Imaz Jagiellonia foto 2

Do Krakowa przychodził jako anonimowy piłkarz, który przepadł gdzieś pomiędzy falą utalentowanych graczy rokrocznie produkowanych przez hiszpański system szkolenia. Iberyjski zaciąg zaprowadził go pod Wawel, gdzie po raz pierwszy w swojej karierze miał okazję zasmakować rywalizacji na najwyższym poziomie rozgrywkowym w jakimkolwiek kraju. Gdy na dobre zadomowił się nad Wisłą, nie kazał fanom Ekstraklasy czekać zbyt długo, by zobaczyli w jego wykonaniu namiastkę tego, co na rodzimym podwórku można obserwować tak rzadko. Hiszpańska finezja, doskonała kontrola piłki, pomysł na grę, fantazja – on po prostu ma to we krwi. Czy to właśnie w Jagiellonii gra aktualnie najlepszy piłkarz polskiej elity?

Już podczas występów Jesúsa Imaza dla Białej Gwiazdy nie brakowało głosów, że to wcale nie Carlitos jest najlepszym Hiszpanem w krakowskim klubie. Ta teza, choć kontrowersyjna, zdaje się teraz wybrzmiewać ponownie i nie jawi się już jako tak absurdalna, jak choćby sezon temu. Obecny napastnik Legii strzelał gola za golem i wydawało się, że to w dużej mierze od jego postawy uzależniona jest gra całej drużyny Wisły. Mało kto dostrzegał wtedy wkład obecnego gwiazdora Pszczółek, a przecież imponująca jest jego wizja gry oraz to jak potrafi cofnąć się po futbolówkę, wyprowadzić ją, czy też dokładnie zagrać. Nie ma w Ekstraklasie zbyt wielu piłkarzy, którzy równie umiejętnie przyspieszaliby grę, co bohater niniejszego tekstu. To właśnie jego podania bardzo często otwierały akcje, które później wykańczał Carlos López. 28-latek jest prawdopodobnie także najlepiej grającym bez piłki zawodnikiem w naszej lidze. Kiedy więc snajper z Alicante obrał kurs na Warszawę, wszyscy spodziewali się drastycznej obniżki formy zespołu z ulicy Reymonta, jednak właśnie wtedy ciężar gry wziął na siebie Imaz. Dopiero wówczas cała liga przekonała się, jaki futbol potrafi prezentować wychowanek UE Lleida.

„To jest zdecydowanie mój czas. Strzelam dużo bramek. Najważniejsze jest to, że wygrywamy, ale chcę kolejnych goli. Chcę trafiać w każdym meczu i cały czas nad tym pracuję. Dla mnie nie ma limitów.”

Jesús Imaz, pomocnik Jagiellonii Białystok

W obliczu problemów finansowych 13-krotnego mistrza Polski, przyszłość hiszpańskiego gwiazdora stanęła zimą pod znakiem zapytania. Pod Wawelem brakowało sporych sum pieniędzy i pomimo faktu, że Imaz jako jeden z nielicznych otrzymywał swoje wynagrodzenie na czas, postanowił zmienić otoczenie za dość dużą jak na ekstraklasowe realia kwotę około 600 tys. €. Dla niego było to po prostu kolejne wyzwanie, z którym musiał się zmierzyć. W Białymstoku za to oczekiwania skoczyły bardzo wysoko. Sympatycy Jagi mieli świadomość tego, że na Podlasie przychodzi gwiazda ligi, jej czołowy zawodnik, za którego klub z Jurowieckiej 21 sowicie zapłacił, i tym oczekiwaniom trzeba będzie sprostać.

Imaz Jagiellonia foto 1

Premierowego gola w żółto-czerwonych barwach Katalończyk zdobył w czwartym spotkaniu, jednak swoją grą nie zawodził. Jagiellonia do końca sezonu walczyła o krajowy Puchar oraz udział w europejskich rozgrywkach. Bramka, dublet, dublet, kolejny gol i znowu dublet – powstrzymanie Imaza już wiosną bywało zadaniem z cyklu najtrudniejszych. Niespełna 29-letni pomocnik odwrócił tendencję i zamiast asystować, rozpoczął wielki festiwal strzelecki. Znajdą się wprawdzie malkontenci, którzy zauważą, iż duży procent jego trafień stanowią uderzenia z jedenastu metrów, jednak i te trzeba umieć zamieniać na bramki. Koniec końców w poprzedniej kampanii licznik Hiszpana zatrzymał się na 16 golach i 4 asystach, a mogło być ich jeszcze więcej (m.in. dwa zmarnowane rzuty karne w meczach z Piastem i Lechią – przyp. red.).

„Teraz już wszyscy widzą, dlaczego za Jesúsa zapłacono tyle pieniędzy. On jest po prostu dobrym piłkarzem.”

Maciej Stolarczyk, szkoleniowiec Wisły Kraków

Nowy sezon, który dla Białostoczan jest wyjątkowy ze względu na zbliżający się jubileusz stulecia założenia klubu, Jagiellonia zainaugurowała w Gdyni. Już pierwsza ligowa potyczka pokazała, że kres popisów filigranowego pomocnika prędko nie nadejdzie. Gol i asysta jeszcze mocniej rozbudziły apetyty wymagających kibiców ze stolicy Podlasia. Co prawda wielu z nich przewidywało już przed sezonem, że to właśnie Imaz będzie głównym motorem napędowym ekipy Ireneusza Mamrota, jednak takiej eksplozji formy nie przewidział chyba nikt. Następne serie gier to istny popis umiejętności strzeleckich byłego gracza Cádiz CF. Skoro już wcześniej śnił się po nocach bramkarzom rywali, to w tym momencie boją się oni nawet zamykać oczu. Jesús z reżysera gry stał się egzekutorem z prawdziwego zdarzenia: siedem goli w siedmiu premierowych kolejkach sezonu 2019/20, do tego asysta i fenomenalny hat-trick przeciwko byłemu klubowi.


Ten facet wydaje się obecnie nie do powstrzymania. Jeśli wierzyć liczbom, tylko raz w dotychczasowej karierze przechodził przez podobny, równie udany okres. Był to początek kampanii 2013/14, kiedy to na poziomie Segunda B ustrzelił 4 bramki w lidze, po drodze dokładając jednego gola w rozgrywkach o Puchar Króla. Warto nadmienić, że już w tym momencie Imaz ma na swoim koncie aż 17 bramek zdobytych w raptem 23 spotkaniach, jakie rozegrał w Jagiellonii, co daje wynik lepszy od zanotowanego w Wiśle (14 bramek w 49 meczach). Ponadto białostocka „11” miała swój udział przy ponad połowie goli zdobytych w bieżącym sezonie przez Dumę Podlasia (57%).

Spektakularne występy Jesúsa Imaza nie przechodzą bez echa nawet w jego ojczyźnie. Po niedawnej konfrontacji z Białą Gwiazdą znalazł się on w najlepszej jedenastce tygodnia złożonej z Hiszpanów grających poza granicami ojczyzny! Wystarczy rzut oka, by stwierdzić, że towarzystwo, w jakim znalazł się lider Jagi, jest doborowe. To chyba najlepsze podsumowanie wyczynów doświadczonego atakującego. A przecież ligowe rozgrywki jeszcze na dobre się nie rozkręciły…


Po siedmiu kolejkach podopieczni Mamrota znajdują się w ścisłym czubie tabeli – na drugiej pozycji, z tylko jednym punktem straty do liderującego Śląska Wrocław. To drugi najlepszy start w historii białostockiego klubu, a jego głównym architektem jest właśnie skromny, wiecznie uśmiechnięty Hiszpan. W stolicy województwa podlaskiego presja na mistrzostwo jest w tym sezonie większa niż kiedykolwiek. Rekordowe wzmocnienia, okrągły jubileusz i gwiazda ligi we własnych szeregach to idealne składowe, by skutecznie włączyć się do walki o końcowy triumf. Triumf, którego głód w północno-wschodniej części kraju jest doprawdy ogromny. Jeżeli liderowi Pszczółek udałoby się utrzymać taką skuteczność, Jagiellonia niewątpliwie wyrosłaby na jednego z najpoważniejszych kandydatów do tytułu, a w Białymstoku wszyscy na dobre zapomnieliby o Danim Quintanie.

Droga do historii nie prowadzi jednak przez siedem kolejek – potrzeba ich aż 37. Dlatego też z wystawianiem pomników należy wstrzymać się do maja. Póki co kibice Żółto-Czerwonych zacierają ręce i w spokoju czekają na to, co jeszcze zaprezentuje błyskotliwy zawodnik zza Pirenejów, wszak na naszym podwórku tacy piłkarze nie trafiają się zbyt często.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *