C9PN-5XXgAU2_yf

Mimo totalnej dominacji w pierwszej połowie, Bayern Monachium przegrał z Realem Madryt 1:2 i znalazł się w bardzo trudnym położeniu przed rewanżowym starciem w stolicy Hiszpanii. Momentem zwrotnym środowego meczu na Allianz Arenie była czerwona kartka dla Javiego Martineza z 60. minuty spotkania. Bawarczycy mogą zatem żałować, że przed przerwą Arturo Vidal nie wykorzystał rzutu karnego i nie podwyższył prowadzenia gospodarzy do dwóch goli.

Po emocjach związanych z przełożonym meczem na Signal Iduna Park, uwaga piłkarskiej Europy przeniosła się na południe Niemiec. Bayern, opromieniony sobotnią wiktorią w „Klassikerze” nad Borussią Dortmund 4:1 podejmował Real, który w miniony weekend zremisował w derbach Madrytu z Atlético 1:1. Kluczową informacją była absencja kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego, którego na środku ataku zastąpił Thomas Müller. Carlo Ancelotti nie mógł również skorzystać z usług mającego problemy zdrowotne Matsa Hummelsa. Jeśli chodzi o drużynę przyjezdnych, to problemy, z którymi musiał zmagać się Zinédine Zidane, nie były bynajmniej mniejsze. Największą zagwozdką francuskiego szkoleniowca było zestawienie linii obrony, bowiem zarówno Pepe, jak i Raphaël Varane nie znaleźli się w kadrze Królewskich na środowe starcie w Monachium. Fani Los Blancos liczyli na przebudzenie zabójczego zazwyczaj tria BBC, które ostatnio jednak nie imponowało skutecznością. Niepokój mogła budzić również obsada bramki, bowiem Keylor Navas znajduje się ostatnio w mocno wątpliwej dyspozycji.


Pierwsze minuty spotkania na Allianz Arenie nie zaskoczyły absolutnie nikogo. Bayern miał przeważać od pierwszego gwizdka Nicoli Rizzolego i tak też się działo. Mistrz Niemiec początkowo nie pozwalał wyjść przyjezdnym z własnej połowy, jednak Królewscy przetrwali pierwszy napór Bawarczyków i sami zaczęli konstruować ofensywne akcje. W zespole Ancelottiego aktywnością wykazywał się Arjen Robben, dla którego było to szczególne spotkanie, bowiem przed laty reprezentował barwy hiszpańskiego rywala. Wyjścia Realu na połowę gospodarzy nie były częste, ale za każdym razem, kiedy Królewscy przekraczali linię środkową, w szeregach Bayernu widać było niepewność. Respekt, jakim darzyły się obie drużyny, był widoczny jedynie przez pierwsze kilka minut.


Dzisiejsze widowisko miało kilka różnych faz. Na samym początku dominował Bayern, ale później do głosu zaczęli dochodzić goście, którzy w 17. minucie mogli otworzyć wynik spotkania. Po dośrodkowaniu Kroosa główkował Benzema, ale piłka po uderzeniu Francuza trafiła w poprzeczkę. Jak pokazał powtórki, koniuszkami palców na obramowanie bramki sparował futbolówkę Manuel Neuer i gdyby nie bramkarz reprezentacji Niemiec, to Real niechybnie cieszyłby się z prowadzenia.

W zespole Gwiazdy Południa ewidentnie widać było brak Roberta Lewandowskiego. Zastępujący Polaka Müller w tym sezonie nie zachwyca i początek meczu także nie był w jego wykonaniu nadzwyczaj udany. Poza ruchliwym Robbenem i próbującym różnych rozwiązań Thiago próżno było szukać w szeregach Bayernu piłkarza będącego realnym zagrożeniem dla defensywy Los Blancos. Napastnik Bawarczyków snuł się pomiędzy stoperami Realu niczym cień, a Ribéry również długimi fragmentami był niewidoczny.


Po 26. minutach Allianz Arena eksplodowała z radości. Z rzutu rożnego dośrodkowywał Thiago, a dynamicznie nachodzący na piłkę Arturo Vidal fenomenalną główką nie dał najmniejszych szans Navasowi. Nawet fakt, że futbolówka leciała wprost w Kostarykanina nie sprawia, że należy winić za utratę gola byłego zawodnika Levante. Od tego momentu akcenty jeszcze bardziej przesunęły się na korzyść piłkarzy ubranych w czerwono-białe trykoty. Grający na zdecydowanie większej intensywności Bayern prowadził grę i niewiele wskazywało na to, by ta tendencja miała ulec zmianie. Momentami gracze Realu wyglądali na zagubionych, a gospodarze w każdej akcji udowadniali, że są ostatnio w fantastycznej dyspozycji. Świetnie poczynał sobie Robben, który w 40. minucie dograł piłkę na głowę Vidala, a Chilijczyk omal nie skopiował swojego wyczynu sprzed kwadransa.

Epizodyczne fragmenty, podczas których gracze Zidane’a meldowali się na połowie gospodarzy, nadal były jednak groźne – uderzenie z dystansu Ronaldo skutecznie sparował Neuer, a bomba Kroosa poszybowała obok lewego słupka bramki FCB. Koszmar gości trwał w najlepsze, bowiem tuż przed przerwą piłka trafiła w polu karnym Daniego Carvajala… no właśnie, gdzie? Według Nicoli Rizzolego w rękę, choć powtórki jednoznacznie nie potwierdzają tej teorii. Do piłki podszedł Arturo Vidal i tak jak w piękny sposób zdobył gola otwierającego mecz, tak z jedenastu metrów posłał piłkę wysoką nad bramką. Zawodnicy Realu schodząc na przerwę mieli jednak o czym myśleć…


Przerwa zdecydowanie pomogła gościom. Zaledwie dwie minuty po zmianie stron świetne dośrodkowanie Daniego Carvajala trafiło do Cristiano Ronaldo, a Portugalczyk po długiej bessie trafił do siatki rywali w Lidze Mistrzów.



Sam przebieg spotkania nie uległ jednak zmianie. W posiadaniu piłki nadal pozostawali Bawarczycy, ale wskazówki, które w przerwie swoim podopiecznym przekazał „Zizou” zaczynały przynosić efekty. Przede wszystkim widać było różnicę w poczynaniach drugiej linii Królewskich. Modrić i Kroos, którzy w pierwszych czterdziestu pięciu minutach grali co najwyżej przeciętnie, po zmianie stron zdecydowanie się ożywili. Na nieszczęście Bayernu, Ancelotti pozostawił w składzie Thomasa Müllera. Napastnik FCB irytował każdym kontaktem z piłką, który wiązał się z nieudanym zagraniem, a nawet każdą nieudolną próbą pokazania się w wolnym sektorze boiska. Zdobyta bramka zdecydowanie podniosła morale lidera LaLiga, który już za sprawą Garetha Bale’a mógł wyjść na prowadzenie. Po raz kolejny jednak kunsztem bramkarskim popisał się Neuer. A Bayern od momentu zdobycia gola przez Ronaldo nie zagroził poważnie bramce Navasa.


Po upływie godziny gospodarze mieli na murawie już tylko dziesięciu zawodników. Dwie szybkie żółte kartki jednego z najlepszych do tej pory na placu gry Javiego Martineza sprawiły, że przed Realem pojawiła się złota okazja na wygranie spotkania w Monachium.


Czerwona kartka dla stopera Bayernu sprawiła, że wszystkie argumenty pojawiły się w rękach gości. To oni kontrolowali teraz przebieg spotkania. Niewiele pomogło gospodarzom wejście Douglasa Costy, który miał wnieść w szeregi Gwiazdy Południa świeże siły. Z minuty na minutę Królewscy zyskiwali coraz więcej miejsca na murawie, a ich ataki na bramkę Neuera stawały się coraz śmielsze. Gdy z kolei do przodu ruszała ekipa z Monachium, były to wypady jednoosobowe, których inicjatorem był najczęściej osamotniony Arjen Robben.


Cudów w bawarskiej bramce wciąż dokonywał Neuer broniąc kolejne strzały Benzemy, Asensio czy wreszcie Cristiano Ronaldo. Przewaga gości w końcowym fragmencie spotkania była wręcz przygniatająca, a zdobycie drugiego gola wydawało się kwestią czasu. Doskonała wrzutka Asensio trafiła wreszcie do aktywnego w polu karnym Portugalczyka, który po raz drugi pokonał golkipera Bayernu. W zaistniałej sytuacji największym wrogiem Bawarczyków zdawał się być czas – do końca spotkania pozostawało bowiem grubo ponad dziesięć minut, a rozbici piłkarze Ancelottiego nie mieli już sił, by zainicjować ofensywną akcję, po której mogliby poszukać wyrównującego gola. Nawet mający niespożyte siły Robben sprawiał wrażenie wykończonego zarówno fizycznie, jak i psychicznie, zwłaszcza że pozbawiony był jakiegokolwiek wsparcia. Mistrzowie Niemiec wyglądali niczym bokser, który w 60. minucie dostał pierwszy, a w 77. minucie drugi cios i końcówkę walki musi słaniać się na nogach czekając na gong. Bawarski gigant w drugiej połowie przemienił się w liliputa. W doliczonym czasie gry do siatki trafił jeszcze Sergio Ramos, ale włoski sędzia słusznie gola nie uznał.


 Bayern Monachium 1:2 Real Madryt 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *