Dwa powroty i debiut. Getafe, Levante i Girona ruszają na podbój LaLiga - foto główne

Do Primera División powracają w tym roku dwa kluby doskonale znane fanom hiszpańskiego futbolu. Getafe i Levante dołączą do elity po rocznej nieobecności, natomiast uzupełniająca stawkę trzech nowicjuszy Girona pojawi się w najwyższej klasie rozgrywkowej po raz pierwszy w swojej 87-letniej historii. Jakie szanse na pozostanie wśród najlepszych zespołów LaLiga ma każdy z tegorocznych beniaminków?

Skuteczna obrona na boisku i… w sądzie 

Zaczynamy od zdecydowanie najlepszego zespołu ubiegłej edycji LaLiga 2, czyli Levante UD. Podopieczni Juana Ramóna Lópeza Muñiza, który objął klub z Estadio Ciudad de Valencia przed startem ubiegłego sezonu, zgromadzili na swoim koncie aż o 14 punktów więcej niż druga w tabeli Girona. Awans w z tak dużą przewagą popularne Żaby zawdzięczają przede wszystkim szczelnej defensywie – w 42. meczach ich bramkarz kapitulował zaledwie 32 razy, a więc najmniej w całej lidze. Znanemu z występów m.in. w Athletiku Bilbao Raúlowi Fernándezowi w obronie najczęściej partnerowali Toño, Sergio Postigo, Chema oraz Pedro López. Każdy z nich uchodzi raczej za solidnego gracza aniżeli gwiazdę, ale zgrany blok obronny jest niewątpliwym atutem Levante.

Źródło: AS
Źródło: AS

Mimo awansu do hiszpańskiej ekstraklasy beniaminek z Walencji nie wzmacnia składu drogimi zawodnikami, stawiając raczej na okazje i wypożyczenia. Pozyskani przed sezonem pomocnicy Cheikh Doukouré i Enis Bardhi oraz bramkarz Oier Olazábal kosztowali łącznie 3,3 mln €, co biorąc pod uwagę realia dzisiejszego rynku transferowego należy uznać za sumę mocno promocyjną. Swoich piłkarzy działacze Granotas sprzedawali natomiast zdecydowanie drożej – za Victora Camarasę i Deyversona zainkasowali odpowiednio: 7 i 5 mln €.

Poza awansem do LaLiga, w ostatnich dniach Quico Catalán (prezydent klubu – przyp. red.) i spółka zyskali jeszcze jeden powód do radości – z uwagi na brak dowodów, postępowanie przeciwko Levante i Realowi Saragossa, które oskarżone były o korupcję, zostało zawieszone. Zarzuty dotyczyły spotkania z sezonu 2010/11, w którym obie drużyny miały uzgodnić między sobą wynik końcowy. W sprawę miało być zamieszanych 42 graczy i pracowników obydwu klubów, a między rachunkami bankowymi obydwu stron odnotowano transakcje na prawie 1 mln €. Trudno przewidzieć, jak zakończy się dla Levante bieżący sezon, ale śmiało można stwierdzić, że rozpoczął się optymistycznie.




Poligon dla młodzieży Guardioli 

Girona FC, a więc kolejny po CD Leganés absolutny beniaminek LaLiga, była pewna promocji do hiszpańskiej ekstraklasy na długo przed końcem drugoligowych rozgrywek, a nikła przewaga nad trzecim w tabeli Getafe jest nieco myląca. W błąd może również wprowadzać sam fakt awansu, który tworzy wrażenie, że pochodzący z 90-tysięcznego, malowniczego miasta klub jest wzorcowo funkcjonującą organizacją. Girona przez ostatnie dwa lata była bowiem objęta postępowaniem upadłościowym, jej budżet należał do najniższych w LaLiga 2, a piłkarze często nie otrzymywali wynagrodzenia na czas.

O ile Levante wywalczyło awans przede wszystkim dzięki szczelnej defensywie, o tyle podopieczni Pablo Machína okazali się zdecydowanie najskuteczniejszą ekipą w stawce (65 goli). Najwięcej, bo 14 trafień zanotował Samuele Longo, który po zakończeniu poprzedniej kampanii powrócił jednak do Interu Mediolan.


Miejsce Włocha ma zająć Cristian Stuani, powracający do Hiszpanii po nieudanej przygodzie w Premier League. Oprócz argentyńskiego napastnika, do Girony przybyło jeszcze pięciu graczy z ligi angielskiej: Bernardo Espinoza (Middlesbrough FC) oraz Pablo Maffeo, Aleix Garcia, Marlos Moreno i Douglas Luiz (wszyscy z Manchesteru City). Na szczególną uwagę zasługuje zawłaszcza ostatni z wymienionych. 19-letni Brazylijczyk trafił do drużyny Obywateli za 12 mln € z opinią wielkiego talentu. Jak widać Pep Guardiola uznał Estadi Municipal de Montilivi za dobre miejsce na start do wielkiej kariery.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że przed sezonem ubyło z Girony aż 17 graczy, co nie pozostawiło jednak żadnego śladu w klubowej kasie, gdyż wszyscy odeszli za darmo! Warto zatem obserwować kataloński klub w nadchodzących miesiącach, gdyż wszystko wskazuje na to, iż oprócz ciekawych, młodych graczy, uwagę mediów w Gironie mogą przykuć także zupełnie inne, niekoniecznie bezpośrednio związane z futbolem kwestie…


Bez kibiców, ale z potencjałem 

Listę hiszpańskich beniaminków w sezonie 2017/18 zamyka Getafe CF. Azulones dostali się do Primera División drogą baraży, w których wykazali swoją wyższość nad SD Huesca i CD Tenerife. Początek minionych rozgrywek nie zwiastował jednak tak szybkiego powrotu podmadryckiego klubu do elity. Po pierwszych 7. kolejkach Getafe plasowało się na przedostatnim miejscu, a o awansie nie myśleli nawet najwięksi optymiści na Coliseum Alfonso Pérez. Remedium na problemy okazała się zmiana trenera – od kiedy Juana Esnaidera zastąpił José Bordalás, Getafe powróciło na zwycięską ścieżkę. Walka 53-letniego szkoleniowca i prowadzonych przez niego zespołów o LaLiga przypominała historię Syzyfa. Bordalás dwukrotnie odpadał na etapie barażów (jako trener Elche CF i AD Alcorcón – przyp. red.), a po awansie z Deportivo Alavés… został zwolniony. Dopiero czwarte podejście okazało się skuteczne i wygląda na to, że Getafe ma wszelkie argumenty, by pozostać wśród najlepszych na dłużej.

Klub z Kastylii nie stracił żadnego z kluczowych w ubiegłej kampanii graczy, za to wykupił piłkarzy do tej pory wypożyczonych (m.in. skrzydłowych Daniego Pacheco i Álvaro Jiméneza) i wzmocnił każdą z formacji nowym zawodnikiem. Zrównoważona polityka transferowa i stabilny skład powinny działać na korzyść Getafe, które wygląda na najlepiej przygotowanego do rywalizacji na poziomie Primera División tegorocznego beniaminka.

Problemem ekipy z prowincji Madryt pozostaje kiepska frekwencja i niemrawy doping kibiców. Jako de facto czwarty pod względem popularności klub w stolicy (po Realu, Atlético, a nawet drugoligowym obecnie Rayo Vallecano) Getafe zdołało w zeszłym sezonie przyciągnąć na swoje mecze średnio zaledwie 6,5 tys. widzów, co stanowiło dwunasty wynik na zapleczu hiszpańskiej elity. Zarząd postanowił więc obniżyć ceny biletów, rozpoczęto także szeroko zakrojoną kampanię marketingową, która ma zachęcić fanów Azulones do przychodzenia na stadion. Dobre wyniki w LaLiga z pewnością zwiększyłyby zainteresowanie lokalnej społeczności.

Tras un (…). ¡Hemos vuelto! ¿A qué esperas para abonarte? 💙#HemosVuelto

Post udostępniony przez Getafe C.F. (@getafecf)


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *