fabregas

Trwający sezon Premier League to doprawdy istna sinusoida dla Cesca Fàbregasa. W ekipie Antonio Contego, który latem objął rządy na Stamford Bridge, hiszpański pomocnik przez pierwszą część rozgrywek odgrywał marginalną rolę, rzadko podnosząc się nawet z ławki rezerwowych. Jego kariera w Chelsea znalazła się na krzywej opadającej, ale włoski szkoleniowiec z biegiem czasu powoli zaczął przekonywać się do umiejętności reprezentanta La Roja. W ostatnich tygodniach wychowanek słynnej La Masii wreszcie regularnie melduje się na murawie i jest jedną z pierwszoplanowych postaci londyńskiego zespołu. Co sprawiło zatem, że Fàbregas nagle zyskał w oczach charyzmatycznego trenera z Lecce?

Hiszpan to z jednej strony niewątpliwie gracz nietuzinkowy i niezwykle utalentowany, mający na koncie wiele zmaczących trofeów, których niejeden piłkarz mógłby mu pozazdrościć. Z drugiej natomiast, pomocnik Chelsea w swojej dotychczasowej karierze przeżywał nie tylko wielkie wzloty – m.in. triumfy w Mistrzoswach Świata i Europy z reprezentacją Hiszpanii czy też fenomenalną pierwszą połowę mistrzowskiego sezonu 2014/15 w barwach The Blues – ale także bolesne upadki, jak choćby druga część tej samej kampanii. Nie inaczej było w zespole Antonio Contego, gdzie przez początkową część obecnych rozgrywek Cesc zupełnie nie potrafił się odnaleźć i odgrywał poboczną rolę, zupełnie nieprzystającą do jego ogromnych ambicji, a także sportowej klasy.

24 września Fàbregas wystąpił w ligowym starciu z Arsenalem, a więc swoim byłym pracodawcą. Chelsea doznała wtedy upokarzającej porażki 0:3, a Katalończyk dotrwał na placu gry ledwie do 55. minuty. Od tego czasu zaczął się dla niego fatalny okres. 29-letni rozgrywający całkowicie zniknął z pola widzenia, bowiem Conte uznał, że jego podopieczny potrzebuje odpoczynku, aby nabrać sił i w pełni wrócić do formy. Wtedy również Hiszpan doznał jednej z najbardziej upokarzających chwil w swojej karierze, kiedy na moment wylądował w rezerwach The Blues. Miało to miejsce 21 listopada ubiegłego roku w spotkaniu drużyn U-23 Chelsea z Southamptonem, wygranym przez stołeczny zespół 3:2. Co ciekawe, Cesc miał w tym zwycięstwie niepośredni udział, bowiem dwa razy otwierał kolegom drogę do bramki idealnymi podaniami, jednak z pewnością daleko było mu wówczas do euforii. Sam zawodnik chciałby jak najszybciej wymazać ze swojego życiorysu ten bolesny i pełen rozgoryczenia okres w ekipie ze Stamford Bridge.


Na kolejną szansę w Premier League kreatywny pomocnik czekał bardzo długo, bo aż do 3 grudnia. Hiszpan niespodziewanie wybiegł wówczas w pierwszym składzie Chelsea w wyjazdowej konfrontacji z Manchesterem City. Jak się okazało, było to kolejne znakomite posunięcie Contego. W 60. minucie Fàbregas znakomitym podaniem obsłużył Diego Costę, który posłał piłkę do siatki Obywateli doprowadzając do wyrównania. Ostatecznie The Blues dzięki perfekcyjnym kontrom w końcowych fragmentach meczu rozbili ekipę Guardioli 3:1, a swoją dużą cegiełkę do tego sukcesu przyłożył bohater niniejszego tekstu. Z perspektywy czasu okazuje się, iż mecz na Etihad Stadium był przełomowym momentem dla dalszych losów Katalończyka w zespole pięciokrotnego mistrza Anglii i jego swoistym wybudzeniem z głębokiego, zimowego snu.


Drugim newralgicznym momentem dla przyszłości Fàbregasa na Stamford Bridge była rewanżowa konfrontacja z Arsenalem rozegrana 4 lutego. Hiszpański pomocnik dostający od Contego z miesiąca na miesiąc coraz więcej minut gry, z każdym kolejnym spotkaniem podkreślał swoją wartość, aż w końcu w starciu z byłymi kolegami urządził sobie prywatną vendettę. Mimo że wszedł na boisko zaledwie kilka minut przed końcem meczu, zdołał zadać cios w postaci trafienia na 3:0 dla The Blues. Po końcowym gwizdku w kierunku schodzącego do szatni Hiszpana posypały się ze strony kibiców Kanonierów najgorsze możliwe inwektywy, a Cesc ze stoickim spokojem wskazał tylko na herb Chelsea, czym udowodnił, że wciąż jest związany z klubem z zachodniego Londynu silną więzią. Zła karta na dobre odwróciła się wówczas od reprezentanta La Roja. Od wspomnianej potyczki w ramach 14. kolejki Premier League Fàbregas zaczął regularnie – czy to z ławki, czy w wyjściowej jedenastce – pojawiać się w składzie lidera angielskiej ekstraklasy.


W 2017 roku spekulacje dotyczące opuszczenia Stamford Bridge przez Katalończyka przybrały na sile. Dziennikarze „The Telegraph” popełnili nawet głośny artykuł o tym, jakoby Fàbregas miał ponownie trafić pod skrzydła José Mourinho, który obecnie jest menedżerem Manchesteru United. „Daily Telegraph” wieszczył z kolei scenariusz, że 29-letni rozgrywający zostanie nowym graczem Milanu. Na razie w życiu zawodowym Cesca nie zanosi się jednak na jakiekolwiek zmiany. Przynajmniej do końca czerwca 2017 roku…

Trwająca kampania to w wykonaniu Fàbregasa istna huśtawka nastrojów i ogromne wahania formy sportowej. Chociaż Hiszpan w bieżących rozgrywkach rozegrał na angielskich boiskach w sumie niespełna 640 minut, legitymuje się niezłymi statystykami – 3 gole i 7 asyst w Premier League na tym etapie sezonu to dorobek co najmniej przyzwoity. Licząc natomiast występy na wszystkich frontach, jego bilans prezentuje się jeszcze bardziej okazale. 23 rozegrane spotkania zaowocowały pięcioma trafieniami i ośmioma ostatnimi podaniami, a to wszystko w ciągu zaledwie 1209 minut gry! Wychowanek słynnej akademii La Masia nie może być jednak w pełni zadowolony z takiego obrotu spraw. Dlaczego zatem Antonio Conte tak rzadko dawał Fàbregasowi możliwość zaprezentowania niemałych przecież umiejętności?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba cofnąć się do początku kampanii 2016/17 i taktyki stosowanej przez włoskiego menedżera, którą w zespole z niebieskiej części Londynu wdrożył zaskakująco szybko. W formacji 1-3-4-3 wszystkie tryby zaczęły funkcjonować błyskawicznie niczym dobrze naoliwiony mechanizm, praktycznie bez żadnych zgrzytów, wobec czego dokonywanie jakichkolwiek zmian nie miało sensu. Ofiarą ustawienia z trójką środkowych defensorów padł właśnie Fàbregas. Katalończyk już na początku sezonu stracił zatem miejsce w składzie, bowiem nie pasował do koncepcji Contego. Były szkoleniowiec Squadra Azzurra i Juventusu nakłada na środkowych pomocników dużo obowiązków związanych z grą w destrukcji, które nie do końca odpowiadały hiszpańskiemu kreatorowi. Jak ryba w wodzie w taktyce Włocha czuli się za to N’Golo Kante i Nemanja Matić. Na skrzydłach Conte potrzebował z kolei dynamicznych bocznych pomocników o zupełnie odmiennej charakterystyce od Fàabregasa, który notabene nigdy nie był szybkościowcem. Cesc od zawsze dobrze czuł się w roli architekta gry ofensywnej, piłkarza grającego kombinacyjnie, z polotem, a jednocześnie dostojnie, który kapitalnym prostopadłym podaniem może w każdej chwili obsłużyć kolegów z drużyny. Wystarczy spojrzeć na jego liczbę asyst – tylko jeden zawodnik w erze Premier League może pochwalić się bardziej imponującym osiągnięciem.


W ostatnich tygodniach szala zaczęła się więc przechylać na korzyść gry w pierwszej jedenastce Hiszpana kosztem Nemanji Maticia. Zdaniem eksperta BBC Gartha Crooksa, Fabregas to wciąż gracz światowego formatu, który potrafi w magiczny sposób otwierać partnerom drogę do bramki. W ostatniej ligowej konfrontacji The Blues ze Swansea Conte delegował go do podstawowego składu właśnie w miejsce serbskiego pomocnika, którego głównym walorem jest gra w defensywie. Ale, jak się okazuje, nie tylko, bowiem w trwającym sezonie Matić już kilkukrotnie pokazał, że również w ofensywie potrafi wzbić się na wyżyny. 6 asyst w rozgrywkach ligowych stanowi dla zawodnika z Bałkanów najlepszą rekomendację. Crooks uważa jednak, że była gwiazda Arsenalu ma o wiele większy potencjał od pozyskanego z Benfiki gracza:

„Cesc Fàbregas może nie dysponuje taką siłą biegową jak Nemanja Matić, ale potrafi jednym zamachem lewą nogą związać całą defensywę rywali. Mógł uzyskać w tym meczu hat-tricka, ale zabrakło dobrego wykończenia. Ostatecznie i tak nie miało to żadnego znaczenia” – zakończył na łamach portalu London Evening Standard były napastnik m.in. Tottenhamu i Charltonu

Obchodzący w maju 30 urodziny piłkarz należał do najlepszych zawodników w konfrontacji ze Swansea, a nie trzeba przekonywać, jak wyjątkowy był to dla niego mecz. Fàbregas uczcił swój okazały jubileusz – 300 meczów w Premier League – w najlepszy z możliwych sposobów. Występ przeciwko walijskiej drużynie Hiszpan okrasił nie tylko bramką, ale popisał się również fenomenalnym podaniem przy golu Pedro. Chelsea zwyciężyła pewnie 3:1 i wciąż ma komfortową przewagę punktową nad drugim w tabeli Tottenhamem.

Czy wystawienie Fàbregasa kosztem Maticia to znak nowych czasów na Stamford Bridge i sygnał, że Cesc rzeczywiście wraca do łask Contego? Odpowiedź na to pytanie pozostawiamy czytelnikom, tymczasem głos na temat swojego znakomitego meczu zabrał sam Katalończyk w rozmowie z oficjalną klubową stroną:

„Czuję się, jakbym grał tu bardzo długo. Przez 3 lata byłem poza Anglią, a osiągnąć 300 występów w Premier League jest dla mnie czymś fantastycznym. Mam nadzieję na podwojenie tej liczby! Cały czas chcę iść do przodu i grać jeszcze przez wiele sezonów. Czuję się niezwykle młodo i świeżo. Jestem w dobrej formie – także psychicznej i mentalnej. Myślę, że mogę dać z siebie jeszcze więcej”

Fàbregas odniósł się także do kwestii transferowych i spekulacji łączących go z innymi klubami:

„Zaadaptowałem się do filozofii trenera. Liczę, że teraz będę grał więcej, bowiem już złożyłem oświadczenie, że pomimo tego, iż zostały mi 2 lata kontraktu, chcę zostać na Stamford Bridge. Mam 29 lat i rozegrałem już wiele spotkań, które zostały w moich nogach i głowie. Ale czuję się młodo, biorąc pod uwagę aspekt mentalny”

Chociaż były kapitan The Gunners w pierwszym sezonie pracy Contego w Chelsea długo przesiadywał na ławce, nie żywi żadnej urazy do włoskiego szkoleniowca i nigdy publicznie nie skarżył się na swoją sytuację:

„Nie zrozumcie mnie źle – chciałbym grać w każdym meczu w pełnym wymiarze czasowym jak wszyscy zawodnicy, ale czasem trzeba o to walczyć. Łatwo powiedzieć “nie gram”, ale wówczas człowiek się denerwuje i chce gdzieś uciec. Jednak mój umysł podpowiedział mi, by tego nie robić i podjąłem wyzwanie! Nie wszystko w życiu przychodzi łatwo. W niektórych sytuacjach trzeba umieć zawalczyć. Ja właśnie to robię i mam nadzieję, że w ten sposób pokażę menadżerowi, iż może mieć do mnie zaufanie w kolejnych spotkaniach”

Nie od dziś wiadomo, że statystyki to tylko suche liczby, które nie zawsze oddają faktyczny stan rzeczy, ale poniższa grafika dobitnie pokazuje, że bez Fàbregasa gra Chelsea wygląda… znacznie lepiej:

źródło: Twitter oulala

Takie zestawienia tylko podsycają dyskusje na temat tego, czy 29-letni rozgrywający wciąż jest piłkarzem wielkiego formatu. Takich wątpliwości nie ma jego kolega z drużyny Diego Costa, który żyje z podań Hiszpana. Snajper Niebieskich nie ma wątpliwości, że Fàbregas to ciągle jeden z najlepszych kreatywnych pomocników na świecie:

„Cesc to jedyny gracz zdolny do “takich” podań, których nikt inny z naszego zespołu nie potrafiłby wykonać. Wiem, jak gra Fàbregas, a on dobrze się rozumie ze mną na boisku. Kiedy rozpoczynam bieg, nie muszę wcale spoglądać w jego kierunku. Wiem, że jeśli jest dużo przestrzeni, to pośle podanie dokładnie tam, gdzie chcę. To jest praca zespołowa. Powinieneś wiedzieć, że Cesc ze swoimi umiejętnościami i piłką przy nodze może być dla Ciebie zagrożeniem. On jest jednym z najlepszych!”Diego Costa

Zasadne pozostaje więc pytanie, czy z Fàbregasem w pełni formy Chelsea rzeczywiście potrzebuje wzmocnień w drugiej linii? Po takiej laurce, jaką wystawił mu najlepszy snajper zespołu mogłoby się wydawać, że absolutnie nie ma takiej potrzeby. The Blues pewnie zmierzają po swoje szóste mistrzostwo Anglii, a mimo to Hiszpan nie może być pewny swojej przyszłości w ekipie ze Stamford Bridge. Problem w tym, że wyjazdem do Chin czy też Stanów Zjednoczonych pomocnik nie jest w tej chwili ani trochę zainteresowany…


Włodarze lidera angielskiej ekstraklasy po cichu myślą już o kolejnej kampanii. W orbicie zainteresowań londyńskiego klubu znaleźli się tacy gracze, jak odkrycie sezonu Serie A Franck Kessié oraz dwóch młodych i perspektywicznych graczy AS Monaco – Bernardo Silva i Tiemoué Bakayoko. Nie jest tajemnicą, że kupno któregokolwiek z tego tria w letnim okienku transferowym mocno skomplikowałoby i tak niełatwą sytuację Fàbregasa…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *