chiesa-bernardeschi-fiorentina-udinese-serie-a_j2z4sstklkr51s5l1yu2r6jdb

W ostatnich czterech latach Fiorentina zawsze kwalifikowała się z ligi do europejskich pucharów – trzy lata z rzędu zajmowała czwartą lokatę, a poprzedni sezon zakończyła jedno miejsce niżej. W bieżącej kampanii przepustek do Ligi Europy nie uda się już raczej Violi wywalczyć, a drużynę latem czekać będzie sporych rozmiarów przemeblowanie, które stanowi początek planu rozpisanego na najbliższe lata.

Od kiedy ACF Fiorentina powróciła w szeregi pierwszoligowców, jej władze zapowiadały rychły marsz w górę tabeli i faktycznie tak się działo. Przez ponad dekadę klub z Florencji wpasował się idealnie w pojęcie „szerokiej ligowej czołówki”, ale zawsze czegoś brakowało, żeby zakończyć rozgrywki choćby na najniższym stopniu podium. Trzy lata pod rządami Vincenzo Montelli owocowały „tylko” czwartą lokatą, a kiedy byłego piłkarza Romy zastąpił Paulo Sousa, klubowe władze obwieściły, że wykonują właśnie krok do przodu. Zresztą samo rozstanie z „l’Aeroplanino” przebiegło w formie skandalu i wzajemnych oskarżeń. 42-letni szkoleniowiec głośno zastanawiał się nad sensem pracy na Stadio Artemio Franchi i chciał odejść do większego klubu. Diego Della Valle nad czymś takim nie mógł jednak przejść do porządku dziennego. Montella został odsunięty od prowadzenia zespołu, ale ewentualny chętny do jego zatrudnienia musiałby zapłacić Gigliatim odszkodowanie. Banitę z nicości uratował w listopadzie Massimo Ferrero, który sprowadził go do Sampdorii.


Początek przygody Portugalczyka nad rzeką Arno był więcej niż obiecujący. Aż do 27. kolejki poprzedniego sezonu Fiorentina utrzymywała się na podium (z krótką przerwą na dwie serie spotkań – dod. red.). Końcówka rozgrywek była już jednak dużo słabsza. Viola nie wytrzymała tempa narzuconego przez Napoli i Romę, a ponadto dała się jeszcze minąć Interowi, wieńcząc campionato 2015/16 na piątym miejscu. 64 punkty na finiszu to dokładnie tyle samo, ile rok wcześniej ugrał Montella, a Włoch dotarł jeszcze do półfinału Ligi Europy. Były trener FC Basel nie był w stanie powtórzyć tego osiągnięcia odpadając już w 1/32 finału z Tottenhamem, po drodze w grupie przegrywając także z Lechem Poznań i swoim byłym pracodawcą.

Obecny sezon miał być lepszy zarówno pod względem występów na krajowym podwórku, jak i tym europejskim. I chociaż mamy dopiero połowę kwietnia, można już zakładać, że nic takiego się nie wydarzy. W Europa League potknięcie nastąpiło dokładnie na tym samym etapie, ale tym razem było dużo bardziej bolesne. Po wygranej w Niemczech z Borussią Mönchengladbach 1:0 i prowadzeniu w 30. minucie rewanżu 2:0, Fiorentina dała się dogonić i przegrała przed własną publicznością 2:4, co oznaczało niespodziewane pożegnanie rozgrywkami.

W Serie A zauważalny jest natomiast spory regres względem ostatnich lat, bo ósma lokata ze stratą siedmiu punktów do piątej Atalanty nie zadowala we Florencji nikogo. Przyszłość Paulo Sousy w stolicy Toskanii wydaje się jasna: wraz z rozegraniem ostatniej kolejki ligowej pożegna się ze stanowiskiem. Media na Półwyspie Apenińskim niemal codziennie prześcigają się w typowaniu kolejnych kandydatów na jego następcę. Padają nazwiska Roberto Donadoniego, Cesare Prandelliego, Stefano Piolego czy Eusebio Di Francesco. Według lokalnego dziennika „La Nazione” to ten ostatni jest najbliżej ławki trenerskiej Fiorentiny, z którą miał już nawet uzgodnić warunki trzyletniej umowy.


Jednak im gorsze wyniki zaczyna osiągać z Interem Pioli, tym mocniej przez dziennikarzy jest wypychany z Mediolanu i tym bardziej intensyfikują się plotki łączące go z Fiorentiną. Jeśli wierzyć włoskiej prasie, która ukazała się w środę 12 kwietnia, to o jego posadzie (i o posadzie Montelli przy okazji) zadecydować mają najbliższe derby Mediolanu. Póki co takie gdybanie powinniśmy wszyscy wziąć w spory nawias, ale z listy potencjalnych trenerów chyba najbardziej pasuje do stolicy Toskanii Di Francesco. Opiekun Sassuolo udowodnił przez lata pracy w klubie z Mapei Stadium, że potrafi zarządzać młodymi zawodnikami z których jest w stanie zbudować solidną ekipę. Awans do Ligi Europy w zeszłym sezonie był dla Neroverdich swoistym Mount Everestem, ale skoro piłkarze po takim sukcesie mogą się wypromować do bogatszych klubów, to taka sama zasada dotyczy też trenerów. Di Francesco na Città del Tricolore osiągnął już wszystko i kolejny rok pracy tam może zwyczajnie go wypalić. Na pewno potrzebuje kolejnych bodźców, nowego otoczenia i większych wyzwań, aby dalej się rozwijać. Fiorentina wydaje się dla niego krokiem w idealnym kierunku.


Di Francesco od paru lat przymierzany jest do największych klubów na Półwyspie Apenińskim – na czele z Romą, której notabene kibicuje czy Milanem, któremu miał odmówić w zeszłym sezonie tłumacząc się chęcią osiągnięcia czegoś z Sasòl. Klub z Emilii-Romanii wprowadził do fazy grupowej LE i tylko można się zastanawiać, jak potoczyłyby się jego losy w tych rozgrywkach, gdyby nie swoisty szpital w drużynie, z którym 47-latek musiał się zmagać. Przypomnijmy, że na początku europejskich zmagań Sassuolo nie dało szans Athletikowi Bilbao wygrywając z Baskami aż 3:0.


Co jeszcze przemawia za tą kandydaturą? Oczywiście interesy. Jak podaje tuttomercatoweb.com, Di Francesco zmienił agenta, który ma się postarać znaleźć swojemu klientowi odpowiednią pracę. Od paru dni szkoleniowiec rodem z Pescary współpracuje bowiem z Falim Ramadanim, który pozostaje w dobrych relacjach z kierownictwem Fiołków. To on sprowadzał do Florencji takich piłkarzy jak Stevan Jovetić i Adem Ljajić. Di Francesco miał być niezadowolony z efektów rozmów, jakie prowadził w jego imieniu Carpeggiani i stąd decyzja o rozstaniu obu panów. Mniej więcej w tym samym czasie dyrektor generalny Fiorentiny, Pantaleo Corvino, zlecił także Ramadaniemu pomoc w poszukiwaniu nowego trenera dla zespołu z Toskanii. Jeśli te zakulisowe informacje są prawdziwe, to puzzle zaczynają układać się w obraz przedstawiający wychowanka Zdenka Zemana z fioletowym krawatem pod szyją.

Di Francesco na Artemio Franchi mógłby liczyć na tych piłkarzy, którzy obecnie nabierają ogrania w Serie A: Federico Chiesę, Sebastiána Cristóforo, Carlos Salcedo czy mającego wreszcie stać się pierwszym wyborem Khoumę Babacara. Senegalczyk jest ostatnio w dobrej formie, a bramki przeciwko Bolognii oraz Sampdorii stanowią argumenty na regularną grę. Wszystko wskazuje na to, że obok ciemnoskórego 24-latka nie zobaczymy już Nikoli Kalinicia, który kuszony jest ofertami z Chin, a jego sprzedaż (przynajmniej w teorii) miałaby pozwolić na pozostanie we Florencji największej gwiazdy klubu – Federico Bernardeschiego, na którego parol zagiął przede wszystkim mediolański Inter.


Jednak jeśli Nerazzurri będą dysponowali wypchanym przez chińskich właścicieli portfelem, to ich argumenty mogą zaważyć na sprowadzeniu na Giuseppe Meazza lidera Violi. Obok tej dwójki Fiorentinę opuścić powinien też bramkarz Ciprian Tătărușanu, ale nie będzie to oznaczało bynajmniej szansy dla Bartłomieja Drągowskiego. Zastępca Rumuna jest już w składzie i to zapewne Marco Sportiello stanie się numerem jeden, bo w Atalancie, z której jest wypożyczony do Gigliatich, miejsca dla niego już nie ma. Drugi rok z rzędu władze toskańskiego klubu stoczą też batalię o utrzymanie w składzie Milana Badelja, który jeszcze nie przedłużył wygasającego w czerwcu 2018 roku kontraktu (w takiej samej sytuacji są Iličić, Milić i wspomniany wyżej Tătărușanu – przyp. red.).

Kogo zatem będzie mógł się spodziewać w Campini nowy szkoleniowiec Fiorentiny, kimkolwiek on będzie? I tutaj plotek jest cała masa, a wszystko zależy od tego, kto będzie owe klocki układał. Jeśli przyjmiemy, że jednak obecny trener Sassuolo, to bardzo prawdopodobne wydaje się transfer do Florencji obrońcy Francesco Acerbiego. W środku pola pierwsze skrzypce grać ma Ricardo Saponara, który w ostatnim dniu zimowego mercato został kupiony z Empoli. Póki co Włoch wprowadzany jest do zespołu powoli (tylko dwa mecze w wyjściowym składzie), ale już wypracował kolegom dwie bramki, a jedną sam strzelił. W środku obrony na szansę może liczyć już potwierdzony nowy nabytek z Partizana Belgrad – Nikola Milenković. Dziewiętnastolatek to jeden z największych serbskich talentów młodego pokolenia. Mierzący 195 centymetrów defensor ma za sobą nawet debiut w pierwszej reprezentacji Оrlovich, a polscy kibice mogą go kojarzyć z meczów eliminacyjnych Ligi Europy przeciwko Zagłębiu Lubin.

Wymienianie kolejnych potencjalnych wzmocnień Violi mija się w tej chwili z celem, bo większość doniesień oparta jest na spekulacjach. Kierownictwo Fiorentiny wszystkie decyzje będzie podejmowało przede wszystkim po parafowaniu umowy z nowym opiekunem zespołu, a także mając już wiedzę, jakie ubytki trzeba będzie uzupełnić i ile pieniędzy będzie można przeznaczyć na nowych piłkarzy. Można zakładać, że jeżeli na kimś z dwójki Kalinić – Bernardeschi uda się florentczykom zarobić sporo gotówki, to zostanie ona przeznaczona na graczy młodych i perspektywicznych, którzy nad rzeką Arno będą mogli wykonać kolejny krok w karierze. Bo pomimo tego, że bracia Della Valle mają chęć wprowadzić swój klub do Ligi Mistrzów, to dobrze wiedzą, że w tej chwili stoją za trójką Juventus FC, AS Roma, SSC Napoli, a ciężko byłoby im konkurować zarówno z Lazio, jak i dwoma mediolańskimi gigantami. Gwiazd futbolu nie ma się więc w stolicy Toskanii co spodziewać, ale utalentowanych adeptów futbolu jak najbardziej. Z takich zawodników trener pokroju Di Francesco jest w stanie zbudować zespół mogący namieszać w Serie A niczym jedenastka Montelli z sezonu 2012/13 (70 punktów i 4. miejsce w Serie A – przyp. red.) czy niemalże legendarna już ekipa Giovanniego Trapattoniego z campionato 1998/99, która wywalczyła dla Florencji ostatnie ligowe podium.

Najbliższy rok będzie zatem pierwszym etapem budowania drużyny, która będzie mogła z powodzeniem powalczyć o jedno z czterech miejsc, jakie gwarantuje Włochom nadchodząca reforma kwalifikacji do Champions League. Z ewentualnymi pieniędzmi od UEFA Fiorentina będzie mogła stawiać kolejne kroki w budowie silnego klubu. To jednak melodia przyszłości obliczonej zapewne na jakieś najbliższe pięć-sześć lat, a więc czas, jaki szefostwo daje sobie także na wybudowanie nowego stadionu, którego projekt został przedstawiony w marcu.

Plany długofalowe przedstawiają się nader efektownie, ale żeby miały one szansę się ziścić, dobre decyzje powinny zostać podjęte już w najbliższych tygodniach.

Autor: Łukasz Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *