EXVweUqUcAATxZE

Pandemia koronawirusa wprowadziła olbrzymią rewolucję w życiu społecznym i zapewne już nigdy nie uda się wrócić do porządku, który znaliśmy jeszcze kilka miesięcy temu. W nowej rzeczywistości muszą odnaleźć się także kluby piłkarskie, od wielu tygodni mające przymusową przerwę w rozgrywkach. Jeszcze niedawno wydawało się, że w każdej z najsilniejszych lig na Starym Kontynencie uda się przynajmniej podjąć próbę wznowienia rywalizacji o krajowy prymat, jednak nie po raz pierwszy w swojej historii zdezerterowała Francja. Włodarze Ligue 1 w trybie ekstraordynaryjnym przyznali mistrzostwo Paris Saint-Germain. Próbę „odmrożenia” rozgrywek ligowych podjęły Polska i Niemcy, ale trudno obecnie wyrokować, czy te plany mają w ogóle szansę na realizację.

Kilka dni temu władze Ligue 1 postanowiły zakończyć ligowe zmagania nad Sekwaną i ogłosiły to, co de facto już od dawna było wiadomo. Mistrzem kraju mianowano PSG, które dzięki gigantycznemu wsparciu ze strony szejków z Bliskiego Wschodu od wielu lat jest głównym faworytem do tytułu mistrza kraju i tylko raz w ostatnim czasie ogromną niespodziankę była w stanie sprawić ekipa AS Monaco, momentalnie rozkupiona przez możniejsze kluby.

Przynajmniej z tego względu nikt nie zamierzał tej decyzji oprotestować. Ale to byłoby na tyle, jeśli chodzi o spokojne zaakceptowanie rzeczywistości. Co zrozumiałe, najgłośniej słychać było utyskiwanie tych, którzy stracili najwięcej. Olympique Lyon w letnim oknie transferowym musiał zaakceptować fakt, że na podbój innych lig postanowili wyruszyć Tanguy Ndombélé, Ferland Mendy oraz Nabil Fekir, ale w ich miejsce do stolicy Rodanu trafili utalentowani Jeff Reine-Adélaïde, Joachim Andersen, czy Bruno Guimarães, którzy już za kilkanaście miesięcy mogą przynieść siedmiokrotnemu mistrzowi Francji gigantyczny zastrzyk finansowy.

Po dokonaniu takich wzmocnień nikt na Groupama Stadium nie spodziewał się innego scenariusza niż drugie miejsce w tabeli i pewny udział w kolejnej edycji Champions League. Piłkarska murawa boleśnie zweryfikowała jednak te ambitne plany. Porażki w prestiżowych konfrontacjach z Lille OSC, AS Saint-Étienne, czy OGC Nice sprawiły, że Moussa Dembélé, Memphis Depay i spółka w momencie przerwania rozgrywek plasowali się dopiero na 7. lokacie. A to oznacza, że w obecnej sytuacji w ogóle nie uczestniczyliby w kolejnej edycji europejskich pucharów!

Jedni są wściekli, tymczasem inni mają wielkie powody do zadowolenia. Po raz pierwszy od 57 lat okazję do zaprezentowania się na arenie międzynarodowej otrzyma Stade de Reims, które w latach 50. dwukrotnie grało w finale Pucharu Europy z Realem Madryt. Na swój premierowy występ w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na Starym Kontynencie będą mogli liczyć także gracze Stade Rennais – pod warunkiem, że uda im się przebrnąć przez eliminacje.


W zupełnie innym kierunku postanowiono pójść natomiast w środkowej i wschodniej części Europy. Być może Polacy oraz Niemcy mają większe zaufanie do swoich kibiców i nie spodziewają się, że ci zachowają się równie nieodpowiedzialnie co fani PSG, którzy pomimo zamknięcia stadionu postanowili jednak przybyć pod Parc des Princes. Być może także nazbyt wierzą w swoje umiejętności organizacyjne, skoro postanowili, że jeszcze w maju podejmą próbę wznowienia rozgrywek, prezentując konkretny plan działania.

Na przełomie kwietnia i maja za naszą zachodnią granicą władze Bundesligi przetestowały wszystkich zawodników i tylko w kilku przypadkach badanie na koronawirusa dało wynik pozytywny, a chorych błyskawicznie poddano stosownej izolacji. To nie spowodowało żadnych opóźnień i w środę kanclerz Angela Markel zapaliła zielone światło – w drugiej połowie maja liga mistrzów świata z 2014 roku znów będzie mogła przyciągać przed ekrany telewizorów miliony widzów. Najbardziej prawdopodobna data to 15 maja, a wszystko poprzedzi izolacja, którą ma być tygodniowy okres przygotowawczy. Co w pełni zrozumiałe, jeszcze przez dłuższy czas mecze będą rozgrywane bez udziału publiczności, z zastosowaniem ścisłego reżimu sanitarnego.


Nieco bardziej skomplikowana sytuacja bywa nad Wisłą, wszak nie od razu wszystkie kluby otrzymały zgodę na treningi w kilkunastoosobowych grupach. Nieco grozy pojawiło się podczas wtorkowych doniesień mediów, które sugerowały, jakoby nawet kilkunastu zawodników Ekstraklasy mogło zostać zakażonych „COVID-19”. Dokładniejsze badania nie potwierdziły jednak pesymistycznych informacji na temat Lecha Poznań, Cracovii, czy Wisły Kraków. Najdłużej w wielkiej niepewności żyli w Kielcach, gdyż tam informacja na temat dodatkowych próbek pojawiła się dopiero w czwartkowy poranek.


Pierwotny plan, czyli wznowienie rywalizacji na krajowych boiskach w końcówce maja, jest nadal aktualny. Sytuacja związana z pandemią jest jednak na tyle skomplikowana i dynamiczna, że żaden ceniony ekspert czy wirusolog nie podejmie się zapewnienia kibiców, że za kilka lub kilkanaście dni ten termin wciąż będzie obowiązywał. Dopiero wtedy okaże się, czyja decyzja była słuszna, a kto postąpił nazbyt pochopnie, narażając się zewsząd na gigantyczną krytykę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *