiągnąć porozumienie i wydaje mi się, że wkrótce do niego dojdzie” – odpowiadał pytany o przerwę zimową w Premier League przed rozpoczęciem obecnych rozgrywek Martin Glenn, dyrektor wykonawczy Football Association

Regulaminowej przerwy w rozgrywkach nie będzie zatem przynajmniej do 2019 roku – wtedy bowiem wygasa obecna umowa telewizyjna. Do tego czasu menedżerowie muszą iść śladem Kloppa i spółki lub szukać innych rozwiązań. A czy organizacja wypadów jak te wspomnianej trójki mają sens, trudno w tym momencie o jednoznaczną ocenę. Są przesłanki z przeszłości, które mogą świadczyć o tym, że istotnie jest to pewnego rodzaju spoiwo, które wpływa pozytywnie na atmosferę i ducha zespołu, a tym samym także na wyniki. Co innego można natomiast wywnioskować na podstawie porażek Liverpoolu, Sunderlandu i Stoke City zaraz po powrocie do kraju. Trzeba jednak pamiętać, że szkoleniowcy tychże ekip zgodnie podkreślali wielokrotnie, że takowe zgrupowanie ma procentować i korzystnie wpływać na zespół w ostatnich tygodniach sezonu, a nie przez jeden weekend. W skrócie – efekty pracy Moyesa w Nowym Jorku, Hughesa i Shakespeare’a w Dubaju czy Kloppa w La Mandze mamy obserwować do ostatniej kolejki ligowej, a czy tak istotnie będzie, zweryfikujemy 21 maja spoglądając w tabelę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *