cydleeewiauadqp

Celta Vigo w ostatnich latach przyzwyczaiła kibiców do walki o europejskie puchary, które ostatecznie udało się osiągnąć w ubiegłym sezonie dzięki zajęciu szóstej pozycji w LaLiga. Wielkim rozczarowaniem był zatem start obecnych rozgrywek, kiedy po trzech kolejkach drużyna z Galicji zakotwiczyła na ostatnim miejscu bez choćby punktu. Jedną z przyczyn był z pewnością trudny dla Celestes terminarz, ale początkowe przeciwności udało się szybko przezwyciężyć i podopieczni Eduardo Berizzo wywindowali się już do górnej połówki tabeli. Na horyzoncie ponownie pojawiła się Liga Europy, choć ta kampania będzie niewątpliwie trudniejsza.

Madryt nie bierze jeńców

W ubiegłym sezonie stolica Hiszpanii i jej obrzeża pożegnały dwa kluby, gdyż zdegradowane zostały Rayo Vallecano oraz Getafe. Honoru Madrytu broniły jak zwykle Real i Atlético, którym wtórować miało debiutujące na najwyższym poziomie rozgrywek Leganés. Po losowaniu terminarza okazało się, że trzy premierowe kolejki Celta rozegra właśnie z wyżej wymienionymi ekipami.

Na pierwszy ogień poszedł beniaminek, którego postawa w Segunda była wielką niespodzianką, a zderzenie z Primera División miało okazać się bolesne. I faktycznie, mecz mógł potoczyć się po myśli graczy z Vigo, ale sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej bramki przez Iago Aspasa, dopatrując się spalonego, o którym nie było mowy.


Gorzej radzili sobie jednak obrońcy Celestes, którzy wręcz zapraszali rywali do śmiałych prób. Ci jednak nie potrafili w dobrych sytuacjach zachować zimnej krwi, na co wpływ mógł mieć debiutancki stres. Ostatecznie beniaminek zdołał wygrać 1:0, a zwycięska bramka padła po rzucie rożnym. Porażka była dla Célticos tym bardziej bolesna, że pojedynek został rozegrany na Balaídos.

Brak punktów w pierwszym meczu stawiał w trudnej sytuacji ekipę Berizzo, która w krótkim odstępie czasu musiała mierzyć się z hegemonami hiszpańskiego futbolu. Optymizmem nie napawała również świadomość starcia z Królewskimi na ich własnym obiekcie. Świeżość w ataku miał dać reprezentant Szwecji John Guidetti, który zastąpił Iago Aspasa. Triumfatorzy Ligi Mistrzów długo męczyli się z rywalem z Galicji i dopiero po godzinie gry wyszli na prowadzenie. Niepodłamana tym faktem drużyna gości wzięła się szybko w garść i po kilku minutach wyrównała, a wspomniany Guidetti asystował przy bramce. Nawet remis nie był jednak Celcie tego dnia pisany. Dominujący Real w końcu dopiął swego i zwyciężył minimalnie 2:1.

Pewne nadzieje mogły być wiązane z domowym meczem przeciwko Atlético, które zanotowało falstart remisując z dwoma beniaminkami. Rojiblancos kontrolowali spotkanie w Vigo, ale ich akcjom ofensywnym brakowało wykończenia i na przerwę obie drużyny schodziły przy wyniku bezbramkowym. Jeśli w szatni piłkarze i trenerzy Celestes snuli wizje o przełamaniu złej passy, musieli szybko zejść na ziemię i przełknąć gorzką pigułkę, jaką była upokarzająca porażka w wymiarze 0:4.


Przełamanie Aspasa

Celta może pochwalić się niezłymi środkowymi napastnikami w osobach Johna Guidettiego oraz będącego po przejściach Giuseppe Rossiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że największy ciężar spoczywa na barkach wychowanka klubu – Iago Aspasa. Gracz, który na stare śmieci wrócił po nieudanej przygodzie w Liverpoolu via Sevilla, pozostawał bez bramki od kwietnia i udało mu się przełamać dopiero w 5. kolejce ze Sportingiem Gijón. Było to „jedynie” trafienie z rzutu karnego, lecz dające zwycięstwo w końcowych minutach i pozwalające w końcu opuścić Celcie strefę spadkową.

Obecna temporada rozpoczęła się dla zespołu z Galicji od madryckiego tryptyku, natomiast kolejki 6-7 były zarezerwowane na pojedynki z ekipami z Barcelony. Tym razem udało się Celestes wykorzystać słabszą formę Espanyolu, a wspinaczkę w ligowej tabeli miała brutalnie zatrzymać Duma Katalonii. Kibice zgromadzeni na Balaídos przecierali oczy ze zdziwienia, kiedy po nieco ponad pół godzinie gry ich ulubieńcy prowadzili z mistrzem kraju aż 3:0. W tym okresie najjaśniej lśniła gwiazda Aspasa, który oprócz bramki miał już na koncie asystę. Blaugrana była wprawdzie w stanie przebudzić się po przerwie i zdobyć bramkę kontaktową, jednak czwarte trafienie dla Celty sprawiło, że nawet kolejny gol Gerarda Piqué nie mógł odebrać gospodarzom trzech punktów.

Manitę z Villarrealem należy potraktować w kategoriach wypadku przy pracy, a nie powrotu do słabego początku rozgrywek. Udowodniły to zresztą dwie kolejne ligowe potyczki, a cztery trafienia Aspasa przyczyniły się do zdobycia czterech punktów. Choć akurat spotkanie w Las Palmas należałoby potraktować w kategorii straty dwóch oczek ze względu na roztrwonienie trzybramkowego prowadzenia.

Dobra postawa napastnika zaowocowała powołaniem do reprezentacji Hiszpanii, w której udało mu się w końcu zadebiutować w wieku 29 lat. Premierowy mecz w barwach La Roja Aspas okrasił golem w towarzyskiej potyczce z Anglią.

Najlepszy snajper Celty po powrocie z kadry nadal błyszczał i dzięki kolejnym trzem bramkom powiększył swój dorobek do dziewięciu trafień, co na ten moment daje mu pozycję wicelidera strzelców LaLiga, tuż za Cristiano Ronaldo.


Home, sweet home

Na szczególną uwagę zasługuje postawa Celty Vigo w meczach domowych. O dwóch sierpniowych porażkach mało kto już pamięta, gdyż obecnie zespół kontynuuje serię pięciu zwycięstw na własnym terenie. Do tego należy doliczyć trzy mecze w fazie grupowej Ligi Europy, w których rywale również nie potrafili zdobyć Balaídos.


Gra w europejskich pucharach to oczywiście niewątpliwy prestiż, choć największe ekipy Europa League traktują nierzadko jako zło koniecznie, zamiast szansy na zapełnienie klubowej gabloty kolejnym trofeum. Eduardo Berizzo także starał się rotować składem, jednak nigdy nie było to przemeblowanie całej podstawowej „jedenastki”. Kiedy przed ostatnią kolejką awans Celty do 1/16 finału był zagrożony, w meczu z Panathinaikosem wystąpili praktycznie wszyscy najważniejsi gracze z wyjątkiem Iago Aspasa pauzującego za czerwoną kartkę otrzymaną w spotkaniu ze Standardem Liège. Podopieczni argentyńskiego szkoleniowca pewnie zwyciężyli 2:0 i czekają teraz na pierwszego rywala w fazie pucharowej.

Natłok meczów wydaje się na razie nie przeszkadzać Celcie. Zresztą w ubiegłym sezonie Celestes nie skupiali się wyłącznie na lidze, gdyż potrafili osiągnąć półfinał Copa del Rey, eliminując po drodze Atlético i zatrzymując się dopiero na Sevilli. W trwającej kampanii ekipa z Galicji walczy na trzech frontach, a pierwsze trudności mogą zacząć się w drugiej części sezonu, kiedy piłkarze zaczną odczuwać zmęczenie, a poziom rywali w Pucharze Króla i Lidze Europy będzie coraz wyższy.


Siła spokoju

Celta w przeciwieństwie do wielu innych hiszpańskich klubów jest zarządzana w bardzo przemyślany sposób. Prezes i jego współpracownicy nie są kąpani w gorącej wodzie i wolą zachowywać spokój, stawiając na stabilizację. Eduardo Berizzo sprawuje pieczę nad galicyjskim zespołem już trzeci sezon i nikt nawet nie ośmieliłby się wysunąć propozycji zwolnienia byłego reprezentanta kraju po słabym początku rozgrywek.

Źródło: AS
Źródło: AS

W letnich ruchach kadrowych Celty również na próżno szukać znamion rewolucji. Celestes ponieśli jedną bolesną stratę, jaką był transfer Nolito do Manchesteru City. Motor napędowy drużyny już w styczniu miał przejść do Barcelony, ale kontuzja skomplikowała te plany. Patrząc jednak z drugiej strony, hiszpański lewoskrzydłowy skończył przed dwoma miesiącami 30 lat, więc był to ostatni moment dla klubu z Vigo, aby na nim zarobić. 18 mln € otrzymane od angielskiego zespołu nie zostały jednak udostępnione w całości na kupno nowych graczy. Tylko 1/3 tej kwoty wydano na transfer błyskotliwego Pione Sisto z duńskiego Midtjyllandu, który z uwagi na wiek (21 lat) jest znacznie bardziej perspektywicznym zawodnikiem niż Nolito, a już teraz całkiem nieźle poczyna sobie w pierwszym zespole.

Przemyślane ruchy sprawiły, że Celta Vigo po spadu z Primera División w 2007 roku dosyć szybko zaczęła notować stały progres. Wprawdzie powrót do elity zajął Galicjanom aż pięć lat, ale począwszy od sezonu 2008/09, każde kolejne rozgrywki były coraz lepsze. Od 17. miejsca i walki o utrzymanie w Segunda División, poprzez awans i 6. miejsce w LaLiga w ubiegłej kampanii – to, patrząc na Eduardo Berizzo i jego podopiecznych, wydaje się nie być jeszcze szczytem marzeń i możliwości Célticos.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *