Nie takiego początku sezonu oczekiwali kibice Manchesteru United. Przyjście José Mourinho miało rozpocząć nową erę w dziejach klubu i raz na zawsze zdjąć „klątwę” Sir Alexa Fergusona. Mimo niezłej postawy w pucharach, ligowe wyniki nadal powodują wśród fanów Czerwonych Diabłów sporą frustrację oraz błagalne prośby o powrót legendarnego Szkota. Trzynaście punktów straty do lidera to dorobek najdobitniej pokazujący, że miejsca na wpadki już nie ma. United mieli zacząć gonić czołówkę od meczu z Evertonem, ale jeśli w krótkim czasie nie poprawią skuteczności, może być o to niezwykle trudno.

Wielkie transfery i przybycie jednego z najlepszych trenerów świata miały oddzielić grubą kreską słabą końcówkę poprzedniego sezonu, gdy pod wodzą Louisa Van Gaala Manchester United irytował nawet najbardziej cierpliwych kibiców. Humorów w żaden sposób nie poprawił wywalczony Puchar Anglii, który jednak umożliwił grę w meczu o Tarczę Wspólnoty. Wygrana przeciwko Leicester była pierwszą w oficjalnym meczu, odkąd zespół objął Mourinho i potraktowano ją jako dobrą wróżbę. Apetyty rozbudziło również dziewięć punktów w pierwszych trzech meczach, gdy skutecznością imponował zwłaszcza Zlatan Ibrahimović. Okazało się jednak, że im dalej w las, tym na drodze Czerwonych Diabłów zaczęło pojawiać się coraz więcej trudnych przeszkód.

Przez następnych dziewięć kolejek MU zdołał wywalczyć bowiem ledwie jedenaście punktów i zdobyć dwanaście goli. To najgorszy początek sezonu od 1990 roku, gdy kilku piłkarzy z obecnej drużyny nie było jeszcze nawet na świecie! Warto również dodać, że rok temu w tym samym momencie rozgrywek pożegnany bez żalu Van Gaal uzbierał aż siedem punktów więcej, a jego zespół zajmował drugie miejsce w tabeli…


Mourinho z pewnością liczy jednak, że w przeciwieństwie do Holendra uda mu się poprowadzić drużynę znacznie lepiej w drugiej części sezonu i odrobić stratę. Na razie bliżej mu jednak do strefy spadkowej niż liderującej Chelsea, gdyż podopieczni Antonio Contego mają przewagę trzynastu oczek, podczas gdy osiemnasty Sunderland traci do United dziesięć punktów. W ostatnim czasie właściwie wszystko obróciło się przeciwko ekipie z Old Trafford, więc nic dziwnego, że nerwy puszczają znanemu z wybuchowego charakteru Portugalczykowi. „Mou” podczas niedawnego meczu ligowego z West Hamem został odesłany na trybuny za krytykę decyzji sędziego Jonathana Mossa. W przypadku José takie zachowanie to już recydywa, bo poprzednim razem nie był w stanie utrzymać nerwów na wodzy podczas remisowego starcia z Burnley. Widać, że indolencja podopiecznych działa na Mourinho jak płachta na byka, który za wszelką cenę chciałby uciszyć swoich krytyków. A takich jest coraz więcej, bowiem Manchester United jest kolejną drużyną, która wymyka mu się spod kontroli i nie pozwala zapomnieć o demonach z końcówki pracy w Chelsea. Co ciekawe, w obecnej kampanii Portugalczyk wyleciał na trybuny tyle samo razy, ile wygrał ligowy mecz na Old Trafford – to kolejna mało chlubna statystyka do kolekcji. Po starciu z Młotami były menedżer Porto, Realu i Interu nie zaszczycił dziennikarzy swoją obecnością na konferencji prasowej, więc swojego bossa tłumaczył wierny asystent Rui Faria.

„Każdy widział, że jego wybuch miał miejsce w sytuacji, gdy powinien być podyktowany oczywisty rzut wolny dla nas. Tymczasem sędzia pokazał żółtą kartkę Paulowi Pogbie, czym wykluczył go z udziału w następnym meczu. Myślę więc, że miał ku temu powody, a ponadto byliśmy w tym spotkaniu zdecydowanie lepszym zespołem. Stworzyliśmy wiele sytuacji i normalnie ten mecz powinien zakończyć się naszym zwycięstwem. O remisie zadecydował jednak brak skuteczności”

Trudno się dziwić rozgoryczeniu Mourinho, gdyż starcie z West Hamem w Premier League było kolejnym, w którym Manchester był stroną dominującą, a nie potrafił wygrać. Taki sam scenariusz Czerwone Diabły przerabiały już choćby we wspomnianej konfrontacji z Burnley czy przeciwko Arsenalowi i Stoke City. W ostatnich czterech spotkaniach na własnym stadionie oddali aż 91 strzałów na bramkę rywala, jednak zaledwie trzy wylądowały w siatce. Wydaje się, że w lidze United potrzebują meczu na przełamanie, w którym nareszcie bramka przeciwników nie będzie zaczarowana.

Mourinho ma nad czym myśleć, a na pierwszy plan wysuwają się problemy z formą takich zawodników jak Daley Blind, Wayne Rooney czy Michael Carrick. Cała trójka w ostatnim czasie coraz częściej zaznajamia się z uczuciem siedzenia na ławce rezerwowych, co zwłaszcza dla dwóch ostatnich musi być niezwykle bolesne. Obaj Anglicy pamiętają bowiem czasy świetności klubu z czerwonej części Manchesteru i są niezwykle szanowani wśród kibiców. W obecnej rzeczywistości sympatię wzbudzają jednak bardziej takimi wypowiedziami niż dobrą postawą na boisku.

„Na koniec sezonu kończy mi się kontrakt i nie wiem jeszcze, jaka będzie moja przyszłość, ale na pewno trudno byłoby mi sobie wyobrazić grę gdziekolwiek indziej. Czuję się niezwykle związany z Manchesterem – tutaj spędziłem najlepsze lata kariery. Nadal jestem głodny kolejnych trofeów, a wiem, że tutaj mogę je zdobyć” – Michael Carrick

Z kolei Rooney nadal czeka na pierwszą bramkę w tym sezonie Premier League, chociaż po części jest to spowodowane małą liczbą minut, jaką dostaje od Mourinho. Mniej czasu wśród rezerwowych kapitan Czerwonych Diabłów spędza za to podczas rozgrywek Ligi Europy, gdzie ma już na koncie dwa trafienia. Oba ustrzelił już po tym, jak w mediach ukazały się zdjęcia z wesela, na które „Wazza” sam się wprosił i nie zamierzał wylewać alkoholu za kołnierz. Wszystko to działo się podczas zgrupowania reprezentacji Anglii, co spowodowało, że jego przyszłość w kadrze na moment zawisła na włosku. Skruszony Rooney przeprosił jednak za swoje zachowanie, czym sprawił, że sprawa mocno przycichła.

Ostatnie wyniki sprawiają, że atmosfera w drużynie z Old Trafford nie należy do najlepszych, a piłkarze często mogą się zastanawiać, dlaczego nie grają w pierwszym składzie. Mowa tu przede wszystkim o Anthonym Martialu i Henrikhu Mkhitaryanie, którzy pokazali się z dobrej strony w meczach pucharowych, a w lidze przegrywali rywalizację z Marcusem Rashfordem czy Jesse’m Lingardem. Ich popisem było zwłaszcza starcie w EFL Cup z West Hamem, które poprawiło nastroje po ligowym remisie z Młotami kilka dni wcześniej.

Manchester wygrał aż 4:1 i zapewnił sobie awans do półfinału, gdzie zmierzy się z Hull City. Nadzieje na występ mogą być dla Francuza i Ormianina większe po ostatnich wypowiedziach Mourinho. Portugalczyk oglądał pucharowy mecz przeciwko West Hamowi z ukrycia, gdyż został ukarany dyskwalifikacją za wybryki z ligowego spotkania.

„Już przeciwko Feyenoordowi w Lidze Europy Mkhitaryan wyglądał nieźle, ale teraz potwierdził swoje umiejętności przeciwko drużynie z Premier League. Jestem niezwykle szczęśliwy, bo doskonale wiem, dlaczego go kupiliśmy i czekamy na więcej takich występów. Co do Martiala, to pracuje teraz zdecydowanie mocniej niż poprzednio. Jeśli strzelasz dwa gole, na pewno przywraca to pewność siebie i radość z gry”

Być może dotychczasowa niechęć Mourinho do wystawiania Francuza wynika z tego, że brakuje mu już tylko czterech goli do osiągnięcia bariery 25 trafień w barwach Manchesteru United. Taki wynik uruchomi specjalną klauzulę zawartą pomiędzy Czerwonymi Diabłami a poprzednim klubem Martiala, AS Monaco, według MU będzie musiał zapłacić dodatkowe 10 mln €, co jeszcze mocniej wyśrubuje i tak wysoką sumę tego transferu. O oszczędność raczej Portugalczyka nie ma co podejrzewać – w końcu latem wydał na transfery grubo ponad 100 mln €, a trzymaniem na ławce wychowanka Olympique’u Lyon zdecydowanie nie pomaga również swojej drużynie.


Przed starciem z Evertonem na tapecie znalazł się również temat powrotu do drużyny Bastiana Schweinsteigera. Niemiec, który jeszcze niedawno dostał zakaz występów nawet w rezerwach United, odbudował swoją pozycję i wystąpił przez kilka minut w wygranym meczu z West Hamem. Były gracz Bayernu miał nawet udział przy czwartej bramce, a jego wejście na murawę zostało przyjęte gromkimi oklaskami. Teraz 32-letni pomocnik jest chwalony przez Mourinho, który jeszcze niedawno chciał się go pozbyć za wszelką cenę…

„Latem mieliśmy na niego nieco inny pomysł, ale Bastian nie chciał odejść i pokazał wielką determinację. Wykazał się profesjonalizmem wtedy, kiedy nie trenował, więc zasłużył na szansę. Wiem, że jest gotowy, aby wskoczyć do składu, a dzięki temu daje nam kolejną opcję w środku pola. Przyda się zwłaszcza w okresie świąteczno-noworocznym, gdy natężenie meczów będzie ogromne”

Zmiany w zestawieniu drugiej linii są od dawna wyczekiwane przez fanów Red Devils, jednak nawet one niewiele pomogą, jeśli nie poprawi się skuteczność, która w ostatnich tygodniach wyglądała wyjątkowo mizernie. Największe gromy spadły oczywiście na głowę Zlatana Ibrahimovicia. Szwed przybył na Old Trafford w glorii króla strzelców ligi francuskiej i w opinii wielu miał zawładnąć również Premier League. Do tej pory „Ibra” zdobył siedem bramek, co daje mu miejsce w czołówce klasyfikacji strzelców, jednak nie ulega wątpliwości, że Szwed powinien mieć na koncie jeszcze więcej trafień. Były piłkarz PSG nie jest regularny, gdyż przytrafiła mu się nawet seria sześciu meczów bez gola, a na jego dorobek składają się trafienia z zaledwie czterech spotkań. Przez większość spędzonego na murawie czasu Ibrahimović jest raczej bezproduktywny, choć bez jego bramek sytuacja Manchesteru United w tabeli mogłaby być jeszcze gorsza. Problemem Mourinho jest również brak zmiennika dla 35-letniego snajpera, który młodszy już nie będzie, więc odpoczynek na pewno by mu się przydał. Nominalny napastnik Marcus Rashford jest jednak wystawiany na skrzydle, a Wayne Rooney dawno już zapomniał, jak skutecznie występować na pozycji wysuniętego atakującego. Z tego powodu w zimowym oknie transferowym na Old Trafford zdecydowanie powinni rozejrzeć się za rasowym strzelcem, który pozwoli nieco zluzować mocno wyeksploatowanego Ibrahimovicia.

Pod nieustającą presją ze względu na cenę transferu pozostaje również Paul Pogba. Francuz latem kosztował MU ok. 100 mln € i stał się tym samym najdroższym piłkarzem świata. Wielu ludzi łapało się wówczas za głowę, a wyniki United są dla nich obecnie skuteczną pożywką na dalszą krytykę tego zakupu. Bilans dwóch goli i jednej asysty w lidze również nie powala na kolana, jednak jeśli przyjrzymy się bliżej postawie Francuza, wnioski nie muszą być już tak bolesne dla byłego zawodnika Juventusu. Pogba w dwunastu meczach wykreował bowiem kolegom aż 23 okazje bramkowe, więc niemal dwie na jedno spotkanie. Nietrudno więc stwierdzić, że gdyby Ibrahimović i spółka wykorzystali chociaż połowę tych sytuacji, bilanse całego zespołu, jak i samego Pogby byłyby o niebo lepsze.


Pewnym pocieszeniem dla fanów Czerwonych Diabłów może być dotychczasowa postawa ich ulubieńców w pucharach, bo zarówno w Lidze Europy, jak i Pucharze Ligi drużyna z Old Trafford nadal pozostaje w grze o końcowe trofeum. Ostatnio można było nawet odnieść wrażenie, że Mourinho bardziej zależy właśnie na tych meczach, gdyż to właśnie w nich Portugalczyk wystawiał silniejszy skład. Być może w tym szaleństwie jest metoda, bo lekceważona do tej pory przez Anglików Europa League może okazać się dla Manchesteru najkrótszą drogą do Ligi Mistrzów. TOP4 ucieka bowiem coraz bardziej, a znajdujące się w niej aktualnie zespoły prezentują się nadzwyczaj dobrze. Pogodzenie gry na wielu frontach przychodzi jednak United z dużym trudem, co również dowodzi, że obecna kadra wymaga wzmocnień. Poza wspomnianym napastnikiem, Mourinho powinien rozejrzeć się choćby za solidnym obrońcą, który pozwoli pozbyć się zawodzących Blinda czy Marcosa Rojo.

Słabe wyniki MU w tym sezonie powodują, że kibice często wracają wspomnieniami do złotych czasów Sir Alexa Fergusona. Wielu z nich oczami wyobraźni znów widziałoby nawet Szkota na ławce trenerskiej, jednak niedawno jakiekolwiek marzenia zostały rozwiane przez samego zainteresowanego. Ferguson stwierdził, że nawet podczas szkoleniowej emerytury jego czas jest wypełniony mnóstwem zajęć.

„Nadal ciężko pracuję, choć jest to oczywiście inny typ zajęć niż wcześniej. Jestem ambasadorem UNICEF-u, mam również zatrudnienie na Harvardzie, jestem członkiem komitetu trenerskiego UEFA, a także dyrektorem w Manchesterze – to mnóstwo roboty, więc jestem niezwykle zajęty. Mimo wszystko jestem niezwykle szczęśliwy, a doświadczenie wyniesione z pracy trenerskiej okazuje się teraz niezwykle pomocne”

Najbliższe ligowe mecze z Tottenhamem i Crystal Palace będą kluczowe dla planów Manchesteru United na obecny sezon. Jeśli podopieczni Mourinho znów zawiodą, już niedługo Liga Europy pozostanie ich jedyną szansą na uratowanie twarzy. Forma Czerwonych Diabłów wydaje się nie być taka zła, jak wskazują wyniki, ale dla fanów 20-krotnych mistrzów Anglii to marne pocieszenie. José Mourinho dawno nie miał światu tyle do udowodnienia, a od tego, czy ponownie będzie w stanie wykrzesać z siebie całą magię, zależy przyszłość jednego z największych klubów świata. Przydomek „The Special One” jest używany ostatnio coraz rzadziej nie bez powodu, bowiem Red Devils mogą być drugim zespołem, który Portugalczyk zostawia w totalnej rozsypce. Na Old Trafford nadal jednak wszyscy wierzą, że już niedługo zła karta się odwróci, co pozwoli zapomnieć o koszmarze ostatnich lat. Limit błędów już się wyczerpał, a konfrontacja z wychodzącym powoli z dołka Tottehamem to ostatni dzwonek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *